Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

sobota, 7 stycznia 2017

Nikt nie kontroluje szkodliwego wpływu sieci bezprzewodowej


Clean Wooden Workspace Desk Setup Free Stock Photo

„Trwają prace nad brytyjską ustawą dotyczącą gospodarki cyfrowej. Jednocześnie przemysł pracuje nad uruchomieniem nowej sieci: 5G, choć nikt nie sprawdził, czy jest ona bezpieczna.” – pisze Lynne Wycherley, specjalistka w dziedzinie promieniowania niejonizującego.

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Na całym świecie lekceważy się zasadę ostrożności, dzięki czemu korporacje czerpią niebotyczne zyski mimo niebezpieczeństwa, na które narażeni są ludzie i całe otaczające ich ekosystemy. Na później odsuwany jest pomysł, by nasza komunikacja stała się bezpieczna.
W swoim raporcie zatytułowanym „Tonąc w oceanie mikrofal” dr Mae-Wan Ho zauważa, że zanieczyszczenie pochodzące z technologii bezprzewodowych jest jednym z największych zagrożeń naszych czasów.
Mając dowody w postaci „uszkodzeń DNA, nowotworów czy problemów z płodnością” Mae-Wan Ho doszła do wniosku, że „szkodliwy wpływ mikrofal z komunikacji bezprzewodowej na zdrowie jest porównywalny, a może i nawet większy, z paleniem papierosów.”
Od czasów pojawienia się pierwszych radarów, a następnie telefonii komórkowej i gęstej sieci WiFi, wielkość promieniowania wytworzonego przez od człowieka cały czas wzrasta. Choć nie jest to promieniowanie jonizujące i nie destabilizuje ono cząsteczek bezpośrednio, to ilości dowodów na jego szkodliwe działanie również przybywa.
Według dokumentu „Bio-initiative Report” autorstwa 29 uczonych, wpływ fal elektromagnetycznych na biologię został już przeanalizowany w kilku tysiącach prac naukowych. Niestety, niepokojące dane rzadko przedostają się do mediów czy partii zielonych.
Choć w wielu badaniach nie zauważono „znaczącego oddziaływania” to prof. Henry Lai z Uniwersytetu Waszyngton zwraca uwagę, że dużą część z nich finansuje… sam przemysł bezprzewodowy!
„W tym temacie nic nie jest pewne” – mówi były poseł Partii Zielonych z Luksemburga, Jean Huss. Jego badania nad przemysłem bezprzewodowym przyczyniły się do wprowadzenia przez Radę Europy wielu zabezpieczeń, m.in. ochronę niezależności naukowców w tym temacie czy przewodowy internet w szkołach.
Ale marketing produktów bezprzewodowych nie śpi. Przykładowo, to dzięki niemu niewielu z nas wie, że najczęściej obserwowanymi w badaniach naukowych skutkami tej technologii są uszkodzenia genetyczne. Przestrzenie wypełnione urządzeniami elektrycznymi, np. pociągi w godzinach szczytu czy bezprzewodowe klasy, mogą być dla nas nawet toksyczne.
Istnieją także dowody na szkodliwe działanie WiFi na zwierzęta, a także zmiany rakowe i cukrzycowe u ludzi. Przełomowa praca Martina Palla, profesora biochemii z Uniwersytetu Stanowego Waszyngton i zdobywcy 8 międzynarodowych nagród, pokazała mechanizm takiego oddziaływania. Ale wraz z innymi niewygodnymi faktami, pozostaje ona niezauważona.
Elektrofizjologia życia na ziemi nadal jest w dużej części dla nas nieznana. Naukowcy z Uniwersytetu w Bristolu odkryli w maju, że włoski pszczół są bardzo czułe na znikome pola elektromagnetyczne kwiatów. Zaś w badaniach przeprowadzonych w Szwajcarii owady te reagowały na sygnały telefonii komórkowej, uznając je za znak do opuszczenia uli.
Inne badania wykazały, że nowe pola elektromagnetyczne zagrażają mitochondriom, tzw. minielektrowniom dla naszych komórek. Także DNA, o czym już wspomniano wyżej, ze swoją delikatną budową w kształcie anteny jest wrażliwa na określone częstotliwości.
Nikt nie badał długotrwałego wpływu promieniowania pochodzącego z naszych urządzeń na przyrodę. Ale wyniki wielu badań wskazujących na jego szkodliwe działanie na ptaki, kijanki, drzewa i inne rośliny, a także owady, gryzonie oraz bydło, jest tu jednoznaczną wskazówką.
Przykładowo, profesor biologii Lukas Margaritis z Uniwersytetu w Atenach odkrył, że zaledwie kilku minutowy kontakt z urządzeniami bezprzewodowymi codziennego użytku, takimi jak telefony komórkowe, Bluetooth, a nawet elektroniczne nianie, jest szkodliwy dla muszek owocówek. W oparciu o wyniki tego i podobnych badań indyjskie Ministerstwo Środowiska i Lasów podjęło decyzję o ochronie ekosystemów wrażliwych na to promieniowanie.
Wspomniana na początku artykułu brytyjska ustawa o gospodarce cyfrowej proponuje zwiększenie dostępu do sieci szerokopasmowej. Technologia ta sama w sobie nie zwiększa elektromagnetycznego smogu, ale bezprzewodowe dodatki z nią związane – już tak.
Światowy pośpiech w pracach nad 5G i presja, by sieć bezprzewodowa „piątej generacji” jak najszybciej weszła na rynek,  prowadzi do zwiększenia otaczającego nas promieniowania do nowych, nieznanych dotąd poziomów. W celu maksymalizacji przepustowości generowane będą przez nikogo niezbadane wysokie częstotliwości fal magnetycznych, co zapełni kieszenie koncernów przemysłowych.
Te milimetrowe i centymetrowe fale, choć za słabe by nas ogrzać, mogą być niebezpieczne dla naszej skóry i położonych pod nią tkanek. Poza nimi przewiduje się nadajniki o wysokiej gęstości, co jest złą wiadomością dla setek pacjentów paryskiej kliniki profesora Dominique Belpomme. Dolegliwości tych ludzi, spowodowane technologią bezprzewodową, potwierdzają ich wyniki badań krwi i mózgów.
Kiedy zyski są ważniejsze niż bezpieczeństwo…
Naciskając na szybkie wejście na rynek, przemysł bezprzewodowy ignoruje apel skierowany  do ONZ w 2015. Podpisany przez 223 naukowców z 41 krajów wzywa on do podjęcia natychmiastowych działań mających na celu ograniczenie elektromagnetycznego smogu, takich jak: ustanowienie nowych bezpiecznych limitów promieniowania, wyznaczenie stref „wolnych od fal”, edukację lekarzy w zakresie ochrony DNA, układu rozrodczego i nerwowego, a także dzieci i kobiet ciężarnych, by ograniczyć ich ekspozycję na działanie sieci bezprzewodowych.
