Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

niedziela, 6 grudnia 2015

Czytanie.

Oskarżą Monsanto o zbrodnie przeciwko ludzkości.


Oskarżą Monsanto o zbrodnie przeciwko ludzkości

Opublikowano: 06.12.2015 | Kategorie: Ekologia i przyrodaGospodarkaPrawoWiadomości ze świataZdrowie
Stowarzyszenie Konsumentów Ekologicznych (ang. Organic Consumer Association, w skrócie OCA), Międzynarodowa Fundacja na rzecz Rolnictwa Ekologicznego (ang. International Foundation for Organic Agriculture, w skrócie: IFOAM), związek Regeneration International oraz organizacja Millions against Monsanto, wraz z dziesiątkami innych grup rolniczych i ekologicznych, oświadczyły, że w przyszłym roku, w Światowy Dzień Żywności, tj. 16 października 2016, wniosą oskarżenie do trybunału w Hadze przeciw Monsanto za zbrodnie przeciwko ludzkości i środowisku naturalnemu oraz ekoeksterminację.
Według organizacji, od początku dwudziestego wieku Monsanto wprowadziło na rynek szereg wysoce toksycznych produktów, które trwale zniszczyły środowisko oraz spowodowały choroby, a nawet śmierć, tysięcy ludzi. Na liście tych środków znajdują się:
– PCB, polichlorowane bifenyle, jedne z 12 grup trwałych zanieczyszczeń organicznych, uszkadzają ludzki i zwierzęcy układ rozrodczy,
– 2,4,5-T, kwas 2,4,5-trichlorofenoksyoctowy, składnik tzw. Agent Orange, wykorzystywanego przez amerykańskie wojsko podczas wojny w Wietnamie, powoduje wady wrodzone i raka,
– Lasso, środek ochrony roślin zakazany w Europie,
– oraz Roundup, najpopularniejszy herbicyd na świecie oraz największy zdrowotny i środowiskowy skandal współczesnej historii. Ten toksyczny środek, uznany za prawdopoodobnie kancerogenny przez Światową Organizację Zdrowia, wykorzystuje się m.in. do upraw genetycznie zmodyfikowanych roślin, które są na niego odporne. Polega to na tym, że spryskana roślina GMO przetrwa, pomimo że zginie wszystko dookoła niej. Mechanizm ten wykorzystuje się przede wszystkim w nasionach soi i kukurydzy, które są następnie stosowane jako pasza dla zwierząt i składnik biopaliw.
Powołując się na „Wytyczne dotyczące biznesu i praw człowieka”, przyjęte przez ONZ w 2011, międzynarodowy trybunał złożony z prawników i sędziów, oceni odpowiedzialność karną Monsanto za krzywdy wyrządzone na ludzkim zdrowiu i środowisku. Trybunał oprze się także na Statucie Rzymskim, na podstawie którego w 2002 utworzono Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, i który rozważy czy należy zmienić prawo karne i zawrzeć w nim zbrodnie przeciwko środowisku naturalnego, jako ścigane i podlegające karze. Według wyżej wymienionego Trybunału Karnego ekoeksterminacja należy traktować jako przestępstwo, ponieważ jest to jedyny sposób zapewnienia człowiekowi dostępu do zdrowego środowiska, a naturze – prawa do jej do ochrony.
Oświadczenie wygłoszono na konferencji prasowej w ramach trwających aktualnie obrad ONZ w sprawie zmian klimatycznych w Paryżu. Ronnie Cummins, prezes OCA oraz członek Komitetu Sterującego RI, powiedział: „Stanowczo zbyt późno społeczność międzynarodowa stawia przed sądem Monsanto za ich zbrodnie przeciwko ludzkości i środowisku naturalnemu. W Paryżu spotykamy się w związku z największym zagrożeniem dla naszego gatunkowi w historii całej jego ewolucji: globalnym ociepleniem. Dlaczego tak dużo CO2, metanu i tlenków azotu znajduje się w atmosferze, a tak mało jest pochodzącej od węgla materii organicznej w glebie? Korporacyjny model agrobiznesu, leśnictwo przemysłowe, przemysł produkujący ogromne ilości ścieków i śmieci oraz biotechnologia dosłownie zabiły zdolność żywej gleby do pochłaniania węgla a tym samym stabilizacji naszego klimatu.”
Według Andre Leu, prezesa IFOAM i członka Komitetu Sterującego RI: „Monsanto jest w stanie ignorować szkodliwość swoich produktów dla ludzi i środowiska, oraz kontynuować swoje niszczycielskie działania poprzez: lobbowanie rządzących i ustawodawców, uciekanie się do kłamstw i korupcji, finansowanie fałszywych badań naukowych wraz z uciszaniem niezależnych badaczy, oraz manipulowanie prasą i mediami. Historia tej firmy to książkowy przykład bezkarności, a jej poczynania powodują kryzys w biosferze i klimacie oraz zagrażają bezpieczeństwu naszej planety.”
Marie-Monique Robin, dziennikarka i autorka filmu oraz książki pt. „Świat według Monsanto” utrzymuje, że: „Postawienie Monsanto przed międzynarodowym trybunałem to konieczność, kiedy zapewnienie bezpieczeństwa naszej planecie oraz warunków życia na ziemi są aktualnie tak zagrożone i tak ważne dla każdego z nas. Tylko przez wspólne działania powstrzymamy ten silnik destrukcji. Dlatego dziś apeluję, by wszyscy obywatele tego świata uczestniczyli w tym wyjątkowym procesie sądowym.” (…)

