Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

niedziela, 19 lutego 2017

Jak być zdrowym całe życie.


Dzieci na wódce! Dlaczego żebracy trzymają śpiące dziecko na kolanach ? I dlaczego ono zawsze śpi?



Dlaczego żebracy trzymają śpiące dziecko? Czy kiedykolwiek się zastanawiałeś…? Zaczeliśmy węszyć już bardzo dawno temu....

Proszę, przeczytaj go… i zastanów się kilka razy za nim włożysz 1e do kubka

Obok banku siedzi kobieta w nieokreślonym wieku. Jej włosy są poplątane i brudne, jej głowa pochylona w smutku.

Kobieta siedzi na brudnej podłodze, obok niej stoi kubek. Do kubka ludzie wrzucają pieniądze. W rękach kobiety śpi dwuletnie może trzyletnie dziecko. Jest w brudnej czapce i brudnych ubraniach. „Madonna z dzieckiem” – jakaś liczba przechodniów podaruje pieniądze. Ludzie naszego pokroju – zawsze czujemy współczucie dla tych, którym gorzej się powodzi. Jesteśmy gotowi oddać im ostatnią parę majtek, ostatniego grosza z własnej kieszeni i nigdy nie myślimy o innej stronie medalu. Pomaganie jest jak „wykonałeś super robotę.”

Mijałem żebraków miesiącami. Nie dawałem im pieniędzy wiedząc, że to sprawka gangu i pieniądze zebrane przez żebraków zostaną przekazane osobie kontrolującej ich w tej okolicy. Ci ludzie posiadają po kilka luksusowych nieruchomości i samochodów. Och, żebracy też coś oczywiście dostaną, butelkę wódki wieczorem i doner kebab albo kawałek kiełbasy i chleba. Około Miesiąc później, minąwszy żebraczkę, nagle mnie to uderzyło. Stoję na ruchliwym skrzyżowaniu (w Limerick) gapiąc się na dziecko ubrane jak zwykle – brudne ubrania. Uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak z dzieckiem przebywającym na brudnej ulicy od rana do wieczora… To dziecko spało. Nigdy nie łkało ani nie krzyczało, zawsze spało chowając swoją twarzyczkę w kolanach kobiety, która była jego MATKĄ.

Czy ktoś z Was, drodzy czytelnicy, posiada dzieci? Przypomnijcie sobie jak często one śpią w wieku 1-2-3 lat? Godzinę, dwie, maximum trzy i to jak jest cicho (rzadko bez przerwy) popołudniowej drzemki i ponownie – poruszenie. Przez cały miesiąc, każdego dnia kiedy przechodziłem tą ulicą, nigdy nie widziałem tego dziecka nie śpiącego! Spojrzałem na tego maleńkiego chłopca z buzią schowaną między kolanami matki, później na żebraczkę i moja podejrzliwość przybrała na sile.

-Dlaczego on ciągle śpi? Zapytałem jej, gapiąc się na dziecko. Emotikon frown

Żebraczka udała, że mnie nie rozumie. Spuściła oczy i ukryła twarz w kołnierzu nędznego płaszcza. Powtórzyłem pytanie. Kobieta spojrzała ponownie. Spojrzała gdzieś za moimi plecami, zmęczona I zupełnie zirytowana. Wyglądała jak kreatura z innej planety.

- Odpieprz się…w jeżyku angielskim wymamrotała.

-Dlaczego on śpi?! Prawie krzyknąłem (lub: prawie się rozpłakałem)

Ktoś za mną położył mi ręke na ramieniu. Spojrzałem do tyłu. Jakiś starszy mężczyzna patrzył na mnie z dezaprobatą:

- Czego od niej chcesz? Nie widzisz jak ciężko ma w życiu? Ech…
Wyciągnął z kieszeni kilka monet i wrzucił je do kubka żebraczki.
Żebraczka wykonała ręką znak krzyża w powietrzu, przybierając twarz upokorzenia I przejmującego smutku. Mężczyzna zabrał rękę z mojego ramienia i oddalił się . Założę się, że w domu będzie opowiadał jak obronił biedną, zrozpaczoną kobietę od bezdusznego mężczyzny na ulicy.

Następnego dnia zadzwoniłem do kolegi. To śmieszny facet z oczami jak oliwki, Rumun. Udało mu się ukończyć zaledwie 3,5 roku edukacji. Kompletny brak edukacji nie sprawił, że nie przemieszcza się on ulicami miasta bardzo drogimi zagranicznymi autami oraz że nie mieszka w wielkim domu z niepoliczalną ilością okien i balkonów. Od mojego przyjaciela dowiedziałem się, że ten biznes, pozornie „spontaniczny”, jest dobrze zorganizowany. Jest nadzorowany przez zorganizowane gangi żebraków. Dzieci są wypożyczane z rodzin alkoholików lub zwyczajnie porwane.

Potrzebowałem odpowiedzi na pytanie dlaczego dziecko śpi? I otrzymałem ją. Mój przyjaciel cygan wypowiedział zdanie zupełnie zwyczajnym, spokojnym głosem, które wprawiło mnie w zdumienie, tak jakby opowiadał o pogodzie:

- są na heroinie albo wódce.

Zgłupiałem. „Kto jest na heroinie? Kto na wódce?!"

Odpowiedział: - dziecko, żeby nie krzyczało. Kobieta będzie siedziała z nim tam cały dzień, wyobrażasz sobie jak mogłoby się nudzić?

Aby dziecko spało cały dzień, faszerowane jest wódką lub narkotykami. Oczywiście ciałko małego dziecka nie jest w stanie znieść takiego szoku. Dzieci często umierają. Najbardziej przerażające jest to, że dzieci czasami umierają w czasie „dnia pracy”. A kobieta udająca matkę musi trzymać martwe dziecko na rękach do samego wieczora. Takie są zasady. A przechodnie będą wrzucać pieniądze do torby i wierzyć, że ich zachowanie jest moralne. Pomagają samotnej matce.

Następnego dnia przechodziłem obok tej samej kobiety. Przybrałem maskę dziennikarza i byłem gotowy na poważną rozmowę. Ale rozmowa nie wypaliła, stało się to co następuje:

Kobieta siedziała na podłodze, a w rękach trzymała dziecko. Zapytałem jej o dokumenty dziecka i, co najważniejsze, gdzie jest dziecko z wczoraj, co ona po prostu zignorowała.

Moje pytanie nie zostało jednak zignorowane przez przechodniów. Powiedziano mi, że zwariowałem, bo krzyczę na biedną żebraczkę z dzieckiem. Koniec końców, zostałem odeskortowany w poniżeniu. Jedyna rzecz która mi pozostała to zadzwonić na policję. Kiedy policja przybyła, kobieta z dzieckiem zniknęła. Zostałem z poczuciem „walczę z wiatrakami”.

