Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

sobota, 12 grudnia 2015

Leczenie łuszczycy kosztuje nas miliardy

Leczenie łuszczycy kosztuje nas miliardy


Łuszczyca jest przewlekłą chorobą układu odpornościowego, która powoduje budowanie się komórek na powierzchni skóry prowadzące do grubych, czerwonych łuszczących się łat, które są bardzo swędzące i niekiedy bolesne. Choroba ta dotyka do 7.5 mln Amerykanów, co ma także zaskakująco ważny wpływ ekonomiczny.

W nowym badaniu opublikowanym w JAMA Dermatology czytamy, że amerykańskie koszty opieki zdrowotnej odnoszące się do łuszczycy mogą wynosić do $63 mld rocznie. [1] Były także koszty pośrednie (takie jak utrata godzin pracy) do $35 mld i kolejne $35 mld w kosztach odnoszących się do pokrewnych problemów zdrowotnych takich jak choroby serca i depresja.
Badacze wykryli, że biorąc pod uwage to wszystko razem, roczny koszt łuszczycy w Ameryce wynosił około $112 mld w 2013.

Łuszczyca to więcej niż powierzchowna choroba skóry

Mimo że łuszczyca wydaje się być chorobą skóry, to faktycznie jest chorobą autoimmunologiczną. Część reakcji ma miejsce kiedy rodzaj białych komórek zwanych komórkami T pomyłkowo atakuje zdrowe komórki skóry.
Te nadaktywne komórki T wywołują wtedy inne reakcje immunologiczne, które razem przyspieszają cykl wzrostu komórek skóry, powodując ich przenoszenie się do najbardziej zewnętrznej warstwy skóry w ciągu kilku dni, a nie tygodni.
Ponieważ martwej skóry nie można usunąć dostatecznie szybko, to powstają grube łaty charakteryzujące łuszczycę. Dla około 60% osób z łuszczycą choroba poważnie wpływa na ich codzienne życie.
Skóra jest w takim stanie zapalnym, że pęka i krwawi. Do 30% osób z łuszczycą dotyka też łuszczycowe zapalenie stawów [artretyzm], które może wywoływać wyniszczające je uszkodzenie.
„Łuszczycowcy” mają także zwiększone ryzyko licznych innych chorób przwlekłych, w tym choroby oczu, cukrzycę typu 2, nadciśnienie i choroby serca. Są też skutki psychologiczne. [2]
Ci którzy nie znają łuszczycy mogą postrzegać ją jako wysypkę zakaźną, i w rezultacie łuszczycowcy mogą być odsuwani i wykluczani społecznie. Łuszczycowców często dotyka depresja, niska samoocena, izolacja społeczna i problemy w pracy, co może prowadzić do mniejszych zarobków. [3]

Wit. D jest kluczowa w chorobach autoimmunologicznych, łącznie z łuszczycą

Jeśli jesteś łuszczycowcem, musisz zbadać poziom wit. D we krwi i zachować go w przedziale terapeutycznym 50-70 ng / ml przez cały rok. Wit. D jest mocnym modulatorem odporności, co czyni ją bardzo ważną w profilaktyce chorób autoimmunologicznych.
Jedno badanie wykazało, że „wit. D może mieć ważne skutki immunomodulacyjne w łuszczycy”, ale niestety, 80% pacjentów w okresie zimy i 50% w okresie lata mieli niedobór wit. D. [4]
Uważa się, że wit. D wpływa na łuszczycę na wielu poziomach, w tym pomaga regulować wzrost i różnicowanie keratynocytów (komórek skóry), a także wpływa na funkcje immunologiczne limfocytów T i innych komórek. Wit. D hamuje również aktywność cytotoksycznych komórek T i komórek-naturalnych zabójców, potencjalnie pomagając w regulacji wzrostu komórek skóry. [5]
W istocie, nie tylko pochodne wit. D powszechnie stosuje się w miejscowym leczeniu łuszczycy, ale korzystnym typem leczenia jest również fototerapia.
Jest też co najmniej jeden opublikowany raport o określonym typie wywołanej lekami łuszczycy, po podaniu wysokich dawek wit. D3 w leczeniu niedoboru wit. D [6]
Istniejące terapie farmakologiczne łuszczycy są ryzykowne i kosztowne. NPR śledził jednego pacjenta z łuszczycą, który przyjmował wiele leków na receptę, w tym leków eksperymentalnych, i nadal cierpi.
Jeden z leków, Raptiva, wycofano z rynku za zwiększanie szansy śmiertelnych infekcji mózgu. Inny, Stelara, działał, ale tylko przez 5 lat, potem objawy wróciły. Tylko w tych 5 latach poinformował, że lek kosztował go $250.000. [7]
Jedną z najbardziej powszechnych metod leczenia łuszczycy jest lek Psoralen w połączeniu z ekspozycją na światło UV (znane jako PUVA). Psoralen sprawia, że skóra staje się bardziej wrażliwa na promieniowanie UV, ale jest często w połączeniu z ekspozycją na UVA. Promienie UVA są typem wiązanym z uszkodzeniem skóry, a światło UVB powoduje, że skóra produkuje wit. D.