Ogłoszony zmarłym cudem ocalił swoje życie i organy

Ogłoszony zmarłym cudem ocalił swoje życie i organy

Ogłoszony zmarłym cudem ocalił swoje życie i organy
Niebezpieczeństwo transplantacji organów ujawniło się w swej całej krasie. Leżąc w szpitalu ze zmiażdżoną w wypadku samochodowym głową w stanie śmierci klinicznej, omal nie stracił swoich organów. Nie zdążono odłączyć wspomagania i odżył. 
Przypadek Sama Schmida nazywany jest "Bożonarodzeniowym Cudem. Gdy leżał w śpiączce po kompleksowych obrażeniach mózgu w wypadku samochodowym, lekarze omawiali już z rodzicami pobranie jego narządów i byli gotowi odłączyć aparaturę podtrzymującą życie.
Sam jednak zaskoczył i doprowadził do zdumienia wszystkich krążących wokół jego łóżka. Myśleli oni że jego mózg obumarł, ale on ciągle podnosił dwa palce do sygnalizując, że miał jeszcze życie w sobie. Ten znak zwycięstwa faktycznie potwierdzał jego zwycięstwo nad śmiercią. Przeżył. Ale w tym czasie, nikt nie wiedział, czy student college w Tucson w Arizonie, kiedykolwiek wrócić na studia - lub nawet czy będzie chodził albo rozmawiał.
 
 
Dzisiaj ma 23 lata, jest podporą swego zespołu koszykówki, studiuje  i ma nadzieję, że zostanie technikiem weterynarii. Schmid całą zasługę w swoich osiągnięciach przypisuje jego chirurgowi oraz personelowi z  Center for Transitional Neuro Rehabilitation z Barrow Neurological Institute, skąd został niedawno wypisany. 
Zespołowi fizjoterapeutów, rehabilitantów mowy i ruchu przewodził neuropsycholog Kristi Husk. Razem ze Schmidtem pracowali około 40 godzin tygodniowo, przez ostatnie dwa lata. Holistyczny program obejmuje  ambulatoryjne leczenie pacjentów którzy mieli rany mózgowe i jest jednym z niewielu w USA, zaprojektowanym tak, aby pomóc i ułatwić im powrót do szkoły lub pracy.
Gdy Schmid tu przybył poruszał się przy użyciu chodzika z "balkonikiem"; miał trudności z mową a nawet bezpiecznym połykaniem żywności.
    
