Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

wtorek, 13 października 2020

List otwarty prof. Dr hab. Ryszarda Rutkowskiego do: Ministra Zdrowia:

 


Uniwersytet Medyczny w Białymstoku - List otwarty prof. Dr hab. Ryszarda Rutkowskiego do: Ministra Zdrowia:
"W roku 2020 po raz pierwszy w dziejach świata i medycyny obligatoryjnie uznano i politycznie zadekretowano, że każdy mieszkaniec naszej planety musi ulec zakażeniu COVID-19, stać się jego utajonym nosicielem, a w przypadku zachorowania, umrzeć. Takie komunikaty medialne, wsparte opresją policyjną wbijane są codziennie do głów zdezorientowanych Polaków.
Każdego dnia w mediach ogólnopolskich podawana jest liczba osób, które zmarły i miały dodatni test na COVID-19. Nie podawana jest zaś ogólna liczba zgonów do których doszło w tym samym dniu z przyczyn naturalnych (choroby), w wyniku samobójstw czy różnego rodzaju wypadków. W naszym coraz bardziej odrealnionym społeczeństwie, przekonanym że ludzie żyją wiecznie i nie umierają z innych przyczyn niż COVID-19 rozwija się psychoza strachu i paranoiczne przekonanie, że maska chroni przed chorobą. Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą.
Taka dezinformacja rządowa wymaga dyskusji z medialnymi i ministerialnymi prawdami objawionymi i publicznego zadania kilku podstawowych pytań:
1.w oparciu o jakie fakty naukowe uznano, że każdy ZDROWY człowiek, ze sprawnym układem odpornościowym musi ulec zakażeniu koronawirusem COVID-19?
2. w oparciu o jakie fakty medyczne i epidemiologiczne uznano, że ZDROWY człowiek MUSI być nosicielem i zarażać inne osoby ?
3. w oparciu o jakie wyniki polskich i/lub zagranicznych badań naukowych przyjęto, że dzieci, KTÓRE W OLBRZYMIEJ WIĘKSZOŚCI NIE CHORUJĄ, CZYLI NIE ULEGAJĄ ZAKAŻENIU WIRUSEM COVID-19 lub go błyskawicznie zwalczają, są nosicielami tego wirusa i stanowią zagrożenie zdrowotne dla otoczenia i swoich rodzin?
4. na podstawie jakich polskich i zagranicznych badan anatomo-, histo- i cytologicznych podtrzymywane jest twierdzenie, że wyłącznie wirus SARS-cov-2, a nie inne, poważne schorzenia współwystępujące u zmarłych doprowadziły do śmierci osób zakażonych COVID-19 ?
5. w oparciu o jakie medyczne i naukowe dane ( poza sugestią WHO ) uznano, że dzieci do 4 roku życia NIE SĄ ZAGROŻONE wirusem COVID-19 i NIE MUSZĄ NOSIĆ MASECZEK, a po 4 roku życia już tej RESTRYKCJI ustawowo PODLEGAJĄ, że są UTAJONYM NOSICIELEM tego wirusa i stanowią zagrożenie dla członków ich rodzin? Dlaczego rząd uznaje iż niezależnie od wieku, dzieci w przedszkolu są ZDROWE i mogą przebywać bez maseczek, a tuż po wyjściu z przedszkola STAJĄ SIĘ CHORE, zagrażają otoczeniu i muszą nakładać maseczki ?
6. skąd przekonanie Ministra Zdrowia i Premiera rządu, że długotrwałe (wg ministra Łukasza Szumowskiego trwające nawet dwa lata) przymusowe noszenia masek zakrywających usta i nos oraz istotne ograniczenie niezbędnej dla prawidłowego rozwoju psychomotorycznego dzieci, zdrowia młodzieży i seniorów aktywności fizycznej nie wywoła bardzo szkodliwych następstw zdrowotnych, a zwłaszcza znacznego upośledzenia ich naturalnej odporności immunologicznej? Czy pan minister Ł. Szumowski ma pełną świadomość następstw zdrowotnych zakazu wstępu dla ZDROWYCH DZIECI na place zabaw, do siłowni na świeżym powietrzu, na baseny, zmuszenia ich aby godzinami ślęczeli przed ekranami komputerów itd.?
7. skąd godna podziwu, jaskrawo sprzeczna z powszechną wiedzą medyczną wiara kardiologa, Ministra Zdrowia, że przewlekle, wielogodzinne noszenie maseczek w przestrzeni publicznej oraz miejscu pracy (lekarze, pielęgniarki, ratownicy medyczni, nauczyciele, policjanci, Straż Miejska itd.) nie spowoduje:
• szeregu poważnych schorzeń dermatologicznych w obrębie skóry twarzy i dłoni,
• nie upośledzi niezbędnej dla prawidłowej odporności immunologicznej i wielu innych ważnych dla człowieka funkcji biologicznych, indukowanej przez promienie słoneczne syntezy witaminy D.
• nie przyczyni się do zaostrzenia różnorodnych dolegliwości krążeniowo -oddechowych (włącznie z ryzykiem nagłej śmierci kordialnej) w kilkumilionowej grupie chorych kardiologicznych, pulmonologicznych, endokrynologicznych i onkologicznych?
8. dlaczego podczas konferencji Ministra Zdrowia i Premiera rządu na temat sensu lub bezsensu wprowadzanych ograniczeń i restrykcji nie wypowiadają się NIEZALEŻNI EKSPERCI - lekarze i naukowcy,
9. dlaczego w mediach rządowych brakuje rzetelnych informacji naukowych na temat COVID-19 oraz NIE INFORMUJE SIĘ OSÓB MAJĄCYCH PROBLEMY ZDROWOTNE że NIE MUSZĄ CHODZIĆ W MASECZKACH* i policja nie ma najmniejszego prawa, aby straszyć ich mandatami"
Uniwersytet Medyczny w Białymstoku - JEST TO List otwarty prof. Dr hab. Ryszarda Rutkowskiego do: Ministra Zdrowia, prof. dr hab. med. Łukasza Szumowskiego Prezesa Naczelnej Izby Lekarskiej, prof. dr. hab. med. Andrzeja Matyji lekarzy i pracowników naukowych Uniwersytetów Medycznych posłów i senatorów lekarzy, dziennikarzy

poniedziałek, 12 października 2020

WHO przyznała, że COVID jest niewiele groźniejszy od grypy

 



Światowa Organizacja Zdrowia w końcu potwierdziła to, co my (oraz wielu ekspertów i badań) mówimy od miesięcy – koronawirus nie jest bardziej śmiertelny ani niebezpieczny niż grypa sezonowa.

Najwyższe kierownictwo WHO ogłosiło to podczas specjalnej sesji 34-osobowego zarządu WHO w poniedziałek 5 października 2020 r. Wydaje się, że nikt po prostu tego nie rozumie. W rzeczywistości wydawało się, że sami nie do końca to rozumieli.

Podczas sesji dr Michael Ryan, szef WHO ds. sytuacji kryzysowych ujawnił, że ich zdaniem około 10% świata zostało zakażonych Sars-Cov-2. To ich „najlepsze oszacowanie” i ogromny wzrost w stosunku do liczby oficjalnie wykrytych przypadków (około 35 milionów). Dr Margaret Harris rzeczniczka WHO, potwierdziła później tą liczbę stwierdzając, że została oparta na średnich wynikach wszystkich szeroko zakrojonych badań seroprewalencji przeprowadzonych na całym świecie.