Sygnałów, że należałoby podjąć takie środki ostrożności, przybywa. Oczywistym jest, że stosowane w technologiach bezprzewodowych pulsujące i spolaryzowane mikrofale stanowią większe niebezpieczeństwo dla naszej biologii niż fale pochodzenia naturalnego. Przykładowo, te o wielkości milimetra zwiększają odporność na antybiotyki: co się stanie z ludzością, gdy ich użycie się rozpowszechni?
Wyniki badań wskazują także na szkodliwy wpływ na skórne receptory bólu. A udokumentowane związki między nadajnikami radiowymi a rakiem skóry oraz nadajnikami telefonii komórkowej a nowotworami piersi, wątroby czy płuc, potwierdzają tylko niebezpieczeństwo związane ze stosowaniem tych technologii.
Na tegorocznej konferencji prasowej Tom Wheeler, były przewodniczący CTIA, największej grupy lobbystów przemysłu telekomunikacyjnego na świecie, zaproponował, by już od 2020 zaczęto bez ograniczeń stawiać nadajniki 5G.
Przewidując „dziesiątki miliardów dolarów” wzrostu gospodarczego i widząc amerykańską telekomunikację jako pioniera tej technologii, Wheeler ostrzegał: „Trzymajcie się z daleka od rozwoju technologicznego! Klienci z niecierpliwością wyczekują tych innowacji, a prawodawcy, jeśli nie staną im na przeszkodzie, dosłownie zmienią naszą przyszłość”.
Bez chwili zastanowienia się nad kwestią bezpieczeństwa, społeczną odpowiedzialnością czy wpływu na globalne ocieplenie, amerykańska Komisja Łączności jednomyślnie zagłosowała za uwolnieniem pasów niezbadanych dotąd wysokich częstotliwości dla sektora prywatnego, przecierając szlak dla innych państw. A przecież należałoby sprawdzić chociażby, czy filmy przesyłane siecią 5G w połączeniu z innymi czynnikami nie będą nam szkodzić? Jaki będzie ich wpływ na otaczającą nas przyrodę?
Wielu naukowców i amerykańskich aktywistów w dziedzinie ochrony zdrowia jest przerażonych. Dr Joel Moskowitz, dyrektor studiów w tematyce zdrowia publicznego na Uniwersytecie w Kalifornii, ostrzega: „W przypadku 5G, zanim uwolni się ją do środowiska, zachowanie zasady ostrożności jest bardziej niż konieczne.”
Były rządowy fizyk, dr Ron Powell, zwraca uwagę, że nowa sieć będzie „napromieniowywać każdego, także tych najbardziej wrażliwych: ciężarne, dzieci w ich łonach, małe dzieci, starszych, ułomnych i schorowanych… Ustawi poprzeczkę, do której dopuszczalne będzie napromieniowanie dosłownie wszystkiego.”
W raporcie Harwardu zatytułowanym „Pojmana agencja” dotyczącym związków przemysłu bezprzewodowego z amerykańską Komisją Łączności, Norm Alster ujawnia bezwzględny program, wspierany przez armię prawników i wdrażany kosztem naszego zdrowia. Jednocześnie film Jean Heches pt. „Mikrofale, Nauka i Kłamstwa” z 2014 przedstawia projekty, które zbliżają promieniowanie pulsacyjne do niebezpiecznych dla nas poziomów. Zachodnie wartości graniczne uważane za bezpieczne określa się jedynie na podstawie stopnia ogrzania tkanek, przez co są one dużo wyższe od tych ustanowionych w Rosji, Chinach czy innych krajach.
Profesor Yuri Grigoriev, przewodniczący rosyjskiej rady ds. ochrony przed promieniowaniem niejonizującym, ostrzega, że „kontroluje się jedynie promieniowanie jonizujące, podczas gdy poziomy wszechobecnego promieniowania niejonizującego ciągle wzrastają i nikt nie zaprząta sobie tym głowy. To wszystko wymyka się spod kontroli!”
Źrodła wzrostu smogu elektromagnetycznego, takie jak 5G ze swoimi 30 miliardami nadajników, czy krytykowane przez Amerykańską Akademię Medycyny Środowiskowej inteligentne liczniki, stoją w opozycji do dbałości o zdrowe i czyste środowisko. W amerykańskich sądach coraz częściej zapadają wyroki potwierdzające szkodliwy wpływ tych ostatnich na ludzkie zdrowie. Profesor Pall tłumaczy, że duża intensywność mikrofalowych impulsów wysyłanych przez tego rodzaju liczniki może być bardziej toksyczna, niż zdajemy sobie z tego sprawę. „Na podstawie wyników badań wiemy, że ich wpływ może być bardzo szkodliwy”, a w naszym domu pojawiają się one z częstotliwością do kilku sekund.
Stworzenie, jak to określił Wheeler: „globalnego ekosystemu 5G” czyli świata nasyconego siecią bezprzewodową, która przez cały czas będzie oddziaływać nie tylko na nasze ciała, ale i wszystkie żyjące ekosystemy, jest przerażającą wizją. To będzie coś, co zmieni nasz sposób myślenia, kiedy to przestaniemy się skupiać na pięknie naszej planety, a pochłonięci zostaniemy przez nowy nas wirtualny świat.
Bardziej przyjazne środowisku innowacje, takie jak LiFi, tryb ECO w telefonach DECT czy światłowody, są dużo rozsądniejszym rozwiązaniem. Na szczęście ludzie zaczynają inaczej myśleć: chcą bezpiecznej komunikacji, z której nie będą korzystać bez przerwy. Przypomina to inne kwestie, w których zmieniła się świadomość: od pestycydów do żywności ekologicznej czy od stref dla palaczy do stref dla niepalących.
Jeśli chcemy, to możemy przystać na wzrost naszego planetarnego smogu. Bezpieczna granica będzie na księżycu, wzrośnie też globalne ocieplenie. Lub, po zastanowieniu się, możemy zacząć wzywać przemysł do zmiany obranego kierunku i obudzić rządy, które wyrażają na niego zgodę.
Możemy nagłośnić wyniki nowych prac naukowych, takich jak np. niebezpieczeństwa płynące z korzystania z tableta (Alexander Lerchl, 2015). Możemy jeszcze ochronić nasze DNA przed promieniowaniem jonizującym i niejonizującym, podobnie jak i całą naszą planetę. Wraz z międzynarodowym ruchem Baubiologie, możemy wprowadzać elektromagnetyczną higienię, budując w ten sposób nowy, bezpieczny i czysty świat.
Tekst źródłowy: http://www.theecologist.org/
dn.27.10.2016
Polskie źródło: https://xebola.wordpress.com/2016/11/08/siec-bezprzewodowa-szkodzi-i-nikt-tego-nie-kontroluje-a-z-5g-bedzie-jeszcze-gorzej/