"Widzieliśmy tu wielu pacjentów, ale Sam był na samym końcu spektrum poważnych przypadków", powiedział dr Husk, który pracuje już ponad dekadę. "Został znaleziony jako martwy na miejscu wypadku, był podłączony do urządzeń podtrzymujących życie. Mieliśmy już tu wielu pacjentów i widziałem kilka małych cudów, ale Sam jest wg mojego doświadczenia zdecydowanie najbardziej fenomenalnym przykładem odzyskiwania życia w pełnym jego wymiarze". Schmid był studentem wydziału biznesu University of Arizona, kiedy został ciężko ranny w wypadku pięciu samochodów 19 października 2011 w Tucson.

Czy można z tego przypadku wyciągnąć wnioski dla siebie? Pomyśl. Nigdy nie jest tak źle aby gorzej być nie mogło. Nigdy nie rezygnuj, nie poddawaj się. Daj sobie szansę na CUD. 

Czy rośliny czują ból.



Bardzo często, w dyskusji na temat weganizmu pojawia się argument, że rośliny czują ból. W związku z tym, gdyby weganie chcieli być konsekwentni ich też nie powinni jeść. Ten argument jest nieprawdziwy z dwóch powodów.

Osoby, które twierdzą, że rośliny odczuwają ból zwykle powołują się na niejasne sformułowania „naukowcy udowodnili”, „poczytaj nowe badania” itp. 
Zwykle jednak nikt nie wskazuje żadnego konkretnego i dobrze udokumentowanego badania na ten temat.
Przypomnijmy, że odczuwanie bólu to nie to samo co reagowanie na bodźce.
Często powtarzana historia badania, w którym autor badał zachowanie roślin na konkretnie dobrane utwory to nie dowód na odczuwanie bólu lub emocji wśród roślin, tylko na mechaniczne reakcje organizmu.

To prawda, że niektóre rośliny rosły szybciej przy odpowiednio dobranej muzyce, a przy innej wzrost spowalniał. Miało to związek z siłą fal dźwiękowych zależnych od danej piosenki.
Rośliny nie „słuchały” muzyki.

Kolejny argument to ewolucja. Gdyby rośliny mogły odczuwać ból musiałoby to mieć swoje ewolucyjne wyjaśnienie.
Ludzie, psy, koty, krowy czy konie odczuwają ból bo jest dla nich niezbędną informacją, która pomaga im przeżyć.
Każdy z nas może zareagować i np. uciec od źródła bólu.
Rośliny nie mają takiej możliwości.
Odczuwanie bólu jest zbędne i nie przynosi im żadnych korzyści ewolucyjnych.

Po trzecie, nawet gdybyśmy założyli, że rośliny czują, weganie w ostatecznym rozrachunku i tak zmniejszają pulę cierpienia. W końcu mięsożercy jedzą te same rośliny, które jedzą weganie, a do tego jedzą zwierzęta, które wcześniej zjadły jeszcze więcej roślin.

sobota, 5 grudnia 2015

PERMAKULTURA - LAS Z JADALNYCH ROŚLIN . Samowystarczalność. Link do filmu pod zdjęciem.



Link do filmu:https://www.youtube.com/watch?v=RNKExdMhmZM#t=264

Oddzielić ziarno od plew. Informację od dezinformacji.

Wiechlinowate: zdjęcie
Dziś ważną kwestią jest to, by umieć rozróżniać, które informacje na temat zdrowia, medycyny, leczenia – są prawdziwe, a które nie.
Zdrowie to coś, co jest nasze, co zależy tylko od nas. Czasy wszystkowiedzących autorytetów – minęły. Teraz mamy czasy autorytetów, które można wynająć za pieniądze – i robią to firmy farmaceutyczne, spożywcze, rządy.
Zdrowie jest podstawową „ideą”, która zyskuje coraz bardziej na znaczeniu, w miejsce klasycznych, politycznych ideologii.

Agresywni gracze PS3.