Pomimo, iż WHO próbowała uznać tą informację za coś złego, dr Ryan powiedział nawet, że oznacza to, iż „ogromna większość świata jest zagrożona”. To właściwie dobra wiadomość. I ponownie potwierdził, że​​ wirus nie jest tak śmiertelny, jak wszyscy przewidywali.

Światowa populacja liczy około 7,8 miliarda ludzi, zatem jeśli zakażonych zostało 10%, daje to liczbę 780 milionów przypadków. Globalna liczba ofiar śmiertelnych obecnie przypisywanych infekcjom Sars-Cov-2 wynosi 1 061 539. Oznacza to śmiertelność infekcji (IFR) na poziomie około 0,14%, co jest porównywalne z sezonową grypą oraz przewidywaniami wielu ekspertów z całego świata.

Współczynnik 0,14%, oznacza poziom ponad 24 razy NIŻSZY, niż „prowizoryczna wartość” WHO wynosząca 3,4% w marcu. Liczba ta została wykorzystana w modelach, które były wykorzystywane do uzasadnienia lockdownu i innych drakońskich obostrzeń. W rzeczywistości, biorąc pod uwagę zawyżone zgłaszanie rzekomych zgonów na COVID-19, współczynnik IFR jest prawdopodobnie nawet niższy niż 0,14% i może wykazać, że COVID-19 jest znacznie mniej niebezpieczny niż grypa.

Żadne z mediów głównego nurtu nie zauważyło tego faktu. Pomimo, iż wiele mediów donosiło o słowach dr Ryana, wszystkie starały się, aby informacja ta była przekazana w sposób przerażający i szerzący jeszcze więcej paniki.

Najwyraźniej media, ani WHO nie byli w stanie wykonać prostych działań matematycznych, które pokazuje nam, że jest to dobra wiadomość, oraz, że sceptycy COVID-19 przez cały czas mieli rację.

W trosce o dokładność i chęć polegania na pierwotnych źródłach, a nie wyłącznie na źródłach z mediów głównego nurtu (które mogą usuwać lub zmieniać artykuły), zdecydowałem się znaleźć film z uwagami dr Ryana. Chociaż było to ważne spotkanie WHO podczas rzekomo bardzo poważnej pandemii, jakiegoś powodu trudno jest znaleźć nagranie wideo. Jedyne miejsce, w którym możesz je zobaczyć, to witryna WHO, ale nawet wtedy musisz przeglądać prawie 6 godzin materiału filmowego. Cóż, zrobiłem to i nie musisz za to dziękować.

Nie można osadzić strumienia video ze strony WHO, ale mogę Ci powiedzieć, aby przejść do tej strony, kliknąć „Sesja 1” i przejść do 1:01:33, aby usłyszeć dokładny cytat: „Nasze aktualne najlepsze szacunki mówią nam, że około 10 procent światowej populacji mogło być zarażonych tym wirusem. Poziom różni się w zależności od kraju, w zależności od miasta i wsi, od danych grup”.

Autorstwo: Kit Knightly
Tłumaczenie: Piotr Piekarczyk
Źródło oryginalne: Off-guardian.org
Źródło polskie: MrEnigmatis.wordpress.com    https://wolnemedia.net/who-przyznala-ze-covid-jest-niewiele-grozniejszy-od-grypy/

Zdjęcia:By James Gathany - CDC Public Health Image library ID 11162, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=6701700

niedziela, 11 października 2020

Suszone śliwki przeciwko osteoporozie i rakowi jelita grubego

 

Poprawa zdrowia kości i unikanie osteoporozy mogą być łatwiejsze niż wcześniej myśleliśmy. W rzeczywistości lepsza gęstość kości może być tak prosta jak zwiększenie konsumpcji suszonych śliwek.

Tylko w USA, około 8 mln kobiet doświadcza osteoporozy i pogorszenia zdrowia kości w okresie menopauzy z powodu nagłego zaprzestania produkcji hormonu jajników. Ale szacuje się, ze około 2 mln amerykańskich mężczyzn też doświadcza osteoporozy.

Suszone śliwki lepsze dla kości niż daktyle, figi, rodzynki, truskawki i jabłka

Kwestię suszonych śliwek dla zdrowych kości i osteoporozy badali naukowcy z Florida State University i Oklahoma State University. W badaniu uczestniczyły pomenopauzalne kobiety w 2 grupach i trwało ono 1 rok.
Jedna grupa 55 kobiet spożywała ekwiwalent 10 suszonych śliwek (100g) dziennie, a druga 45 kobiet ekwiwalent suszonych jabłek. Wszystkie uczestniczki otrzymywały dziennie też 500mg wapnia i 400mg wit. D. Na końcu badania grupa konsumująca suszone śliwki miała dużo lepszą gęstość kości w kręgosłupie i przedramieniu.
Profesor i badacz z Florida State – Bahram H Arjmandi – przebadał różne owoce takie jak daktyle, figi, rodzynki i truskawki co do ich prawdziwości w poprawie zdrowia kości. Okazało się, że żadne nie osiągnęły nawet bliskiej skuteczności suszonych śliwek.

Zarówno u mężczyzn jak i kobiet z wiekiem powstaje ryzyko osteoporozy

Uważa się, że suszone śliwki działają zmniejszając łamliwość kości (resorpcja). Starsze osoby, zwłaszcza kobiety, są skłonne do resorpcji przekraczającej tempo nowego wzrostu i regeneracji kości. Skutki suszonych śliwek dają ogromną obietnicę dla kobiet, które z wie-kiem czeka ta sytuacja, ale każdy może poprawić zdrowie kości dzięki temu naturalnemu rozwiązaniu. Wyniki badań opublikował British Journal of Nutrition.
W początkowych 5-7 latach menopauzy kobiety tracą średnio 3-5% gęstości kości rocznie. Ale mężczyzn też czeka zmniejszanie gęstości kości zaczynające się około wieku 65 lat.
Prof. Bahram Arjmandi zachęca by nie czekać żeby zająć się zdrowiem kości do chwili zła-mania albo diagnozy osteoporozy. Dorośli mogą rozważyć włączenie suszonych śliwek do diety w wieku lat 40 i stopniowo zwiększać dzienną dawkę do 100mg.

Dodatkowe korzyści suszonych śliwek

Zawierają dużą ilość przeciwutleniaczy wspierających zdrowie komórkowe i układ odpornościowy. Suszone śliwki pomagają regulować poziomy cholesterolu, zapobiegają otyłości i poprawiają zdrowie sercowo-naczyniowe.
Są także skuteczne w regulowaniu równowagi elektrolitów, mają dobry wpływ na kognitywność, funkcjonowanie systemu nerwowego, zdrowie skóry i krzepliwość krwi. Ponadto mogą przynosić ulgę i dawać ochronę przed grypą, niestrawnością, niepokojem, zwyrodnieniem plamki żółtej, cukrzycą, a nawet rakiem.

