Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

sobota, 27 sierpnia 2016

Agresywni gracze PS3



By The Ice Professor - Flickr, CC BY 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1263106

Fani gier komputerowych nie przepadają za psychologami zajmującymi się agresją. Pewnie dlatego, że najnowsza analiza 381 badań angażujących ponad 130 000 uczestników, jednoznacznie potwierdziła, że agresywne gry stymulują agresywne zachowania (Huesmann, 2010). W tym momencie podnosi się głos graczy, którzy słusznie pytają o to, jak długo trwa ten efekt. Odpowiedź jest prosta: nawet do 24 godzin.
Głównym ograniczeniem badań, mierzących wpływ agresywnych gier na agresywne zachowania jest fakt, że w każdym z nich pomiaru dokonywano zaraz po tym jak badanym pozwolono zasmakować wirtualnej przemocy. Kilka minut od wyłączenia gry, gracze są bardziej agresywni, jednak o tym co dzieje się z ich zachowaniem później, do tej pory nie mieliśmy żadnego pojęcia.
Brad Bushman oraz Bryan Gibson jako pierwsi pokazali, że agresywne gry prowadzą do zwiększonej agresji nawet po 24 godzinach od ostatniej rozgrywki. Odkryty efekt dotyczył wyłącznie mężczyzn, którzy myśleli o tym jakie wyniki osiągnęli w grze i jak mogliby je poprawić.
Psychologowie zaprosili do eksperymentu 57 studentek i 69 studentów, których posadzili przed 42 calowym telewizorem podłączonym do PlayStation3. Ochotnicy losowo grali przez 20 minut w jedną z trzech agresywnych gier: Mortal Kombat vs DC Universe, Resistance: Fall of Man, Resident Evil 5 lub nieagresywnych: Guitar Hero, Gran Turismo 5, Shaun White Snowboarding.

Gry komputerowe są dla ludzi ;-)
Po zakończeniu rozgrywki badani oceniali w jakim stopniu gry były agresywne, pełne akcji, pobudzające,
nudne, rozrywkowe, zabawne itp. Wszystkich uczestników poinformowano, że muszą wrócić następnego dnia do laboratorium aby zakończyć badanie. Połowę z nich poproszono o to, żeby zastanowili się jak wypadli w grze oraz jak mogliby poprawić swój wynik.
24 godziny później uczestnicy pojawili się w laboratorium i w pierwszej kolejności poproszono ich o spisanie myśli, które zaprzątały ich głowę przez ostatnią dobę. Następnie razem z podstawionym przez eksperymentatorów ochotnikiem wypełniali zadanie mierzące czas reakcji, w którym wygrany z pomocą słuchawek mógł zaaplikować przegranemu głośny i bolesny dźwięk.
Badany mógł wybierać spośród poziomów od 1 (6o decybeli) do 10 (105 decybeli) lub całkowicie zrezygnować z agresji wybierając poziom zero. Dodatkowo określał jak długo ma trwać konkretny dźwięk. Oczywiście, jak łatwo się domyślić, w rzeczywistości nikt nie cierpiał z powodu bolesnych dźwięków, jednak ochotnicy byli przekonani, że karzą przegranego.
Osoby, które poproszono o myślenie o grze, rzeczywiście rozmyślali o niej więcej, co ujawniła analiza treści spisanych przez uczestników na początku drugiego etapu badania. Wyniki średniego poziomu zadawanego dźwiękowo bólu oraz czasu jego trwania wykazały, że mężczyźni grający w agresywne gry, byli bardziej agresywni niż osoby z grupy gier nieagresywnych.
Mało tego wśród męskich graczy, którzy rozmyślali o agresywnej rozgrywce przez 24 godziny, poziom agresji był większy niż u tych, którzy nie zaprzątali sobie nią głowy. Oczywiście w przypadku gier nieagresywnych nie zaobserwowano takich efektów, podobnie jak u kobiet bez względu na to czy myślały czy nie myślały o agresywnej grze. Okazało się też, że zawartość gry (agresja vs jej brak) nie wpłynęła za poziom agresji kobiet.
Eksperyment Bushmana i Gibsona jest pierwszym dowodem na to, że skutki oddziaływania agresywnych gier, mogą trwać dłużej niż tylko kilka minut po ich wyłączeniu. Mężczyźni, którzy grali w grę pełną przemocy przez 20 minut i potem o niej myśleli, 24 godziny później byli bardziej agresywni. Rozmyślanie o grze rozumiane jest w kategoriach ruminacji, którą tłumaczy się jako przetrzymywanie agresywnych myśli, uczuć i wzorów zachowania w pamięci semantycznej przez dłuższy okres czasu (Berkowitz, 1990).
Rozsądnie jest zakładać, że wyniki z laboratorium można generalizować na „rzeczywisty świat” – tłumaczą psychologowie. I dodają, że gracze zazwyczaj grają dłużej niż 20 minut i prawdopodobnie ruminują na temat swojej gry w charakterystyczny sposób. Można więc powiedzieć, że gracze mają twardy orzech do zgryzienia, bo ciężko wyrzec się rozrywki, którą się po prostu lubi.