Morsowanie na weganie.

Wyświetlanie 20170101_120012.jpg

piątek, 6 stycznia 2017

Kwercetyna zabija komórki nowotworowe


NaturalHealth (365) Według National Can-cer Institute, w 2016 w Ameryce zdiagnozowano  ponad 1.6 mln nowych przypadków raka.  I agencja zauważa, że ryzyko jednostki zachorowania na raka w pewnym momencie życia wynosi teraz zdumiewające 39%. W tym artykule skupimy się na kwercetynie i porozmawiamy i rzeczach których NIGDY nie słyszałeś ze strony konwencjonalnej onkologii.

Mimo że badacze ścigają się by znaleźć innowacyjne metody profilaktyki i leczenia raka, to jeden roślinny składnik pokazuje potencjał jako ważna broń w dramatycznym zmniejszeniu tych przeciwności – i przedłużeniu jakości naszego życia.

Kwercetyna – jeden z najpotężniejszych przeciwutleniaczy na planecie

Kwercetyna, ta sama substancja która chroni rośliny w ostrym klimacie i przed toksynami środowiskowymi, jest flawonoidem, rodzajem naturalnego pigmentu dającego barwę owo-com i warzywom. Przyjmowana w diecie albo jako suplement, chroniące komórki właściwości kwercetyny mogą wszystkim nam dawać korzyści.
Kwercetyna jest nie tylko mocnym przeciwutleniaczem pomagającym chronić przed szkodliwą oksydacją w organizmie, jest także przeciwzapalna i wzmacnia układ odpornościowy.
Naukowcy uważają, że może mieć także wpływ na proces starzenia. Badania laboratoryjne na komórkach ludzkich jak i na prostych zwierzętach takich jak prymitywne robaki, potwierdzają właściwości kwercetyny wydłużającej żywotność – do zdumiewających 60%. Ten obiecujący wynik spowodował dalsze badania nad wpływem kwercetyny na długowieczność, obecnie trwają te badania.

Konsumpcja kwercetyny zmniejsza ryzyko raka 

Naukowcy od dawna wiedzieli, ze osoby włączające do diety owoce i warzywa mają mniej-sze ryzyko zachorowania na pewne rodzaje raka. Niedawne badanie sugeruje, że dużą za-sługę w ma tu kwercetyna.
W opublikowanym w Carcinogenesis w 2010 badaniu, uczestnicy na bogatej w kwercetynę diecie mieli znaczne 51% mniejsze ryzyko zgonu z powodu raka płuc, nałogowi palacze zmniejszyli to ryzyko o 65%. Badacze zauważyli, że kwercetyna ingeruje w powstawanie zmian na wczesnym etapie raka płuc i sprzyja apoptozie, czyli zaprogramowanemu obumieraniu komórek rakowych.
W opublikowanym w 2007 w Biological and Pharmaceutical Bulletin badaniu, szczury którym podawano kwercetynę narażono na benzo(a)pyrene, rakotwórczą toksynę środowiskową znajdującą się w spalinach z silników Diesla i w dymie papierosowym. Mimo że w grupie kontrolnej zarejestrowano raka płuc, to nie znaleziono żadnych guzów u szczurów którym podawano kwercetynę, imponujące potwierdzenie efektów chemo-prewencyjnych.

Kwercetyna zmniejsza ryzyko raka jelita grubego, żołądka i wątroby

Inne badania potwierdzają efekty chemo-ochronne kwercetyny w różnych rodzajach raka. Udowodniono, że ta substancja roślinna zmniejsza o 32% liczbę zgonów z powodu raka jelita grubego, i zwiększa liczbę i wielkość zmian przedrakowych.
W innym badaniu kwercetyna doprowadziła do 43% zmniejszenia liczby zgonów z powodu raka żołądka. Jak w badaniu nad rakiem płuc, palacze dostali dodatkową ochronę, a kobiety-palaczki zmniejszyły to ryzyko o zdumiewające 80%.
W jeszcze innym kwercetyna wykazała różne metody działania w raku wątroby, hamujące cykl replikacji komórek nowotworowych i blokujące uszkodzenia DNA zdrowych komórek. Zwiększała także produkcję przez wątrobę przeciwoksydacyjnych białek i enzymów, a tym samym pomagała w detoksie wywołujących raka toksyn środowiskowych.
I w końcu badanie opublikowane w 2011 w Cancer Chemotherapy and Pharmacology po-twierdziło, że kwercetyna zwiększała skuteczność leku chemoterapeutycznego –  doxorubicin – hamując inwazyjne właściwości komórek raka piersi.

Jak można stosować kwercetynę w profilaktyce raka?

Kwercetyna w dużych ilościach występuje w skórkach winogron, czerwonej cebuli, pomidorów, jabłek, czerwonym winie i wszystkich cytrusach. Zielona herbata jest szczególnie dobrym źródłem kwercetyny, i badacze mówią, że zwiększa ona skutki zawartych w niej oksydacyjnych katechin. Dobre są też ciemnego koloru borówki np. jeżyny lub jagody.
Obecnie nie ma zalecanych dziennych dawek kwercetyny, ale większość Amerykanów skłania się ku przyjmowaniu nie więcej niż 30 mg dziennie. I jeśli chcesz by kwercetyna stała się twoją częścią strategii profilaktyki raka, to nie wystarcza.
W niektórych badaniach  kwercetynę otrzymywano tylko z diety, inne stosowały suplementy. Jeśli wolisz suplement, kwercetyna jest w pigułkach, kapsułkach i w formie liposomowej.
Wielu naturalnych ekspertów od zdrowia zaleca kilkaset mg dziennie w celu prewencji, z dawką zależną od poszczególnych okoliczności. Kwercetynę uważa się ogólnie za bezpieczną, i nie daje żadnych negatywnych skutków ubocznych.
Ale ten flawonoid może wchodzić w reakcję z pewnymi lekami, np. antybiotyki, leki rozrzedzające krew, immunosupresyjne i kortykosteroidy. Oczywiście, jak zawsze, dla najlepszych rezultatów skonsultuj zaufanego (doświadczonego) lekarza zanim zmienisz dietę albo suplementy.

– o – 0 – o –

Kwercetyna o 68% zmniejsza ryzyko zgonu z powodu choroby wieńcowej

Quercetin dramatically reduces risk of death from coronary heart disease by 68%
(NaturalHealth365) Wyciągi roślinne takie jak kwercetyna mają niektóre z najlepszych właściwości leczniczych na świecie. Składniki nazywane flawonoidami w pewnych warzywach i owocach mogą pomóc chronić przed uszkodzeniami oksydacyjnymi i stresorami np. promieniowanie środowiskowe i inne toksyny.  Flawonoidy pomagają zwalczać choroby takie jak rak, cukrzyca, skutki uboczne chemoterapii i sprawy sercowo-naczyniowe.
Jednym z najbardziej dostępnych i najmocniejszych flawonoidów jest kwercetyna. Znajduje się w ciemnych lub jaskrawo kolorowych warzywach i owocach, zielono liściastych i innych zdrowych roślinach. Badacze wykryli, że ten konkretny flawonoid zmniejsza ryzyko zgonu z powodu choroby sercowo-naczyniowej aż o 68%.

Chroń życie: kwercetyna chroni przed choroba wieńcową

Kwercetynę wcześniej wiązano z korzyściami dla układu odpornościowego, zwalczaniem szkód przez wolne rodniki, zmniejszaniem stanu zapalnego w organizmie i hamowaniem procesu starzenia. Ten flawonoid skutecznie oczyszcza i atakuje wolne rodniki, zmniejsza stres oksydacyjny i skutki toksyn. Pomaga także zwalczać infekcje, alergie i reakcje auto-immunologiczne organizmu.
Oczywiście, korzyści zdrowotne kwercetyny dla serca są także istotne. Jak wspomniałem wcześniej, badanie około 800 mężczyzn w wieku 65-84 lat ujawniło, że ci którzy przyjmowali największe ilości kwercetyny i innych flawonoidów mieli o 68% mniejsze ryzyko choroby wieńcowej.

