Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

dr Paweł Grzesiowski przegrał w sądzie z Justyną Sochą ze STOP NOP

Już 1 umiarkowany trening działa przeciwzapalnie

fitness

Już jedna 20-minutowa sesja ćwiczeń o umiarkowanej intensywności może działać przeciwzapalnie.
Za każdym razem, gdy się gimnastykujemy, robimy coś dobrego dla swojego organizmu na wielu poziomach [...] - przekonuje dr Suzi Hong ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. Przeciwzapalne skutki ćwiczeń są znane badaczom, ale odkrycie mechanizmu tego procesu daje szansę na bezpieczne maksymalizowanie korzyści.
W czasie ruchu aktywowane są mózg i sympatyczny układ nerwowy. Do krwiobiegu uwalniane są hormony (np. epinefryna i noradrenalina), które pobudzają receptory adrenergiczne komórek odpornościowych.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Wykazaliśmy, że jedna ok. 20-min sesja ćwiczeń umiarkowanej intensywności na bieżni skutkuje 5% spadkiem liczby stymulowanych komórek odpornościowych produkujących TNF [prozapalny czynnik martwicy nowotworu]. Wiedza, co uruchamia regulacyjne mechanizmy białek zapalnych, może się przyczynić do opracowania nowych terapii przewlekłych chorób zapalnych [...].
Podczas eksperymentu 47 ochotników maszerowało na bieżni. Tempo dostosowywano indywidualnie, biorąc pod uwagę sprawność fizyczną danej osoby. Przed i bezpośrednio po sesji pobierano krew.
Nasze studium wykazało, że ćwiczenia nie muszą być intensywne, by pojawił się efekt przeciwzapalny. Wydaje się, że wystarczy 20-30 min umiarkowanych ćwiczeń, np. szybkiego chodu. Przekonanie, że trening oznacza dawanie z siebie wszystkiego przez długi czas, może odstraszać ludzi cierpiących na przewlekłe choroby zapalne, którzy mogliby znacznie skorzystać na aktywności fizycznej.

Chrapanie. Skuteczny domowy sposób.

Carrot

Jedną z głównych przyczyn chrapania jest nadmiar śluzu. Zmniejszenie ilości śluzu, który osadza się w gardle i drogach oddechowych, udrożni przepływ powietrza, co znacząco zmniejszy lub nawet wyeliminuje chrapanie.

Jednym ze sposobów na pozbycie się nadmiaru śluzu jest picie soku:

Składniki:chrapanie jak sie pozbyc
-2 marchewki
-2 jabłka
– kawałek imbiru wielkości kciuka
-1/4 cytryny
Wycisnąć w wyciskarce lub sokowirówce, wymieszać i wypić.
Poza tym, starać się unikać nadmiernego spożycia alkoholu, smażonych potraw, czekolady, żywności przetworzonej i ograniczyć potrawy zawierające mąkę.

Dlaczego zioła z apteki nie leczą?


Medical Zioła zbiór zdjęć royalty-free

Wszyscy wiemy, że w przypadku leczenia wielu chorób można i trzeba stosować zioła, które w przeciwieństwie do tabletek mają mniej skutków ubocznych, są lepiej tolerowane przez pacjentów. Jednakże pijąc napary ziołowe kupione w aptece często nie widzimy żadnych pozytywnych rezultatów. Rezygnujemy, zaczynamy połykać tabletki i narzekać na nieskuteczność środków medycyny ludowej.

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Ale czy wiele osób wie, dlaczego zioła z apteki nie dają żadnego efektu? Problem polega na tym, że zioła farmaceutyczne, a raczej to, co pozostało po manipulacjach z surowców roślinnych – prawie nie mają właściwości leczniczych. Na półki aptek trafiają odpady z ziół leczniczych. Z nich już wyciśnięto wszystkie wartości w formie wyciągów. Następnie wysuszono w piecach w wysokiej temperaturze.
To, co pozostało po tych manipulacjach? Cięta celuloza, która jest sprzedawana w opakowaniach luzem. Zaskoczony?
Konsekwencje leczenia ludzi za pomocą traw kupionych w aptece lub na rynku? – W większości przypadków nie ma żadnych efektów, a tym samym następuje pogorszenie choroby, prowadząc do stanu przewlekłego. Oprócz tego dzisiaj, jak nigdy dotąd, są częste przypadki, gdy przyjmowanie ziołowych naparów wątpliwego pochodzenia doprowadza do oparzenia błon śluzowych, problemów z przewodem pokarmowym. Powód – duży udział chwastów lub trujących roślin, które z pewnością trafiają do leczniczych mieszanek.
Czy jest alternatywa dla takich „leczniczych” ziół? Oczywiście, że jest. Upewnij się, że zioła są zebrane i wysuszone w odpowiedni sposób, w odpowiednim czasie. Pożądane jest, aby rośliny były w całości, a nie rozdrobnione w pył. To znacząco zmniejszy ryzyko niepożądanych zanieczyszczeń i poprawi skuteczność ziół leczniczych.
Źródło: http://3rm.info/publications/54245-pochemu-travy-iz-apteki-ne-lechat.html
Tłum: Olga Ka

niedziela, 15 stycznia 2017

Zdjęcie użytkownika Janusz Imiołczyk.

Miliony ludzi cierpią i umierają z powodu wynikających z błędów żywieniowych schorzeń, takich jak otyłość, nadciśnienie, zawały serca, dusznica, udary, miażdżyca, osteoporoza, rak, cukrzyca, choroba Alzheimera i inne chroniczne schorzenia. A przyczyną właśnie tych schorzeń jest spożycie mięsa, mleka, nabiału, jaj; tłuszczy i białek zwierzęcych. Wiele przeprowadzonych w ostatnich latach badań udowodniło związek pomiędzy tymi schorzeniami a spożyciem wszelkich produktów pochodzenia zwierzęcego. -dr.n. med. Ernest Walter Henrich

Zdjęcie użytkownika Anna Cooke.

UWAGA! JESZCZE JEDEN WIRUS!