Nie ścigaj człowieka, który postanowił od Ciebie odejść... Nie proś, żeby został. Nie błagaj o litość. On pojawił się w Twoim życiu tylko po to, żeby obudzić w Tobie to, co było uśpione. Muzykę, z której nie zdawałeś sobie sprawy. Jego misja jest zakończona. Podziękuj mu i pozwól odejść. On miał tylko poruszyć strunę. Teraz Ty musisz nauczyć się na niej grać... Emotikon heart Maria Pawlikowska Jasnorzewska

Leczenie łuszczycy kosztuje nas miliardy


By User:The Wednesday Island (of the English Wikipedia) - http://en.wikipedia.org/wiki/Image:Psoriasis_on_back.jpg, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1084344

Łuszczyca jest przewlekłą chorobą układu odpornościowego, która powoduje budowanie się komórek na powierzchni skóry prowadzące do grubych, czerwonych łuszczących się łat, które są bardzo swędzące i niekiedy bolesne. Choroba ta dotyka do 7.5 mln Amerykanów, co ma także zaskakująco ważny wpływ ekonomiczny.

W nowym badaniu opublikowanym w JAMA Dermatology czytamy, że amerykańskie koszty opieki zdrowotnej odnoszące się do łuszczycy mogą wynosić do $63 mld rocznie. [1] Były także koszty pośrednie (takie jak utrata godzin pracy) do $35 mld i kolejne $35 mld w kosztach odnoszących się do pokrewnych problemów zdrowotnych takich jak choroby serca i depresja.
Badacze wykryli, że biorąc pod uwage to wszystko razem, roczny koszt łuszczycy w Ameryce wynosił około $112 mld w 2013.

Łuszczyca to więcej niż powierzchowna choroba skóry

Mimo że łuszczyca wydaje się być chorobą skóry, to faktycznie jest chorobą autoimmunologiczną. Część reakcji ma miejsce kiedy rodzaj białych komórek zwanych komórkami T pomyłkowo atakuje zdrowe komórki skóry.
Te nadaktywne komórki T wywołują wtedy inne reakcje immunologiczne, które razem przyspieszają cykl wzrostu komórek skóry, powodując ich przenoszenie się do najbardziej zewnętrznej warstwy skóry w ciągu kilku dni, a nie tygodni.
Ponieważ martwej skóry nie można usunąć dostatecznie szybko, to powstają grube łaty charakteryzujące łuszczycę. Dla około 60% osób z łuszczycą choroba poważnie wpływa na ich codzienne życie.
Skóra jest w takim stanie zapalnym, że pęka i krwawi. Do 30% osób z łuszczycą dotyka też łuszczycowe zapalenie stawów [artretyzm], które może wywoływać wyniszczające je uszkodzenie.
„Łuszczycowcy” mają także zwiększone ryzyko licznych innych chorób przwlekłych, w tym choroby oczu, cukrzycę typu 2, nadciśnienie i choroby serca. Są też skutki psychologiczne. [2]
Ci którzy nie znają łuszczycy mogą postrzegać ją jako wysypkę zakaźną, i w rezultacie łuszczycowcy mogą być odsuwani i wykluczani społecznie. Łuszczycowców często dotyka depresja, niska samoocena, izolacja społeczna i problemy w pracy, co może prowadzić do mniejszych zarobków. [3]

Wit. D jest kluczowa w chorobach autoimmunologicznych, łącznie z łuszczycą

Jeśli jesteś łuszczycowcem, musisz zbadać poziom wit. D we krwi i zachować go w przedziale terapeutycznym 50-70 ng / ml przez cały rok. Wit. D jest mocnym modulatorem odporności, co czyni ją bardzo ważną w profilaktyce chorób autoimmunologicznych.
Jedno badanie wykazało, że „wit. D może mieć ważne skutki immunomodulacyjne w łuszczycy”, ale niestety, 80% pacjentów w okresie zimy i 50% w okresie lata mieli niedobór wit. D. [4]
Uważa się, że wit. D wpływa na łuszczycę na wielu poziomach, w tym pomaga regulować wzrost i różnicowanie keratynocytów (komórek skóry), a także wpływa na funkcje immunologiczne limfocytów T i innych komórek. Wit. D hamuje również aktywność cytotoksycznych komórek T i komórek-naturalnych zabójców, potencjalnie pomagając w regulacji wzrostu komórek skóry. [5]
W istocie, nie tylko pochodne wit. D powszechnie stosuje się w miejscowym leczeniu łuszczycy, ale korzystnym typem leczenia jest również fototerapia.
Jest też co najmniej jeden opublikowany raport o określonym typie wywołanej lekami łuszczycy, po podaniu wysokich dawek wit. D3 w leczeniu niedoboru wit. D [6]
Istniejące terapie farmakologiczne łuszczycy są ryzykowne i kosztowne. NPR śledził jednego pacjenta z łuszczycą, który przyjmował wiele leków na receptę, w tym leków eksperymentalnych, i nadal cierpi.
Jeden z leków, Raptiva, wycofano z rynku za zwiększanie szansy śmiertelnych infekcji mózgu. Inny, Stelara, działał, ale tylko przez 5 lat, potem objawy wróciły. Tylko w tych 5 latach poinformował, że lek kosztował go $250.000. [7]
Jedną z najbardziej powszechnych metod leczenia łuszczycy jest lek Psoralen w połączeniu z ekspozycją na światło UV (znane jako PUVA). Psoralen sprawia, że skóra staje się bardziej wrażliwa na promieniowanie UV, ale jest często w połączeniu z ekspozycją na UVA. Promienie UVA są typem wiązanym z uszkodzeniem skóry, a światło UVB powoduje, że skóra produkuje wit. D.