Kwercetyna pomaga naturalnie obniżać cholesterol, poprawiać ciśnienie krwi i zmniejszać odkładanie się tłuszczu

Naukowcy uważają, że korzyści kwercetyny dla zdrowia serca są z powodu skupionej synergii w kilku procesach. Pomaga zmniejszać cholesterol, w przepływie krwi i ciśnieniu, i zmniejsza ilość niebezpiecznego tłuszczu odkładającego się wokół wątroby i podbrzusza.
Jedno badanie kwercetyny wykryło, że pozornie zdrowi palacze papierosów przyjmujący 100 mg kwercetyny dziennie mieli znaczną poprawę w stężeniu cholesterolu. Ich cukier we krwi zmniejszył się także – kolejny czynnik ryzyka choroby wieńcowej i ogólnie sercowo-naczyniowej.
Większe badanie niepalących odkryło 33% zwiększenie stężenia korzystnego cholesterolu HDL, 27% zmniejszenie LDL, i 18% zmniejszenie całkowitego cholesterolu.

Nawet małe ilości kwercetyny przynoszą zdrowie i korzyści przeciw starzeniu

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Kwercetyna okazała się być pomocna w obniżaniu ciśnienia krwi i zwiększenia stężenia zdrowego tlenku azotu w osoczu krwi. Zdolność kwercetyny blokowania oksydacji LDL po-maga zmniejszyć zapalenie naczyń krwionośnych, co w przeciwnym wypadku prowadzi do miażdżycy. Jedno badanie wykazało 28% zmniejszenie oksydacji LDL już po 2 tygodniach przyjmowania kwercetyny [suplement] w dawce 30 mg dziennie.
Większe dawki kwercetyny (730 mg dziennie) okazały się korzystne w obniżaniu ciśnienia krwi. Inne badania odkryły, że nawet mniejsze dawki (100-200 mg dziennie) przynosiły korzyści w obniżaniu ciśnienia krwi. Kwercetyna zmniejsza „lepkość” płytek krwi i przyczynia się do zdrowia ścianek tętnic, rozluźniając je by był lepszy przepływ krwi i mniejsze ciśnienie.

czwartek, 5 stycznia 2017

Zdjęcie użytkownika Irena Iwa Balko.

Poprawią dobrostan zwierząt w UE

Wiersz krów jest dojonych zbiór zdjęć royalty-free

Dania, Niemcy i Holandia współpracują od 2014 roku w zakresie promocji zasad dobrostanu zwierząt. Rok później dołączyła do nich Szwecja. Teraz chcą stworzyć unijną platformę regulującą przepisy.
Ministerstwa rolnictwa tych czterech państw porozumiały się i wydały oświadczenie, że potrzebna jest nowa strategia – dobrostan zwierząt hodowlanych w krajach UE musi się poprawić.
W krajach Unii przeprowadzono ankiety, które wykazały, że zarówno ustawodawcy, jak i sami hodowcy zainteresowani są wprowadzeniem jednolitych przepisów, czyniących los zwierząt przeznaczonych na mięso mniej okrutnym. Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało wnioski płynące z ankiet – okazuje się, że 9 na 10 obywateli krajów EU chce poprawy losu zwierząt hodowlanych i uważa, że unijne standardy w tym zakresie powinny się poprawić. 59 procent odpowiedziało, że jest w stanie zapłacić nawet o 5 proc. wyższą cenę za produkty spożywcze, jeśli byłyby bardziej przyjazne zwierzętom.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Nowe regulacje dotyczyć mają przede wszystkim trzody chlewnej: postanowiono ograniczyć zabiegi obcinania ogonków u prosiąt, zwiększyć przestrzeń w kojcach przy grupowym utrzymywaniu świń i zakazać kastracji, a także obniżyć zużycie antybiotyków, wprowadzić dobre praktyki przy promocji i częstszej kontroli zdrowia zwierząt.
Dania, Niemcy, Holandia i Szwecja chcą również stworzyć specjalną platformę dla krajów UE, koordynującą wprowadzanie i ujednolicanie przepisów dotyczących godnych warunków w hodowlach. Platforma ta ma działać przy Komisji Europejskiej.
Autorstwo: WK
Źródło: Strajk.eu

Dlaczego warto jeść warzywa nawet z marketu zamiast żadnych?