Psychologia

Agresywni gracze PS3

(C) www.flickr.com by Rad Jose
Autor: Konrad Bocian
Fani gier komputerowych nie przepadają za psychologami zajmującymi się agresją. Pewnie dlatego, że najnowsza analiza 381 badań angażujących ponad 130 000 uczestników, jednoznacznie potwierdziła, że agresywne gry stymulują agresywne zachowania (Huesmann, 2010). W tym momencie podnosi się głos graczy, którzy słusznie pytają o to, jak długo trwa ten efekt. Odpowiedź jest prosta: nawet do 24 godzin.
Głównym ograniczeniem badań, mierzących wpływ agresywnych gier na agresywne zachowania jest fakt, że w każdym z nich pomiaru dokonywano zaraz po tym jak badanym pozwolono zasmakować wirtualnej przemocy. Kilka minut od wyłączenia gry, gracze są bardziej agresywni, jednak o tym co dzieje się z ich zachowaniem później, do tej pory nie mieliśmy żadnego pojęcia.
Brad Bushman oraz Bryan Gibson jako pierwsi pokazali, że agresywne gry prowadzą do zwiększonej agresji nawet po 24 godzinach od ostatniej rozgrywki. Odkryty efekt dotyczył wyłącznie mężczyzn, którzy myśleli o tym jakie wyniki osiągnęli w grze i jak mogliby je poprawić.
Psychologowie zaprosili do eksperymentu 57 studentek i 69 studentów, których posadzili przed 42 calowym telewizorem podłączonym do PlayStation3. Ochotnicy losowo grali przez 20 minut w jedną z trzech agresywnych gier: Mortal Kombat vs DC Universe, Resistance: Fall of Man, Resident Evil 5 lub nieagresywnych: Guitar Hero, Gran Turismo 5, Shaun White Snowboarding.
Gry komputerowe są dla ludzi ;-)
Po zakończeniu rozgrywki badani oceniali w jakim stopniu gry były agresywne, pełne akcji, pobudzające,
nudne, rozrywkowe, zabawne itp. Wszystkich uczestników poinformowano, że muszą wrócić następnego dnia do laboratorium aby zakończyć badanie. Połowę z nich poproszono o to, żeby zastanowili się jak wypadli w grze oraz jak mogliby poprawić swój wynik.
24 godziny później uczestnicy pojawili się w laboratorium i w pierwszej kolejności poproszono ich o spisanie myśli, które zaprzątały ich głowę przez ostatnią dobę. Następnie razem z podstawionym przez eksperymentatorów ochotnikiem wypełniali zadanie mierzące czas reakcji, w którym wygrany z pomocą słuchawek mógł zaaplikować przegranemu głośny i bolesny dźwięk.
Badany mógł wybierać spośród poziomów od 1 (6o decybeli) do 10 (105 decybeli) lub całkowicie zrezygnować z agresji wybierając poziom zero. Dodatkowo określał jak długo ma trwać konkretny dźwięk. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, w rzeczywistości nikt nie cierpiał z powodu bolesnych dźwięków, jednak ochotnicy byli przekonani, że karzą przegranego.
Osoby, które poproszono o myślenie o grze, rzeczywiście rozmyślali o niej więcej, co ujawniła analiza treści spisanych przez uczestników na początku drugiego etapu badania. Wyniki średniego poziomu zadawanego dźwiękowo bólu oraz czasu jego trwania wykazały, że mężczyźni grający w agresywne gry, byli bardziej agresywni niż osoby z grupy gier nieagresywnych.
Mało tego wśród męskich graczy, którzy rozmyślali o agresywnej rozgrywce przez 24 godziny, poziom agresji był większy niż u tych, którzy nie zaprzątali sobie nią głowy. Oczywiście w przypadku gier nieagresywnych nie zaobserwowano takich efektów, podobnie jak u kobiet bez względu na to czy myślały czy nie myślały o agresywnej grze. Okazało się też, że zawartość gry (agresja vs jej brak) nie wpłynęła za poziom agresji kobiet.
Eksperyment Bushmana i Gibsona jest pierwszym dowodem na to, że skutki oddziaływania agresywnych gier, mogą trwać dłużej niż tylko kilka minut po ich wyłączeniu. Mężczyźni, którzy grali w grę pełną przemocy przez 20 minut i potem o niej myśleli, 24 godziny później byli bardziej agresywni. Rozmyślanie o grze rozumiane jest w kategoriach ruminacji, którą tłumaczy się jako przetrzymywanie agresywnych myśli, uczuć i wzorów zachowania w pamięci semantycznej przez dłuższy okres czasu (Berkowitz, 1990).
Rozsądnie jest zakładać, że wyniki z laboratorium można generalizować na „rzeczywisty świat” – tłumaczą psychologowie. I dodają, że gracze zazwyczaj grają dłużej niż 20 minut i prawdopodobnie ruminują na temat swojej gry w charakterystyczny sposób. Można więc powiedzieć, że gracze mają twardy orzech do zgryzienia, bo ciężko wyrzec się rozrywki, którą się po prostu lubi.