Optymalizuj poziom wit. D jeśli masz łuszczycę

Zazwyczaj najlepszą metodą leczenia łuszczycy jest ekspozycja na światło słoneczne, by zoptymalizować poziom wit. D. Nie trzeba odwiedzać dermatologa, można to zrobić samemu.
Wypowiadanie się jako profesjonalista przeciwko temu pomysłowi może kosztować. W 2004 dr Michael Holick opublikował książkę Zaleta UV [The UV Advantage], w której zachęcał czytelników do rozsądnego korzystania ze słońca.
Wtedy był profesorem dermatologii, gdyż pracował nad aktywną wit. D w leczeniu łuszczycy. Otrzymał prestiżową nagrodę – American Skin Association’s Psoriasis Research Achievement Award.
W rezultacie byłem na wydziale dermatologii, kontynuowałem badania nad łuszczycą. Ale kiedy zacząłem zalecać rozsądne korzystanie ze słońca dla wit. D, co było przeciwne zaleceniom Amerykańskiej Akademii Dermatologii [AAD], w 2004 poproszono mnie o rezygnację z profesury dermatologii.
Jest to bardzo sprzeczne z intuicją, bo badania pokazują jak korzystna jest wit. D w walce z łuszczycą. Narażanie na na światło słoneczne po części działa, ponieważ promienie UV w świetle słonecznym i niektórych rodzajach światła sztucznego zabijają aktywowane limfocyty T w skórze.
To spowalnia odnowę komórek i redukuje łuszczenie się i zapalenie skóry.
Poprawne korzystanie ze światła słonecznego pomoże osiągnąć poziom wit. D w zakresie terapeutycznym, co ma również dodatkowe korzyści zdrowotne. To chyba nie przypadek, że osoby z łuszczycą, które często mają niedobór wit. D, mają zwiększone ryzyko chorób przewlekłych, takich jak choroby serca i zespół metaboliczny – które również wiążą się z niedoborem wit. D. [8]

Niedobór wit. D wiąże się z Parkinsonem i rakiem

Łuszczycowcy mają zwiększone ryzyko zachorowania na Parkinsona, i to także wiąże się z niedoborem wit. D. Jak wykazało jedno badanie [9]:
Poziomy wit. D w osoczu pochodzące zarówno z diety jak i światła słonecznego są odwrotnie skorelowane z ryzykiem choroby Parkinsona… Wyniki sugerują, że niskie jej poziomy w Parkinsonie nie są tylko wynikiem zmniejszonej mobilności.
Prezentacja badania na Sympozjum Nowotworów Przewodu Pokarmowego 2015 w San Francisco pokazała również, że wyższy poziom wit. D wiąże się ze znacznie lepszą przeżywalnością u osób z zaawansowanym rakiem jelita grubego. [10]
W tym badaniu, osoby z najwyższymi poziomami wit. D miały średnio 27,5 ng / ml, co jest nadal znacznie poniżej optymalnego zakresu 50-70 ng / ml. Teorie łączące niedobór wit. D z rakiem zostały przetestowane i potwierdzone w ponad 200 badaniach epidemiologicznych, a zrozumienie jej fizjologicznej podstawy wywodzi się z ponad 2.500 badań laboratoryjnych.
Szczególnie godne uwagi badanie przeprowadzili Joan Lappe i Robert Heaney w 2007. Grupie menopauzalnych kobiet podawano wystarczająco dużo wit. D, w celu podniesienia ich poziomu w surowicy do 40 ng / ml. Te kobiety doświadczyły 77% redukcji w częstości występowania wszystkich nowotworów, w całej rozciągłości, po zaledwie 4 latach [11] (i znowu, 40 ng / ml to stosunkowo niewysoki poziom).
Do tej pory naukowcy zidentyfikowali prawie 3.000 genów, na które wpływa wit. D, a także coraz więcej badań pokazuje wyraźnie, że wit. D ma kluczowe znaczenie dla optymalnego zdrowia i zapobiegania chorobom.

Czy sprawdziłeś ostatnio poziom wit. D we krwi?