Kosz świeżych Ogród produkcji i warzywa w polu zbiór zdjęć royalty-free

Jak głosi miejska legenda warzywa z marketu są niesamowicie „trujące”, pełne zabójczych dla nas pestycydów i w ogóle nie powinno się  ich jeść. Lepiej kupować, jak mówią ludzie, warzywa i owoce na jakimś ryneczku, bo wtedy podobno mają mniej chemii na sobie. A jak głoszą niektórzy – w ogóle ostrożnie z tymi warzywami i owocami, ponieważ nigdy nie wiadomo jakież to niesamowite trucizny w nich siedzą: jeden pan w internetowej telewizji to nawet mówił, że bezpieczniej jeść zwierzęta, bo te przynajmniej mają wątrobę, więc się oczyszczają, a rośliny wątroby nie mają, więc się nie oczyszczają i dlatego warzywa z marketu są trujące, a mięso zwierząt jest bezpieczne i oczyszczone. Czyżby?
Dzisiaj przyjrzymy się bliżej tym miejskim legendom i mitom internetowym jak również faktom rzeczywistym – w poszukiwaniu odpowiedzi na niezmiernie ważne dla nas wszystkich pytanie: jak bardzo zatrute pestycydami są sprzedawane w Polsce warzywa?
Bardzo często czytelnicy piszą na ten temat, wyrażając swoje obawy i pytając o opinię: jeść w końcu te normalne sklepowe warzywa i owoce czy nie jeść? Są one faktycznie „zatrute” w niebezpiecznym dla ludzi stopniu czy nie? Otóż ja sama laboratorium w domu nie mam, naukowcem też nie jestem by umieć takie rzeczy badać, lecz to co wiem na pewno, to wiedza z autopsji, czyli oparta o moje własne życiowe doświadczenie – to właśnie dzięki niemu powstała w ogóle ta witryna. Doświadczenie to zaś jest takie, że z traumatycznych, pogłębiających się wraz z upływającym czasem (ponad 40 lat) przeżyć zdrowotnych wydobyły mnie zwykłe, sklepowe, najtańsze warzywa i owoce, krajowe tudzież importowane. I nie żadne tam „bio”, „eko” i „organic”, bynajmniej! Zwyczajnie nie miałam do takowych przez dłuższy czas w ogóle dostępu. Nie miałam wyjścia jak kupować i jeść to, co było pod ręką. W ten oto dosyć przypadkowy i niejako wymuszony sytuacją sposób poznałam prawdę, a ona mnie wyzwoliła!  Oto ta prawda (pozwólcie, że powtórzę, albowiem zwyczajnie sprawia mi to szaloną przyjemność): zwykłe sklepowe warzywa wróciły mi utracone zdrowie,  witalność i radość życia, zamiast mnie położyć do grobu lub co najmniej wpędzić w jeszcze gorsze choróbska, jak więc mogą być „zatrute”?
Powiem więcej: moi czytelnicy, których przekonałam aby spożywali więcej (jakichkolwiek) owoców i warzyw dla zdrowotności (przy czym nie sądzę, aby każdy miał dostęp do ekologicznych świeżych płodów rolnych przez cały rok w naszym klimacie) są podobnie jak jaszczerze zadziwieni i pozytywnie zaskoczeni, co takiego mogą dla nas zrobić skromne jarzynki z pobliskiego sklepu. Trzeba przyznać, że od strony praktycznej (o teoretyczno-naukowej za chwilę) wygląda to imponująco. Każdemu pomaga, nikogo nie wpędziło do grobu.
Gdzie się rodzą i skąd przybywają mity o rzekomych „trujących” warzywach i owocach w sklepie? Tam, skąd bierze się w dzisiejszych czasach większość mitów: z internetu. Dzięki portalom społecznościowym oraz popularnym telewizjom internetowym zaraza mitów rozsiewa się z zatrważającą prędkością. Wystarczy, że ktoś „wrzuci na fejsa” obrazek z „parszywą dwunastką najbardziej zanieczyszczonych pestycydami warzyw i owoców”, albo ze „szczęśliwą piętnastką najmniej zanieczyszczonych”. Są to tymczasem, trzeba wiedzieć, dane pochodzące nie z Polski, lecz z USA, od ekologicznej amerykańskiej organizacji pozarządowej EWG (Enviromental Working Group) i stworzone w oparciu o wykonane (w latach 2000-2008) przez amerykański Departament Rolnictwa badania próbek warzyw i owoców sprzedawanych w amerykańskich sklepach. Amerykańskie konwencjonalnie uprawiane produkty rolne może i faktycznie wołają o pomstę do nieba będąc zanieczyszczone chemią (jak wynika z raportu EWG, choć inni badacze mają spore wątpliwościco do metodologii przetwarzania danych przez EWG).
W tym miejscu pozwólcie, że zapytam  uprzejmie: po kiego grzyba mnie wiedzieć jak bardzo zatrute są amerykańskie płody rolne i co stanowi u nich parszywą dwunastkę czy też szczęśliwą piętnastkę? Do niczego taka wiedza przydatna dla mnie osobiście nie jest! Ja nie mieszkam w USA i nawet się tam nie wybieram. Może być to wiedza przydatna jedynie komuś, kto planuje tam zamieszkać lub choćby kogoś odwiedzić. Interesuje mnie jednak owszem jak się ma sprawa w Polsce z zanieczyszczeniem warzyw i owoców pestycydami. Amerykański Departament Rolnictwa to badał w USA. A jak jest z tym u nas? Czyżby nasze polskie Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozkosznie sobie spało, podczas gdy pozbawieni sumienia rolnicy pryskają na naszą żywność czym popadnie i potem cichaczem sprzedają takie ociekające pestycydami, suto zaprawione chemią warzywa i owoce, aby truć nimi nagminnie polskie dzieci, polskie kobiety i mężczyzn?
Otóż okazuje się, że nie – nasze Ministerstwo Rolnictwabynajmniej nie śpi: takie same badania na obecność pozostałości pestycydów w płodach rolnych regularnie zleca się odgórnie również u nas w Polsce. Dlaczego o naszych krajowych badaniach nie słyszy się „w internetach” ani w ogóle za bardzo gdziekolwiek?  Może dlatego, że u nas brakuje odpowiednika amerykańskiej organizacji pozarządowej typu EWG (Enviromental Working Group, nie mylić z EWG w znaczeniu „Europejska Wspólnota Gospodarcza”), która by takowe dane tak ochoczo rozgłaszała. W przypadku Polski zlecone i finansowane przez MRiRW badania kontrolne płodów rolnych pod kątem zanieczyszczeń pestycydami mają miejsce zanim trafią te produkty do sklepów, a to dlatego, że zgodnie z przepisami prawaprodukty rolne muszą spełniać wyznaczone w tym zakresie dosyć wąskie, ściśle określone normy, według których ilość poszczególnych pestycydów (insektycydów, fungicydów oraz herbicydów) pozostałych w gotowym do spożycia warzywie lub owocu może w ogóle mieć miejsce, zanim jedzenie to trafi do rąk konsumenta. A przynajmniej bada się to w stosunku do produktów, które trafiają do hurtowni i sklepów (trudno jednak powiedzieć jak to jest z produktami sprzedawanymi na targowiskach i czy ktoś nad tym sprawuje kontrolę, ale nawet na targowisku najczęściej sprzedawcy zaopatrują się również w hurtowni).
Jak bardzo dostępne w Polsce warzywa i owoce są „zatrute”?