– o – 0 – o –

Zmniejszają ryzyko raka jelita grubego [fragment]

Okazuje się, że suszone śliwki są nie tylko dla dziadków. Pokazują dużą obietnicę wzbogacania bakterii jelitowych i zmniejszenia ryzyka raka jelita grubego u dorosłych w każdym wieku.
Naukowcy z  Texas A&M University i University of North Carolina odkryli, że dieta zawierająca suszone śliwki ma pozytywny wpływ na bakterie jelitowe w jelicie grubym. Ta optymalizacja mikroflory z kolei wydaje się wpływać na zmniejszenie ryzyka raka jelita grubego.
Rak jelita grubego jest trzecim głównym powodem zgonów na skutek komplikacji nowotworowych w Ameryce, zdaniem American Cancer Society. W 2015 rak jelita grubego wywołał szacowaną liczbę 49,700 zgonów w USA.  To niedawne badanie odkryło, że suszone śliwki miały korzystny wpływ na powstawanie idealnej flory jelitowej w jelicie grubym, co poskutkowało naturalnym zmniejszeniem ryzyka raka jelita grubego.
Badania pokazują, że dieta jest kluczowa w zmianie metabolizmu i struktury mikroflory w jelicie grubym. To ma duże znaczenie w profilaktyce i leczeniu szeregu chorób. W naszym przewodzie pokarmowym znajdują się dosłownie tryliony gatunków bakterii, ale tylko ponad 400 zidentyfikowano. Zakłócenia mikroflory mogą wywołać zapalenie jelit i zapalenie, które w końcu doprowadzi do raka jelita grubego.
 Zdjęcie:By Emőke Dénes - kindly granted by the author, CC BY-SA 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=56971014

sobota, 10 października 2020

Lekarka zmarła z powodu noszenia maseczki

 

.

Objawy Adeline były przeważnie silnie grypopodobne, które nasiliły się w ciągu tygodnia od pobytu w szpitalu. Spędziła tygodnie w szpitalu walcząc z COVID-19, otrzymała kilka różnych terapii oddechowych i przyjęła dziesiątki leków, z których żaden nie zareagował pozytywnie. Innymi słowy, Adeline przez miesiące niszczyła sobie płuca po przez noszenie maseczki, która jest siedliskiem bakterii, wirusów, pleśni.

Adeline padła ofiarą pandemicznej histerii powiązanej z bezsensownym i nieustannym noszeniem maseczki. Ta profilaktyka wykończyła jej układ oddechowy i w momencie infekcji organizm załamał się. To też już kilka miesięcy temu pisaliśmy o tym, wprost że na jesień czeka Polskę i Polaków fala zachorowań na zapalenie płuc, ponieważ Polakom wysiądą płuca i wszystko to będzie klasyfikowane jako COVID-19.

Podobnych przypadków, jak przypadek Adeline, jest znacznie więcej. Liczba osób, które zaczynają mieć poważne problemy ze zdrowiem, ze względu na noszenie maseczek, nieustannie wzrasta, jednak telewizje typu TVP Info całkowicie przemilczają tego typu sprawy, ponieważ nie są one zgodne z linią propagandową nakreśloną przez kierownictwo telewizji. Podtrzymywanie kłamstwa i fali lęku oraz psychozy propagowanego przez telewizję jest ważniejsze od ludzkiego życia.

Żródło: https://wolnemedia.net/lekarka-zmarla-z-powodu-noszenia-maseczki/





 Guardian donosi o śmierci 28-letniej A. Fagan. Przyczyną było wielomiesięczne noszenie maseczki, jej płuca tego nie wytrzymały.Młoda lekarka nosiła tę samą maseczkę od miesięcy. Zmarła z powodu koronawirusa. 28-letnia Adeline Fagan pracowała w szpitalu w Houston. W lipcu zauważyła u siebie pierwsze objawy COVID-19. Zmarła z powodu koronawirusa. Jej siostra na łamach „Guardiana” wyjawiła, że lekarka używała tej samej maseczki przez długi czas. A teraz niech każdy odpowie sobie sam w szczerości własnego sumienia, jak często zmienia maseczkę?


"Epidemia" - Dowody zamachu na ludzkość

 


Cyfrowy certyfikat zdrowia uprawniający do podróżowania przestaje być teorią spiskową

 


Dotychczas gdy ktoś podnosił kwestię planu wprowadzenia paszportó zdrowotnych w postaci cyfrowej, był on traktowany z przymrużeniem oka. Okazuje się jednak, że to wcale nie teoria spiskowa. Pierwsze testy cyfrowej karty zdrowia, która poświadcza, że ​​pasażerowie linii lotniczych są wolni od SARS-CoV-2, rozpoczną się już w tym tygodniu. Ma to być warunek konieczny ponownego pełnego otwarcia podróży międzynarodowych po prawie dziewięciu miesiącach zakłóceń.

Projekt wspierany zwany CommonPass jest gorliwie wspierany przez Światowe Forum Ekonomiczne. Jego celem jest stworzenie pierwszego uznanego na całym świecie dowodu na to, że pasażer uzyskał negatywny wynik testu na obecność wirusa przed lotem. Taki cyfrowy certyfikat będzie się pobierało na telefon komórkowy tak jak boarding pass. Narazie jeszcze nie ma mowy o chipach implantowanych w rękę i planuje się, że będzie to się odbywało w formie kodu QR, który ma stanowić uprawnienie do odbycia podróży.

CommonPass nie prowadzi testów. Zamiast tego ma na celu ustanowienie standardowych certyfikatów dla wyników testów Covid-19 jako ostatecznego dowodu, że pasażer został zaszczepiony przeciwko wirusowi lub posiada ważny wynik testu RT PCR (musi być wykonany 72 godziny przed odlotem) potwierdzającego brak zakażenia SARS-CoV-2.  Krótko mówiąc, CommonPass stanie się cyfrową przepustką zdrowotną uznawaną na całym świecie. CommonPass ma na celu ujednolicenie procedur i umieszczenie ich rezultatu w jednej, łatwej w użyciu aplikacji.
Każdy podróżny, który będzie chciał opuścić kraj, będzie musiał najpierw odwiedzić certyfikowaną placówkę badawczą Covid-19. Następnie ona prześle wyniki do aplikacji CommonPass za pośrednictwem smartfona, który następnie zostanie użyty do weryfikacji. Po uzyskaniu certyfikatu CommonPass utworzy kod QR, który może zostać zeskanowany przez personel linii lotniczej i funkcjonariuszy granicznych.


poniedziałek, 5 października 2020

Leczenie depresji? Najpierw usuńmy zło i toksycznych ludzi

 


Czym może być depresja? Dlaczego nie zawsze jest chorobą? Dlaczego głównym lekarstwem na nią powinno być eliminowanie zła na świecie, a dla konkretnej jednostki – złych ludzi w swoim otoczeniu? Dlaczego ludzie z depresją powinni zacząć żyć zgodnie ze swoimi, głębokimi wartościami, oraz przestać poniżać siebie, by doznać uwolnienia? Dlaczego to właśnie ludzi z depresją powinno słuchać się, ale i przepytywać ich, by dowiedzieć się jakich zmian potrzeba ludzkości, by wyeliminować problemy emocjonalne, które mogą prowadzić do chorób fizycznych, a nawet przemocy – wobec siebie, oraz innych? Jesteśmy na takim etapie rozwoju świadomości ludzi, ale też na etapie względnego bezpieczeństwa materialnego, że powinniśmy w końcu zająć się sprawami duchowymi i psychiką. Sferami, które jeszcze kilkadziesiąt lat temu były zaniedbywane, a przez które zło panoszyło się na świecie w silniejszy sposób. Nierzadko problemy emocjonalne były uznawane za fanaberie, wymysły, „słabość” (coś wręcz dla ludzi toksycznych obrzydliwego), czy lenistwo. A przyczyną ich był przecież inny, toksyczny człowiek (lub większa ilość ludzi), a nie „choroba”…

Czytelnik chciałby się podzielić z nami przemyśleniami na temat rozumienia depresji, na temat ludzi cierpiących, którzy tym właśnie cierpieniem dają znak w którą stronę świat powinien podążać, który problem, których ludzi i które ludzkie cechy eliminować, by tego cierpienia już nie było. Współpracując postanowiliśmy wspólnie napisać tekst właśnie o tym zagadnieniu, którego proszę nie traktować jako naukowego wywodu. Jest to forma apelu, czy próba odniesienia się do rozsądku, ale w szczególności do empatii, której brak powoduje pogłębianie krzywdzących postaw u ludzi. Oczywiście ludzie, którzy są już w jakimś stopniu źli wzruszą ramionami, sam tekst niczego w ich postawach nie zmieni, może się obrażą, bo ton apelu jest oskarżający i krytykujący, ale tekst jest wyznaczeniem kierunku dla tych, którzy jeszcze tego nie wiedzą, wahają się, czy jeszcze nie zdołali się zebrać, by złu się przeciwstawić.