Optymalizuj poziom wit. D jeśli masz łuszczycę

Zazwyczaj najlepszą metodą leczenia łuszczycy jest ekspozycja na światło słoneczne, by zoptymalizować poziom wit. D. Nie trzeba odwiedzać dermatologa, można to zrobić samemu.
Wypowiadanie się jako profesjonalista przeciwko temu pomysłowi może kosztować. W 2004 dr Michael Holick opublikował książkę Zaleta UV [The UV Advantage], w której zachęcał czytelników do rozsądnego korzystania ze słońca.
Wtedy był profesorem dermatologii, gdyż pracował nad aktywną wit. D w leczeniu łuszczycy. Otrzymał prestiżową nagrodę – American Skin Association’s Psoriasis Research Achievement Award.
W rezultacie byłem na wydziale dermatologii, kontynuowałem badania nad łuszczycą. Ale kiedy zacząłem zalecać rozsądne korzystanie ze słońca dla wit. D, co było przeciwne zaleceniom Amerykańskiej Akademii Dermatologii [AAD], w 2004 poproszono mnie o rezygnację z profesury dermatologii.
Jest to bardzo sprzeczne z intuicją, bo badania pokazują jak korzystna jest wit. D w walce z łuszczycą. Narażanie na na światło słoneczne po części działa, ponieważ promienie UV w świetle słonecznym i niektórych rodzajach światła sztucznego zabijają aktywowane limfocyty T w skórze.
To spowalnia odnowę komórek i redukuje łuszczenie się i zapalenie skóry.
Poprawne korzystanie ze światła słonecznego pomoże osiągnąć poziom wit. D w zakresie terapeutycznym, co ma również dodatkowe korzyści zdrowotne. To chyba nie przypadek, że osoby z łuszczycą, które często mają niedobór wit. D, mają zwiększone ryzyko chorób przewlekłych, takich jak choroby serca i zespół metaboliczny – które również wiążą się z niedoborem wit. D. [8]

Niedobór wit. D wiąże się z Parkinsonem i rakiem

Łuszczycowcy mają zwiększone ryzyko zachorowania na Parkinsona, i to także wiąże się z niedoborem wit. D. Jak wykazało jedno badanie [9]:
Poziomy wit. D w osoczu pochodzące zarówno z diety jak i światła słonecznego są odwrotnie skorelowane z ryzykiem choroby Parkinsona… Wyniki sugerują, że niskie jej poziomy w Parkinsonie nie są tylko wynikiem zmniejszonej mobilności.
Prezentacja badania na Sympozjum Nowotworów Przewodu Pokarmowego 2015 w San Francisco pokazała również, że wyższy poziom wit. D wiąże się ze znacznie lepszą przeżywalnością u osób z zaawansowanym rakiem jelita grubego. [10]
W tym badaniu, osoby z najwyższymi poziomami wit. D miały średnio 27,5 ng / ml, co jest nadal znacznie poniżej optymalnego zakresu 50-70 ng / ml. Teorie łączące niedobór wit. D z rakiem zostały przetestowane i potwierdzone w ponad 200 badaniach epidemiologicznych, a zrozumienie jej fizjologicznej podstawy wywodzi się z ponad 2.500 badań laboratoryjnych.
Szczególnie godne uwagi badanie przeprowadzili Joan Lappe i Robert Heaney w 2007. Grupie menopauzalnych kobiet podawano wystarczająco dużo wit. D, w celu podniesienia ich poziomu w surowicy do 40 ng / ml. Te kobiety doświadczyły 77% redukcji w częstości występowania wszystkich nowotworów, w całej rozciągłości, po zaledwie 4 latach [11] (i znowu, 40 ng / ml to stosunkowo niewysoki poziom).
Do tej pory naukowcy zidentyfikowali prawie 3.000 genów, na które wpływa wit. D, a także coraz więcej badań pokazuje wyraźnie, że wit. D ma kluczowe znaczenie dla optymalnego zdrowia i zapobiegania chorobom.

Czy sprawdziłeś ostatnio poziom wit. D we krwi?