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Okazuje się, że nie aż tak znowu bardzo. Prawdopodobieństwo natrafienia na „zatrute” (czyli posiadające jakiekolwiek pozostałości pestycydów) egzemplarze nie jest wcale taka wielka jak częstokroć głoszą „internety”, a ilość pozostałości pestycydów daleko odbiega od najwyższych dopuszczalnych poziomów pozostałości (NDP). Prawdopodobieństwo trafienia w sklepie na warzywo lub owoc, w którym poziom NDP zostałby przekroczony jest już w ogóle znikoma.
Ostatnim razem gdy polscy naukowcy badali w 2014 roku na ile mamy u nas „zatrute warzywa” (o czym można przeczytać tutaj: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26024398),  okazało się, że szukając pozostałości 207 różnych pestycydów w 317 pobranych próbkach  znaleziono pozostałości jakichkolwiek pestycydów tylko w 89 próbkach (65 próbek owoców i 24 próbki warzyw), co stanowi ok. 28% wszystkich pobranych próbek (a więc nie wszystko jest w ogóle tuż przed pójściem do sprzedaży pryskane czymś straszliwym, zacznijmy od tego), z czego przekroczenie poziomów dopuszczalnych przepisami prawnymi odkryto tylko w dwóch próbkach (obydwie były próbkami malin). Najczęściej pozostałości pestycydów znajdowały się na agreście (100% badanych próbek, a badano ich siedem) i jabłkach (tutaj też zbadano 7 próbek, z czego 2 próbki były wolne od pozostałości pestycydów, a 5 zawierało je w ilości dopuszczonej normami, co procentowo stanowi 71,4% badanych próbek, tak czy inaczej nie wszystkie sprzedawane w Polsce jabłka są „zatrute”).
Popularne warzywa takie jak kapusta biała, szpinak, sałata, groszek zielony, fasolka szparagowa, rzodkiewki, chrzan, cebula, seler, fasola, buraki czy wśród owoców śliwki nie miały w ogóle żadnego mierzalnego poziomu pestycydów. Marchew też można uznać w zasadzie za bezpieczną: na 12 pobranych próbek tylko w jednejznaleziono pozostałości pestycydów (aczkolwiek nie przekraczające normy). Wśród owoców najlepiej wypadły… truskawki tak powszechnie posądzane u nas o to, że „to dzisiaj sama chemia” (może dlatego, że w USA znalazły się one w „parszywej dwunastce”, a wiadomość rozsiała się jak zaraza przez internet): na 24 próbki przebadane przez rzeszowskie Laboratorium Badania Pozostałości Środków Ochrony Roślin aż 19 próbek truskawek było całkowicie wolne od pestycydów. Całkiem nieźle wypadły wiśnie: na 17 badanych próbek aż 15 było całkowicie wolnych od pestycydów.Morele – na 15 badanych próbek 12 było całkowicie wolnych od pestycydów, brzoskwinie – na 12 badanych próbek 10 było wolne od pestycydów. Czereśnie (które uwielbiam!) na 12 próbek aż 10 było wolne od pestycydów. Kapusta pekińska na 17 próbek aż 15 było całkowicie wolne od pestycydów. Ogórki – na 12 próbek aż 10 było wolne od pestycydów.
Przy czym warto jeszcze też popatrzeć ile mikrogramów pozostałości pestycydów odkryto w przeliczeniu na 1 kg produktu i jak to się ma do dopuszczalnych rygorystycznych norm. Na przykład winogrona: badano 6 próbek i 4 były wolne od pestycydów, a w dwóch znaleziono je w ilościach 0,03 mg/kg produktu do 0,26 mg/kg, podczas gdy maksymalne ilości dopuszczają 5-10 mg/kg. Jak widać pozostałości te owszem były w tych dwóch próbkach, ale nie są to jakieś imponujące ilości i nie zbliżają się do norm, lecz daleko od nich odstają. We wspomnianej marchwi na 12 próbek tylko jedna miała wykryte mierzalne pestycydy w ilościach 0,01-0,07 mg/kg, podczas gdy norma dopuszcza ilości max. 0,5-2 mg/kg. I tak jest w sumie w przypadku wszystkich badanych warzyw i owoców: nawet jeśli „coś” stwierdzano, to z reguły bardzo daleko tym ilościom było do NDP (najwyższy dopuszczalny poziom).
Najgorzej wypadły chyba pomidory: na 30 badanych próbek dokładnie połowa (czyli 15) wykazała pozostałości pestycydów – choć w żadnej  próbce ich ilość nie przekroczyła przepisanych prawem maksymalnych norm. Faktem jest, że przy myciu warzyw w roztworze o alkalicznym pH, to właśnie pomidory najczęściej puszczają obłoczek tłustawej poświaty na powierzchni wody oraz powodują zmianę jej koloru na lekko żółtawy. Nie zawsze tak jest (i ma prawo nie być, skoro w połowie badanych próbek pomidorów nie wykryto w ogóle żadnych pozostałości pestycydów), ale czasem bywa. Czyli jak się trafi: jedne pomidory (czy inne warzywo lub owoc) mogą mieć czystość produktu uprawianego organicznie, a inne mogą mieć nieznaczne pozostałości pestycydów (choć z reguły jest to tylko ułamek tego co dopuszczane jest prawem).
Oczywiście najlepiej jest w ogóle nie spożywać pestycydów, nawet i w najmniejszej ilości (i dlatego warto kupować bio lub hodować samemu czy też dogadywać się z niepryskającymi działkowcami), lecz z drugiej strony opowieści o jakoby niezwykle częstym oraz szalenie wysokim skażeniu warzyw i owoców w polskich sklepach można sobie mówiąc krótko włożyć między bajki. Nie jest ani częste ani wysokie.
Pełen tekst wspomnianego, najnowszego badania znajduje się (streszczenie po polsku, tekst badania po angielsku) na tej stronie jako plik do pobrania i do przeanalizowania:http://wydawnictwa.pzh.gov.pl/roczniki_pzh/pesticide-residues-in-fruit-and-vegetable-crops-from-the-central-and-eastern-region-of-poland?lang=pl
O tym zaś jak z warzyw i owoców usunąć pozostałości pestycydów (najczęściej obecnie używanych, fosforoorganicznych)  pisałam tutaj:http://www.akademiawitalnosci.pl/jak-szybko-i-tanio-usunac-pestycydy-z-warzyw-i-owocow/
Ot, i czar internetowych miejskich legend prysł!
Każde pokolenie ma swoje miejskie legendy. Kiedy byłam mała, to na pogaduszkach przy kawce zbierały się przyjaciółki mojej matki i z wypiekami na twarzy opowiadały sobie o czarnej Wołdze (radziecki samochód), którą ponoć jeździł jakiś psychol (a może nawet cała zgraja psycholi, w zależności od wersji) porywający małe dzieci. Chyba nie muszę nikomu mówić jakie wrażenie wywarło na mnie, kilkuletniej wtedy dziewczynce, przypadkowe podsłuchanie rozmów dorosłych na ten temat! Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej zatrważającej miejskiej legendzie i czy faktycznie okazała się ona prawdą, to można poczytać o niej choćby tutaj [klik].
Świat się zmienia i zmieniają się też miejskie legendy. Dzisiejszym z kolei niezmiernie modnym tematem rozmów dorosłych jest (podsycana przez tzw. „internety”) obawa przed  zatrutą żywnością, a już szczególnie podejrzane są warzywa i owoce ze sklepu (bo z targowiska to ponoć całkiem coś innego, aczkolwiek nikt nie jest w stanie z całą pewnością stwierdzić skąd tak naprawdę pochodzą). Świat stanął na głowie? A może po prostu lubimy miejskie legendy i każde pokolenie ma swoją ulubioną? W tym pokoleniu najwyraźniej modny jest mit o zatrutych warzywach i owocach!
Apeluję zatem do czytelników, aby nie mówili przy dzieciach o tym, że warzywa i owoce w sklepie są „bardzo zatrute pestycydami”. Jest to jak okazuje nie za bardzo zgodne z prawdą, a dziecku może do końca życia zostać podświadomy uraz i niechęć do spożywania darów natury. Co mu na zdrowie w przyszłości nie wyjdzie. Ani ten uraz ani to stronienie od warzyw i owoców. Pamiętajmy, że nawyki żywnościowe tworzą się w dzieciństwie, zgodnie z powiedzeniem „czym skorupka za młodu…”.
Moim zdaniem (choć lubię, cenię i sama na ile mam możliwość uprawiam swoje warzywa i owoce ekologiczne) nie ma powodów by siać panikę, bo ZAWSZE jedzenie warzyw i owoców, nawet tych konwencjonalnych, będzie przynosiło pozytywne skutki, czego jestem chodzącym żywym przykładem, zaś wszelkie badania naukowe to potwierdzają (jak do tej pory nie ma ANI JEDNEGO badania, które wiązałoby zwiększone spożycie warzyw i owoców z ryzykiem chorób czy przyspieszonym starzeniem i zgonem, za to wszystkie mówią coś wręcz przeciwnego [1]). A jeśli ma się gdzieś dostęp do uprawianych „po bożemu” lub kawałek ogródka gdzie uprawia się samemu, to rzecz jasna z różnych względów same plusy jak najbardziej, lecz z drugiej strony wpadać w paranoję z powodu marketowych konwencjonalnie uprawianych warzyw naprawdę nie polecam. Nieco gorzej niż w warzywach i owocach przedstawia się sytuacja pozostałości pestycydów w polskich zbożach przeznaczonych na rynek konsumpcyjny, szczególnie pszenicy i jęczmieniu [2], ale jakoś dziwnie nikt się nad tym nie zastanawia utyskując, iż koniecznie potrzebny jest powrót drożdżówek do szkolnych sklepików, bo dzieci inaczej nie mają w szkole co jeść 
Jedzcie świeże warzywa i owoce (dużo, często i do ustąpienia objawów) – nawet te z marketu będą zawsze lepsze niż żadne! 
 P.S. Uprasza się jednocześnie o zaprzestanie wiecznego myleniapestycydów z nawozami. Jedno z drugim nie ma kompletnie nic wspólnego!
Pomocne linki:
1. http://www.damianparol.com/pestycydy/
2.  E. Malinowska et al „Pesticide residues in cereal crop grains in Poland in 2013″, Environ Monit Assess. 2015 Jun;187(6):329,http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4420839/

środa, 4 stycznia 2017

Wielcy weganie i wegetarianie.