Z depresją jest jak ze statystykami przemocy wobec mężczyzn. Mężczyźni nie zgłaszają przemocy, bo kulturowo nie mogą być ofiarami, nie mogą być słabi, czy czegoś nie umieć (w takim wypadku wybronić się). Dlatego wszelkie statystyki nie podają realnego obrazu doznawanych krzywd przez mężczyzn. Samobójstwa mężczyzn, które od wieków stoją na bardzo wysokim poziomie są nadal tematem zakopywanym pod ziemię. Z depresją jest identycznie. W większości to nie musi być żadna choroba, a wynik życia pośród toksycznych, krzywdzących, bezwartościowych ludzi, którzy mają daleko do człowieczeństwa. Ile statystycznie byłoby depresji gdyby nie źli ludzie? M.in. o takim zagadnieniu, trochę w zacięciu filozoficznym, będzie ten temat…

SŁUCHAJCIE LUDZI Z DEPRESJĄ. TO ONI MAJĄ RECEPTĘ NA DOBRO W ŚWIECIE, BO TO WRAŻLIWI LUDZCY, LUDZIE

Ludzi (najczęściej z długotrwałą,wieloletnią) z depresją trzeba słuchać, bo nierzadko mają bardzo wysoką świadomość społeczną, przenikliwość, są bardzo wrażliwi na bodźce, dzięki którym mogą widzieć, słyszeć i czuć więcej. To jest talent, zaleta, ale i wada, bo zauważanie więcej nie oznacza odporności na natłok tych wszystkich bodźców. Ci ludzie, którzy mają depresję od urodzenia widzą świat jakim jest, bo widzą świat w sposób wybitnie dojrzały nawet gdy byli dziećmi, dlatego poprzez baczną obserwację rozwinęli ponadprzeciętnie swoją sferę emocjonalną, wychodzenia poza obszar siebie, by zauważać mechanizmy rządzące światem, ale i go rujnujące. Niestety tacy ludzie są traktowani jako odmieńcy, chorzy, lub słabi, co miałoby być wadą przekreślającą ich ze społeczeństwa. Ich potencjał jest marnowany w świecie w którym najlepiej sobie radzą jednostki nierzadko toksyczne, zaburzone, pozbawione emocji, zimne, egoistyczne, które wspinają się na drabinie społecznej po trupach, czy po porażce drugiego człowieka.

Jeśli masz odruch negowania tego wszystkiego co zawarłem w tym wpisie możliwe, że sam spowodujesz u kogoś problemy emocjonalnie (może też u Twoich dzieci), bo ignorancja, bycie na „nie” w tym wypadku nie pokazuje, że masz szansę posiadać prawdziwie dobrą stronę. Ale czytaj dalej…

Zapytajcie ludzi z depresją. Zapytajcie jakie relacje panowały w ich domu, ile było szczerych rozmów, ile wspólnoty, a ile było negatywnych, przykrych doświadczeń, przemocy, czy odtrącenia. Spytajcie ich jak byli traktowani przez rówieśników. Spytajcie ile od nich wymagano, a ile ich nauczono, czy ten balans się tutaj nie załamał. Spytajcie co złego im się przytrafiło w życiu, raz, dwa, może więcej i jak ciężkie były to przeżycia. Dla ludzi toksycznych oraz pozbawionych empatii żadna krzywda nie pozwala na posiadanie depresji, każdą da się, lub dało pokonać (wyjdź pobiegać, rozchmurz się i nie narzekaj, wiadomo – albo „przestań być niemęskim!”), ale normalny, inteligentny człowiek tak nie zrobi. Zamiast wmawiać ludziom z depresją, że problem jest z nimi, że są słabi, zauważcie, że problem jest z tymi, innymi, złymi ludźmi, którzy spowodowali krzywdy. Tam leży przyczyna wszelkich problemów. I niestety przez cały okres życia osoby pokrzywdzonej zabrakło grupy, która napiętnowałaby tych, którzy krzywdzili, a nie zabrakło osób, które przyłączyły się do grupy krzywdzącej. Zło to łatwiejszy, ten wygodny wybór.

Niestety nadal stygmatyzuje się ludzi z problemami psychicznymi, czy też emocjonalnymi, takimi jak depresja zamiast wsłuchać się w to co wiedzą, widzą i czują. Bo oni są naznaczeni, bo oni najczęściej są dużo bardziej ludzcy, niż ci wszyscy eksperci od wszystkiego, ale nie od życia ludzkiego. Oni mogą sprzedać Ci (zazwyczaj) feler, mogą zbudować budynek, mogą zasiąść na szczycie władzy, ale nie troszczą się o ludzi, o to co najważniejsze w naszym wnętrzu duchowym. Niestety, ale coś powinno nas różnić od zwierząt oprócz mniemania, że jesteśmy gatunkiem wyższym.

A jednak tak się nie dzieje. Ludzie z depresją są zmuszani do udawania, ukrywania krzywd (mało kto ich wysłucha bez oceniania i wyśmiania, nawet jeśli byliby zgwałceni, a co dopiero w „lżejszych” problemach), do przybierania masek, do grania ludzi „atrakcyjnych” powierzchownie, pewnych siebie (a przecież najpewniejsi są najgłupsi), do porzucenia sentymentów, by tylko zostać zaakceptowanymi przez śmieciowych ludzi i śmieciowe, płytkie społeczeństwo. Czasem wrażliwcy próbują grać „tych złych”, by zbudować skorupę ochronną, tak potrzebną do przetrwania. Czas na odwrócenie ról, czas na dostosowanie się złych do dobrych, a nie na odwrót. Dobro i zło najłatwiej pokażą wam ludzie z depresją, najlepiej tą genetyczną, składową melancholicznej osobowości. Jeśli tylko im się na to pozwoli, jeśli tylko dobro dojdzie do głosu. Matrix jest prosty do rozgryzienia, ale potrzebuje uczuć i logiki, nigdy jednej z tych sfer, nigdy skrajności, nigdy przesady.

LEKI NA DEPRESJĘ? ANTYDEPRESANTY? PO PIERWSZE MNIEJ ZŁA NA ŚWIECIE! WPIERW ULECZCIE SPOŁECZEŃSTWO Z TOKSYCZNYCH POSTAW!

Jestem w szoku, gdy czytam, lub słucham nawoływania do leczenia depresji. Jakie k#$%a leczenie depresji, zwłaszcza farmakologiczne? Tym ludziom trzeba przywrócić godność, miłość, wsparcie, uczucia, które zabrało im chore społeczeństwo!