Podczas gdy optymalny poziom dla ogólnego stanu zdrowia wynosi między 50-70 ng / ml, w przypadku leczenia chorób przewlekłych takich jak rak, choroby serca i choroby autoimmunologiczne (np. łuszczyca) i / lub choroby neurologiczne, poziom najlepiej powinien być w przedziale pomiędzy 70-100 ng / ml, co jest około 2 x więcej od tego co zwykle uważa się za „normalne”.
a
POZIOMY WIT. D
            Niedobór       Optymalny                 Leczenie raka                       Nadmiar
                                         i choroby serca
            < 50 ng/ml      50 – 70 ng/ml              70 – 100 ng/ml                       >100 ng/ml
Pomnóż ng / ml przez 2.5 by otrzymać nmol / litr
Ważne jest by zdawać sobie sprawę z tego, że niedobór wit. D jest powszechny na całym świecie, nawet na terenach gdzie można by podejrzewać, że ich mieszkańcy mają mnóstwo słońca. Jedno niedawne badanie przeprowadzone w Indiach wykazało, że 69% z 37.000 ludzi sprawdzonych w całym kraju mieli niedobór wit. D (na poziomie lub poniżej 20 ng / ml), i 15% miało poziomy niewystarczające (20-30 ng / ml). [12] Mężczyźni w wieku 31-60 i kobiety w wieku 16-30 mieli największe ryzyko niedoboru wit. D, choć w Ameryce wśród starszych osób to ryzyko jest również poważne.
Idealnym sposobem optymalizacji wit. D jest rozsądne korzystanie ze słońca. Można także przyjmować suplement wit. D3. Wielu ekspertów uważa, że 35 iu wit D na funt wagi [0.45 kg] można wykorzystać jako szacunek dla idealnej dawki, ale trzeba sprawdzić i monitorować poziom wit. D.

Bierzesz suplement wit. D – pamiętaj też o K2 i magnezie

Jeśli zdecydujesz się na suplement, bierz wit. D3 – nie syntetyczną D2 – i bierz wit. K2 i magnez w połączeniu z nim. Wit. D jest rozpuszczalna w tłuszczach, więc biorąc jakąś formę zdrowego tłuszczu razem również pomoże zoptymalizować jej wchłanianie. Biologiczną rolą wit. K2 jest pomoc w przenoszeniu wapnia do odpowiednich obszarów w organizmie, i bez wystarczającej jej ilości, wapń może gromadzić się w takich miejscach jak tętnice i tkanki miękkie. To może powodować zwapnienie, które może doprowadzić do stwardnienia tętnic – efekt uboczny, który, jak sądzono, był spowodowany zatruciem wit. D. Teraz wiemy, że niewłaściwe zwapnienie jest rzeczywiście bardziej z powodu braku K2, niż tylko nadmiaru wit. D.
Magnez jest również ważny zarówno dla prawidłowego działania wapnia jak i wit. D, bo przekształca wit. D w jej aktywną postać. Magnez aktywuje także działanie enzymu, który ułatwia organizmowi wykorzystywać wit. D. W rzeczywistości, wszystkie enzymy metabolizujące wit. D wymagają działania magnezu. Jak z witaminą D i K2, niedobór magnezu jest również powszechny, a jeśli brakuje magnezu i przyjmuje się suplement wapnia, to może zaostrzyć sytuację.
Wit. A, cynk i bor są kolejnymi ważnymi elementami, które współpracują z wit. D. Kiedy przyjmuje się suplementy, można łatwo stworzyć koślawe wskaźniki, więc dostawa tych składników odżywczych z produktów organicznych i rozsądna ekspozycja na słońce to zazwyczaj najlepszy sposób. Spożywcze źródła magnezu to wodorosty morskie takie jak kelp, dulse i nori. Warzywa mogą być również dobrym źródłem. Jeśli chodzi o suplementy, cytrynian i threonat magnezu są jednymi z najlepszych.
Dr Mercola
Źródło: http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2015/01/26/psoriasis-costs-billions.aspx?i_cid=psoriasis-treatment-rb-articles-2
Tłum. Ola Gordon.
Tags : 

Domowe sposoby na żylaki

Domowe sposoby na żylaki


Domowe sposoby na żylaki
Żylaki stanowią problem zarówno kosmetyczny jak i zdrowotny, który częściej dotyka kobiet niż mężczyzn. Puchnące nogi, nieestetyczne pajączki, dolegliwości bólowe są wskazaniem do zmiany trybu życia i leczenia.
Przede wszystkim należy unikać obcisłej bielizny, butów na wysokich obcasach, gorących kąpieli i długiego stania lub siedzenia. Codziennie znaleźć czas na odpoczynek z nogami opartymi powyżej bioder, spacer i jeść produkty, które wzmacniają ścianki żył np. pestki jabłek, słonecznika czy dyni. Warto sięgnąć również po wyciąg z kasztanowca, który uszczelnia naczynia krwionośne.
kasztanowiec na żylaki
Dodatkowo proste zabiegi w domu znane naszym babkom pomogą szybciej i skuteczniej rozprawić się z problemem. Istnieje wiele ludowych sprawdzonych sposobów. Każdy może znaleźć najlepszy dla siebie.
Domowe sposoby na żylaki