TY TEŻ JESTEŚ WIELOWYMIAROWĄ ISTOTĄ
Energia naszej planety wzywa nas do podniesienia poziomu naszej częstotliwości.
Nadszedł czas, aby wstąpić na wyższy plan duchowej ewolucji.
OTO BUDZĘ SIĘ DO SPEŁNIENIA MOJEJ MISJI
Motto:
[...] przyjdę jak złodziej i nie poznasz, o której godzinie... (Apokalipsa Jana, 3:3)
Siedząc jako więzień polityczny w więzieniach STASI z początkiem lat 70-ch XX wieku nie myślałem, że dożyję dnia upadku Muru Berlińskiego. Wraz z tysiącami innych ludzi wizualizowałem ten moment w historii ludzkości, jednak nie wiedziałem w tamtym stanie świadomości, że każde życzenie się spełnia. Dożyłem tego dnia, który przeszedł o historii.
Dziś doczekałem się dnia, który nadszedł szybciej niż mogłem się spodziewać. Miliony, miliony ludzi budzi się ze snu do kosmicznego życia, jak Śpiąca Królewna pocałowana przez królewicza.
27.12.2014
Zarazek sporadycznej – i najczęściej egzystującej jako bardzo odizolowana – choroby wydaje się teraz mutować. Pojawił się w kilku państwach jednocześnie – w tym również w Niemczech, Austrii i Szwajcarii – i rozszerza się na cały świat szybciej niż wirus Ebola.
Grypa AWAKEN (zwana w Polsce Grypą Przebudzenia Duchowego) – grypa jaką czołowi eksperci WHO [Światowej Organizacji Zdrowia] nazywają Wirusem Zagrażającym Systemowi Globalnej Władzy – powoduje nagłe rozbudzenie się ludzkiego umysłu do stanu chronicznego, klarownego i trzeźwego sposobu myślenia oraz postrzegania rzeczywistości tu i teraz, czyli Wiecznej Teraźniejszości.
- Na początku proces ten zaczyna się niegroźnie – wraz z odczuwaniem przyjemności z picia wyłącznie oczyszczonej z chloru, fluoru i innych toksyn wody pitnej oraz ze spożywaniem zdrowej żywności.
- Następnie pojawia się wyraźna antypatia i niechęć do konsumowania informacji serwowanych przez mainstreamowe środki przekazu, t.zw. media.
- Ostatecznie pojawia się syndrom Podwyższonej Świadomości Kosmicznej Wspólnoty i Jedności. Dochodzi tu do całkowitego zjednoczenia się z własnym jestestwem, z sobą samym - z Duchem, a co za tym idzie do nieznanego dotąd pacjentowi stanu świadomości – do całkowitego uwolnienia się od uczucia strachu.
- Ostatecznie choroba kończy się stanem bezwarunkowej, bezinteresownej Miłości, pokorą wobec Majestatu Życia i wdzięcznością do Stwórcy, do Jego Tworzenia i do samego siebie, z powodu cierpliwości jaką się wykazał żyjąc jako niewolnik w systemie Zła.
Wszystkie do dziś wypróbowane przez władzę naziemną środki, takie jak m.in. ekstremalnie niskie częstotliwości HAARP, chemtrails (smugi chemiczne), mistrzostwa świata w piłce nożnej, a nawet dokonywane w trybie przyspieszonym masowe szczepienia, operacje fałszywej flagi i groźby związane ze scenariuszem globalnej wojny…, wydają się być całkowicie bezskuteczne.
JESTEŚMY NIEZNISZCZALNI, BO JESTEŚMY ŻYCIEM.
JESTEŚMY NIEZNISZCZALNI, BO JESTEŚMY MIŁOŚCIĄ W AKCJI.
JESTEŚMY NIEZNISZCZALNI, BO JESTEŚMY FALAMI A ZARAZEM CZĄSTECZKAMI ŚWIATŁA (co nota bene potwierdzone jest „naukowo” tak, jakby to było istotne).
Tak zwana Elita Rządząca jest całkowicie bezradna!
Cugle władze wymknęły się z jej obolałych z powodu duchowej artrozy dłoni.
Z powodu zagrożenia spowodowanego tym właśnie Wirusem Życia, WHO ogłosiła najwyższy stopień epidemiologicznego zagrożenia, bowiem Wirus Jedności może gruntownie zmienić ŻYCIE w każdym jego aspekcie na n a s z e j planecie i okolicy! Nawet wysłane SMS-em przez tę organizację ostrzeżenie skierowane do ponad 7 miliardów mieszkańców planety Ziemia: „Proszę pozostać w swoim Matriksie! Tylko tam jesteście bezpieczni!” - przebrzmiało bez echa. Prawo rezonansu osłabło w tym wypadku!
Także najbardziej skuteczny do tej pory ANTYBIOtyk o szerokim spektrum zastosowania i działania (skierowany przeciw świętemu ŻYCIU), mianowicie piorąca mózg papka przygotowana przez masowe media (czyli permanentne powtarzanie idiotycznej dezinformacji) przestaje działać!
Z punktu widzenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) jest jeszcze gorzej: zainfekowani Wirusem Jedności szybko rozwijają nieodwracalną i całkowitą odporność na każdy rodzaj manipulacji.
Ten kto jest zainfekowany w sposób oczywisty nie może już więcej wrócić do starych narzuconych wzorców myślowych. Sflaczały model myślenia uległ atrofii.
Wprawdzie Wirus ten został szybko zidentyfikowany, to jednak poplecznikom Elity Rządzącej (nie z Bożej Łaski) nie udało się szybko go odizolować.
Przez ekspertów nazywany jest też Wirusem Prawdy, Wirusem Miłości lub Wirusem Akaszy i jest bardzo, wręcz bardzo zaraźliwy. Władze planetarne oraz podległa im WHO - Światowa Organizacja Zdrowia - nakazują unikać kontaktu z samodzielnie myślącymi i działającymi w sposób odpowiedzialny ludźmi. Istnieje bowiem podejrzenie, że ten Wirus może się również dalej rozpowszechniać za pomocą telepatii!
Na podstawie ostatnich badań odkryto również w jaki sposób przebiega proces zakaźny:
- choroba na ogół zaczyna się wraz z przeczytaniem niniejszego odszyfrowanego tekstu!
- okres inkubacji wynosi zaledwie kilka nanosekund
- … no, już zaświtało?
Serdecznie witamy w Wymiarze Wolności!
… zaś co najważniejsze: z każdą chwilą, z każdą minutą, z każdą godziną,
z każdym dniem jest nas coraz więcej!
Prof. Dr. Michael Vogt
Roman Nacht
PS.: Zanim osądzisz albo nadal rościć będziesz sobie prawo wyłączności jeśli chodzi o głoszenie Prawdy Absolutnej, nie zapominaj o tym, że nie postrzegasz nawet 1% widma elektromagnetycznego i nie słyszysz nawet 1% pasma akustycznego.
Czytając niniejszy tekst podróżujesz z szybkością 220 kilometrów na sekundę przez małą galaktykę zwaną Drogą Mleczną, co nie stanowi jakiejś niebywałej prędkości.
90% komórek Twojego ziemskiego, fizycznego ciała zawiera swoje własne drobnoustrojowe DNA, a to oznacza, że nie są "Tobą". Atomy Twojego materialnego ciała to w 99.9999999999999999% pusta przestrzeń; reszta nie może być tez uznana za "coś solidnego". Ani jeden z tych atomów nie jest tym samym, w które przyodziałeś się w chwili przyjścia na ten świat. Wszystkie one zrodzone zostały w brzuchu gwiazdy.
Jako istota ludzka posiadasz 46 chromozomów, a więc o dwa chromozomy mniej niż np. ziemniak.
To że postrzegasz tak zwaną tęczę zawdzięczasz stożkowym fotoreceptorom znajdującym się w Twoich oczach. Dla zwierzęcia, które takich fotoreceptorów nie posiada - tęcza nie istnieje. Ty tęczy nie postrzegasz. Ty ją tworzysz! To wręcz zdumiewające biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie cudowne kolory, które widzisz, to nie cały 1% elektromagnetycznego spektrum.
Chwilowo żyjesz w materii i na materii. materia jest zgęszczonym promieniowaniem. Materia jest energią. Materia jest światłem, którego częstotliwość została na tyle obniżona, aby dostosować ją do ludzkich zmysłów. W rzeczywistości materia jest zjawiskiem w czasie; nie istnieje. Jak więc człowieczy mózg może pojąć duchowe doznanie?
99% materii nawet nie widać
Wszyscy jesteśmy istotami światła