Podczas gdy optymalny poziom dla ogólnego stanu zdrowia wynosi między 50-70 ng / ml, w przypadku leczenia chorób przewlekłych takich jak rak, choroby serca i choroby autoimmunologiczne (np. łuszczyca) i / lub choroby neurologiczne, poziom najlepiej powinien być w przedziale pomiędzy 70-100 ng / ml, co jest około 2 x więcej od tego co zwykle uważa się za „normalne”.
a
POZIOMY WIT. D
            Niedobór       Optymalny                 Leczenie raka                       Nadmiar
                                         i choroby serca
            < 50 ng/ml      50 – 70 ng/ml              70 – 100 ng/ml                       >100 ng/ml
Pomnóż ng / ml przez 2.5 by otrzymać nmol / litr
Ważne jest by zdawać sobie sprawę z tego, że niedobór wit. D jest powszechny na całym świecie, nawet na terenach gdzie można by podejrzewać, że ich mieszkańcy mają mnóstwo słońca. Jedno niedawne badanie przeprowadzone w Indiach wykazało, że 69% z 37.000 ludzi sprawdzonych w całym kraju mieli niedobór wit. D (na poziomie lub poniżej 20 ng / ml), i 15% miało poziomy niewystarczające (20-30 ng / ml). [12] Mężczyźni w wieku 31-60 i kobiety w wieku 16-30 mieli największe ryzyko niedoboru wit. D, choć w Ameryce wśród starszych osób to ryzyko jest również poważne.
Idealnym sposobem optymalizacji wit. D jest rozsądne korzystanie ze słońca. Można także przyjmować suplement wit. D3. Wielu ekspertów uważa, że 35 iu wit D na funt wagi [0.45 kg] można wykorzystać jako szacunek dla idealnej dawki, ale trzeba sprawdzić i monitorować poziom wit. D.

Bierzesz suplement wit. D – pamiętaj też o K2 i magnezie

Jeśli zdecydujesz się na suplement, bierz wit. D3 – nie syntetyczną D2 – i bierz wit. K2 i magnez w połączeniu z nim. Wit. D jest rozpuszczalna w tłuszczach, więc biorąc jakąś formę zdrowego tłuszczu razem również pomoże zoptymalizować jej wchłanianie. Biologiczną rolą wit. K2 jest pomoc w przenoszeniu wapnia do odpowiednich obszarów w organizmie, i bez wystarczającej jej ilości, wapń może gromadzić się w takich miejscach jak tętnice i tkanki miękkie. To może powodować zwapnienie, które może doprowadzić do stwardnienia tętnic – efekt uboczny, który, jak sądzono, był spowodowany zatruciem wit. D. Teraz wiemy, że niewłaściwe zwapnienie jest rzeczywiście bardziej z powodu braku K2, niż tylko nadmiaru wit. D.
Magnez jest również ważny zarówno dla prawidłowego działania wapnia jak i wit. D, bo przekształca wit. D w jej aktywną postać. Magnez aktywuje także działanie enzymu, który ułatwia organizmowi wykorzystywać wit. D. W rzeczywistości, wszystkie enzymy metabolizujące wit. D wymagają działania magnezu. Jak z witaminą D i K2, niedobór magnezu jest również powszechny, a jeśli brakuje magnezu i przyjmuje się suplement wapnia, to może zaostrzyć sytuację.
Wit. A, cynk i bor są kolejnymi ważnymi elementami, które współpracują z wit. D. Kiedy przyjmuje się suplementy, można łatwo stworzyć koślawe wskaźniki, więc dostawa tych składników odżywczych z produktów organicznych i rozsądna ekspozycja na słońce to zazwyczaj najlepszy sposób. Spożywcze źródła magnezu to wodorosty morskie takie jak kelp, dulse i nori. Warzywa mogą być również dobrym źródłem. Jeśli chodzi o suplementy, cytrynian i threonat magnezu są jednymi z najlepszych.
Dr Mercola
Źródło: http://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2015/01/26/psoriasis-costs-billions.aspx?i_cid=psoriasis-treatment-rb-articles-2
Tłum. Ola Gordon.
Tags : 

Wycofany pestycyd może się wiązać z parkinsonem.

 żródło:Wikipedia
Środek owadobójczy stosowany do początku lat 1980. do tępienia termitów przez iniekcje do gruntu i występujący w owych czasach w mleku może się wiązać z objawami choroby Parkinsona.
„Korelację między nabiałem a chorobą Parkinsona odkryto w czasie innych badań. W ramach naszego studium skupiliśmy się na mleku i symptomach parkinsona w mózgu” – podkreśla dr R.D. Abbott z Shiga University of Medical Science.
Naukowcy przez ponad 30 lat (do śmierci) śledzili losy 449 Amerykanów o japońskich korzeniach. Wszyscy byli uczestnikami Honolulu-Asia Aging Study i w momencie rozpoczęcia studium mieli średnio 54 lata. Po zgonie wykonywano autopsję ich mózgów, by ustalić, czy doszło do zmian zwyrodnieniowych neuronów istoty czarnej (sekcje prowadzono w latach 1992-2004; gęstość neuronów – ich liczbę na mm2 – określano w kwadrantach z przekroju poprzecznego istoty czarnej). W mózgach 116 osób badano też zawartość epoksydu heptachloru, metabolitu heptachloru.
Na Hawajach duże ilości pestycydu występowały na początku lat 1980. w mleku (środek ten był wykorzystywany przez przemysł ananasowy). Mniej więcej w tym samym czasie został on wycofany z użytku.
Autorzy publikacji z pisma Neurology odkryli, że niepalące osoby, które wypijały ponad 2 kubki mleka dziennie, miały o 40% mniej neuronów w istocie czarnej niż ludzie wypijający mniej niż 2 kubki mleka na dobę. W przypadku badanych, którzy palili w jakimkolwiek okresie życia, nie obserwowano związku między spożyciem mleka a utratą komórek nerwowych (wcześniejsze badania wykazały, że u palaczy ryzyko wystąpienia parkinsona jest niższe).
Resztki epoksydu heptachloru wykryto u 90% osób, które piły mleko, w porównaniu do 63% osób, które go nie piły. Abbott zaznacza, że jego zespół nie ma dowodów, że w mleku pitym przez badanych znajdował się epoksyd ani że mamy do czynienia ze związkiem przyczynowo-skutkowym. Na razie można więc mówić wyłącznie o korelacji.
„Istnieje kilka wyjaśnień tej korelacji, z przypadkiem włącznie. Poza tym spożycie mleka określano tylko raz, na początku badania, i musimy zakładać, że ten pomiar odzwierciedla nawyki żywieniowe […]” – podsumowuje autor artykułu wstępnego dr Honglei Chen z Narodowego Instytutu Środowiskowych Nauk o Zdrowiu.