Szare mydło i mleko kozie
Jeden z najskuteczniejszych przepisów na żylaki i zakrzepicę żył: zetrzeć szare mydło na tarce, rozpuścić w kąpieli wodnej. Wymieszać z 1 szklanką koziego mleka. Wcierać miksturę 3 razy dziennie w miejsca chorobowo zmienione od dołu w kierunku serca lub robić okłady. Przechowywać w lodówce.  Czas leczenia to minimum 1 miesiąc, jednak po 2 tygodniach można już zauważyć poprawę.
Szare mydło i mleko kozie na żylaki
Pomidory
Pokroić pomidory w plastry, obłożyć chore miejąca i zawinąć bandażem na 2 godziny. Stosować raz dziennie.
Paproć
Kilka świeżych liści paproci  rozetrzeć w rękach, tak aby puściły sok lub można użyć blendera . Do soku dodać trochę kwaśnego mleka, wymieszać, namoczyć w roztworze gazę i robić okłady na noc.
Obierki ziemniaczane
Obierki dokładnie umyć i ugotować. Ostudzone ułożyć na gazie, przyłożyć do miejsc chorobowo zmienionych, zabandażować i zostawić na noc. Ten sposób poprawia  również krążenie krwi.
Wierzba
Skuteczny sposób tylko w przypadku niezaawansowanym jak tylko zaczynają się pojawiać pajączki. Kilka gałązek młodej wierzby pokruszyć, umieścić na wilgotnej gazie, przykładać kompresy na noc.
Alkohol
Ten sposób jest bardzo skuteczny ponieważ znacząco poprawia krążenie krwi. Wieczorem wymoczyć stopy w ciepłej wodzie z solą, następnie nawilżyć podeszwy skarpetek wódką i założyć na noc do spania.
okłady z kapusty żylaki
Kapusta
Kompres z kapusty pomaga nawet w zaawansowanych stanach, kiedy występują silne bóle w nogach i rękach. Rozbić delikatnie tłuczkiem liść kapusty tak aby puścił nieco soku.
Wetrzeć w skórę miejsc chorobowo zmienionych trochę zwilżonego szarego mydła, oprószyć sodą, nałożyć liść kapusty, owinąć ciepłą  ściereczką i pozostawić na noc.
Żyworodka pierzasta
Wycisnąć sok z kilku liści rośliny. Dolać 100ml alkoholu 40%, pozostawić na 7 dni do maceracji. Wcierać codziennie najlepiej przed snem w miejsca chorobowo zmienione, po czym ułożyć nogi w cieple.
Ziołowe mieszanki na żylaki
Mieszanka 1
30g kwiatostanu głogu
20g ziela krwawnika
30 kwiatu kasztanowca
20g ziela krwawnika
10g korzenia imbiru
1 łyżkę mieszanki zalać szklanka będą wrzątku, odstawić pod przykryciem na 10 minut do naciągnięcia. Pić 3 razy dziennie po szklance naparu.
Mieszanka 2
30g liści melisy
30 g ziela krwawnika
20g ziela tasznika
20g ziela janowca
2 łyżki mieszanki zalać ½ litra wrzątku, po godzinie przecedzić i przelać do termosu. Pić 4-5 razy dziennie po ½  szklanki naparu.
Ziołowe mieszanki na żylaki
Mieszanka 3
40g mięty
40g tysiącznika
20g piołunu
Łyżeczkę mieszanki zalać szklanką wrzątku, zaparzać 10 minut. Pić 2 razy dziennie.

Maść z nagietka
2 łyżki pokrojonych kwiatów nagietka zalać 150ml oliwy z oliwek. Podgrzewać na wolnym ogniu 20-30min. Odcedzić, dodać 20g roztopionego wosku pszczelego . Wymieszać i wstawić do lodówki. Smarować miejsca chorobowo zmienione 2 razy dziennie od dołu w kierunku serca.

Maść z nagietka na żylaki

Co siejesz to zbierasz.

  Animacja przedstawiająca przewodzenie impulsów nerwowych.