Nie leczcie ludzi z depresją, bo ludzi z depresją będzie co raz więcej! Wy macie zacząć słuchać ludzi z depresją. Oni są waszą mądrością, noszą w sobie przepis na to jak prawdziwie powinien zmieniać się świat. Może nie wynajdą wynalazków, nie dadzą przepisu na najsmaczniejsze danie, bo to nie jest ich działka (może być przy okazji). Ich działką jest zrozumienie relacji międzyludzkich, rozumienie dobra i przekazywanie gdzie go brakuje.

Ludzie z depresją wiedzą jak powinno zmieniać się rodzicielstwo, czym jest prawdziwa miłość, co jest dobre dla człowieka, a co jest złe. Ci ludzie mają w sobie te odpowiedzi, rozwiązania, ale społeczeństwo ich nie słucha, a często gnębi. Człowiek z depresją (tym bardziej długotrwałą), jak to niestety brzydko zostało nazwane, to zazwyczaj człowiek bardzo inteligentny i wrażliwy, który po prostu znalazł się w chorym, niedorozwiniętym, prymitywnym świecie. Kogo społeczeństwo chce leczyć? Komu każe płacić za terapie? To społeczeństwo powinno nagradzać tych ludzi za wiedzę i spostrzeżenia, zwykle bardzo głębokie i przemyślane na temat zastanego świata. O ich pustych związkach, wyścigu szczurów, chamstwie, przemocy, hipokryzji, obłudzie, kłamstwach, braku sumienia, nieumiejętności prawdziwego dialogu, ignorancji, małostkowości, wymieniać można dużo.

Ludzie z „depresją” widzą prawdę. Nie da się ich z tego wyleczyć, a co najwyżej stłumić. „Depresja” jest stanem o wzmożonej egzystencji, połączeniem ze wszystkim co żywe, a zwłaszcza z wewnętrznym człowieczeństwem, które nijak nie przystaje do tego co robią ludzie „normalni”, czyli zazwyczaj nieświadomi, płytcy, egoistyczni, niezdolni do uczuć wyższych. To takich ludzi należy leczyć, żeby nie stanowili zagrożenia dla jednostek wybitnie wartościowych i przydatnych w naszym społeczeństwie, które jednak są gnębione na każdym kroku zwłaszcza w Polsce, przy cichej akceptacji psychopatycznych, agresywnych mężczyzn, którzy kastrują się z dobrych emocji, mają obsesję na punkcie tego, czy są odpowiednio męscy, gnębią każdą oznakę „zniewieścienia”, czy kobiet, które dobierają mężczyzn pod względem korzyści, z wyrachowania, a nie z miłości. Problemem nadal jest system edukacji nieuczący niczego wartościowego, niedostosowany do indywidualnych talentów, ale i dysfunkcyjni rodzice, którzy uważają się za wzory do naśladowania, bo „dzieci i ryby głosu nie mają”.

Uleczcie nasze społeczeństwo, pokażcie że nie zdradzacie, że potraficie kochać, że jesteście godni zaufania, mądrzy, wartościowi, szlachetni, wierni, lojalni, że nie gonicie za kasą zaniedbując wszystko inne z samymi sobą włącznie, z waszymi relacjami, waszymi dziećmi. Zbudujcie świat w którym da się żyć, w którym mężczyzna i kobieta w równym stopniu zasługują na szczęśliwe życie, godne i pełne zrozumienia oraz miłości. Weźcie za to odpowiedzialność. Jeśli już zbudujecie taki świat, a mimo to będą osoby chore na depresję, wtedy możecie wysyłać je na leczenie.

To, że los sprawił, że niektórzy ludzie już od dzieciństwa narażeni byli na najgorsze możliwe rzeczy ze strony swoich rodziców, na wrogość, w efekcie tego na problemy z rówieśnikami (wyszydzającymi), wpadając potem w chory system edukacji (niedostosowany), pop?#%?!?one kobiety (odrzucające, pogardliwe i zdradzające), zj?$@nych kolegów i koleżanki (wyszydzających, poniżających, czy stosujących przemoc, głównie w grupie), zj?$@ny system pracy, wynagrodzeń, uznania itp… To wszystko nie daje wam prawa, żeby tych ludzi leczyć. To stawia przed wami obowiązek zaopiekowania się tymi ludźmi i kochania ich, bardziej niż jakichkolwiek innych.

Bo to nie oni zrobili wam krzywdę, tylko wy jako społeczeństwo im, od momentu ich urodzenia. To nawet nie jest pełna wina rodziców tych dzieci. Bo rodzice chłoną to, co widzą w społeczeństwie, gdy sami są jeszcze dziećmi itd, takie samo nakręcające się koło, któremu nikt nie powiedział STOP…

Jeśli społeczeństwo jest toksyczne, wtedy rodzice są toksyczni, a rodzice toksyczni wyprą się zawsze dziecka które sobie nie radzi, zgnoją je. Toksyczne społeczeństwo zrobi to samo i wyśle te osoby na leczenie, zamiast zastanowić się nad własną kondycją i własnymi czynami jakich się dopuszcza.

Czyny w ramach społeczeństw dokonują się poprzez stereotypy, krzywdzące oceny, powierzchowne podejście, uprzedzenia, poprzez bezrefleksyjne powielanie szkodliwych informacji, poprzez brak otwartości umysłu, poprzez nastawienie na atak przy każdej różnicy zdania czy charakteru, oraz wszelkie działania, które zabierają jednostce prawo do refleksji, poznawania siebie, wyrażania emocji, tym bardziej gdy jest to mężczyzna. Mężczyzna od wieków traci na własnej integralności. On nie może być prawdziwy, a musi służyć toksycznemu społeczeństwu, które jednocześnie zrzuca z siebie odpowiedzialność za stworzenie, nierzadko, potwora, robota bez uczuć, lub „przegrywa”. Społeczeństwo też motywuje kobiety, by kobietami już nie były, a imitowały właśnie tych najbardziej stereotypowych i pozbawionych człowieczeństwa mężczyzn.

Coś poszło nie tak.

TO TOKSYCZNE SPOŁECZEŃSTWO POWINNO SIĘ LECZYĆ, A NIE CI NIELICZNI LUDZIE Z DEPRESJĄ, SKRZYWDZENI PRZEZ TOKSYKÓW

Popatrzcie najpierw na toksycznych rodziców, jakich jest masa, a potem popatrzcie na społeczeństwo jako takiego toksycznego rodzica, który zamiast leczyć się samemu, wysyła swoje dziecko na leczenie mówiąc „to z tobą coś jest nie tak”. Dodatkowo dostępność opieki psychiatrycznej w Polsce i jakość jej usług jest TRAGICZNA.

Społeczeństwo leczy normalnych ludzi, których ewentualnie bolą krzywdy, przypinając im łatkę „depresyjnych”, czyli dla innych „chorych”,”wariatów”, czy „słabych”, a nad słabym (też głównie mężczyzną) nie warto się pochylić, bo jest śmieciem. Czyżby? A może śmieciami są osoby, które latami go niszczyły za przyzwoleniem innych? Bo może gdyby nie one, to on byłby silny, może dałby światu więcej i to rzeczy dużo bardziej wartościowe, niż gnębienie innych – fizyczne, czy psychiczne (tego drugiego nie widać, więc znowu, wolno)?