Jeśli zobaczysz w metrze, na ulicy lub gdziekolwiek kobietę z dzieckiem, żebrujących, pomyśl zanim twoja ręka sięgnie po pieniądze. Pomyśl o tym, gdyby tysiące ludzi nie wyciągało do nich rąk, ten biznes by nie istniał. Umarłby biznes, a nie dzieci napompowane wódką lub narkotykami. Nie patrz na śpiące dziecko ze współczuciem. Zobacz horror… Jeśli czytasz ten artykuł to wiesz już dlaczego dziecko w rękach żebraka śpi.

P.S. Jeśli skopiujesz ten artykuł na swoją tablicę lub choćby klikniesz “udostępnij”, Twoi przyjaciele również go przeczytają. A kiedy kolejny raz zdecydujesz się otworzyć swój portfel aby wrzucić żebrakowi monetę, przypomnij sobie, że ta dobroczynność może kosztować kolejne dziecko życie.


                                                                    Marcin Ciesielski.


\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Dlaczego warto jeść warzywa nawet z marketu zamiast żadnych?


Jak głosi miejska legenda warzywa z marketu są niesamowicie „trujące”, pełne zabójczych dla nas pestycydów i w ogóle nie powinno się  ich jeść. Lepiej kupować, jak mówią ludzie, warzywa i owoce na jakimś ryneczku, bo wtedy podobno mają mniej chemii na sobie. A jak głoszą niektórzy – w ogóle ostrożnie z tymi warzywami i owocami, ponieważ nigdy nie wiadomo jakież to niesamowite trucizny w nich siedzą: jeden pan w internetowej telewizji to nawet mówił, że bezpieczniej jeść zwierzęta, bo te przynajmniej mają wątrobę, więc się oczyszczają, a rośliny wątroby nie mają, więc się nie oczyszczają i dlatego warzywa z marketu są trujące, a mięso zwierząt jest bezpieczne i oczyszczone. Czyżby?
Dzisiaj przyjrzymy się bliżej tym miejskim legendom i mitom internetowym jak również faktom rzeczywistym – w poszukiwaniu odpowiedzi na niezmiernie ważne dla nas wszystkich pytanie: jak bardzo zatrute pestycydami są sprzedawane w Polsce warzywa?
Bardzo często czytelnicy piszą na ten temat, wyrażając swoje obawy i pytając o opinię: jeść w końcu te normalne sklepowe warzywa i owoce czy nie jeść? Są one faktycznie „zatrute” w niebezpiecznym dla ludzi stopniu czy nie? Otóż ja sama laboratorium w domu nie mam, naukowcem też nie jestem by umieć takie rzeczy badać, lecz to co wiem na pewno, to wiedza z autopsji, czyli oparta o moje własne życiowe doświadczenie – to właśnie dzięki niemu powstała w ogóle ta witryna. Doświadczenie to zaś jest takie, że z traumatycznych, pogłębiających się wraz z upływającym czasem (ponad 40 lat) przeżyć zdrowotnych wydobyły mnie zwykłe, sklepowe, najtańsze warzywa i owoce, krajowe tudzież importowane. I nie żadne tam „bio”, „eko” i „organic”, bynajmniej! Zwyczajnie nie miałam do takowych przez dłuższy czas w ogóle dostępu. Nie miałam wyjścia jak kupować i jeść to, co było pod ręką. W ten oto dosyć przypadkowy i niejako wymuszony sytuacją sposób poznałam prawdę, a ona mnie wyzwoliła!  Oto ta prawda (pozwólcie, że powtórzę, albowiem zwyczajnie sprawia mi to szaloną przyjemność): zwykłe sklepowe warzywa wróciły mi utracone zdrowie,  witalność i radość życia, zamiast mnie położyć do grobu lub co najmniej wpędzić w jeszcze gorsze choróbska, jak więc mogą być „zatrute”?
Powiem więcej: moi czytelnicy, których przekonałam aby spożywali więcej (jakichkolwiek) owoców i warzyw dla zdrowotności (przy czym nie sądzę, aby każdy miał dostęp do ekologicznych świeżych płodów rolnych przez cały rok w naszym klimacie) są podobnie jak jaszczerze zadziwieni i pozytywnie zaskoczeni, co takiego mogą dla nas zrobić skromne jarzynki z pobliskiego sklepu. Trzeba przyznać, że od strony praktycznej (o teoretyczno-naukowej za chwilę) wygląda to imponująco. Każdemu pomaga, nikogo nie wpędziło do grobu.
Gdzie się rodzą i skąd przybywają mity o rzekomych „trujących” warzywach i owocach w sklepie? Tam, skąd bierze się w dzisiejszych czasach większość mitów: z internetu. Dzięki portalom społecznościowym oraz popularnym telewizjom internetowym zaraza mitów rozsiewa się z zatrważającą prędkością. Wystarczy, że ktoś „wrzuci na fejsa” obrazek z „parszywą dwunastką najbardziej zanieczyszczonych pestycydami warzyw i owoców”, albo ze „szczęśliwą piętnastką najmniej zanieczyszczonych”. Są to tymczasem, trzeba wiedzieć, dane pochodzące nie z Polski, lecz z USA, od ekologicznej amerykańskiej organizacji pozarządowej EWG (Enviromental Working Group) i stworzone w oparciu o wykonane (w latach 2000-2008) przez amerykański Departament Rolnictwa badania próbek warzyw i owoców sprzedawanych w amerykańskich sklepach. Amerykańskie konwencjonalnie uprawiane produkty rolne może i faktycznie wołają o pomstę do nieba będąc zanieczyszczone chemią (jak wynika z raportu EWG, choć inni badacze mają spore wątpliwościco do metodologii przetwarzania danych przez EWG).
W tym miejscu pozwólcie, że zapytam  uprzejmie: po kiego grzyba mnie wiedzieć jak bardzo zatrute są amerykańskie płody rolne i co stanowi u nich parszywą dwunastkę czy też szczęśliwą piętnastkę? Do niczego taka wiedza przydatna dla mnie osobiście nie jest! Ja nie mieszkam w USA i nawet się tam nie wybieram. Może być to wiedza przydatna jedynie komuś, kto planuje tam zamieszkać lub choćby kogoś odwiedzić. Interesuje mnie jednak owszem jak się ma sprawa w Polsce z zanieczyszczeniem warzyw i owoców pestycydami. Amerykański Departament Rolnictwa to badał w USA. A jak jest z tym u nas? Czyżby nasze polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozkosznie sobie spało, podczas gdy pozbawieni sumienia rolnicy pryskają na naszą żywność czym popadnie i potem cichaczem sprzedają takie ociekające pestycydami, suto zaprawione chemią warzywa i owoce, aby truć nimi nagminnie polskie dzieci, polskie kobiety i mężczyzn?
Otóż okazuje się, że nie – nasze Ministerstwo Rolnictwabynajmniej nie śpi: takie same badania na obecność pozostałości pestycydów w płodach rolnych regularnie zleca się odgórnie również u nas w Polsce. Dlaczego o naszych krajowych badaniach nie słyszy się „w internetach” ani w ogóle za bardzo gdziekolwiek?  Może dlatego, że u nas brakuje odpowiednika amerykańskiej organizacji pozarządowej typu EWG (Enviromental Working Group, nie mylić z EWG w znaczeniu „Europejska Wspólnota Gospodarcza”), która by takowe dane tak ochoczo rozgłaszała. W przypadku Polski zlecone i finansowane przez MRiRW badania kontrolne płodów rolnych pod kątem zanieczyszczeń pestycydami mają miejsce zanim trafią te produkty do sklepów, a to dlatego, że zgodnie z przepisami prawaprodukty rolne muszą spełniać wyznaczone w tym zakresie dosyć wąskie, ściśle określone normy, według których ilość poszczególnych pestycydów (insektycydów, fungicydów oraz herbicydów) pozostałych w gotowym do spożycia warzywie lub owocu może w ogóle mieć miejsce, zanim jedzenie to trafi do rąk konsumenta. A przynajmniej bada się to w stosunku do produktów, które trafiają do hurtowni i sklepów (trudno jednak powiedzieć jak to jest z produktami sprzedawanymi na targowiskach i czy ktoś nad tym sprawuje kontrolę, ale nawet na targowisku najczęściej sprzedawcy zaopatrują się również w hurtowni).
Jak bardzo dostępne w Polsce warzywa i owoce są „zatrute”?