"Myśl wyrażająca miłość lub dobro szerzy radość najpierw w nas samych i przenika całe nasze otoczenie, tworząc harmonijną, spokojną atmosferę; a ten, ku któremu kierujemy myśl, gdziekolwiek by przebywał na ziemi czy w niebie, niewątpliwie ją otrzyma. Lecz gdzie zła myśl, myśl wyrażająca gniew, zazdrość lub gorycz, zostaje skierowana do kogoś, tam najpierw rujnuje życie i psuje atmosferę, a następnie niszczy tego, do kogo płynie ze swego źródła. Jest jak dynamit, który upadając na jakąś rzecz niszczy nie tylko ją, ale i samą atmosferę. Nikt nie może skrzywdzić taką myślą, słowem czy działaniem bez wyrządzenia krzywdy sobie samemu, tak jak nie może czynić dobra względem innego bez uzyskania tysiąckrotności tego dobra."
Hazrat Inayat Khan

PERMAKULTURA - METODA ŚCINANIA I RZUCANIA W OGRODZIE LEŚNYM (NAPISY PL) (VIDEO) Link do filmu pod zdjęciem.



Link do filmu:https://www.youtube.com/watch?v=otlBctK49SM

Dlaczego nie jem mięsa.



Dlaczego nie jem miesa i produktow zwierzecych? Nie mam na to odpowiedzi.
Nie jedzenie miesa ma duzo wiekszy zasieg niz przedstawiane powszechnie w postach czy tlumaczone przez weganow powody . Ludzie ktorzy decyduja sie na nie spozywanie miesa czesto nie moga nawet wyrazic co czuja i dlaczego tak czuja, gdyz jest to kwestia stanu swiadomosci a nie umyslu i myslenia ze cos ma byc tak czy inaczej. Swiadomosc nie ma nic wspolnego z postrzegana rzeczywistoscia dlatego czesto powstaja nieporozumienia pomiedzy tymi ktorzy jedza mieso i tymi ktorzy nie jedza. Owszem wszyscy jestesmy rowni i nikt nie jest ponad kims jesli nie je miesa, roznica polega na stanie swiadomosci osoby jedzacej mieso i tej nie jedzacej miesa. To jak kto mysli czasem mozna jeszcze wytlumaczyc jesli druga strona jest otwarta i chetna do sluchania, natomiast wyrazic stan swiadomosci jest niemozliwe gdyz nie nalezy to do swiata rozumianego i widzianego. Zasob ludzkich slow do okreslenia co sie czuje (np. dlaczego ktos nie je miesa) i jaki jest jego stan swiadomosci jest nie mozliwoscia , dlatego tlumaczenie ze zwierzeta cierpia i czuja tak jak my czesto nie robi na nikim wrazenia gdyz stan swiadomosci osob ktore jedza mieso rozni sie i dlatego powstaje tyle sporow na tym tle . To dlaczego ja nie jem miesa jest o wiele obszerniejszym pojeciem i perspektywa niz przedstawiane powrzechnie dowody, powody, tlumaczenia i "wymowki" zamieszczane przez weganow, dlatego nie jestem w stanie racjonalnie i objektywnie odpowiedziec na pytanie "dlaczego nie jem miesa"...                          
                                                                                        Monika Czerwińska.

piątek, 11 grudnia 2015

Przez chorobę do samopoznania. Racjonalizm i materializm, czyli globalne oszustwo!


medycyna naturalnaCiekawy tekst autorstwa Thorwalda Dethlefsena. Mówi on o podejściu do choroby organizmu i ogólnie, powiązaniu chorób ciała (a więc fizycznych) z chorobami zarówno psychiki jak i duszy. Chora psychika i chora dusza to także, niestety, chore ciało. I odwrotnie: jeśli dostarczamy składników które szkodzą mózgowi fizycznemu (narkotyki, gluten – podstawowa neurotoksyna, kazomorfiny z mleka – również neurotoksyna) to cierpieć będą nasze sfery psychiki i ducha. To wszystko na siebie wpływa i wszystko jest siecią naczyń połączonych.
Autor wspomina też o błędnych z zasady założeniach tzw. „racjonalizmu naukowego”, który jest po prostu emanacją zwierzęcego materializmu. Nurt ten redukuje człowieka – a więc wszystkie jego uczucia, wzruszenia, twórczość, uduchowienie – do reakcji biochemicznych i impulsów elektrycznych w mózgu. Materializm i racjonalizm naukowy przypomina mi kłótnię grafika komputerowego bądź malarza z osobą niewidomą od urodzenia o kolory. Osoba niewidoma nie będzie mogła sobie w stanie wyobrazić kolorów ze względu na swoje kalectwo, i porozumienie nie zostanie osiągnięte.
Materializm, racjonalizm, ateizm, popełniają jeden podstawowy błąd – uznają istnienie czegoś tylko wtedy, gdy to coś można zobaczyć, dotknąć, poczuć innymi zmysłami bądź zmierzyć aparaturą. Uznają one tylko istnienie świata fizycznego, w oddzieleniu od świata który jest równie ważny. Wszechświat ma dwa pierwiastki – logiczny i nie-logiczny. Logika ma swoje przeciwieństwo, które jest niezbyt popularne, ale logika bez tego przeciwieństwa nie istnieje. Kluczem jest równowaga, tymczasem mamy obecnie tzw. „dyktat lewej półkuli mózgowej”, czyli promowanie myślenia tylko logicznego, matematycznego.
Wstęp: Jarek Kefir
Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!
____________________________________________________________

Zdrowa psychika = zdrowe ciało?