Zapach strachu.

Psychologia

Zapach strachu

132113670_0606545bd6_b
Kino. Oglądasz film grozy. Nikt nie podejrzewa, że się boisz? Naukowcy na łamach „Journal of Experimental Psychology: General” dowodzą, że zdradzi cię zapach!
Dotychczas wiadomo było, że czyjś strach można poznać za pośrednictwem wzroku i słuchu. Każdy z nas mógłby wymienić parę symptomów strachu poznawanych tymi zmysłami. Wiemy przecież, jak wyglądają trzęsące się ze zdenerwowania ręce czy, jak brzmi drżący głos. A jak pachnie strach? Silniej niż nam się dotychczas wydawało.
Jasper de Groot przedstawił 30 praworęcznym kobietom filmy pokazujące neutralne bądź przestraszone usta kobiet, które rozmawiały z mężczyzną albo były atakowane przez mężczyznę. Jednocześnie połowa uczestniczek dodatkowo mogła wyczuć zapachu strachu. Zapach pochodził z próbek potu mężczyzn wydzielanego podczas oglądania materiałów i filmów, wywołujących różnego natężenia strach. Druga połowa nie była wystawiona na żadne zapachy. Dr De Groot i jego zespół mierzyli ekspresję strachu na twarzach uczestniczek, której pomiar odbywał się metodą EMG. Oznacza to, że elektrody przyczepione do twarzy wskazywały aktywność i ruch mięśni wyrażających emocje.
Ciekawa sytuacja, którą naukowcy chcieli przetestować, polegała na niekompatybilności różnych zmysłów. Pytanie de Groot i kolegów dotyczyło tego, co się dzieje w przypadku, gdy człowiek dostaje sprzeczne komunikaty: twarz zachowuje spokój, ale zapach tego samego człowieka sygnalizuje strach.
Jak się okazało, patrzenie na przestraszone usta i czucie neutralnego zapachu wywołało tak samo intensywne uczucie strachu u uczestniczek jak patrzenie na neutralny wyraz ust i czucie strachu węchem. Natomiast zapach strachu i przestraszone usta wywołały najsilniejsze emocje na twarzach uczestniczek.
„Nasze wyniki są sprzeczne z potocznym przekonaniem, że komunikacja międzyludzka odbywa się wyłącznie za pośrednictwem kanałów językowych i wizualnych”– podkreśla Jasper De Groot z uniwersytetu w Utrechcie.
Naukowcy sugerują, że wywoływanie strachu poprzez sygnały chemiczne oraz przez inne zmysły jest naszym przystosowaniem ewolucyjnym. Odbieranie bodźców ze środowiska i od innych, komunikujących nam potencjalne zagrożenie, jest ważne dla naszego przetrwania. Badanie zespołu de Groot ma oczywiście swoje ograniczenia. Przede wszystkim, w badaniu brały udział kobiety, ponieważ, według argumentacji badaczy, posiadają one lepszy węch. Nie ulega jednak wątpliwości, że efekt powinien zostać potwierdzony również na grupie mężczyzn.
Badania zespołu de Groot dowiodły, że odbiór zapachu strachu jest w naszej ocenie bardziej znaczący niż wygląd drugiej osoby. Pomimo spokojnej i pewnej siebie twarzy, jesteśmy w stanie wykryć, że druga osoba się boi. Być może powinniśmy zwrócić na to większą uwagę przy analizie zachowań i postaw przywódców politycznych?

Astma krtaniowa wegług.... Link do filmu pod zdjęciem.

Dziecko podczas kaszlu
\
ŁINK DO FILMU: https://www.youtube.com/watch?v=zit0GXM3jAo#t=246


Zanieczyszczenie powietrza szkodzi plemnikom.