Okazuje się, że nie aż tak znowu bardzo. Prawdopodobieństwo natrafienia na „zatrute” (czyli posiadające jakiekolwiek pozostałości pestycydów) egzemplarze nie jest wcale taka wielka jak częstokroć głoszą „internety”, a ilość pozostałości pestycydów daleko odbiega od najwyższych dopuszczalnych poziomów pozostałości (NDP). Prawdopodobieństwo trafienia w sklepie na warzywo lub owoc, w którym poziom NDP zostałby przekroczony jest już w ogóle znikoma.
Ostatnim razem gdy polscy naukowcy badali w 2014 roku na ile mamy u nas „zatrute warzywa” (o czym można przeczytać tutaj: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26024398),  okazało się, że szukając pozostałości 207 różnych pestycydów w 317 pobranych próbkach  znaleziono pozostałości jakichkolwiek pestycydów tylko w 89 próbkach (65 próbek owoców i 24 próbki warzyw), co stanowi ok. 28% wszystkich pobranych próbek (a więc nie wszystko jest w ogóle tuż przed pójściem do sprzedaży pryskane czymś straszliwym, zacznijmy od tego), z czego przekroczenie poziomów dopuszczalnych przepisami prawnymi odkryto tylko w dwóch próbkach (obydwie były próbkami malin). Najczęściej pozostałości pestycydów znajdowały się na agreście (100% badanych próbek, a badano ich siedem) i jabłkach (tutaj też zbadano 7 próbek, z czego 2 próbki były wolne od pozostałości pestycydów, a 5 zawierało je w ilości dopuszczonej normami, co procentowo stanowi 71,4% badanych próbek, tak czy inaczej nie wszystkie sprzedawane w Polsce jabłka są „zatrute”).
Popularne warzywa takie jak kapusta biała, szpinak, sałata, groszek zielony, fasolka szparagowa, rzodkiewki, chrzan, cebula, seler, fasola, buraki czy wśród owoców śliwki nie miały w ogóle żadnego mierzalnego poziomu pestycydów. Marchew też można uznać w zasadzie za bezpieczną: na 12 pobranych próbek tylko w jednejznaleziono pozostałości pestycydów (aczkolwiek nie przekraczające normy). Wśród owoców najlepiej wypadły… truskawki tak powszechnie posądzane u nas o to, że „to dzisiaj sama chemia” (może dlatego, że w USA znalazły się one w „parszywej dwunastce”, a wiadomość rozsiała się jak zaraza przez internet): na 24 próbki przebadane przez rzeszowskie Laboratorium Badania Pozostałości Środków Ochrony Roślin aż 19 próbek truskawek było całkowicie wolne od pestycydów. Całkiem nieźle wypadły wiśnie: na 17 badanych próbek aż 15 było całkowicie wolnych od pestycydów.Morele – na 15 badanych próbek 12 było całkowicie wolnych od pestycydów, brzoskwinie – na 12 badanych próbek 10 było wolne od pestycydów. Czereśnie (które uwielbiam!) na 12 próbek aż 10 było wolne od pestycydów. Kapusta pekińska na 17 próbek aż 15 było całkowicie wolne od pestycydów. Ogórki – na 12 próbek aż 10 było wolne od pestycydów.
Przy czym warto jeszcze też popatrzeć ile mikrogramów pozostałości pestycydów odkryto w przeliczeniu na 1 kg produktu i jak to się ma do dopuszczalnych rygorystycznych norm. Na przykład winogrona: badano 6 próbek i 4 były wolne od pestycydów, a w dwóch znaleziono je w ilościach 0,03 mg/kg produktu do 0,26 mg/kg, podczas gdy maksymalne ilości dopuszczają 5-10 mg/kg. Jak widać pozostałości te owszem były w tych dwóch próbkach, ale nie są to jakieś imponujące ilości i nie zbliżają się do norm, lecz daleko od nich odstają. We wspomnianej marchwi na 12 próbek tylko jedna miała wykryte mierzalne pestycydy w ilościach 0,01-0,07 mg/kg, podczas gdy norma dopuszcza ilości max. 0,5-2 mg/kg. I tak jest w sumie w przypadku wszystkich badanych warzyw i owoców: nawet jeśli „coś” stwierdzano, to z reguły bardzo daleko tym ilościom było do NDP (najwyższy dopuszczalny poziom).
Najgorzej wypadły chyba pomidory: na 30 badanych próbek dokładnie połowa (czyli 15) wykazała pozostałości pestycydów – choć w żadnej  próbce ich ilość nie przekroczyła przepisanych prawem maksymalnych norm. Faktem jest, że przy myciu warzyw w roztworze o alkalicznym pH, to właśnie pomidory najczęściej puszczają obłoczek tłustawej poświaty na powierzchni wody oraz powodują zmianę jej koloru na lekko żółtawy. Nie zawsze tak jest (i ma prawo nie być, skoro w połowie badanych próbek pomidorów nie wykryto w ogóle żadnych pozostałości pestycydów), ale czasem bywa. Czyli jak się trafi: jedne pomidory (czy inne warzywo lub owoc) mogą mieć czystość produktu uprawianego organicznie, a inne mogą mieć nieznaczne pozostałości pestycydów (choć z reguły jest to tylko ułamek tego co dopuszczane jest prawem).
Oczywiście najlepiej jest w ogóle nie spożywać pestycydów, nawet i w najmniejszej ilości (i dlatego warto kupować bio lub hodować samemu czy też dogadywać się z niepryskającymi działkowcami), lecz z drugiej strony opowieści o jakoby niezwykle częstym oraz szalenie wysokim skażeniu warzyw i owoców w polskich sklepach można sobie mówiąc krótko włożyć między bajki. Nie jest ani częste ani wysokie.
Pełen tekst wspomnianego, najnowszego badania znajduje się (streszczenie po polsku, tekst badania po angielsku) na tej stronie jako plik do pobrania i do przeanalizowania:http://wydawnictwa.pzh.gov.pl/roczniki_pzh/pesticide-residues-in-fruit-and-vegetable-crops-from-the-central-and-eastern-region-of-poland?lang=pl
O tym zaś jak z warzyw i owoców usunąć pozostałości pestycydów (najczęściej obecnie używanych, fosforoorganicznych)  pisałam tutaj:http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-szybko-i-tanio-usunac-pestycydy-z-warzyw-i-owocow/
Ot, i czar internetowych miejskich legend prysł!
Każde pokolenie ma swoje miejskie legendy. Kiedy byłam mała, to na pogaduszkach przy kawce zbierały się przyjaciółki mojej matki i z wypiekami na twarzy opowiadały sobie o czarnej Wołdze (radziecki samochód), którą ponoć jeździł jakiś psychol (a może nawet cała zgraja psycholi, w zależności od wersji) porywający małe dzieci. Chyba nie muszę nikomu mówić jakie wrażenie wywarło na mnie, kilkuletniej wtedy dziewczynce, przypadkowe podsłuchanie rozmów dorosłych na ten temat! Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej zatrważającej miejskiej legendzie i czy faktycznie okazała się ona prawdą, to można poczytać o niej choćby tutaj [klik].
Świat się zmienia i zmieniają się też miejskie legendy. Dzisiejszym z kolei niezmiernie modnym tematem rozmów dorosłych jest (podsycana przez tzw. „internety”) obawa przed  zatrutą żywnością, a już szczególnie podejrzane są warzywa i owoce ze sklepu (bo z targowiska to ponoć całkiem coś innego, aczkolwiek nikt nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić skąd tak naprawdę pochodzą). Świat stanął na głowie? A może po prostu lubimy miejskie legendy i każde pokolenie ma swoją ulubioną? W tym pokoleniu najwyraźniej modny jest mit o zatrutych warzywach i owocach!
Apeluję zatem do czytelników, aby nie mówili przy dzieciach o tym, że warzywa i owoce w sklepie są „bardzo zatrute pestycydami”. Jest to jak okazuje nie za bardzo zgodne z prawdą, a dziecku może do końca życia zostać podświadomy uraz i niechęć do spożywania darów natury. Co mu na zdrowie w przyszłości nie wyjdzie. Ani ten uraz ani to stronienie od warzyw i owoców. Pamiętajmy, że nawyki żywnościowe tworzą się w dzieciństwie, zgodnie z powiedzeniem „czym skorupka za młodu…”.