Zdjęcie użytkownika Stop Animal Holocaust.

6 chorób wywoływanych przez stres

Zmęczeni uczniowie

Jak stres może zniszczyć ci zdrowie: nigdy nie wiedziałeś o 6 chorobach wywoływanych przez stres i jak je pokonać

  • Lekarz rodzinny dr Roger Henderson ostrzega: wielu nie zna niebezpieczeństw stresu
  • Przedstawia choroby wywoływane stresem: od zespołu wrażliwego jelita do wypadania włosów
  • Dr Henderson wyjaśnia jak radzić sobie z każdą chorobą i wywołującym ją stresem
Stres  może zbierać prawdziwe żniwo w twoim organizmie. Mogą częściej występować bóle głowy, można mieć trudności z odpowiednia długością snu, i może często szwankować na-wet układ trawienny.

1.ZESPÓŁ WRAŻLIWEGO JELITA [IBS]

Co się dzieje? IBS dotyka około 13 mln Brytyjczyków i 45 mln Amerykanów, a 70% lekarzy uważa, że jest to najbardziej powszechna dolegliwość trawienna jaką widzą w praktyce. Ból przy IBS wywoływany jest przez skurcze mięśni w jelicie, i mimo że objawy mogą się różnić od osoby do osoby, to mogą obejmować ból brzucha i dyskomfort, biegunkę i konstypację, a także wzdęcia brzucha.
Eksperci nie wiedzą dokładnie skąd bierze się ta dolegliwość, choć zgadzają się, że są pewne rzeczy wywołujące objawy, i stres jest jednym z najbardziej powszechnych.
W rzeczywistości 94%  brytyjskich lekarzy zbadanych przez Buscopan IBS Relief powie-dzieli, że najbardziej powszechnym czynnikiem uruchamiającym IBS był stres. Może on wywołać IBS i pacjent nawet nie jest tego świadom, mówi dr Henderson.
Dr Henderson:
„Ogólnie uważa się, że istnieje złożony związek między mózgiem i układem trawiennym, i dlatego nasz nastrój często wpływa na to jak czuje się nasz żołądek. Żołądek i jelita są wyłożone milionami komórek nerwowych kontrolujących i regulujących układ trawienny. Te komórki nerwowe pomagają przekazywać informacje z jelita do mózgu i odwrotnie, dlatego nie zaskakuje to, że wiele informacji wysyłanych przez jelito do mózgu wpływa na nasze samopoczucie. To dlatego można czuć ‚motylki’ kiedy jesteś zdenerwowany albo chce ci się tłustych produktów kiedy jest się zestresowanym.
Stres może zmienić połączenie między jelitem i mózgiem i wpływać na przepływ i skurcze w przewodzie pokarmowym tak, że osoby z IBS mogą być bardzo wrażliwe na stres.
Mimo że niemal niemożliwe jest całkowite unikanie stresu, to są pewne rzeczy, które mogą pomóc. Spróbuj ćwiczyć albo jakieś proste techniki oddychania by zachować spokój. Może tu pomóc też rozmowa z kimś o tym co ci leży na sercu, albo wyjść z przyjaciółmi i robić coś co lubisz.
Stresu nie zawsze da się uniknąć, więc jeśli masz IBS, miej pod ręka jakieś leki, na wszelki wypadek. Leki przeciwskurczowe można przyjąć kiedy występują pierwsze objawy, żeby złagodzić skurcze w jelitach – przyczynie bólu”.

2. NADMIERNA POTLIWOŚĆ

Co się dzieje? Naukowcy mają różne teorie co do tego dlaczego pocimy się kiedy jesteśmy zestresowani, co jest oznaką dla tych wokół nas, że cierpimy na stres. Jasne jest to, że pot z powodu ciepła środowiskowego albo aktywności fizycznej wytwarzają gruczoły ekrynowe, natomiast pot z powodu stresu pochodzi głównie z gruczołów apokrynowych.
Dr Henderson:
„W ciele człowieka znajduje się prawie 4 mln gruczołów potowych, i większość na dłoniach, podeszwach stóp, na twarzy i pod pachami.
Są 2 rodzaje gruczołów wydzielających pot. Pierwszy rodzaj wydziela pot kiedy jesteś aktywny, są to gruczoły ekrynowe składające się w większości z wody. Drugi rodzaj to gruczoły apokrynowe znajdujące się w miejscach owłosionych np. pod pachami, są większe i wydzielają gęściejszy pot zawierający więcej białek i lipidów”.
Jest pewien rodzaj potu który może wywołać tylko stres.
„To ten tłuściejszy pot, według naukowców, karmi bakterie, i to jest przyczyną silnego odoru ciała. Kiedy ciało jest pod wpływem stresu, albo inaczej ‚walcz albo uciekaj’, te gruczoły wypychają pot na powierzchnię skóry. Mimo że nadmierne pocenie może być raczej tematem tabu, to jeśli twoje pocenie ingeruje w codzienne życie, dobrym pomysłem jest konsultacja z lekarzem”.

3. ZGRZYTANIE ZĘBAMI

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Co się dzieje? Badania odkryły związek między stresem i zgrzytaniem zębów, o czym doniosło 70% Brytyjczyków.  Znane jako bruksizm, zgrzytanie zębów może być niewykryte, gdyż najbardziej powszechnym jego objawem jest ból głowy, zwykle skoncentrowany na skroniach głowy.
Inne objawy to zaburzenia snu, ból ucha i sztywne mięśnie szczęki, barków i szyi. Zęby mogą również pokazywać oznaki uszkodzeń, pęknięć, jak i ich utratę. To jest spowodowane nieświadomym zaciskaniem szczęki i tarciem zębów górnych i dolnych, najczęściej podczas snu.
Dr Henderson:
„Jeśli podejrzewasz, że cierpisz na bruksizm, ważna jest wizyta u dentysty, który może wy-stawić odpowiednią diagnozę.
Zgrzytanie zębów może wynikać z kilku powodów, takich jak zaburzenia snu, stres i lęki, albo skutek diety, np. alkohol i kafeina.
Dentysta zaleci ochronę specjalną dla twoich zębów żeby utworzyć barierę ochronną przed tarciem, by zapobiec dalszemu uszkadzaniu zębów i zmniejszyć dyskomfort mięśni szczęki”.