Panowie narażeni na wdychanie bardziej zanieczyszczonego 

Zanieczyszczenie powietrza szkodzi plemnikom

powietrza mają więcej plemników nieprawidłowo zbudowanych i z zaburzeniami genetycznymi; produkują też mniej testosteronu – wykazały badania polskich naukowców z Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi.
Naukowcy nie są pewni, jaki dokładnie mechanizm mógłby za to odpowiadać. „Podejrzewamy, że zanieczyszczenia powietrza powodują wzrost stężenia wolnych rodników w organizmie, czyli indukują tzw. stres oksydacyjny, który może zaburzać czynność jąder oraz uszkadzać dojrzałe plemniki, w tym ich materiał genetyczny” – wyjaśniła w rozmowie z PAP współautorka badań dr Joanna Jurewicz z Instytutu Medycyny Pracy (IMP) w Łodzi.
Ponadto, niektóre zanieczyszczenia powietrza, a zwłaszcza pyły zawieszone, przenoszą cząsteczki związków aktywnych hormonalnie, takich jak wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (WWA). Związki te zakłócają w organizmie wydzielanie hormonów, w tym testosteronu, który reguluje proces spermatogenezy (proces powstawania plemników – PAP).
W ramach badania, w którym udział brali również specjaliści ze Szpitala „Gameta” w Rzgowie i z Państwowego Instytutu Badawczego Balice koło Krakowa, naukowcy przeanalizowali dane 327 młodych mężczyzn (o średniej wieku 32 lata), którzy trafili do kliniki leczenia niepłodności w celu zdiagnozowania przyczyny problemów z poczęciem potomka. Pobrano od nich próbki spermy, śliny, moczu i krwi.
Z bazy prowadzonej przez Europejską Agencję Środowiska (EEA) pozyskano dane na temat jakości powietrza oraz stężeń różnych zanieczyszczeń w miejscu zamieszkania mężczyzn. Badacze skupili się na poziomie pyłów zawieszonych (o średnicy 10 mikrometrów – PM10 oraz o średnicy mniejszej), dwutlenku siarki, tlenku węgla i tlenków azotu w ciągu 90 dni przed pobraniem próbek (gdyż proces spermatogenezy, czyli produkcji nowych plemników, zajmuje przeciętnie 74 dni). Wyniki badania ukazały się w piśmie „Annals of Human Biology” w lipcu 2015 r.
W analizie uwzględniono: występowanie w przeszłości różnych schorzeń mogących mieć wpływ na jakość nasienia, jak świnka, wnętrostwo, urazy lub operacje jąder, palenie papierosów (na podstawie obecności w ślinie metabolitu nikotyny), innych elementów stylu życia oraz czynników oddziałujących na mężczyzn w miejscu pracy.
Okazało się, że panowie, którzy byli narażeni w miejscu zamieszkania na wyższy poziom wszystkich analizowanych zanieczyszczeń mieli większy odsetek plemników z nieprawidłowymi zmianami w budowie. Z kolei wyższe stężenia pyłów zawieszonych, tlenku węgla i tlenków azotu miało związek z niższym poziomem testosteronu. Nie stwierdzono natomiast związku między poziomem zanieczyszczeń a ruchliwością i liczebnością plemników.
W drugiej pracy, której wyniki opublikowało w lipcu 2014 r. pismo „Environmental and Molecular Mutagenesis”, ten sam zespół naukowców wykazał związek między wyższym poziomem w powietrzu pyłów zawieszonych o średnicy 2,5 mikrometra (PM2,5), a częstszym występowaniem plemników z nieprawidłowo powielonym materiałem genetycznym. Chodziło o występowanie dwóch (tzw. disomia), zamiast jednej, kopii chromosomu płciowego Y lub chromosomu 21. U panów niepalących, ale narażonych na większe zanieczyszczenia powietrza stwierdzono aż pięciokrotnie częstsze występowanie disomii chromosomu Y.
Jak przypomniał w rozmowie z PAP kierujący zespołem naukowców prof. Wojciech Hanke z Instytutu Medycyny Pracy (IMP) w Łodzi, jeżeli plemnik z nieprawidłową liczbą chromosomów zapłodni komórkę jajową to u dziecka dochodzi do zaburzeń rozwojowych (np. obecność trzech chromosomów 21 prowadzi do wystąpienia zespołu Downa). Specjalista zwrócił jednak uwagę, że plemniki z nieprawidłową liczbą chromosomów (tzw. aneuploidią) na szczęście rzadko wygrywają w wyścigu do zapłodnienia. Poza tym w większości przypadków płody z takimi zaburzeniami nie przeżywają.
„Trzeba podkreślić, że w naszych badaniach nie sprawdzaliśmy, czy zmiany dotyczące plemników lub poziomu testosteronu przekładały się na obniżenie płodności mężczyzn. W tym celu trzeba by zaplanować inne badanie” – powiedział prof. Hanke. Jak zaznaczył, wszyscy panowie mieli prawidłową, zgodną z normami WHO, koncentrację plemników – od 15 do 300 mln na 1 ml ejakulatu.
Problemem jest jednak to, że średnia koncentracja plemników w nasieniu mężczyzn wciąż maleje. To sprawiło, że w 2010 r. WHO obniżyła dolną normę do 15 mln na ml, podczas gdy dekadę wcześniej wynosiła ona 20 mln na ml. W takiej sytuacji wszelkie dodatkowe zaburzenia dotyczące męskich komórek rozrodczych zyskują na znaczeniu.
„Samo zaobserwowanie zależności nie oznacza, iż to właśnie zanieczyszczenia powietrza obecne w miejscu zamieszkania mężczyzn powodują zmiany w morfologii plemników czy w stężeniu testosteronu. Jednak występowanie tej korelacji potwierdza konieczność podejmowania działań na rzecz dobrej jakości powietrza, którym oddychamy” – podsumował prof. Hanke.
O dużym zanieczyszczeniu powietrza w wielu regionach Polski oraz o jego negatywnym wpływie na zdrowie ludzi mówi się ostatnio coraz więcej, rzadko jednak podkreśla się, że wpływ na to mają również indywidualne decyzje podejmowane przez każdego z nas, np. odnośnie tego, czym palimy we własnym domu. Aby zwiększyć świadomość w tej dziedzinie Ministerstwo Środowiska zainicjowało kampanię społeczną „TworzyMY atmosferę”, która edukuje na temat zanieczyszczenia powietrza w kraju, jego źródłach i skutkach zdrowotnych, a także na temat sposobu, w jaki sami możemy przyczynić się do poprawy jakości powietrza w Polce.