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Moim zdaniem (choć lubię, cenię i sama na ile mam możliwość uprawiam swoje warzywa i owoce ekologiczne) nie ma powodów by siać panikę, bo ZAWSZE jedzenie warzyw i owoców, nawet tych konwencjonalnych, będzie przynosiło pozytywne skutki, czego jestem chodzącym żywym przykładem, zaś wszelkie badania naukowe to potwierdzają (jak do tej pory nie ma ANI JEDNEGO badania, które wiązałoby zwiększone spożycie warzyw i owoców z ryzykiem chorób czy przyspieszonym starzeniem i zgonem, za to wszystkie mówią coś wręcz przeciwnego [1]). A jeśli ma się gdzieś dostęp do uprawianych „po bożemu” lub kawałek ogródka gdzie uprawia się samemu, to rzecz jasna z różnych względów same plusy jak najbardziej, lecz z drugiej strony wpadać w paranoję z powodu marketowych konwencjonalnie uprawianych warzyw naprawdę nie polecam. Nieco gorzej niż w warzywach i owocach przedstawia się sytuacja pozostałości pestycydów w polskich zbożach przeznaczonych na rynek konsumpcyjny, szczególnie pszenicy i jęczmieniu [2], ale jakoś dziwnie nikt się nad tym nie zastanawia utyskując, iż koniecznie potrzebny jest powrót drożdżówek do szkolnych sklepików, bo dzieci inaczej nie mają w szkole co jeść 
Jedzcie świeże warzywa i owoce (dużo, często i do ustąpienia objawów) – nawet te z marketu będą zawsze lepsze niż żadne! 
 P.S. Uprasza się jednocześnie o zaprzestanie wiecznego myleniapestycydów z nawozami. Jedno z drugim nie ma kompletnie nic wspólnego!
Pomocne linki:
1. http://www.damianparol.com/pestycydy/
2.  E. Malinowska et al „Pesticide residues in cereal crop grains in Poland in 2013″, Environ Monit Assess. 2015 Jun;187(6):329,http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4420839/

Zdrowa wentylacja.

By David Shankbone (attribution required) - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3552917

Po ciężkim dniu pracy kobieta najchętniej wykrzyczy swoje złości a mężczyzna zaśnie przed telewizorem, co ciekawe tak dzieje się tylko w dobrych małżeństwach, sugerują amerykańscy psycholodzy.
Przegląd Journal of Family Psychology donosi, że kobiety pozostające w szczęśliwym małżeństwie, częściej niż ich niezadowolone koleżanki okazują złość i zdenerwowanie swoim mężom.
Badania prowadzone były na 42 parach o kilkuletnim stażu małżeńskim (w których najstarsze dziecko było w wieku przedszkolnym). Małżeństwa pytane były o przebieg dnia pracy, nastrój i zachowania małżeńskie po zakończeniu pracy i przed zaśnięciem przez trzy dni.
Jak się okazało, pohukiwaniom żony towarzyszy najczęściej zmiana zachowania męża. W satysfakcjonujących małżeństwach, gdy żony są rozgniewane ciężkim dniem, mężowie zwiększają swój udział w obowiązkach domowych.

Doktor Marc Schulz wraz z zespołem badaczy z Bryn Mawr College przekonuje, że kobiety zadowolone z małżeństwa czują większy komfort ujawniania negatywnych emocji po stresującym dniu, podczas gdy kobiety pozostające w mniej satysfakcjonujących związkach muszą powstrzymywać swój gniew. Zupełnie inaczej zachowują się zestresowani pracą mężczyźni. Ci z badanych, którzy deklarowali posiadanie satysfakcjonującego związku, byli mniej skłonni do gniewnych i krytycznych uwag w stosunku do swoich żon. W takich związkach, mężczyźni po ciężkim dniu pracy najczęściej wycofują się z wszelkich interakcji.
Co ciekawe mężczyźni i kobiety okazują sobie średnio tyle samo złości i wycofania, zaś różnice w zachowaniach między małżonkami ujawniają się dopiero po uwzględnieniu czynnika stresu.