Cytuję: „Opuszczamy, jednoznacznie i rozmyślnie, obszar „medycyny naukowej”. Nie rościmy sobie pretensji do „naukowości”, gdyż punkt, z którego wychodzimy, jest zupełnie inny. Z rozmysłem wychodzimy poza ramy nauki, gdyż ta ogranicza się przecież do szczebla funkcjonalnego, tym samym jednocześnie uniemożliwiając zamanifestowanie się znaczenia i sensu choroby.
Postępując w ten sposób, nie wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom zagorzałych racjonalistów i materialistów; zwracamy się do ludzi gotowych podążać krętymi i bynajmniej nie zawsze logicznymi ścieżkami ludzkiej świadomości.
Dobrą pomocą w takiej podróży przez ludzką duszę są: obrazowe myślenie, fantazja, umiejętność kojarzenia, ironia i słyszenie podtekstów językowych. Nasza droga będzie wymagać – i to w znacznej mierze – umiejętności radzenia sobie z paradoksami i dwuznacznościami bez natychmiastowego wymuszania jednoznaczności poprzez niszczenie jej biegunów.
Ciało nigdy nie jest chore lub zdrowe, gdyż wyrażają się w nim jedynie informacje pochodzące ze świadomości.
Ciało samo z siebie niczego nie czyni, o czym każdy może się przekonać, obserwując zwłoki.
Ciało żywego człowieka zawdzięcza swe funkcje właśnie owym dwóm instancjom niematerialnym, które zazwyczaj nazywamy świadomością i życiem (duszą).
Świadomość przedstawia przy tym informację, która objawia się w ciele i podlega transpozycji do sfery widzialnej.
Świadomość ma się do ciała tak jak program radiowy do odbiornika.
To, co nieustannie dzieje się w ciele istoty żywej, jest wyrazem odpowiedniej informacji ewentualnie zagęszczenia odpowiedniego obrazu (obraz to po grecku eidolon, odpowiada mu zatem również pojęcie „idei”).
Gdy jakaś funkcja wymyka się spod kontroli, w mniejszym lub większym stopniu zaczyna zagrażać harmonii całości, wtedy mówimy o chorobie.
Choroba oznacza więc odejście od harmonii czy też zakwestionowanie zrównoważonego dotychczas porządku (później przekonamy się, że, widziana pod innym kątem, choroba jest właściwie ustanowieniem równowagi).
Zakłócenie harmonii dokonuje się jednak w świadomości na płaszczyźnie informacji i objawia się jedynie w ciele.
Ciało jest zatem sferą objawiania się i urzeczywistniania świadomości, a tym samym także wszystkich procesów i zmian, które dokonują się w świadomości.
Tak jak cały świat materialny jest jedynie sceną, na której przyjmuje kształt gra archetypów, stając się w ten sposób alegorią, tak i materialne ciało jest sceną, na której obrazy świadomości pragną uzyskać swój wyraz.
Dlatego gdy świadomość człowieka popada w stan nierównowagi, staje się to widoczne i odczuwalne w jego ciele jako symptom. Stąd wprowadzającym w błąd jest twierdzenie, że ciało jest chore – chory może być jedynie człowiek – natomiast owo bycie chorym objawia się w ciele jako symptom. (Gdy wystawia się tragedię, przecież nie scena jest tragiczna, lecz utwór!)
Symptomów jest wiele – ale wszystkie są wyrazem jednego i tego samego zdarzenia, które nazywamy chorobą, a które zawsze dokonuje się w świadomości człowieka.
Tak jak ciało nie może żyć bez świadomości, tak też bez świadomości nie może „chorować”.
W tym miejscu zapewne zrozumiałe stanie się zastrzeżenie, że nie akceptujemy przyjętego dziś powszechnie podziału na choroby somatyczne, psychosomatyczne, psychiczne i umysłowe. Tego rodzaju koncepcja raczej utrudnia niż ułatwia możliwość rozumienia istoty rzeczy.
Nasz sposób widzenia sprawy odpowiada do pewnego stopnia modelowi psychosomatycznemu, z tą wszakże różnicą, że odnosimy go do wszystkich symptomów, nie czyniąc żadnych wyjątków.
Rozróżnienie „somatyczny” /”psychiczny” można w najlepszym razie odnieść do płaszczyzny, na której symptom się manifestuje – ale jest ono bezużyteczne, gdy idzie o lokalizację choroby.