piątek, 26 sierpnia 2016

Uzależnienie od gier komputerowych

By Microsoft Games Global Marketing employees, from gamerscoreblog.com - http://www.flickr.com/photos/gamerscore/250138876/in/set-72157594291965237/, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=9812872



Żyjemy w czasach niezwykłych, w czasach wielkich odkryć naukowych, wielkiego postępu technicznego. Młode pokolenie nie pamięta jak jeszcze nie tak dawno na  zwykły telefon, a właściwie na podłączenie do sieci telefonicznej, czekało się latami. Wynalezienie telefonii bezprzewodowej i Internetu  zmieniło  świat,   spowodowało, że do lamusa poszły teleksy, faksy, a w dużej mierze i telefony stacjonarne.  Zapomnieliśmy już jak najważniejsze wiadomości przekazywaliśmy za pomocą telegramów. Dziś komunikujemy się ze sobą z każdego miejsca na ziemi.  Za pomocą Skypa mamy łączność wizualną. Nie do uwierzenia jest np. fakt, że gdy otwieram  komputer  pojawia się informacja, że  mój  znajomy w dalekiej Australii ma włączony Skype!

Nie ulega wątpliwości, że wielki postęp techniczny w zakresie telefonii i Internetu zdecydowanie ułatwił życie. Telefony komórkowe posiada już większość społeczeństwa. Na przestrzeni kilku lat znalazł on zastosowanie na całym świecie.   I co ważne, przestał   być wyłącznie telefonem dla kontaktów między ludźmi, ale i pomocą naukową, a także  zabawką.  Niemal wszystkie telefony posiadają  dostęp do Internetu,  a wiadomo jak wielki zakres zarówno wiadomości,  gier a  także wszelakiego brudu, mieści się w Internecie.  Począwszy od dzieci, a skończywszy na  seniorach, wszyscy dziś korzystają ze zdobyczy tej techniki.  Wystarczy wejść do autobusu  czy  tramwaju  aby przekonać się, że większość pasażerów nie rozstaje się z telefonem. Młodzież dodatkowo jest okablowana by słuchać muzyki tworzonej przez maszyny.
Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie fakt naszego uzależnienia od tych zdobyczy cywilizacji. Nie raz obserwowaliśmy jak spędzają wolny czas np. na wczasach   turyści z  innych krajów. Owszem spotykają się jak niegdyś,  ale nie dla rozmów i dyskusji,  lecz  kontynuowania gry na swoich smartfonach.  Analogicznie zachowuje się ich młodsze pokolenie. Wygląda to niemal jak plaga. Zanika życie towarzyskie,     a nawet zostają zachwiane relacje rodzinne.
Przeraża to starsze osoby gdy dziecko, które z rzadka  ich odwiedza,  natychmiast pędzi do komputera by znaleźć się jak najszybciej w wirtualnym świecie.  Świat realistyczny go nie interesuje.  Analogicznie zachowują się dzieci po powrocie ze szkoły. Oprócz zaniku życia rodzinnego, rozmów z rodzicami i rodzeństwem dochodzi jeszcze zmęczenie,  wynikające z przebywania w bezruchu nieraz przez wiele godzin dziennie. Świecący ekran również negatywnie wpływa   na wzrok.
Najgroźniejsze w tym wszystkim jest jednak uzależnienie  od Internetu i ogromu serwowanych w nim przeróżnych gier.  Dotyka ono zarówno naszych dzieci jak i osoby starsze. Jednakże ludzie czynni zawodowo, korzystające z komputerów w pracy,  rzadko  sięgają po nie  w domu.  Plaga uzależnień dotyka głownie osoby nie korzystające z komputerów  zawodowo. Wirtualny świat, w którym wszystko jest możliwe, wojny gwiezdne i naziemne, przeróżne  czary i widowiska, przeraźliwe  monstra. Wszystko to jest tworem nieraz chorej ludzkiej wyobraźni i  jak ktoś powiedział  „rodem z piekła”.  Być może do tego nas przygotowują twórcy tych „arcydzieł”. Napisane bowiem  jest, że  z kim i z czym  przystajesz  za życia z tym będziesz i po śmierci. Większość z nas tego sobie nie uświadamia.
Warto wiedzieć, że zależność od gier komputerowych stanowi jedno z najgroźniejszych zjawisk współczesnego świata.  Wydaje się, że człowiek niczego złego nie czyni, nie upija się, nie zażywa narkotyków, jedynie spędza czas przed ekranem.  Jednakże z jego duszą dzieje się coś  niedobrego – następują ogromne zmiany. Właściwie zależność internetowa jest i pijaństwem i narkotykiem.  Dzieje się tak bowiem dusza ludzka   traci związek z bliskimi ludźmi, zamieniając te  relacje  na wirtualne ogłupienie. Uzależniony człowiek nie może istnieć bez tych gier  jak narkoman bez narkotyków, czy alkoholik bez wódki.  Świadomość takiej osoby koncentruje się wokół świata wirtualnego  w większym stopniu niż życie realne,    które wydaje mu się szare i nudne.   Wirtualny świat  pojmuje  jako życie prawdziwe. Aby przebywać w tym świecie  poświęca  swój wolny czas, swoje zdrowie, zaniedbuje rodzinę i rezygnuje z elementarnej troski o samego siebie.  Jest to już choroba duszy, rozdwojenie jaźni,  pogrążenie w pseudo realność. Gry komputerowe to nic innego jak bezduszne idole,  przez które oddziałują na nas  demony.  Co więc począć ?