Najpierw był złoty pociąg(ciekawe co miał zasłonić?) A teraz wyskoczył smok z kapelusza ciekawe co ma zasmogować?

CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=428144


Ostatnio w polskojęzycznych mediach, niemieckich właścicieli, pod amerykańskim zarządem do 2099 roku, wylęgła się wielka troska o zdrowie mniej wartościowych mieszkańców tego terenu pomiędzy Odrą i obecnie Bugiem.
Przypomnę, że Niemcy to konsorcjum przemysłowe, zarejestrowane w Izbie Handlowej w 1949 roku. Pani Merkel  jest tylko czymś, co odpowiada pojęciu dyrektora wykonawczego. Wszelkie istotne posunięcia załatwia Rada Nadzorcza. Skład Rady Nadzorczej nie jest znany.
Należałoby się zastanowić w pierwszym rzędzie, skąd ta nagłą troska gazet polskojęzycznych, niemieckich właścicieli?
Jak z Niemiec po 1989 roku służby specjalne ściągały liczne trujące odpady do Polski, to nikogo nie interesował stan zdrowia ludności. Pamiętam jak to taki transport odpadów niszczono w doraźnie zbudowanych piecach na poligonie w pobliżu Włocławka.
Musisz przyznać Szanowny Czytelniku, że Nizina Kujawska doskonale „nadaje” się do budowy spalarni. Brak naturalnych przeszkód pozwoli rozwiać dymy z tak niszczonych niebezpiecznych odpadów na duże odległości. To, że odpady były bardzo niebezpieczne, nie ulega wątpliwości. Nawet Niemcy, posiadający liczne spalarnie, bali się je niszczyć u siebie. To chyba już mówi samo za siebie.
W podobny sposób niebezpieczne odpady wożono z Ukrainy przy pomocy służb i spalało się w Gdańsku. Ale wg Ochrony Środowiska, Wojewody i wszystkich świętych urzędników, wszystko jest w najlepszym porządku. Jest to dowodem wprost, że urzędy te są atrapami, czy buforem pomiędzy producentami, a społeczeństwem. Mają tak działać, aby nie przeszkadzać producentom.
Kiedy koncentracje pyłu zawieszonego przekraczały kilkaset razy dopuszczalne normy, nikt z urzędników nawet nie próbował protestować i nagłaśniać tematu o smogu. Przypominam sobie Międzynarodową Konferencję Parlamentu Bałtyckiego, jedynej w owym czasie organizacji NGO bez dofinansowań, gdzie to właśnie nie kto inny, ale ekolodzy z Krakowa żalili się na smog. I w owym czasie władze miasta zachowywały kamienny spokój, nie ruszając tematu. A było to ćwierć wieku temu.
Na wszelki przypadek uzupełnię, że materiały zjazdowe jako dowody w sprawie, zostały wydane drukiem i znajdować się powinny w dobrych bibliotekach. Zostały przesyłane do wszystkich miast wojewódzkich i do bibliotek uniwersyteckich.
 A obecnie, w sytuacji sprzedaży lub zamknięcia całego polskiego przemysłu, nagle te polskojęzyczne, niemieckich właścicieli pisma straszą smogiem i tysiącami ludzi umierających na ulicach. W takiej sytuacji należy się zastanowić o co tak naprawdę chodzi.
Wiadomo, że jak nie wiadomo, to wiadomo, że chodzi o pieniądze!
Wiadomo, że elektrociepłownie w Krakowie, w Warszawie, jak i wielu innych miastach jeszcze polskich, wykupiły spółki albo niemieckie albo francuskie. I mamy dwa problemy.
Jaki mądry inaczej zezwolił, aby w naszym klimacie sprzedawać elektrociepłownie? A do kogo obecnie należy przemysł w tym biednym kraju? To, że cała akcja jest zorganizowana odgórnie, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Wszystkie gazety piszą o tym samym, czyli dostały polecenie. To, że wybrano właśnie duże miasta, to także nie przypadek. Opodatkowanie ludzi w dużych miastach jest zdecydowanie łatwiejsze.
Idźmy dalej. Jest ogromny nacisk na likwidację pieców w domach mieszkalnych, jako rzekomego powodu owego wyimaginowanego smogu. Zastanówmy się trochę, dlaczego. W samym Krakowie podobno jeszcze 100 000 mieszkań posiada piece. W dodatku znajdują się one w centrum, czyli są to mieszkania bardzo wartościowe.
kto ma pieniądze na wykup? Biorąc pod uwagę, że przeciętny koszt ogrzewania miesięcznego to 300 do 500 złotych w przypadku tzw. centralnego systemu, to do rąk zagranicznych właścicieli tych elektrociepłowni wpadnie miesięcznie od 300 000 000 do 500 000 000 złotych. Te kwoty należy pomnożyć przez co najmniej 4-6 miesięcy, rok po roku. I najciekawsze, że władze miasta Krakowa dają na zamianę pieca ileś tam złotych.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Większej głupoty nie słyszałem.
A jakie to władze posiadają pieniądze? Najpierw muszą podnieść podatki i oskubać mieszkańców. Potem zapłacić temu, kto to stawia, i resztę mają dla siebie. Przeciętne wynagrodzenie urzędnicze jest wyższe od średniej krajowej o 50%. Z jakiegoś źródła musi ono powstawać.
Dlaczego wybrano Kraków? Ponieważ tam można za jednym zamachem oskubać ludność na milionowe sumy. Z tej samej przyczyny nagle smog pojawił się w Warszawie.