Dlaczego warto przestać palić.

Zdjęcie użytkownika Zdrowie Uroda Sport Zdrowy Styl Zycia.

sobota, 18 lutego 2017

Cholesterol i choroby serca – oszałamiająca informacja

Arteriografii

Jak prawdopodobnie wiesz, badanie cholesterolu jest od dziesięcioleci standardowym badaniem krwi dla oszacowania ryzyka ataku serca.

Ale kiedy spojrzymy na dane statystyczne, to sam cholesterol nie jest nawet prawdziwą przyczyną choroby serca. W tym artykule chciałbym powiedzieć ci prawdę o badaniach cholesterolu we krwi i czynnikach ryzyka choroby serca.

Cholesterol LDL bardzo słabo wiąże się z ryzykiem ataku serca

Ponieważ cholesterol nie rozpuszcza się we krwi, musi być transportowany przez cząsteczki rozpuszczalne w wodzie. Te cząsteczki-nosiciele nazywaja się lipoproteiny. Składają się z tłuszczy (lipidy) i białek.
Dwa główne rodzaje lipoprotein transportujących cholesterol do krwi to:
  • Lipoproteiny o dużej gęstości – cholesterol HDL (a.k.a. HDL-C): nazywa się je „dobrym” cholesterolem, bo pomaga powstrzymać cholesterol od przekształcenia się w płytki miażdżycowe
  • Lipoproteiny o niskiej gęstości – cholesterol LDL (a.k.a. LDL-C): nazywa się je „złym” cholesterolem, bo od lat wiązano go z wyższym ryzykiem choroby serca. Uważano, że to on gromadzi się w tętnicach tworząc płytki miażdżycowe zwężające i usztywniające tętnice.
Na wynikach badań cholesterolu są także
  • Trójglicerydy: podniesione poziomy tego tłuszczu wiązano z insulino opornością, cukrzycą i pośrednio z chorobą serca. Poziomy trójglicerydów podnoszą się po jedzeniu zbyt dużej ilości zboża i innych produktów, które w krwiobiegu szybko zamieniają się w cukier. Są wyższe kiedy prowadzi się siedzące Zycie, pali papierosy, nadmiernie pije alkohol albo ma się nadwagę.

Cholesterol nie jest przyczyną choroby serca

Co by się stało gdybym powiedział ci, że podniesione poziomy LDL to raczej słabe prognostyki ataku serca? To prawda. Kiedy patrzymy na wszystkie dane, to okazuje się, że sam cholesterol nie jest przyczyną choroby serca, mimo że były pewne powiązania.
Poniżej ważne badania mówiące dużo więcej o samym cholesterolu – że on nie jest przyczyną choroby serca…
  • Raport z 1964 opublikowany w Journal of the American Medical Association (JAMA) był słynnego chirurga kardiologa – dr DeBakeya. U 1.700 operowanych przez niego pacjentów podczas operacji na otwartym sercu nie wykrył żadnego związku między poziomem cholesterolu we krwi i ostrości choroby wieńcowej tętnic.
  • Badanie Framingham obserwowało 5.209 mężczyzn i kobiet wybranych losowo z pośród 10.000 mężczyzn i kobiet mieszkających w mieście w 1948 w wieku 30-62 lat. Na początku badania 5.127 nie miało choroby układu krążenia. W 1977 naukowcy zbadali poziomy cholesterolu we krwi 815 mężczyzn i kobiet w wieku 49-82 lat i poinformowali, że „głównym potencjalnym czynnikiem lipidowym był cholesterol HDL”, i że „całkowity cholesterol nie miał związku z chorobą układu krążenia”.
  • W 1997 Lancet poinformował o badaniu 724 uczestników które odkryło, że wysokie stężenie całkowitego cholesterolu wiązało się z długowiecznością osób w wieku 85+, ze względu na niższą umieralność z powodu raka i infekcji.
  • Naukowcy z Yale University, w artykule z 1994 w JAMA podsumowali swój raport pisząc: „Nasze rezultaty nie popierają hipotezy, że hipercholesterolemia [nadmiar cholesterolu] albo niski HDL są ważnymi czynnikami ryzyka dla umieralności ze wszystkich powodów, umieralności choroby wieńcowej serca, lub hospitalizacji z powodu zawału serca lub niestabilnej choroby wieńcowej w tej grupie 997 osób w wieku 70+”.
  • W 2004 Lancet zestawił informacje od 15.152 osób które przeszły atak serca i 14.820 kontrolowanych pacjentów z 52 krajów, przyglądając się paleniu, historii nadciśnienia czy cukrzycy, proporcji biodra/talia, nawykom dietetycznym, aktywności fizycznej, konsumpcji alkoholu, apolipoproteinom (Apo) we krwi, czynnikom psycho-społecznym, dziennej konsumpcji owoców i warzyw oraz alkoholu. Odkryli, że ogólnie, te 9 czynników ryzyka odpowiadały za 90% ataków serca u mężczyzn i 94% u kobiet.
  • Przełomowe badanie z 2009 odkryło, że prawie 75% pacjentów hospitalizowanych na atak serca mają poziomy LDL w przedziale zalecanym dla tego cholesterolu.
  • Konsumpcja większej ilości cholesterolu nie zwiększa ryzyka ataku serca. Tylko u około 25% nas cholesterol z diety skromnie zwiększa LDL i HDL, ale to jeszcze nie wpływa na proporcję LDL do HDL ani nie zwiększa ryzyka ataku serca.
  • Mimo że krótkoterminowe badania pokazują relacje między konsumpcją tłuszczów nasyconych i poziomami cholesterolu, to prawie żadne badania długoterminowe tego nie pokazują.
  • Ogromna prospektywna meta analiza w 2010 z udziałem niemal 350.000 osób nie wykryła związku między tłuszczami nasyconymi i chorobą serca. I japońskie badanie 58.000 mężczyzn na przestrzeni 14 lat (średnio) nie znalazło związku między kon-sumpcją tłuszczów nasyconych i chorobą serca, a ci którzy konsumowali ich więcej mieli mniejsze ryzyko udaru.
  • Podobne wskaźniki ataku serca i ogólnie zgonów występują po równo w grupach które obniżyły cholesterol w porównaniu z grupą która nie obniżyła, jak mówią wyniki ponad 40 różnych badań klinicznych.
Co byłoby gdyby związek między LDL i chorobą serca, o którym informowały inne duże ba-dania wynikał z obecności cholesterolu naprawiającego uszkodzenia w tętnicach? Z tej perspektywy, LDL będzie miarą szkód, które już wystąpiły. Cholesterol nie jest prawdziwym łotrem.
A jeszcze medycyna głównego nurtu nadal skupia się na konieczności obniżania LDL i ostrzega przed tłuszczami nasyconymi. Wiemy że statyny zmniejszają liczbę przypadków choroby serca i obniżają poziom LDL… ale one również podnoszą poziom HDL. Teraz milionom ludzi (prawie 1 na 4 Amerykanom w wieku 45+) przepisuje się statyny dla obni-żenia cholesterolu. I cały czas martwi się o „podniesionym cholesterolu”. Cholesterol nie jest tu prawdziwym łotrem.
Prawdziwym łotrem jest kombinacja innych modyfikowalnych  przyczyn (można zmienić 90% ich zmieniając styl życia), które wywołują stan zapalny w organizmie. Przez to zapalenie cholesterol staje się lepki, i wtedy staje się częścią płytek miażdżycowych.
Zamiast mierzyć cholesterol a potem brać leki na jego obniżanie, dużo skuteczniej będzie obniżać ryzyko ataku serca poprzez wyeliminowanie tych innych czynników ryzyka które prowadzą do zwiększenia lepkości cholesterolu. Pamiętajmy, że nie chcemy mieć płytek miażdżycowych… a NIE niski cholesterol. Prawdę mówiąc, im wyższy poziom HDL, tym mniejsze ryzyko choroby serca. Może zastanowisz się nad przyjmowaniem suplementów podnoszących poziom HDL np. olejów omega-3 w diecie i niacyny razem z innymi dobrymi dla serca suplementami, które omówię w niedalekiej przyszłości.
W następnym artykule wyjaśnię nowsze badania krwi, które lepiej niż cholesterol LDL prognozują atak serca.
Dr Michael Cutler
Tłum. Ola Gordon
Źródło: https://easyhealthoptions.com/cholesterol-heart-disease-prepare-mind-blown/
\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Nowa trójwymiarowa platforma do badania zakażeń