Wystarczy, że znajdzie się człowiek wyjątkowo wrażliwy i przenikliwy, zacznie rozumieć powierzchowne gry społeczeństwa i zabawy drugim człowiekiem, pozna na własnej skórze mechanizm zdrady, odrzucenia, czy oszustwa, czy to w przyjaźni, czy miłości. Przepraszam, pseudoprzyjaźni i pseudomiłości, bo tych jest więcej. Wystarczy, że osoba z tymi problemami, która na tę bliskość zasługiwała, może nawet prawdziwie pragnęła, została skrytykowana przez toksycznych rodziców czy nie mniej nieświadome swojej płytkości koleżanki, odrzuciła nie dlatego że nie kochała, ale dlatego, że wystraszyła się popapranych ludzi wokół siebie, ich czarnowidztwa, manipulacji i dlatego ich posłuchała.

To społeczeństwo niszczy miłość, bo nie pozwala rozwijać się temu co autentyczne.

Dwoje ludzi w „depresji”, może stworzyć autentyczny związek i tym samym zakończyć efektywnie tę rzekomą „depresję”. Wystarczy, że opowiedzą sobie szczerze o świecie który widzą i o emocjach jakie on w nich wywołuje. Wystarczy, że uwolnią się od oczekiwań toksycznego społeczeństwa, zobaczą, że to coś z innymi jest nie tak, a nie nimi. Zdejmą z siebie wstyd za słabość, którą spowodowali inni (co nie znaczy, że nie powinni wzrastać). Zdejmą poczucie winy, uleczą się miłością i każdym dobrym uczynkiem, który był tłumiony wcześniej jako oznaka bycia mięczakiem, ciepłym, grzecznym, a przecież to niedobre cechy w „dynamicznym”, ale psychopatycznym i narcystycznym świecie. To toksyczne społeczeństwo nie pozwoli się tym ludziom odnaleźć, stworzyć lepszy świat. Wy ich wyślecie na terapię, albo zmusicie ich, by patrzyli na siebie nawzajem jak na chorych i przez to się wyizolują! Nie, wy ich wyizolujecie. I to tylko dlatego, żeby nie wyszło czasem na jaw, że to wy jesteście toksyczni, źli, bezwartościowi, z celami, które są bardzo płytkie!

Większość ludzi tak bardzo boi się utracić tę iluzję potęgi, przystosowania do innych, siły! Jakbyście byli silni i przystosowani w jakikolwiek sposób, nie byłoby w śród was osób, które jasno wam mówią, opowiadają i pokazują, że nie jesteście!

Wy nie chcecie tego słuchać, tylko wysyłacie tych ludzi na leczenie…

SZTUCZNE ZWIĄZKI I PUSTE EMOCJONALNIE RELACJE

Efekt tego często jest taki, że facet idzie zapłacić kobiecie za seks, ale tak naprawdę okazuje się, że ma ochotę się wygadać, bo własnej żonie nie może powiedzieć o tym co czuje, czy wyrazić tego w pełni. Bo ona może od niego odejść, bo może uznać, że on nie jest mężczyzną (!), bo jeszcze pomyśli, że to nie pasuje do orientacji heteroseksualnego mężczyzny, gdy okaże emocje, gdy przestanie być wiecznie twardym i hardym. Świat gdzieś się pogubił, gdzie dobry ojciec, nastawiony na rodzinę, opiekujący się dziećmi stał się mięczakiem w złym słowa tego znaczeniu, bo jest nastawiony na relacje, na opiekę, czy na troskę, a nie na „zdobywanie”, walkę i rywalizację. To nic złego! A jednak.

Żona tak samo, nie będzie mogła być sobą, by czasem mąż uwikłany w stereotypach nie zostawił jej dla bardziej „kobiecej” co niektórzy w stereotypach uznają, że głupszej, czy bezrefleksyjnie podążającej za tym co powiedział, on, ważniak. Kobiety też spotykają się z takimi problemami, choć te wartościowe znikają pod naporem tych pustych…

Na randkach widać, że tona kobiet nie jest w ogóle zainteresowana jakimikolwiek głębszymi refleksjami mężczyzny, chcą jedynie jakichś szybko zmieniających się emocji, chwalenia się rzeczami materialnymi, słuchania plotek, jak jedna osoba poniża drugą. Ale podejrzewam że wiele kobiet z prawdziwą głębią (uznawaną za depresję, czy melancholię), również ma problem by znaleźć prawdziwego człowieka, wrażliwego mężczyznę, któremu większość przypisuje „depresję”, czy też „słabość”. Tą słabość, którą tak wiele osób się brzydzi. Być może jest wyśmiewanym i pogardzanym „romantykiem”, który jak się dowiadujemy od innych kobiet jest „głupkiem i słabeuszem uzależnionym od emocji”, a nie jak prawdziwa definicja wskazuje człowiekiem, który wyznaje silne wartości, uważa, że o każdą relację trzeba dbać (a najbardziej tą miłosną), uznaje, że trzeba być dobrym człowiekiem i dobrze czynić, czy uznawać, że seks z miłości jest piękniejszy, niż ten w którym ludzie „bawią się” hedonistycznie, czy używają drugiego człowieka jak przedmiotu do zaspokajania. I taka wrażliwa kobieta może też zacząć podążać za tym co twierdzą puste koleżanki, bo ich jest więcej, bo ją przytłoczą. Ona zacznie umawiać się z zupełnie innymi mężczyznami, niż tymi do których pasuje (czyli wrażliwymi) i też zacznie popadać w tarapaty. Zrozumienia wiele nie będzie w takiej relacji, a na końcu wyjdzie emocjonalnie zniszczona, być może jako samotna matka. Utraci wszelkie swoje dobre cechy i będzie musiała latami odkrywać je na nowo. I znowu będzie musiała zbierać siłę, którą jej zabrano.

Zrozumcie, że nie zawsze depresją jest chorobą człowieka, tylko chorobą świata otaczającego tego człowieka. Są ludzie którzy czują świat głębiej i prawdziwiej od większości ze społeczeństwa. To jest melancholia, to jest coś czego człowiek bez emocji nie potrafi zrozumieć. Depresji nigdy nie dostanie człowiek pozbawiony emocji, czyli integralności ludzkiej. Tylko ponieważ społeczeństwo nie widzi tego w samych sobie, nie chce tego widzieć, a oni cierpią. Cierpią jeszcze bardziej, nie tylko gdy są piętnowani, albo próbuje się ich „leczyć”. Z czego leczyć? Z faktu, że wielu z was to gnoje którym nie można ufać, łakome na kasę, materializm, płytki seks, powierzchowne rozmowy, epatowanie statusem, czy poniżanie fizyczne, lub słowne w grupie? Bo to „hehe” jest zabawne? Ale dla kogo? Dla jakich nizin społecznych bez głębszej wartości? Z czego się cieszycie? Z faktu, że nie potraficie tworzyć trwałych związków, kochać się prawdziwie, mówić, współczuć i słuchać?

Za każdym razem, gdy zobaczycie człowieka z „depresją”, zrozumcie jedynie, że jest to człowiek który widzi w całości waszą mroczną naturę, który cierpi gdy ją widzi. Któremu nie mieści się w głowie, jak to jest możliwe, że tak złe osoby, potrafią na dodatek projektować te własne zło na takiego człowieka. Czynić go „chorym”.