Jak w latach 90-tych  nie można się było doprosić o dane pomiarowe z sanepidów, to obecnie się prześcigają w publikacjach. Poza tym, ten naprawdę szkodliwy smog, to cząstki poniżej 10 nm. Ale takie cząstki nie powstają przy spalaniu w piecach.
Takie cząstki powstają tylko i wyłącznie przy elektrofiltrach. [tj. tam, gdzie elektrofiltry są niezbędne. MD]
O kurde, jeszcze nie widziałem chaty z piecem i kominem z elektrofiltrem. No, ale przecież ten zachodni przemysł w Polsce nie jest żadną przyczyną smogu, ani innych zanieczyszczeń. Co to, to nie. Oni przynoszą nam właśnie czyste powietrze. Oni są tacy kulturalni!
Chociaż z drugiej strony, to w jakim celu oni się do nas pchali i u nas ten zanieczyszczający przemysł rozwijają? Jak twierdzi gawiedź uliczna, ze względów ekonomicznych to robią. Ale względy ekonomiczne to oszczędzanie. A na czym mogą oszczędzać? No i jesteśmy w domu. Oczywiście, mogą oszczędzać na środowisku. Przecież zaraz po sprzedaży przemysłu Minister Środowiska zlikwidował listę największych 80 trucicieli. Po cichutku to zrobił. A parę lat wcześniej tak się nią chwalił.
No!, ale kto tam wierzy w bajania gawiedzi. A z drugiej strony zapanowała jakaś wielka cisza wśród profesorków wyższych uczelni w tej materii. W Krakowie, jak i w Warszawie, mamy ileś tam wyższych uczelni i to w dodatku medycznych. To co powyżej podałem, to elementarna wiedza z zakresu 2-go roku fizjologii. No, to mamy problem.
Albo poziom tych uczelni spadł po zmianie nazwy na Uniwersytety na tak niski stopień, że nie widzą tej szarlatanerii, albo otrzymali polecenie – CICHO!
Mamy w Warszawie Izbę Lekarską, nawet Naczelną, to powinna ostrzec PT KOLEGÓW LEKARZY i przypomnieć podstawową wiedzę z zakresu fizjologii i biofizyki przepływów na temat smogu i możliwości zachorowań z tego powodu. Izby posiadają własne wydawnictwa. Ale w żadnym nie znajdziesz, Szanowny Czytelniku, nawet wzmianki, nie tylko o smogu, ale i MCS. Za to pełno bełkotu informacyjnego o szczepieniach. Dlatego całkowicie poprawny jest pogląd o gwałtownym spadku poziomu nauczania w ostatnim 25-leciu w Polsce.
Już 3 stycznia 2017 r. circe.pl drukuje zastraszające dane o zanieczyszczeniu powietrza w Krakowie. Okazuje się, że nawet wybrano doradcę prezydenta Krakowa d/s „jakości powietrza”, niejakiego p. Witolda Śmiałka. Pan Śmiałek, z góry zastrzegam, nie wiem jaki zawód posiada, od razu się pochwalił, ile to pieniędzy podatnika wydano na monitoring jakości powietrza. I dodał, że robione to jest we współpracy z wojewodą. Popatrzmy na to praktycznie.
Każdy jako tako zorientowany w temacie wie, że to można spokojnie obliczyć. Jak podałem, pył zawieszony to elektrofiltry w pierwszym rzędzie. Po drugie, ewentualnie transport. Łatwa do obliczenia jest wielkość zanieczyszczeń z tego powodu. Łatwe jest także zapobieganie.
Transport. Monachium swego czasu, wydało zakaz wjazdu do miasta samochodów większych, aniżeli chyba 3.5 tonowe. Wszystkie tiry musiały na obrzeżach miasta dokonać przeładunku. Oczywiście można to udoskonalić, małe dostawcze samochody będą posiadały napęd elektryczny. W razie potrzeby służę adresami takich zakładów, które tanio dokonują przeróbki.
No, ale chodziło o oskubanie mieszkańców. Każda stacja to 600 000 złotych wykradzionych z kieszeni mieszkańców. Przecież te dane ze stacji i tak nie mają żadnego przełożenia na działania Rady Miasta. Założę się, że 99% radnych nigdy się z nimi nie zapoznało nawet. Wiem to z doświadczenia z innych miast. Zresztą nawet jak przeczyta taki radny, to zinterpretować nie umie. Tego w szkole nie uczą!
Przeprowadzaliśmy swego czasu test na nauczycielach i pracownikach wydziałów Ochrony Środowiska, na temat dziury ozonowej. Żaden z testowanych urzędników nawet nie znał jednostek, w których się mirzy tą dziurę, ale jak mantrę powtarzał bełkot gazetowy. Żadna nauczycielka ochrony środowiska nie widziała nawet miernika promieniowania UV. Ale wszystkie „uczyły”, a właściwie tresowały młodzież i wpajały im wiarę w dziurę ozonową. I tutaj się zgadzam z p. ministrem Radziwiłłem.
Smog w obecnej chwili to żaden problem w Polsce.
Może, jak za 50 lat powstanie jakiś przemysł, to się pojawi problem smogu. Problemem w Polsce obecnie są trwałe smugi, czyli CHEMTRIALS. PROBLEMEM W POLSCE JEST MCS.

Smog to typowa fałszywa flaga, pod pretekstem której można okraść społeczeństwo.
Dr Jerzy Jaśkowski
Za: http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=19497&Itemid=119

Dlaczego warto jeść warzywa nawet z marketu zamiast żadnych?