Pracy w laboratorium

Multidyscyplinarny zespół z Uniwersytetu w Southampton i Uniwersyteckiego College’u Londyńskiego stworzył nowy system 3D do badania zakażeń.
Naukowcy posłużyli się elektrostatyczną enkapsulacją, by uzyskać trójwymiarowe mikrosfery, w których ludzkie komórki są zarażane prątkami gruźlicy (Mycobacterium tuberculosis). Ma to lepiej odzwierciedlać warunki i przebieg zdarzeń w organizmie pacjenta. Ostatecznym celem jest zidentyfikowanie nowych antybiotyków i opracowanie szczepionek.
„Wg nas, to coś bardzo ważnego dla badań dot. gruźlicy. Sfery 3D można wytworzyć z matrycy kolagenowej przypominającej ludzkie płuca. W ten sposób uzyskuje się środowisko, które pozwala antybiotykom [np. pirazynamidowi] zahamować zakażenie. W systemach 2D jest to niewykonalne” – opowiada prof. Paul Elkington.
Co istotne, dzięki sferom 3D eksperymenty trwają nawet 3 tyg., a to ponad 4-krotnie dłużej niż w przypadku standardowych modeli 2D. Dzięki temu badacze zyskują więcej informacji o rozwoju zakażenia i wpływie różnych interwencji.
Akademicy wyjaśniają, że podczas eksperymentów farmakokinetycznych trójwymiarową platformę hodowlaną integruje się z układami mikroprzepływowymi.
Kolejnym etapem ma być współpraca z Afrykańskim Instytutem Badań nad Zdrowiem z Durbanu. Wybrano właśnie Durban, bo częstość występowania gruźlicy jest tu bardzo duża, a jednocześnie miasto może się pochwalić idealną infrastrukturą laboratoryjną do wdrożenia modelu 3D i badania komórek pacjentów z grupy wysokiego ryzyka gruźlicy.
Wyniki dotychczasowych badań ukazały się w dwóch pismach: mBio i eLife.
Autorstwo: Anna Błońska
Na podstawie: University of Southampton
Źródło: KopalniaWiedzy.pl


\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Co wzmacnia a co osłabia mózg.

Zdjęcie użytkownika Ambasada Zdrowej Diety.

Prof.dr.hab. Jan Talar. Wybudzanie ze śpiączki.