Starożytne pojęcie chorób ducha jest zupełnie mylące, gdyż duch nigdy nie może zachorować – w tym wypadku chodzi wyłącznie o symptomy, które manifestują się na płaszczyźnie psychicznej, a więc w świadomości człowieka.
Wraz z pojęciowym rozróżnieniem między chorobą (płaszczyzna świadomości) a symptomem . (płaszczyzna cielesna) nasz sposób widzenia choroby nieuchronnie ulegnie przemieszczeniu.
Działamy zatem jak krytyk, który próbuje poprawić złą sztukę teatralną niepoprzez analizę i zmianę kulis, rekwizytów i aktorów, lecz od razu zabiera się do samego tekstu.
Konsekwencją pojawienia się symptomu w ciele człowieka jest (w mniejszym lub większym stopniu) zwrócenie nań uwagi i przerwanie w ten sposób, niekiedy gwałtownie, dotychczasowej jednostajności życia.
Symptom jest sygnałem, który ściąga na siebie uwagę, zainteresowanie i energię, a tym samym powoduje zakwestionowanie normalnego, równomiernego toku życia.
Symptom wymusza na nas uwagę – czy chcemy tego, czy też nie.
To pochodzące z zewnątrz zakłócenie odczuwamy jako pewnego rodzaju dyskomfort i dlatego mamy zazwyczaj tylko jedno pragnienie: spowodować, by czynnik zakłócający zniknął. Człowiek nie lubi, gdy mu coś zakłóca normalny tok życia – dlatego podejmuje walkę z symptomem. Walka absorbuje, jest zajęciem przykuwającym uwagę – w ten sposób symptom powoduje sytuację, w której musimy się nim zająć.
Od czasów Hipokratesa medycyna szkolna próbuje wmawiać chorym, że symptom jest wydarzeniem mniej lub bardziej przypadkowym, którego przyczyn należy szukać w procesach funkcjonalnych.
By je zbadać, dokłada się znacznych starań. Medycyna szkolna starannie unika nadawania symptomowi znaczenia, odsyłając tym samym zarówno sam symptom, jak i całą chorobę w obszar pozbawionej znaczenia błahości.
Ale tym sposobem sygnał traci swą właściwą funkcję – symptomy zostają pozbawione znaczenia sygnalnego.
Cokolwiek w naszym organizmie manifestuje się jako symptom, jest ujawnieniem niewidzialnego procesu i przez swą funkcję sygnalną ma przerwać nasz dotychczasowy sposób po-stępowania, wskazać na fakt, że coś jest nie w porządku, i skłonić nas do zastanowienia się nad przyczyną.
Tu też nie byłoby rzeczą rozsądną wyładowanie złości na symptomie, a chęć jego wyeliminowania przez uniemożliwienie mu manifestowania się byłaby wręcz absurdalna.
Symptomu nie wolno zablokować, trzeba natomiast spowodować sytuację, w której okaże się zbędny.
Ale i tutaj trzeba odwrócić wzrok od symptomu i spojrzeć głębiej, jeśli mamy się nauczyć rozumienia znaczenia symptomu.
Wszakże na niezdolności do dokonania tego kroku polega problem medycyny szkolnej – jest za bardzo zafascynowana symptomami. Dlatego właśnie stawia na jednej płaszczyźnie symptom i chorobę, tzn. nie potrafi rozdzielić treści i formy.
Dlatego też z tak wielkim nakładem sił i środków technicznych medycyna szkolna zabiera się do leczenia narządów i części ciała – nigdy zaś człowieka, który jest chory.
Dążyy do tego, by kiedyś tam, w przyszłości, móc uniemożliwić pojawianie się jakichkolwiek symptomów, bez zastanowienia się, czy taka koncepcja może być w ogóle zrealizowana i czy ma sens.
To zdumiewające, w jak niewielkim stopniu rzeczywistość jest w stanie otrzeźwić rozgorączkowane głowy ludzi goniących za takim celem.
A przecież od czasów pojawienia się tak zwanej współczesnej medycyny naukowej liczba chorych nie zmniejszyła się nawet o ułamek procenta.
Jest, jak dawniej, tak dziś, tyle samo chorych – jedynie symptomy uległy zmianom.
Ten otrzeźwiający fakt próbuje się maskować różnymi statystykami, które odwołują się do określonych grup symptomów.