Zielone warzyw zbiór zdjęć royalty-free


Jak głosi miejska legenda warzywa z marketu są niesamowicie „trujące”, pełne zabójczych dla nas pestycydów i w ogóle nie powinno się  ich jeść. Lepiej kupować, jak mówią ludzie, warzywa i owoce na jakimś ryneczku, bo wtedy podobno mają mniej chemii na sobie. A jak głoszą niektórzy – w ogóle ostrożnie z tymi warzywami i owocami, ponieważ nigdy nie wiadomo jakież to niesamowite trucizny w nich siedzą: jeden pan w internetowej telewizji to nawet mówił, że bezpieczniej jeść zwierzęta, bo te przynajmniej mają wątrobę, więc się oczyszczają, a rośliny wątroby nie mają, więc się nie oczyszczają i dlatego warzywa z marketu są trujące, a mięso zwierząt jest bezpieczne i oczyszczone. Czyżby?
Dzisiaj przyjrzymy się bliżej tym miejskim legendom i mitom internetowym jak również faktom rzeczywistym – w poszukiwaniu odpowiedzi na niezmiernie ważne dla nas wszystkich pytanie: jak bardzo zatrute pestycydami są sprzedawane w Polsce warzywa?
Bardzo często czytelnicy piszą na ten temat, wyrażając swoje obawy i pytając o opinię: jeść w końcu te normalne sklepowe warzywa i owoce czy nie jeść? Są one faktycznie „zatrute” w niebezpiecznym dla ludzi stopniu czy nie? Otóż ja sama laboratorium w domu nie mam, naukowcem też nie jestem by umieć takie rzeczy badać, lecz to co wiem na pewno, to wiedza z autopsji, czyli oparta o moje własne życiowe doświadczenie – to właśnie dzięki niemu powstała w ogóle ta witryna. Doświadczenie to zaś jest takie, że z traumatycznych, pogłębiających się wraz z upływającym czasem (ponad 40 lat) przeżyć zdrowotnych wydobyły mnie zwykłe, sklepowe, najtańsze warzywa i owoce, krajowe tudzież importowane. I nie żadne tam „bio”, „eko” i „organic”, bynajmniej! Zwyczajnie nie miałam do takowych przez dłuższy czas w ogóle dostępu. Nie miałam wyjścia jak kupować i jeść to, co było pod ręką. W ten oto dosyć przypadkowy i niejako wymuszony sytuacją sposób poznałam prawdę, a ona mnie wyzwoliła!  Oto ta prawda (pozwólcie, że powtórzę, albowiem zwyczajnie sprawia mi to szaloną przyjemność): zwykłe sklepowe warzywa wróciły mi utracone zdrowie,  witalność i radość życia, zamiast mnie położyć do grobu lub co najmniej wpędzić w jeszcze gorsze choróbska, jak więc mogą być „zatrute”?
Powiem więcej: moi czytelnicy, których przekonałam aby spożywali więcej (jakichkolwiek) owoców i warzyw dla zdrowotności (przy czym nie sądzę, aby każdy miał dostęp do ekologicznych świeżych płodów rolnych przez cały rok w naszym klimacie) są podobnie jak jaszczerze zadziwieni i pozytywnie zaskoczeni, co takiego mogą dla nas zrobić skromne jarzynki z pobliskiego sklepu. Trzeba przyznać, że od strony praktycznej (o teoretyczno-naukowej za chwilę) wygląda to imponująco. Każdemu pomaga, nikogo nie wpędziło do grobu.
Gdzie się rodzą i skąd przybywają mity o rzekomych „trujących” warzywach i owocach w sklepie? Tam, skąd bierze się w dzisiejszych czasach większość mitów: z internetu. Dzięki portalom społecznościowym oraz popularnym telewizjom internetowym zaraza mitów rozsiewa się z zatrważającą prędkością. Wystarczy, że ktoś „wrzuci na fejsa” obrazek z „parszywą dwunastką najbardziej zanieczyszczonych pestycydami warzyw i owoców”, albo ze „szczęśliwą piętnastką najmniej zanieczyszczonych”. Są to tymczasem, trzeba wiedzieć, dane pochodzące nie z Polski, lecz z USA, od ekologicznej amerykańskiej organizacji pozarządowej EWG (Enviromental Working Group) i stworzone w oparciu o wykonane (w latach 2000-2008) przez amerykański Departament Rolnictwa badania próbek warzyw i owoców sprzedawanych w amerykańskich sklepach. Amerykańskie konwencjonalnie uprawiane produkty rolne może i faktycznie wołają o pomstę do nieba będąc zanieczyszczone chemią (jak wynika z raportu EWG, choć inni badacze mają spore wątpliwościco do metodologii przetwarzania danych przez EWG).
W tym miejscu pozwólcie, że zapytam  uprzejmie: po kiego grzyba mnie wiedzieć jak bardzo zatrute są amerykańskie płody rolne i co stanowi u nich parszywą dwunastkę czy też szczęśliwą piętnastkę? Do niczego taka wiedza przydatna dla mnie osobiście nie jest! Ja nie mieszkam w USA i nawet się tam nie wybieram. Może być to wiedza przydatna jedynie komuś, kto planuje tam zamieszkać lub choćby kogoś odwiedzić. Interesuje mnie jednak owszem jak się ma sprawa w Polsce z zanieczyszczeniem warzyw i owoców pestycydami. Amerykański Departament Rolnictwa to badał w USA. A jak jest z tym u nas? Czyżby nasze polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozkosznie sobie spało, podczas gdy pozbawieni sumienia rolnicy pryskają na naszą żywność czym popadnie i potem cichaczem sprzedają takie ociekające pestycydami, suto zaprawione chemią warzywa i owoce, aby truć nimi nagminnie polskie dzieci, polskie kobiety i mężczyzn?
Otóż okazuje się, że nie – nasze Ministerstwo Rolnictwabynajmniej nie śpi: takie same badania na obecność pozostałości pestycydów w płodach rolnych regularnie zleca się odgórnie również u nas w Polsce. Dlaczego o naszych krajowych badaniach nie słyszy się „w internetach” ani w ogóle za bardzo gdziekolwiek?  Może dlatego, że u nas brakuje odpowiednika amerykańskiej organizacji pozarządowej typu EWG (Enviromental Working Group, nie mylić z EWG w znaczeniu „Europejska Wspólnota Gospodarcza”), która by takowe dane tak ochoczo rozgłaszała. W przypadku Polski zlecone i finansowane przez MRiRW badania kontrolne płodów rolnych pod kątem zanieczyszczeń pestycydami mają miejsce zanim trafią te produkty do sklepów, a to dlatego, że zgodnie z przepisami prawaprodukty rolne muszą spełniać wyznaczone w tym zakresie dosyć wąskie, ściśle określone normy, według których ilość poszczególnych pestycydów (insektycydów, fungicydów oraz herbicydów) pozostałych w gotowym do spożycia warzywie lub owocu może w ogóle mieć miejsce, zanim jedzenie to trafi do rąk konsumenta. A przynajmniej bada się to w stosunku do produktów, które trafiają do hurtowni i sklepów (trudno jednak powiedzieć jak to jest z produktami sprzedawanymi na targowiskach i czy ktoś nad tym sprawuje kontrolę, ale nawet na targowisku najczęściej sprzedawcy zaopatrują się również w hurtowni).
Jak bardzo dostępne w Polsce warzywa i owoce są „zatrute”?
Okazuje się, że nie aż tak znowu bardzo. Prawdopodobieństwo natrafienia na „zatrute” (czyli posiadające jakiekolwiek pozostałości pestycydów) egzemplarze nie jest wcale taka wielka jak częstokroć głoszą „internety”, a ilość pozostałości pestycydów daleko odbiega od najwyższych dopuszczalnych poziomów pozostałości (NDP). Prawdopodobieństwo trafienia w sklepie na warzywo lub owoc, w którym poziom NDP zostałby przekroczony jest już w ogóle znikoma.