szpitalnym łóżku

Brońmy prof. dr hab. Jana TalaraProf dr hab. Jan Talar, jedyny w Polsce lekarz, który wybudza ze śpiączki i pozwala wrócić do życia pacjentom, którzy gdzie indziej skazani byli by na śmierć jest zagrożony utratą praw wykonywania zawodu. Nie pomyliłem się – lekarz, który stosuje się do przysięgi jaką złożył po ukończeniu studiów, jest niszczony przez środowisko medyczne.
Wszyscy wiemy, że każdemu można doczepić odpowiednią łatkę, jeśli się chce. Kiedyś pisałem o dr Wojciechu Serwatce, który ujawnił korupcję swojego szefa oraz fakt stosowania tiopentalu do zabijania pacjentów (pisała o tym Gazeta Polska i NIE). Dr Serwatce zabroniono wykonywania zawodu, mimo, że jego skuteczność jako chirurga była jedną z najwyższych w Polsce, mimo że nie zrobił nic sprzecznego z zawodem lekarza. Dr Serwatka obecnie buduje łodzie w Norwegii i bardzo dobrze sobie radzi, ale niestety, nie wykonuje swojego zawodu, do którego przygotowywał się i w nim praktykował przez kilkanaście lat.  (zob: niezalezna.pl)
Czy dzięki swoim tytułom naukowym prof. dr hab. Jan Talar jest bezpieczny? Nie sądzę, bowiem ukaranie go w świetle jupiterów może być dla masonerii doskonałym argumentem na innych niepokornych.  Profesor Talar potrzebuje więc naszej pomocy.
Śmierć i to co się dzieje dalej z ludzką świadomością nadal jest wielką tajemnicą, choć mamy coraz więcej argumentów przemawiających za tym, że nasze ciało jest tylko powłoką dla czegoś co umownie nazywamy duszą (a nie odwrotnie). Teoria pól morfogenetycznych bardzo dobrze tłumaczy wszelkie zjawiska paranormalne, związane z telepatią, kontaktem pozagrobowym, duchami, a nawet przewidywaniem przyszłości. Na bazie tej teorii powstały już urządzenia diagnostyczne i medyczne, jak np. Quantec, które się sprawdzają ze 100% dokładnością. Jedynym ograniczeniem jest baza danych jaką te urządzenia dysponują i tak np. nie potrafią na razie dokładnie zdiagnozować chorób rzadkich lub nowych (np. stworzonych przez człowieka). Quantec więc potwierdza istnienie duszy, niezależnej od ciała i tego, że świadomość i pamięć jest właśnie tam zlokalizowana, a nie w mózgu. Potwierdza też istnienie super-świadomości, a więc Boga.
Uszkodzenia mózgu często prowadzą do dysfunkcji działania organizmu, ale jak dowodzi prof. Jan Talar swoją praktyką, śmierć mózgowa nie istnieje, gdyż odpowiednią neuro-stymulacją u osób będących w stanie śpiączki i oddychających za pomocą respiratora, zawsze można doprowadzić do wznowienia oddechu i pozostałych funkcji życiowych. Z kliniki prof. Talara ludzie wychodzili o własnych siłach, także ci, którzy już byli przeznaczenia na narządy.
Sądzę, że jest to możliwe nie tyle dlatego, że mózg ma niesamowite zdolności regeneracyjne, ale że neurostymulacja niejako wzywa duszę do powrotu do ciała, a ta powoduje nagłe zdrowienie. Notowane są przypadki nagłego uleczenia chorób „nieuleczalnych” o osób, które powróciły z tzw. śmierci klinicznej, jak np. ustąpienie paraliżu.
Im bardziej neuro-stymulacja jest intensywna, tym większe szanse całkowitego powrotu do zdrowia.
Sądzę też, że metoda Talara może być przełomem jeśli chodzi o ludzi niepełnosprawnych z paraliżem dziecięcym włącznie, stymulacje bowiem powinny działać podobnie jak na chorego w śpiączce – przywracać działanie mózgu.
Za zgodą autora poniżej prezentuję krótki fragment książki prof. Talara „Śmierć mózgowa, przypadki kliniczne”, która powinna znaleźć się w każdym domu, na wypadek gdyby ktoś znalazł się w takim stanie w szpitalu. Lekarzy, którzy jak w moim przypadku, twierdzili, że „takich książek są setki i są one bezwartościowe” należy ostro piętnować, gdyż wprowadzają zamęt absolutnie nie służący zdrowiu chorego. Tylko jeden młody lekarz powiedział mi po cichu, że „ta książka jest bezcenna”.
„W ratowaniu chorego w stanie krytycznym jednym z najważniejszych elementów strategii ratowania życia jest przywracanie własnego, spontanicznego oddechu wbrew częstym stwierdzeniom, że chory nie odzyska zdolności oddychania (ma trwały bezdech). Stymulacja przywracająca spontaniczny oddech sprawdza się u większości chorych podłączonych do respiratora, a efekty stymulacji obserwuje się już po kilku dniach. Warto więc tę stymulację wprowadzić jako obowiązującą procedurę w OIT już od pierwszych godzin leczenia.
Opis stymulacji:
Opuszką palca wskazującego lub środkowego stymulujemy pulsacyjnie z siłą do 10g 6 punków wokół nosa i nieco silniej opuszkami palców II-V stymulujemy boczne powierzchnie mostka układając opuszki palców w międzyżebrzach, a następnie międzyżebrzami przesuwamy opuszki palców do linii pachowej przedniej po obu stronach klatki piersiowej. Czas stymulacji punktów wokół nosa u dzieci wynosi około 30 sekund a u dorosłych do 1 minuty. Czas stymulacji bocznej powierzchni mostka w jednym ułożeniu u dzieci wynosi około 30 sekund a u dorosłych wynosi około 1 minuty i tyle samo stymulacja międzyżebrzy.
Pierwszy punkt znajduje się w kąciku skrzydełka nosa. Zwracamy uwagę aby w każdym punkcie nie drażnić paznokciem skóry twarzy. Drugi punkt leży poniżej oczodołu w przejściu powierzchni bocznej nosa w policzek na wyniosłości żuchwy. Trzeci punki leży przyśrodkowo w oczodole pod kątem 459 do linii brwi. Następnie stymulujemy opisane punkty wokół nosa po drugiej stronie według przedstawionej kolejności. Stymulacje bocznych powierzchni mostka rozpoczynamy po jednej stronie układając opuszki palców od przestrzeni miedzy obojczykiem a pierwszym żebrem i uciskając kolejne przestrzenie międzyżebrowe. Po zakończeniu tej stymulacji nie odrywamy opuszek palców i pulsacyjnie przesuwamy cztery opuszki w czasie około 1 minuty do linii pachowej przedniej. Dalej stosujemy stymulacje pulsacyjne bocznej powierzchni mostka obniżając opuszki o dwie przestrzenie międzyżebrowe i czynność powtarzamy. Jeszcze raz przemieszczamy opuszki palców II-V o dwie przestrzenie międzyżebrowe. Po zakończeniu stymulacji mostka i przestrzeni międzyżebrowych po jednej stronie opuszki palców przekładamy na drugą stronę i czynności powtarzamy.
Stymulacje wokół nosa i na klatce piersiowej powtarzamy trzy – czterokrotnie dziennie nawet jeszcze do kilkunastu dni po uzyskaniu swobodnego oddechu. Jeżeli istnieje obawa o naruszenie elektrod podłączonych na klatce piersiowej lub wkłucia centralnego to wtedy stosujemy tylko stymulacje międzyżebrowe bocznej powierzchni mostka wydłużając czas ucisku do 2. minut. Dalsza stymulacja poprawia wydolność odzyskanego oddechu i istnieje możliwość uratowania takiego chorego przed zapaleniem płuc wynikającym z osłabienia siły mięśni oddechowych i zbyt płytkiego oddechu. Własny, spontaniczny oddech wpływa korzystnie na powrót świadomości psychicznej i fizycznej. Wielu lekarzy obserwuje powrót spontanicznego oddechu u chorych w śpiączce wentylowanych mechanicznie w różnym czasie od zaistnienia choroby.”
Przypomnę, że powyższa metoda może przywrócić oddech niemal każdej osobie, która się znalazła w śpiączce pourazowej – z ofiarami udarów i wylewów włącznie.