Tak na przykład z dumą obwieszcza się zwycięstwo nad chorobami zakaźnymi, zapominając jednocześnie wspomnieć, jakie inne choroby w tym okresie zyskały na znaczeniu i częstotliwości.
Patrzenie staje się uczciwe dopiero z chwilą, gdy zamiast symptomów widzi się „chorobę jako taką” – a liczba tych przypadków jak dotąd nie zmalała i z pewnością także w przyszłości nie zmaleje.
Podsumujmy raz jeszcze: choroba jest stanem wskazującym, że człowiek w swej świadomości przestał być w porządku czy też w harmonii.
Ta utrata wewnętrznej równowagi objawia się w ciele jako symptom.
Symptom jest zatem sygnałem i nośnikiem informacji, gdyż poprzez fakt swego pojawienia się przerywa dotychczasowy tok życia i zmusza nas do zwrócenia nań uwagi.
Symptom sygnalizuje nam, że jako świadoma istota, jesteśmy chorzy, tzn. wypadliśmy ze stanu równowagi naszych wewnętrznych sił duchowych.
Symptom mówi nam, że czegoś nam brakuje.
„Co panu dolega?” (po niemiecku gra słów: Was fehlt Ihnen = [dosł.] czego panu brakuje?) pytano dawniej chorego – ten zawsze odpowiadał: „Mam bóle”.
Choremu zawsze czegoś brakuje i jest to jakiś brak w świadomości – gdyby mu nie brakowało, byłby przecież zdrowy, tzn. cały i doskonały.
Jeśli wszakże czegoś mu do zdrowia brakuje, wtedy jest nie-cały, czyli chory.
Gdy człowiekowi udaje się pojąć ową różnicę między chorobą a symptomem, wtedy za jednym zamachem zmienia się jego zasadnicza postawa wobec choroby i sposób podejścia do niej.
Przestaje on traktować symptom jako swego głównego wroga, którego zwalczanie i zniszczenie jest celem najwyższym; odkrywa w nim partnera, który może mu pomóc odnaleźć to, czego mu brakuje, a tym samym przezwyciężyć rzeczywistą chorobę.
Tym razem symptom staje się nauczycielem, który pomoże nam zatroszczyć się o własny rozwój i własną świadomość, który potrafi też okazać się wielce surowy i twardy, jeśli będziemy lekce sobie ważyć to nasze najwyższe przykazanie.
Choroba zna tylko jeden cel: pozwolić nam wyzdrowieć.
Symptom może nam powiedzieć, czego nam na tej drodze jeszcze brak – wszakże pod warunkiem, że potrafimy zrozumieć mowę symptomów.
Ponowne nauczenie się języka symptomów jest zadaniem tej książki.
Mówimy ponowne nauczenie się, gdyż język ten istnieje z dawien dawna i dlatego nie trzeba go odkrywać, a jedynie ponownie odnaleźć.
Cały nasz język jest psychosomatyczny, a to znaczy, że zna on związki między ciałem a duszą.
Nauczmy się na nowo wsłuchiwać w tę dwuznaczeniowość naszego języka, a wtedy bardzo szybko usłyszymy i zrozumiemy, o czym mówią nasze symptomy.
Jeśli odważymy się wsłuchać w to, co mają nam do powiedzenia, i zaczniemy się z nimi komunikować, staną się naszym nieprzekupnym nauczycielem na drodze do prawdziwego uzdrowienia. Mówiąc, czego nam właściwie brak, zapoznając ze sprawami, które jeszcze musimy zintegrować w naszej świadomości, dają nam szansę uczynienia zbędnymi symptomów jako takich – właśnie poprzez proces uczenia się i przyswajania przez świadomość.
Tutaj tkwi różnica między zwalczaniem a transmutowaniem choroby.
Wyleczenie rodzi się wyłącznie z transmutowanej choroby, a nigdy z przezwyciężonego symptomu, gdyż wyleczenie zakłada, jeśli spojrzymy na to z samego tylko językowego punktu widzenia, że człowiek jest zdrowszy, a to znaczy w większym stopniu pełny, kompletny.
Wyleczenie polega na dołączeniu do niej elementu brakującego, jest zatem niemożliwe bez rozszerzenia świadomości.
Choroba i zdrowie są parą pojęć, które odnoszą się tylko do świadomości i nie mają zastosowania do ciała – ciało nie może być ani chore, ani zdrowe.
Mogą się w nim jedynie odzwierciedlać odpowiadające tym pojęciom stany świadomości.”
Autor: Thorwald Dethlefsen – Przez chorobę do samopoznania
Zahttps://zenforest.wordpress.com/2010/06/23/zdrowa-psychika-zdrowe-cialo/