Ostatnim razem gdy polscy naukowcy badali w 2014 roku na ile mamy u nas „zatrute warzywa” (o czym można przeczytać tutaj: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26024398),  okazało się, że szukając pozostałości 207 różnych pestycydów w 317 pobranych próbkach  znaleziono pozostałości jakichkolwiek pestycydów tylko w 89 próbkach (65 próbek owoców i 24 próbki warzyw), co stanowi ok. 28% wszystkich pobranych próbek (a więc nie wszystko jest w ogóle tuż przed pójściem do sprzedaży pryskane czymś straszliwym, zacznijmy od tego), z czego przekroczenie poziomów dopuszczalnych przepisami prawnymi odkryto tylko w dwóch próbkach (obydwie były próbkami malin). Najczęściej pozostałości pestycydów znajdowały się na agreście (100% badanych próbek, a badano ich siedem) i jabłkach (tutaj też zbadano 7 próbek, z czego 2 próbki były wolne od pozostałości pestycydów, a 5 zawierało je w ilości dopuszczonej normami, co procentowo stanowi 71,4% badanych próbek, tak czy inaczej nie wszystkie sprzedawane w Polsce jabłka są „zatrute”).
Popularne warzywa takie jak kapusta biała, szpinak, sałata, groszek zielony, fasolka szparagowa, rzodkiewki, chrzan, cebula, seler, fasola, buraki czy wśród owoców śliwki nie miały w ogóle żadnego mierzalnego poziomu pestycydów. Marchew też można uznać w zasadzie za bezpieczną: na 12 pobranych próbek tylko w jednejznaleziono pozostałości pestycydów (aczkolwiek nie przekraczające normy). Wśród owoców najlepiej wypadły… truskawki tak powszechnie posądzane u nas o to, że „to dzisiaj sama chemia” (może dlatego, że w USA znalazły się one w „parszywej dwunastce”, a wiadomość rozsiała się jak zaraza przez internet): na 24 próbki przebadane przez rzeszowskie Laboratorium Badania Pozostałości Środków Ochrony Roślin aż 19 próbek truskawek było całkowicie wolne od pestycydów. Całkiem nieźle wypadły wiśnie: na 17 badanych próbek aż 15 było całkowicie wolnych od pestycydów.Morele – na 15 badanych próbek 12 było całkowicie wolnych od pestycydów, brzoskwinie – na 12 badanych próbek 10 było wolne od pestycydów. Czereśnie (które uwielbiam!) na 12 próbek aż 10 było wolne od pestycydów. Kapusta pekińska na 17 próbek aż 15 było całkowicie wolne od pestycydów. Ogórki – na 12 próbek aż 10 było wolne od pestycydów.
Przy czym warto jeszcze też popatrzeć ile mikrogramów pozostałości pestycydów odkryto w przeliczeniu na 1 kg produktu i jak to się ma do dopuszczalnych rygorystycznych norm. Na przykład winogrona: badano 6 próbek i 4 były wolne od pestycydów, a w dwóch znaleziono je w ilościach 0,03 mg/kg produktu do 0,26 mg/kg, podczas gdy maksymalne ilości dopuszczają 5-10 mg/kg. Jak widać pozostałości te owszem były w tych dwóch próbkach, ale nie są to jakieś imponujące ilości i nie zbliżają się do norm, lecz daleko od nich odstają. We wspomnianej marchwi na 12 próbek tylko jedna miała wykryte mierzalne pestycydy w ilościach 0,01-0,07 mg/kg, podczas gdy norma dopuszcza ilości max. 0,5-2 mg/kg. I tak jest w sumie w przypadku wszystkich badanych warzyw i owoców: nawet jeśli „coś” stwierdzano, to z reguły bardzo daleko tym ilościom było do NDP (najwyższy dopuszczalny poziom).
Najgorzej wypadły chyba pomidory: na 30 badanych próbek dokładnie połowa (czyli 15) wykazała pozostałości pestycydów – choć w żadnej  próbce ich ilość nie przekroczyła przepisanych prawem maksymalnych norm. Faktem jest, że przy myciu warzyw w roztworze o alkalicznym pH, to właśnie pomidory najczęściej puszczają obłoczek tłustawej poświaty na powierzchni wody oraz powodują zmianę jej koloru na lekko żółtawy. Nie zawsze tak jest (i ma prawo nie być, skoro w połowie badanych próbek pomidorów nie wykryto w ogóle żadnych pozostałości pestycydów), ale czasem bywa. Czyli jak się trafi: jedne pomidory (czy inne warzywo lub owoc) mogą mieć czystość produktu uprawianego organicznie, a inne mogą mieć nieznaczne pozostałości pestycydów (choć z reguły jest to tylko ułamek tego co dopuszczane jest prawem).
Oczywiście najlepiej jest w ogóle nie spożywać pestycydów, nawet i w najmniejszej ilości (i dlatego warto kupować bio lub hodować samemu czy też dogadywać się z niepryskającymi działkowcami), lecz z drugiej strony opowieści o jakoby niezwykle częstym oraz szalenie wysokim skażeniu warzyw i owoców w polskich sklepach można sobie mówiąc krótko włożyć między bajki. Nie jest ani częste ani wysokie.
Pełen tekst wspomnianego, najnowszego badania znajduje się (streszczenie po polsku, tekst badania po angielsku) na tej stronie jako plik do pobrania i do przeanalizowania:http://wydawnictwa.pzh.gov.pl/roczniki_pzh/pesticide-residues-in-fruit-and-vegetable-crops-from-the-central-and-eastern-region-of-poland?lang=pl
O tym zaś jak z warzyw i owoców usunąć pozostałości pestycydów (najczęściej obecnie używanych, fosforoorganicznych)  pisałam tutaj:http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-szybko-i-tanio-usunac-pestycydy-z-warzyw-i-owocow/
Ot, i czar internetowych miejskich legend prysł!
Każde pokolenie ma swoje miejskie legendy. Kiedy byłam mała, to na pogaduszkach przy kawce zbierały się przyjaciółki mojej matki i z wypiekami na twarzy opowiadały sobie o czarnej Wołdze (radziecki samochód), którą ponoć jeździł jakiś psychol (a może nawet cała zgraja psycholi, w zależności od wersji) porywający małe dzieci. Chyba nie muszę nikomu mówić jakie wrażenie wywarło na mnie, kilkuletniej wtedy dziewczynce, przypadkowe podsłuchanie rozmów dorosłych na ten temat! Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej zatrważającej miejskiej legendzie i czy faktycznie okazała się ona prawdą, to można poczytać o niej choćby tutaj [klik].
Świat się zmienia i zmieniają się też miejskie legendy. Dzisiejszym z kolei niezmiernie modnym tematem rozmów dorosłych jest (podsycana przez tzw. „internety”) obawa przed  zatrutą żywnością, a już szczególnie podejrzane są warzywa i owoce ze sklepu (bo z targowiska to ponoć całkiem coś innego, aczkolwiek nikt nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić skąd tak naprawdę pochodzą). Świat stanął na głowie? A może po prostu lubimy miejskie legendy i każde pokolenie ma swoją ulubioną? W tym pokoleniu najwyraźniej modny jest mit o zatrutych warzywach i owocach!
Apeluję zatem do czytelników, aby nie mówili przy dzieciach o tym, że warzywa i owoce w sklepie są „bardzo zatrute pestycydami”. Jest to jak okazuje nie za bardzo zgodne z prawdą, a dziecku może do końca życia zostać podświadomy uraz i niechęć do spożywania darów natury. Co mu na zdrowie w przyszłości nie wyjdzie. Ani ten uraz ani to stronienie od warzyw i owoców. Pamiętajmy, że nawyki żywnościowe tworzą się w dzieciństwie, zgodnie z powiedzeniem „czym skorupka za młodu…”.