Nie łudźmy się, pozbycie się nałogu gier komputerowych nie jest  ani proste, ani łatwe. Okazuje się, że zależność od tych gier jest o wiele silniejsza niż od samego Internetu. Trudności polegają na tym, że zależność ta deformuje naszą osobowość, dla niej życiem stał się świat wirtualny. Człowiek przestaje być panem swojej woli, popada w zniewolenie.   Jeżeli człowiek uświadamia sobie swoje uzależnienie i jest gotów z tym walczyć, sprawa jest do wygrania.  Jednakże gdy uzależnienie  na tyle jest silne, że człowiek    czuje się szczęśliwym przy pokonywaniu kolejnych etapów  doskonalenia  się w tych wirtualnych zajęciach,  sprawa poważna.   Jednym  z wyjść z tej patowej sytuacji jest znalezienie czegoś nowego, silniejszego przeżycia, np. turystyka, poznanie ciekawych ludzi,  praca w organizacjach charytatywnych. Wtedy  wirtualny świat zostaje zastąpiony czymś wyższym, doskonalszym, dającym radość i szczęście.
Walka z uzależnieniem od gier komputerowych jest niemal identyczna jak walka z każdą naszą grzeszną rządzą. Wewnątrz człowiek odczuwa niepokój, rządza wymaga zaspokojenia, dusza niemal pęka, traci swoją aktywność. Rządza podpowiada  spróbuj choć ten jeden raz, nic przecież strasznego. Weź narkotyk, wypij kieliszek wódki. I nałóg wraca ze wzmożoną siłą. Aby temu zapobiec konieczna jest determinacja i siła woli.  Czasami konieczne jest pozbycie się komputera, zajęcie się czymś innym, jakąś pożyteczną sprawą, najlepiej ciężką pracą, po której zmęczeni przestaniemy myśleć o komputerze.
Należy unikać sytuacji, kiedy komputer pozostaje włączony przez cały czas.  Staje się to wielką pokusą, podobnie jak z bufetem, czy lodówką  pełnych alkoholi.  Głównym czynnikiem uzależnień w obu przypadkach jest łatwa dostępność tych rzeczy.   Rady i perswazje innych osób z reguły są mało skuteczne.  Ich pomoc to wyłącznie modlitwa. Jeśli osoba uzależniona była wierząca – konieczna jest,  zarówno jego jak i osób mu bliskich, gorąca modlitwa i post. Kontakt z Bogiem,   z kościołem.  Jest  to fakt ogólnie znany, że ludzie  radykalnie  zmieniają swoje życie po przez zwrócenie się do Boga. Eliminuje się przez to  grzeszne nawyki i przyzwyczajenia i uzyskuje się zupełnie nowe  doświadczenie – doświadczenie odrzucenia grzechu. Wiadomo, zwrócenie się do Boga jest   sprawą osobistą, nie  można nikogo do tego zmusić. Możemy tylko wesprzeć taką osobę  swoją modlitwą.
W ostatnim czasie na  Zachodzie pojawiła się kolejna gra   tzw. pokemony. Jest to wynalazek pochodzenia amerykańskiego. Do gry wykorzystuje się telefony komórkowe.  Media podają, że „pokemony opanowały świat”, lub „pokemon to kieszonkowy potwór”,  lub „świat zwariował na punkcie pokemonów”. Gra tak zniewala,  że grający tracą orientację gdzie są, co z nimi się dzieje.  A zatem następuje kolejna, jeszcze silniejsza faza uzależnienia od gier.
______________________
Oprac. na podst. Prawoslawie.ru
http://janpielgrzym.ucoz.com/publ/inne/uzaleznienie_od_gier_komputerowych/8-1-0-224
Za: https://bractvospasa.wordpress.com/2016/08/19/uzaleznienie-od-gier-komputerowych/

ONZ przyznaje, że siły pokojowe mogły doprowadzić do wybuchu epidemii cholery na Haiti

Vibrio choleraeCopyrighted free use, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=197609
Po raz pierwszy od pięciu lat, Organizacja Narodów Zjednoczonych przyznała się do czegoś, co zostało już wcześniej ustalone przez epidemiologów, pracowników zajmujących się prawami człowieka a nawet przez ekspertów, wyznaczonych przez samą ONZ. Organizacja ta przyznała, że jej "błękitne hełmy", które brały udział w misji na Haiti w 2010 roku, odpowiedzialne są za epidemię cholery.
Choroba ta pojawiła się na tym wyspiarskim państwie w sierpniu 2010 roku. Prawie miesiąc wcześniej, ONZ wysłała tam swoich żołnierzy, którzy stacjonowali w pobliżu miasta Méyè, około 40 kilometrów od Port-au-Prince - stolicy i najważniejszego portu w Haiti. "Błękitne hełmy" znajdowały się w bazie, położonej kilka metrów od rzeki Artibonite, która jest głównym źródłem wody pitnej dla mieszkańców.