4. WYPADANIE WŁOSÓW

Co się dzieje? Długotrwały stres wykazał iż powoduje utratę włosów. Uważa się, że jest to skutek tego, że hormony stresu doprowadzają mieszki włosowe do przejścia w stan hibernacji, co powoduje wypadanie włosów podczas ich mycia lub szczotkowania.
Dr Henderson:
„Są różne rodzaje wypadania włosów związanego ze stresem i sytuacji doprowadzających do tego wypadania, co może być zaostrzone stresem i musi być zdiagnozowane przez lekarza.
Wypadanie włosów może być bardzo przykre, ale ważne jest by pamiętać, że w większości przypadków włosy będą odrastać dzięki odpowiedniej terapii i stosowaniu metod zmniejszających stres. Odrastanie włosów może zabrać kilka miesięcy z powodu naturalnego cyklu włosów.
Jeśli przeżywasz drastyczne albo nagłe wypadanie włosów, powinieneś skonsultować lekarza, gdyż to może się wiązać z innymi dolegliwościami”.

5. BEZSENNOŚĆ

Co się dzieje? Stres i bezsenne noce od dawna idą razem. W większości przypadków bez-senności, zmniejszenie stresu ją łagodziło, ułatwiało zasypianie i poprawiało jakość snu.
Wydzielane z powodu stresu hormony wprowadzają nasz organizm w stan nazywany nad-pobudzeniem [hyperarousal], które zaburza równowagę między snem i czuwaniem.
Dr Henderson:
„Kiedy jesteśmy zestresowani często leżymy w łóżku patrząc w ciemność, a ciągle myślimy o swoich kłopotach.
Jest kilka rzeczy jakie można zrobić by przygotować się do snu. Unikaj wszelkich ekranów przynajmniej 2 godziny przed udaniem się do łóżka, bo one wykazały, że zaburzają sen.
Ważne jest by kłaść się do łóżka codziennie o tej samej godzinie, i wstawać o tej samej godzinie. Codzienne ćwiczenia zwiększają dobre samopoczucie i zmniejszają objawy leków i depresji, a tym pomagają w spaniu. Zapewnij sobie dobrze zrównoważoną dietę i unikaj napojów z kofeiną i alkoholem, one tylko nasilają problem”

6. ZMĘCZENIE

Co się dzieje? Wyczerpanie to przewlekłe poczucie braku motywacji albo energii, często skutek bezsenności wywołanej przez stres.
Mental Health Foundation odkryła, że prawie 1 / 3 brytyjskiej populacji niedosypia, często z powodu kariery kłopotów finansowych.
Dr Henderson:
„Stres i kłopoty codziennego życia mogą być męczące i mogą sprawić, że czujesz się wyczerpany. Wykazano, że problemy ze zdrowiem psychicznym, takie jak lęk, może sprawić iż czujesz się bardziej zmęczony, nawet po odpoczynku. I to jest klucz by dowiedzieć się, że cierpisz na zmęczenie wiązane ze stresem. Stres nie tylko pozbawia cię poprawnego snu, a także po-woduje słaby nastrój, oba prowadzą do zmęczenia.
Wyczerpanie to przewlekłe poczucie braku motywacji albo energii, często skutek bezsenności wywołanej przez stres.
Ważne jest zidentyfikowanie źródeł stresu i podjąć kroki ich rozwiązania. Jeśli jesteś niepewny powodu poczucia lęku cały czas i nie możesz sam tego rozwiązać, polecam konsultację terapeutyczną.
Inne techniki pomagające zrelaksować umysł to medytacje, ćwiczenia i zdrowa zrównoważona dieta.
Znając różnicę między zmęczeniem fizycznym i wiązanym ze stresem pomaga dowiedzieć się czy powinieneś rozmawiać z lekarzem. Jeśli objawy trwają nadal, udaj się do lekarza, który będzie mógł zlecić dalsze badania by wykluczyć problemy zdrowotne albo choroby”.
Tłum. Ola Gordon

Chiny zamkną rynek na handel kością słoniową

Słoń afrykańskiBy Muhammad Mahdi Karim FacebookThe making of this document was supported by Wikimedia CH. (Submit your project!)For all the files concerned, please see the category Supported by Wikimedia CH.العربية | বাংলা | Čeština | Deutsch | English | Español | Français | Magyar | Italiano | Македонски | Nederlands | Rumantsch | Sicilianu | +/− - Praca własna, GFDL 1.2, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=15925090


Mamy do czynienia z historycznym i bezprecedensowym ogłoszeniem Chin o zamknięciu swojego rynku na handel kością słoniową do końca 2017 roku. Do tej pory w tym handlu Chiny wiodły prym. Teraz zapowiedziały, że dokonają największych starań, aby zakończyć ten proceder i zwalczyć kłusownictwo słoni w Afryce.
Chiny zadeklarowały, że do 31 marca 2017 częściowo zatrzymają obróbkę i sprzedaż kości słoniowej, a do 31 grudnia br. całkowicie zaprzestaną tego procederu.
Lao She Ping, dyrektor generalny WWF na Chiny stwierdził, że zamknięcie chińskiego rynku na handel kością słoniową zniechęci ludzi do kupowania tego „towaru” i utrudni handlarzom kości słoniowej jej sprzedaż na czarnym rynku.
Na konwencji na temat Międzynarodowego Handlu Zagrożonymi Gatunkami Dzikiej Fauny i Flory, która odbyła się w RPA w październiku zeszłego roku, delegaci uchwalili rezolucję wzywającą wszystkie kraje do podjęcia kroków zmierzających do zamknięcia rynku kości słoniowej.
To niezwykle ważny krok, ale pozostaje jeszcze czarny rynek, który będzie kwitł, jeśli wszystkie „zamieszane” w ten proceder kraje nie wprowadzą solidarnie i rygorystycznie owych planów. Do tej pory kary, niejednokrotnie bardzo surowe, otrzymywali szeregowi przemytnicy i kłusownicy. Wreszcie przyszedł czas na większych graczy.
Średnio co 15 minut ginie jeden słoń. W 2015 roku dla kłów zostało zabitych 20 000 słoni – to więcej niż się urodziło.
Na Dalekim Wschodzie,szczególnie w Chinach, choć także na Filipinach, w Tajlandii, Indonezji i Japonii ludzie wierzą się w specjalne właściwości kości słoniowej. Ma niby pomagać w potencji, leczyć różne choroby, przede wszystkim jednak służy do wyrobu biżuterii, dewocjonaliów i rzeźb.
Trzy największe rynki handlujące kością słoniową to Chiny, Hong Kong i USA. Te państwa powoli wycofują się z handlu, czas na kolejne. Im szybciej to zrobią, tym lepiej dla afrykańskich słoni.
Autorstwo: Natalia Wilk-Sobczak
Na podstawie: TheFifthColumnNews.com, TheGuardian.com
Źródło: MediumPubliczne.pl    Żródło:http://wolnemedia.net/chiny-zamkna-rynek-na-handel-koscia-sloniowa/


Zdjęcie użytkownika Anna Cooke.