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Moim zdaniem (choć lubię, cenię i sama na ile mam możliwość uprawiam swoje warzywa i owoce ekologiczne) nie ma powodów by siać panikę, bo ZAWSZE jedzenie warzyw i owoców, nawet tych konwencjonalnych, będzie przynosiło pozytywne skutki, czego jestem chodzącym żywym przykładem, zaś wszelkie badania naukowe to potwierdzają (jak do tej pory nie ma ANI JEDNEGO badania, które wiązałoby zwiększone spożycie warzyw i owoców z ryzykiem chorób czy przyspieszonym starzeniem i zgonem, za to wszystkie mówią coś wręcz przeciwnego [1]). A jeśli ma się gdzieś dostęp do uprawianych „po bożemu” lub kawałek ogródka gdzie uprawia się samemu, to rzecz jasna z różnych względów same plusy jak najbardziej, lecz z drugiej strony wpadać w paranoję z powodu marketowych konwencjonalnie uprawianych warzyw naprawdę nie polecam. Nieco gorzej niż w warzywach i owocach przedstawia się sytuacja pozostałości pestycydów w polskich zbożach przeznaczonych na rynek konsumpcyjny, szczególnie pszenicy i jęczmieniu [2], ale jakoś dziwnie nikt się nad tym nie zastanawia utyskując, iż koniecznie potrzebny jest powrót drożdżówek do szkolnych sklepików, bo dzieci inaczej nie mają w szkole co jeść 
Jedzcie świeże warzywa i owoce (dużo, często i do ustąpienia objawów) – nawet te z marketu będą zawsze lepsze niż żadne! 
 P.S. Uprasza się jednocześnie o zaprzestanie wiecznego myleniapestycydów z nawozami. Jedno z drugim nie ma kompletnie nic wspólnego!
Pomocne linki:
1. http://www.damianparol.com/pestycydy/
2.  E. Malinowska et al „Pesticide residues in cereal crop grains in Poland in 2013″, Environ Monit Assess. 2015 Jun;187(6):329,http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4420839/

Naturalna szczepionka przeciw przeziębieniu i grypie

Nie czuje się dobrze zbiór zdjęć royalty-free

              Sezon grypy i przeziębień w pełni, przy objawach przeziębienia lub grypy tym domowym sposobem łatwo uporać się z infekcją. Składniki:
Sok z 6 cytryn1 ząbek czosnku2 łyżeczki imbiru w proszku2 łyżki miodu organicznego3 szklanki 100% naturalnego soku ananasowego¼ łyżeczki pieprzu cayenne
 
Przygotowanie:
Dokładnie zblendować wszystkie składniki i przelać do szklanej butelki. Pić małymi łykami cztery filiżanki dziennie aż do ustąpienia objawów. W zależności od nasilenia choroby, kuracja trwa od 1 do 3 dni.Napój jest bogaty w witaminę C, składniki przeciw wirusowe, przeciw zapalne, znakomicie poprawiający krążenie krwi a tym samym silnie stymulujący układ odporności owy do walki z intruzami.
 