Jak ustalili eksperci, obiekty sanitarne były źle wykonane, przez co ludzkie odchody przedostawały się prosto do rzeki. Już po kilku dniach od przybycia wojsk ONZ, haitańscy lekarze potwierdzili wiele przypadków zachorowań na cholerę. Wkrótce potem, na terytorium całego kraju wybuchła epidemia, która spowodowała śmierć ponad 10 tysięcy osób, zarażając kilkaset tysięcy kolejnych.

Epidemiolodzy potwierdzili, że źródłem zakaźnym był szczep bakterii, pochodzący z Południowej Azji. Organizacja Narodów Zjednoczonych od samego początku odrzucała wszelkie oskarżenia i zasłaniała się immunitetem, a nawet stwierdziła, że wybuch epidemii mógł rzekomo zostać spowodowany kiepską infrastrukturą sanitarną na Haiti. Zasugerowano, że mieszkańcy sami są odpowiedzialni za pandemię cholery.
Haitańczycy i ich adwokaci domagają się wysokiej rekompensaty. Od lat próbuje się zaskarżyć ONZ, lecz za każdym razem bezskutecznie. Nawet w zeszłym tygodniu, federalny sąd apelacyjny w USA podtrzymał oddalenie powództwa. Tymczasem krytyka wylewała się ze wszystkich stron. Działania organizacji zostały potępione nawet przez Philipa Alstona, specjalnego sprawozdawcy ONZ ds. ekstremalnego ubóstwa i praw człowieka.

Sekretarz Generalny Ban Ki-moon, zupełnie niespodziewanie oświadczył, że ONZ rzeczywiście mogła doprowadzić do epidemii cholery, tym samym przyznając się przynajmniej do części zarzutów. Organizacja będzie musiała zająć się dokonaniem zadośćuczynienia nie tylko za spowodowaną katastrofę epidemiologiczną, ale również za lata kłamstw i ignorowania żądań haitańskiego społeczeństwa.

Niestety trudno powiedzieć kiedy ONZ odpowie za szkody wyrządone na Haiti. Należy pamiętać, że Ban Ki-moon wkrótce przestanie być Sekretarzem Generalnym ONZ i prawdopodobnie będzie startował w nadchodzących wyborach prezydenckich w Korei Południowej. W przyszłym roku wybrany zostanie nowy przewodniczący tej organizacji i to prawdopodobnie on zadecyduje, czy mieszkańcy Haiti otrzymają jakąkolwiek rekompensatę.

Zbadano kukurydzę GMO firmy Monsanto

Kukurydza: zdjęcieBy burgkirsch, CC BY-SA 2.5, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1078541