DOPROWADZICIE SPOŁECZEŃSTWO DO ZAGŁADY

Żeby nie było depresji trzeba uczyć, by nie tolerować toksycznych rodzin, gdzie jedno drugiego nienawidzi, nie rozumie, nie współczuje mu, nie toleruje i nie akceptuje go. Usuńcie rodziców wykorzystujących swoje dzieci w jakikolwiek sposób, tresujące, zamiast uczące i wychowujące. Zlikwidujcie fałszywych przyjaciół, co za plecami obgadują i fałszywe miłości budowane dla korzyści. Zlikwidujcie te nietrwałe związki, które nawet jeśli są trwałe to tylko z powodów dość małostkowych w stylu „bo nie chcę być sam/a”, „bo i tak nie będzie lepiej”, „bo on ma kasę”, „a jakoś się przyzwyczaję, nawet gdy jest przemoc”. Zlikwidujcie grzech przesadnego egoizmu, dbania o swoje samopoczucie na pierwszym miejscu bez uwagi na innych. Zlikwidujcie oszustwo, zdrady, znęcanie się, życzenie innym najgorszego, wyśmiewanie, wytykanie palcami, wypominanie, poniżanie, czy pazerność. Zlikwidujcie traktowanie pracownika jak woła roboczego, na którego można wylewać swoje frustracje, którego też się tresuje, zamiast traktować godnie. Bo on wnosi wartość i jeśli chcecie, by był wydajny, by chciał pracować, trzeba dać mu przyjazne środowisko. Przyjazne, a nie złe, wrogie i poniżające.

Stańcie na straży dobrych postaw i nie zniżajcie się do poziomu tych, których słusznie nienawidzicie, bo okazali się źli!

Zobaczycie, że depresji będzie mniej tam gdzie jest ciepło, gdzie jest miłość, gdzie człowiek może być sobą i jest traktowany dobrze, jak pełnoprawny człowiek, mężczyzna czy kobieta. Niezależnie od tego jak wygląda, tym bardziej w momencie gdy nie ma na to wpływu. Gdzie ktoś poda rękę, zamiast podkopać w słabości i niewiedzy. Gdzie nieważne są cechy ani męskie, ani żeńskie, a człowiecze, uniwersalne. Zobaczycie, że depresji będzie mniej tam gdzie jest bezpieczeństwo, a zagrożenia są redukowane do minimum, bo zło jest tępione przez większą, a nie mniejszą ilość ludzi. Gdzie jeden potrafi wstawić się za drugim. Zobaczycie, że w dobrym świecie kompleksy nie istnieją, bo nikt nie poniża drugiego człowieka. Można być świadomym swoich wad, ale nie być przytłoczonym wyuczoną przez toksyczne społeczeństwo bezradnością, przez co jeden z drugim będzie mógł te wady poprawiać bez wielkiego szwanku, bez oporów, bez strachu – tak, przed drugim człowiekiem, który też nie bierze się znikąd, a z gnojenia, perfidnego, bezpośredniego, lub złośliwego, ukrytego. I to nie strach powinien być wyśmiewany, a ci, którzy ten strach powodują, bo oni nie zasługują na życie, jeśli nie szanują go u innych, a zwalczają je. Depresja może być taką utratą życia, utratą siebie, pomimo ciągnięcia tego wózka dalej – do tego trzeba wiele więcej siły, niż posiada je człowiek bez depresji. Żyć z takim ciężarem, zawsze chodzącym za tobą w tle, przy każdej okazji nie jest wcale lekko. Nie jest lekko zakładać maski, by się nie przyznać i nie okazać emocji, tych prawdziwych. Nie jest lekko wypierać się siebie dla niepotrzebnego zadowolenia innych.

Wiele osób dziś mówi też w stylu „kiedyś nie było tylu problemów emocjonalnych”! Otóż nie, były, ale jedni je ukrywali, drudzy wyżywali się na innych za swoje frustracje, trzeci jak dziś zabijali się (i znowu, głównie mężczyźni którzy nikogo nie obchodzą, tym bardziej jak są „słabi”, czy „zniewieściali” – nie, żadne „wojsko” ich nie „uleczy”, a doprowadzi do ostateczności), a ostatni topili to w alkoholu czy innych używkach. Dziś ludzie przestają siebie obwiniać, zaczynają dostrzegać zło na zewnątrz. Zaczynają dostrzegać fasadę siły ludzi toksycznych która jest tylko złudzeniem, ich sposobem radzenia sobie ze swoją słabością, bezwartościowością i niższością. Tym, że nie mają żadnego celu w życiu, który byłby czynieniem dobra, czyli celem żadnym.

To inni ludzie powodują depresję, to inni ludzie powodują zło, ludzie z depresją są ich odbiciem, a więc drogą do prawdy, zrozumienia i dobra.

Gdy zaczniemy traktować wrażliwość jako zaletę, jako potencjalne dobre cechy do wykorzystania, a nie wadę i słabość do głosu dojdzie dobro, prawdziwy i jedyny słuszny kierunek budowania świata. Przestańmy też karcić uczuciowych mężczyzn, bo to oni wyznaczyć mogą najlepsze drogi życia, ale tłamszeni nie dadzą rady i nie będzie to ich wina, tylko tego społeczeństwa. To właśnie super ludzie, najbardziej ciepli i wartościowi są niszczeni, a zastępują ich ludzie, którzy prędzej czy później zawsze doprowadzają do zagłady świata. Czy poprzez wojny, chciwość, intrygi, kłamstwo, czy inne konflikty.

TO NIE LUDZIE Z DEPRESJĄ SĄ NIENORMALNI. TO NIENORMALNI KRZYWDZĄ LUDZI, KTÓRZY W EFEKCIE MAJĄ DEPRESJĘ

Dopóki nie zrozumiecie tego co napisałem wyżej, nigdy nie zmniejszycie przypadków depresji, będzie ich co raz więcej. A w wyniku „leczenia”, zwłaszcza farmakologicznego, dokonacie jedynie gwałtu na człowieczeństwie wyższym – mniej lub bardziej wyższej formie tego człowieczeństwa. Bo przecież „depresja” jak to nazywacie, a zatem naturalny stan normalnego człowieka który widzi absurd tego co robią „normalni” ludzie, to nie jest jakaś zero-jedynkowa cecha.

Jest to jednak stan wyższy, nie wywyższający w istocie, ale tak naprawdę upokarzający, odbierający mu godność. A wy odbieracie godność takiemu człowiekowi drugi raz, wysyłając go na leczenie, zamiast porozmawiać z nim i dowiedzieć się czegoś więcej o być może waszej nienormalności. Bo tylko od takich ludzi możecie się tego dowiedzieć.

Ludzi z „depresją”, po prostu całe społeczeństwo najpierw powinno przeprosić, następnie zaoferować przywracanie godności na najwyższym poziomie za darmo! Ponadto nie ma bardziej wartościowego partnera niż taki, który posiada te wyższe cechy, które wy pogardliwie nazywacie „depresją”,czy „melancholią” cały czas pognębiając, że to słabi ludzie – nie to co wy, którzy są tak słabi, że muszą innym pokazywać jak są przy nich malutcy. To ironia oczywiście.

Teraz pewnie nikt tego nie zrozumie, ale za 100-200-500 lat, jak już (może i wasze) dzieci masowo w wieku 12 lat będą wykazywać symptomy „depresji”, może nagle coś do większości społeczeństwa zacznie docierać. Bo społeczeństwo jakby szło w tym dobrym kierunku, coś tam zauważa, ale jeszcze nie wie gdzie. Nadal jednak żyje konfliktem. Czasem zło widzi w tym, że mężczyzna ubierze się w różowy kolor, a nie, że drugi go za to pobił, wyśmiał, czy wyzwał. Niektórzy widzą zło w tym, że kobieta zetnie włosy, niegdyś… że ubierze spodnie. Tak, wiele ludzi ma patologiczną definicję zła. Wszędzie widzą zło, najbardziej gdzie go wcale nie ma, ale nie w sobie, mimo, że to oni są jego zwieńczeniem.