Ananas swoje potężne korzyści zdrowotne zawdzięcza witaminom, minerałom, kwasom owocowym i bromelinie – grupie enzymów o wielu właściwościach leczniczych. Bromelaina zawarta w ananasie wykazuje właściwości przeciw bólowe i przeciw zapalne poprzez hamowanie procesu syntezy prostaglandyn prozapalnych, które wywołują ból i stany zapalne. Tylko 1 szklanka czystego soku ananasowego zawiera 50% dziennego zalecenia witaminy C, przez co wzmocnia układ odporności owy, koi ból gardła i leczy kaszel.W 2010 roku indyjscy naukowcy badali skuteczność syropu z ananasa pod kątem leczenia gruźlicy. Okazało się, że mieszanka soku ananasowego z miodem, solą i pieprzem bardzo dobrze rozpuszcza śluz i uporczywy kaszel uspokaja się. Pacjenci odzyskiwali dobrą kondycję do 5 razy szybciej pijąc syrop z ananasa, aniżeli pacjenci stosujący syrop z apteki. Ze wstępnych badań naukowców wynika, że bromelaina zmniejsza także gęstość śluzu, dzięki czemu w przyszłości może okazać się skutecznym lekiem na astmę oraz przewlekłe zapalenie oskrzeli.

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
 
UWAGA Ananas nie dla wszystkich
Osoby, które mają alergię na pszenicę, seler, marchew, koper włoski czy pyłki traw, mogą być uczulone także na bromelainę zawartą w ananasie. Dlatego alergicy, a także osoby cierpiące na chorobę wrzodową żołądka i dwunastnicy oraz nadkwaśność, jak również te zmagające się z chorobami wątroby i nerek, nie powinny jeść owoców ananasa i pić wyciśniętego z nich soku. Nie powinno się jeść surowego ananasa w trakcie antybiotykoterapii. Z ostrożnością do ananasa powinny podejść także przyszłe mamy. Co prawda nie ma jasnych dowodów naukowych na szkodliwy wpływ tego owocu na zdrowie ciężarnych, ale niektórzy badacze sugerują, że niedojrzały ananas i sok z jego liści są szkodliwe dla kobiet w ciąży i mogą przy spieszyć poród. Dlatego należy zachować umiar.

Witaminy naturalne a syntetyczne.

Omega 3 olej z ryb Kapsułki i butelki zbiór zdjęć royalty-free

Owoce i warzywa dostarczają składników odżywczych, które wpływają na zmniejszenie ryzyka zachorowań i codziennie uzupełniają niezbędne organizmowi witaminy, minerały i kalorie. Znana jest budowa niektórych składników wchodzących w skład warzyw i owoców, więc możemy je wytworzyć w sposób syntetyczny. Ale czy ich zażywanie zastąpi nam dietę naturalną? Dzisiaj po wielu latach doświadczeń wiemy, że z pewnością nie. Zobaczymy to na przykładzie bardzo popularnej witaminy C i głośnego w świecie dietetyków beta-karotenu. Ludzie przyjmujący naturalną witaminę C wraz z jedzeniem rzadziej zapadają na niektóre nowotwory niż ci, co zażywają syntetyczną witaminę C w tabletkach. Dlaczego? Witamina C to nazwa kwasu askorbinowego. Nie ma różnicy między kwasem askorbinowym uzyskiwanym z cytryny, a kwasem askorbinowym wytworzonym chemicznie. Pod względem składu chemicznego jest on taki sam jednakże wyniki badań w aspekcie zapobiegania nowotworom wykazują, że różnice są. Okazuje się, że decydujące znaczenie ma tu nie sam kwas w swej czystej postaci, ale składniki obecne obok niego w świeżych owocach i warzywach. Te dodatkowe składniki to bioflawonoidy i fenole obecne we wszystkich roślinach zawierających właśnie kwas askorbinowy. Związki te, oraz kilka innych, dla których nie wymyślono jeszcze nazwy, są najprawdopodobniej tym dodatkiem, z powodu którego naturalna postać witaminy C działa skuteczniej i jej efekt profilaktyczny jest nieporównywalny z żadnym syntetykiem. Wiele badań poświęcono też innemu składnikowi odżywczemu: beta-karotenowi. I w tym przypadku zwiększone zainteresowanie akurat tym składnikiem spowodowane zostało jego wpływem na obniżanie częstości występowania pewnych odmian nowotworów. Udało się uzyskać sztuczny beta-karoten i wydawało się, że ta substancja (karotenoid, syntetyczny all-trans beta-karoten) może zostać magicznym lekiem zapobiegającym nowotworom. Jednakże w trakcie dalszych badań nastąpiło coś nieoczekiwanego u osób otrzymujących ten syntetyczny lek nie zaobserwowano jego korzystnego wpływu. Co więcej, obserwacje sugerowały nawet, że nastąpiło zwiększenie zapadalności na nowotwory złośliwe, którym chciano zapobiegać. Po pewnym czasie okazało się, że w procesie syntezy uzyskuje się wyłącznie jeden izomer all-trans, natomiast w przyrodzie beta-karoten ma trzy pierwotne izomery. W przyrodzie beta-karoten obecny jest nierozłącznie wraz z innymi karotenoidami. Są wśród nich alfa-karoten, luteina czy zeaksantyna. Nasuwa się, zatem logiczne stwierdzenie, że podanie pojedynczego karotenoidu zupełnie nie spełnia swej roli, ponieważ nie współdziałają z nim pozostałe składniki występujące w naturalnych warunkach. Tylko podawane razem spełniają swoja leczniczą rolę, znaną ludziom od setek lat. Te dwa przykłady dowodzą, że natura oferuje nam produkt, którego nie da się zastąpić przez syntetyk. Przy porównywaniu składników naturalnych z syntetycznymi należy wziąć pod uwagę również składniki wspomagające lub wręcz umożliwiające ich przyswajalność. Składniki te znajdują się w warzywach i owocach, natomiast brak ich w związkach uzyskiwanych syntetycznie. Suplementacja polega właśnie na tym, że obejmuje cały zbiór składników występujących w przyrodzie, unikając ograniczania się tylko do polecania i stosowania pojedynczych witamin i składników mineralnych, i że nawet te naturalne, nigdy nie zastąpią prawidłowej diety oraz odpowiedniego stylu życia. Najlepsze rezultaty w ratowaniu zdrowia, czy też utrzymaniu swojego organizmu w dobrej kondycji, można uzyskać łącząc suplementację diety ze spożywaniem całego szeregu składników odżywczych obecnych w naturalnym pożywieniu.

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378