Liście marchwi są zdrowe – nie wyrzucaj ich !

Liście marchwi są zdrowe – nie wyrzucaj ich !

Nać marchwi
Przyrządzając warzywne dania staranne obieramy marchewkę a liście wyrzucamy jakby były niejadalne, a przecież liście marchwi są zdrowe – nasze prababki używały je zarówno w kuchni jak i do celów zdrowotnych.

Nać marchwi nie nadaje szczególnego smaku zupie, ale na pewno nie jest do wyrzucenia. O nieco gorzkim smaku jest bogatym źródłem potasu, witamin i minerałów.
Zawiera więcej witaminy C  niż korzeń i więcej witaminy K niż inne warzywa.Odtruwa wątrobę i oczyszcza organizm. Bogactwo minerałów a szczególnie chlorofil pobudza metabolizm i zapobiega chorobom cywilizacyjnym.  W ludowej medycynie były używana jako środek antyseptyczny na rany, choroby jamy ustnej i dziąseł, likwidowaniu nieświeżego oddechu, jako środek odtruwający,  moczopędny i usuwający obrzęki.
Pamiętajmy o tym wiosna,  nie wyrzucajmy młodych liści, można je dodać do zup i sałatek albo przyrządzić oczyszczający sok:

Składniki:
Liście marchwi są zdroweNać marchwi wraz z korzeniem
Dowolny owoc np. jabłko, gruszka, cytryna, pomarańcza
Wycisnąć sok w sokowirówce o dużej mocy. Ewentualnie składniki, bez korzenia zblendować z 1-2 szklankami wody.