Nie neguję tego, że istnieje depresja bezkontekstowa, ot tak, nagle po prostu coś nie funkcjonuje w organizmie, chemia w mózgu zostaje zaburzona – okej, fakt, nauka. Leczenie antydepresantami? Być może jako ostateczność, nie jest tak, że mówię im całkowite „nie”. Nie. Mówię, że są ostatecznością zaraz po tym jak wyeliminujemy zło, pogardę, agresję, wyśmiewanie z otoczenia. Większość depresji bierze się z ch@@$wego świata, jaki tworzą ludzie uważający się za „normalnych”, którzy nie potrafią dostrzegać swoich negatywnych wpływów na otoczenie, często też na siebie samych. Żyjący przez całe życie w stanie wyparcia i odizolowania od własnego ja. Ale są to ludzie wrodzy, w gruncie fałszywi, gdy próbują zakładać maskę tych dobrych.

Ludzie z „depresją” po prostu to widzą, ale nie mają jak wam tego powiedzieć, bo wy nie chcecie widzieć, ani słyszeć. Ciężko jest przykładać rękę do takiej cywilizacji jaką tworzycie, ciężko pragnąć tu przywołać, zaprosić nowe istnienia. Społeczeństwa się starzeją, dzieci się rodzi coraz mniej. Wiele osób uważa, że to przez brak pieniędzy. A może przez brak głębokich relacji międzyludzkich nastawionych na czynienie dobra, właśnie tak, w szlachetny, wartościowy i romantyczny sposób?

W dużej części tego świata nie ma miłości, wsparcia, szacunku dla ludzkiej inteligencji i wysokiej wrażliwości. Jest ostracyzm wobec tego co wzniosłe i autentyczne. Zaś na piedestał wynosi się klaunów, ludzi, którzy być może jakąś formą widzianej „siły” niszczą innych, ale, że robią to w zabawny dla innych sposób to jest to akceptowane.

Długo nam przyjdzie budować zdrowe społeczeństwo. Bardzo długo. A ludzie z „depresją”, jej natężeniem i częstością będą nam o tym przypominać tym mocniej im większymi skurwysynami społecznie będziemy. I nie będzie to zależeć od urody czy bogactwa, tylko od prawdziwości naszych serc. Im mniej prawdziwości, szczerości, szacunku, empatii, troski, wsparcia, miłości, tym więcej ludzi z „depresją”. To naprawdę bardzo prosta zależność. Pamiętajcie o tym.

Autorstwo: Swiadomosc-Zwiazkow.pl
Źródło: WolneMedia.net








sobota, 3 października 2020

Co tatuaże robią ze skórą?

 


Tatuaże na ciele prowadzą do naruszenia termoregulacji organizmu i negatywnie wpływają na zdrowie. Do takiego wniosku doszli amerykańscy naukowcy z Południowego Uniwersytetu Metodystów, których badanie opubikowano na łamach czasopisma Journal of Applied Physiology.

Specjaliści przeprowadzili eksperyment, w którym wzięli udział ludzie z tatuażami o dużych rozmiarach. Ochotników ubrano w specjalne kostiumy, stymulujące wydzielanie potu i obserwowali reakcję ich skóry na zmianę temperatury.

Okazało się, że niepokryte tatuażami fragmenty skóry reagowały na kostiumy termiczne całkiem zwyczajnie, podczas gdy skóra z tatuażami pociła się o wiele mniej. Oprócz tego pot w wytatuowanych miejscach na ciele był bardziej słony.

Jak podkreślili specjaliści, tatuaże naruszają mechanizmy sekrecji skóry, co można uważać za „potencjalny długofalowy i kliniczny skutek uboczny”.

Żródło: https://wolnemedia.net/co-tatuaze-robia-ze-skora/


czwartek, 1 października 2020

Fazy uzależnienia od alkoholu

 














Uzależnienie od alkoholu to poważny problem, który zauważony na wczesnym etapie może jednak być całkowicie wyleczalny. Alkoholizm można zwalczyć na każdym etapie tej choroby, jednak im dużej ignorujemy znaki ostrzegawcze, tym ciężej jest nam osiągnąć abstynencję. Dlatego warto wiedzieć, jakie symptomy towarzyszą poszczególnym fazom alkoholizmu, by w porę szukać pomocy.


FAZA PIERWSZA – PREALKOHOLOWA

To pierwsza faza, w której mówimy o potencjalnym alkoholiku. Taka osoba lubi pić alkohol i nie stroni od okazji, by to uczynić. Cechą charakterystyczną fazy prealkoholowej jest zauważenie przez potencjalnego chorego atrakcyjności spożywania alkoholu – tego, że pozwala on oderwać głowę od problemów, wyzbyć się zahamowań, dobrze spędzić czas. Osoba szuka okazji do spożywania alkoholu, często uczestniczy w imprezach i spotkaniach towarzyskich, sięga po trunki w momencie, gdy czuje się gorzej, wybierając alkohol na remedium w celu poprawy humoru.

FAZA DRUGA – OSTRZEGAWCZA

Jak sama nazwa wskazuje, ta faza zwiastuje nadejście większych problemów. Zaczynają pojawiać się znaki ostrzegawcze, takie jak luki w pamięci po wypiciu alkoholu. Osoba chora musi także zwiększać ilość wypijanych trunków, by osiągnąć efekt upojenia. Na tym etapie, chorzy zaczynają ukrywać swoje picie i pić w samotności, a także często inicjują okazje do picia, mają problemy z samokontrolą. Zaczynają pojawiać się wyrzuty sumienia i świadomość, że spożywają za dużo alkoholu.

FAZA TRZECIA – KRYTYCZNA

Faza ta charakteryzuje się popadaniem chorego w tak zwane ciągi alkoholowe, w których zaniedbuje on swoje obowiązki zawodowe oraz zobowiązania rodzinne na rzecz picia. Chory sięga po butelkę często, na chwilę mobilizując się do poprawy i abstynencji, by szybko stracić kontrolę i powrócić do picia. Alkoholik szuka usprawiedliwień dla swojego picia, przestaje również dbać o swój wygląd zewnętrzny i otoczenie.

FAZA CZWARTA – CHRONICZNA

To ostatnia faza choroby, w której alkoholik traci całkowitą kontrolę nad uzależnieniem. Pojawiają się symptomy zespołu abstynenckiego, czyli bóle głowy, nudności, drżenie rąk, zaburzenia snu, biegunki, nierówna praca serca i inne. Oprócz tego, występuje również szereg innych, poważnych zaburzeń psychicznych i fizycznych. Alkoholik pije ciągle, a już niewielka ilość trunku wystarczy, by doprowadził się do stanu upojenia alkoholowego. Chory zaczyna sięgać również po substancje, które nie są przeznaczone do spożywania (na przykład denaturat). Osoba uzależniona nie dba o to, gdzie pije i jak wygląda. Traci zupełną kontrolę nad swoim życiem.

Każdy uzależniony ma szansę na wyzdrowienie. Pomocy należy szukać w ośrodkach walki z uzależnieniami, a także przez internet – korzystając z aplikacji dla uzależnionych.  Żródło:https://wolnemedia.net/fazy-uzaleznienia-od-alkoholu/