Źródło: http://www.monitor-polski.pl/bronmy-prof-dr-hab-jana-talara/
Żródło:http://alexjones.pl/pl/aj/aj-nwo/aj-kartel-farmaceutyczny/item/62336-bronmy-prof-dr-hab-jana-talara

piątek, 17 lutego 2017

Zdrowa woda - czy jest jeszcze taka?

water drop
Człowiek składa się w 75% z wody, dlatego niebagatelnym znaczeniem dla naszego organizmu jest jej jakość. Woda to wielki skarb i dar, który powinniśmy chronić i dbać, by jej zasoby się nie wyczerpały. Przeglądając półki sklepowe myślimy sobie, że czystą i zdrową wodę możemy znaleźć wyłącznie w butelkach. Okazuje się, że tak nie jest...
Raport Głównego Urzędu Statystycznego stwierdza, że w Polsce nie stwierdza się wód głębinowych wolnych od zanieczyszczeń, o składzie zbliżonym do naturalnego. Ekspansja zanieczyszczeń powierzchniowych  jest tak intensywna, iż naturalne warstwy ziemi przestają pełnić funkcje filtracyjną. Ciecz płynąca w rzekach coraz częściej nie może służyć nawet do celów przemysłowych. Dzieje się tak, dlatego że wiele miast wciąż nie ma nowoczesnych oczyszczalni ścieków. Spośród 860 polskich miast, takich oczyszczalni nie posiada jedna trzecia - działają w nich wyłącznie oczyszczalnie mechaniczne, przestarzałe i niegwarantujące dostatecznego stopnia oczyszczania. Każdego dnia do Wisły wpływa ponad 0,5 mln m3 nieczystości. Czyżby nikomu nie zależało na tym, aby pić czystą wodę?

Dobowe zapotrzebowanie dla ludzkiego organizmu wynosi ok. 2,5 litra. Według obowiązujących w całej Polsce wytycznych dla służb sanitarnych, mają one kontrolować stężenie 40 składników wody pitnej, które w ilości ponadnormatywnej mogą szkodzić zdrowiu. W państwach zachodnich normą jest badanie stężenia 200 składników zawartych w wodzie. Można by, zatem zadać pytanie: a co u nas z resztą? Związki chemiczne zawarte w wodzie odkładają się w organizmie zatruwając nas powoli, lecz systematycznie, ponieważ piejemy wciąż taką samą wodę, na co dzień. 

Chlorownie i fluorowanie wody
Oczywiście organizm ludzki ma możliwości wypłukania niepotrzebnego balastu, lecz do tego jest potrzebna czysta woda. Dla bakteriologicznego bezpieczeństwa w ostatnim procesie „uzdatniania wody” jest ona chlorowana, co daje nieprzyjemny zapach i smak. Chlor jest oskarżany o to, że może wywoływać raka - raport Greenpeace ujawnił, że przypuszczalnie jest głównym winowajcą za zwiększenie się występowania raka piersi. Sypiemy chlor do wody, ponieważ jesteśmy na 50 miejscu pod względem czystości wód powierzchniowych.

Fluorek sodu jest w wielu krajach dodawany do wody, mimo że eksperci medyczni ostrzegają, że powoduje to u ludzi spadek ilorazu inteligencji i wzrost bezpłodności. Rzekomym powodem dodawania fluorku jest zapobieganie psucia się zębów i poprawy higieny jamy ustnej. Jeśli nawet byłoby to prawdą, to po co znajduje się on w wodzie, skoro jest obecny w paście do zębów? 

Jak poprawić jakość wody we własnym domu?
Wodę przed spożyciem należy przegotować, jednak gotowanie eliminuje bakterie i wirusy, a nie zmienia jej poziomu zanieczyszczenia. Istnieje kilka dodatkowych metod uzdatnienia: 
Źródło: http://tylkowoda.pl/filtry-do-wody/
Filtry z węglem aktywnym (dzbankowe lub podumywalkowe) - skutecznie oczyszczają wodę z kamienia, chloru, rdzy oraz innych zanieczyszczeń mechanicznych i organicznych. Przefiltrowana woda doskonale nadaje się do przygotowywania napojów i posiłków.
Odwrócona osmoza - to najbardziej zaawansowana metoda oczyszczania wody w domu. Filtracja membranowa usuwa 90-98% wszystkich zanieczyszczeń wody. W tym zanieczyszczenia mechaniczne (piasek, osady, cząstki rdzy, pył, muł), związki rozpuszczone (chlor, związki organiczne i nieorganiczne), metale ciężkie i mikroorganizmy (bakterie, wirusy). Wkład liniowy węglowy poprawia smak i zapach wody.

Jesteśmy nabijani w butelkę
Niejednokrotnie wybieramy reklamowaną wodę butelkową, ponieważ na etykiecie można przeczytać ile to związków mineralnych w niej się znajduje. W 1990 roku obniżono tzw. normę branżową BN/9567 - 08, która określała poziom składników mineralnych w 1 litrze wody ze 1000 do 200 mg. Do 1988 roku istniało w Polsce około 50 rozlewni wód. Teraz jest ich dziesięć razy więcej i ciągle powstają nowe. Mało kto dba o jakość, a hasło „zdrowie” pozostaje jedynie na etykiecie przytwierdzonej do plastikowej butelki. Dzięki temu powstał cały rynek wód mineralnych na błędnym przekonaniu społeczeństwa, że im więcej jest związków mineralnych w wodzie tym lepiej.

\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Kilka słów o żałobie po śmierci bliskiej osoby.

graves 1

Co jakiś czas czy w rozmowach czy nawet na warsztatach medytacji, wraca temat żałoby po śmierci kogoś bliskiego. Czy jest to śmierć, której się spodziewamy czy nagła i tragiczna, zawsze towarzyszy temu proces żałoby, a przynajmniej powinien.

Przeżyj żałobę

Niektórzy pytają się jak ominąć proces żałoby, ale nie sądzę, by to był dobry pomysł. Żałobę trzeba po prostu przeżyć, wszystkie jej etapy: zaprzeczenie, gniew, próbę oswojenia nowej rzeczywistości (targowanie się, negocjowanie), depresję i wreszcie akceptację. Uważnie stanąć twarzą w twarz z pojawiającymi się przeżyciami. Nie warto jej rozpamiętywać i zaogniać, ale nie jest dobrym pomysłem ucieczka przed nią w nadmiar aktywności.
Sufi mówią, że najbardziej bolesne zdarzenia w naszym życiu mogą być najbardziej transformujące. Jednak, by tak się stało, musimy je przeżyć w pełni.

Niech żałoba nie będzie formą kontaktu ze zmarłą osobą

Problem zaczyna się, gdy proces żałoby przedłuża się. Niektórzy ludzie utykają przez lata, a może nawet całe życie, na którymś z etapów. Okazuje się, że często nie pozwalają sobie jej do końca przeżyć, ponieważ jest to dla nich swoista forma kontaktu ze zmarłym bliskim i obawiają, że gdy zakończy się proces żałoby stracą z tą osobą kontakt.
Wówczas warto poszukać jakiejś innej formy kontaktu z tą osobą. Dla osoby religijnej być może będzie to modlitwa, dla innych pielęgnowanie wspomnień lub pamiątek po tej osobie, czy zadbanie o dalszy rozwój jej dorobku zawodowego, naukowego, literackiego…

Czasami warto się zwrócić o pomoc

Żałoba jest naturalnym procesem, ale gdy czujemy, że wymknęła się spod kontroli, warto zwrócić o specjalistyczne wsparcie takie jak interwencja kryzysowa lub psychoterapia. Nie wszystko musimy robić sami!