Jedzenie genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy i spożywanie śladowych ilości Roundup – nawozu chemicznego firmy Monsanto, spowodowało powstanie przerażających nowotworów, rozległych uszkodzeń narządów i przedwczesną śmierć szczurów.
To konkluzje z szokującego, nowego badania, które analizowało długoterminowe skutki spożywania genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy – Monsanto. Wszyscy byli w szoku po zobaczeniu zdjęć szczurów z wieloma nowotworami. Guzy były tak duże, że szczury miały trudności z oddychaniem.
Badanie prowadzone przez Gilles – Eric Seralini z Uniwersytetu w Caen, było pierwszą długoterminową analizą efektów jedzenia GMO. Jest to absolutnie zadziwiające, że takie badania nie zostały przeprowadzone, zanim kukurydza GMO została dopuszczona do powszechnego stosowania przez USDA i FDA. Oto jak wygląda siła i chciwość lobbingu korporacyjnego.
Badanie zostało opublikowane w „The Food & Chemical Toxicology Journal” i zostało przedstawione na konferencji prasowej w Londynie. Jest to pierwsze spojrzenie na wpływ spożywania produktów GMO przez całe życie szczurów, czyli około dwóch lat. Do tej pory, oceny bezpieczeństwa pokarmów GMO zostały oparte na badaniach szczurów, trwających 90 dni.
Kukurydzę zmodyfikowano genetycznie, aby była odporna na opryski glifosatu, głównej substancji chemicznej w herbicydzie Roundup opracowanej przez firmę Monsanto. Chodzi o to, aby kukurydza mogła być opryskiwana tym pestycydem bez jej uszkodzenia, w czasie gdy inne chwasty są niszczone.
Szczury karmione były NK603, odmianą kukurydzy GM Monsanto, która jest uprawiana w Ameryce Północnej i stosowana jako pokarm dla zwierząt i ludzi. Jest to ta sama kukurydza, która znajduje się w twoich płatkach śniadaniowych na bazie kukurydzy, w kukurydzianych plackach, w kukurydzianych chipsach i w przekąskach.
Badania sprawdzały wpływ kilku scenariuszy na zdrowie szczurów:
– karmienie szczurów kukurydzą GMO (NK603),
– jedzenie kukurydzy GMO spryskanej pestycydem Roundup,
– spożywanie Roundup w niskich dawkach w wodzie.
Wyniki zostały porównane z tymi z grupy kontrolnej, w której znajdowały się szczury karmione „czystą” dietą bez GMO i bez Roundup.
Naukowcy odkryli że:
– od 50 do 80 procent samic szczurów rozwinęło duże guzy nowotworowe. Po około 24 miesiącach – do trzech nowotworów każda. Tylko u 30 procent szczurów (płeć męska) w grupie kontrolnej, rozwinęły się guzy nowotworowe.
– Do 70 procent samic zmarło przedwcześnie.
– Nowotwory u szczurów obu płci, karmionych kukurydzą GMO są od dwóch do trzech razy większe, niż w grupie kontrolnej.
– Duże guzy pojawiły się u samic po siedmiu miesiącach, w porównaniu do 14 miesięcy w grupie kontrolnej. Zespół stwierdził, że guzy były „szkodliwe dla zdrowia ze względu na bardzo duże rozmiary”, utrudniając szczurom oddychanie i powodując problemy trawienne.
– Szczury, które piły wodę z Roundup (na poziomach prawnie dozwolonych w sieci wodociągowej) miały 200% do 300% wzrostu dużych guzów.
– Szczury karmione kukurydzą GMO oraz Roundup, doznały poważnego uszkodzenia narządów, w tym uszkodzenia wątroby i uszkodzenia nerek.
Co ciekawe, większość guzów było wykrywalnych dopiero po 18 miesiącach – co oznacza, że mogą być wykryte tylko w badaniach długotrwałych. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet w Caen we Francji, zostały poddane przeglądowi przez niezależnych naukowców, aby zagwarantować, że eksperyment został przeprowadzony prawidłowo, a dane niesfałszowane.
Co mówią naukowcy o kukurydzy GMO?
Naukowcy we wstępie do swojego badania napisali:
„Nasze analizy wyraźnie wskazują, że we wszystkich trzech scenariuszach, efekty uboczne spowodowane spożywaniem kukurydzy GMO, były zależne od płci i dawki pokarmu. Skutki były w większości związane z nerkami, wątrobą, i narządami odtruwającymi, chociaż intensywność szkód różniła się pomiędzy trzema scenariuszami.
Inne efekty uboczne wystąpiły także w sercu, nadnerczu, śledzionie i układzie krwiotwórczym. Możemy stwierdzić, że dane te podkreślają oznaki toksyczności wątrobowej, prawdopodobnie z powodu nowych pestycydów, specyficznych dla każdej kukurydzy GMO. Ponadto, niezamierzone bezpośrednie lub pośrednie konsekwencje metaboliczne spożywania GMO nie mogą być wykluczone”.
Dr Michael Antoniou, biolog molekularny z Kings College w Londynie, ekspert w dziedzinie żywności GMO, powiedział: „To odkrycie pokazuje niezwykłą liczbę guzów rozwijających się szybko i bardziej agresywnie – szczególnie u samic. Jestem zszokowany negatywnymi skutkami GMO na zdrowie”.
Chociaż kukurydza GMO nie jest dostępna w brytyjskich supermarketach, to jest podawana zwierzętom gospodarskim takim jak: kurczęta, świnie i krowy. Mustafa Djamgoz, profesor Biologii Nowotworów w Imperial College w Londynie, powiedział, że ustalenia dotyczące jedzenia kukurydzy GMO były zaskoczeniem. „Jesteśmy tym, co jemy” – dodał. „Pracuję nad rakiem na poziomie molekularnym. Istnieją dowody na to, że to co jemy wpływa na naszą budowę genetyczną i może włączać i wyłączać różne geny w naszym organizmie”.
Autorstwo: Piotr Piekarczyk
Na podstawie: OnaLubi.pl, NaturalNews.com, ScienceDirect.com
Źródło:http://wolnemedia.net/zbadano-kukurydze-gmo-firmy-monsanto/

Lekarze są przepracowani

By User:Ragesoss - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=25092349
Śmierć lekarki po 4-dniowym nieprzerwanym dyżurze w Białogardzie, 10-dniowy dyżur lekarza w Mielcu to fakty, które wstrząsnęły opinią publiczną. Czy polscy lekarze za długo pracują?
Lekarski serwis „Konsylium24” przeprowadził ankietę na ten temat wśród swoich czytelników. Odpowiedziało 623 lekarzy, co może być pewną reprezentacyjną próbą.
59 proc. ogółu pytanych lekarzy zadeklarowało, że pracować 24 godziny bez przerwy zdarza im się raz w roku, ale niemal co trzeci lekarz (29 proc.) zadeklarował, że w ten sposób pracuje co najmniej raz w tygodniu. 14 proc. lekarzy odpowiedziało, że w ostatnim roku zdarzało im się pracować ponad 48 godzin.
38 proc. lekarzy twierdzi, że co najmniej raz w tygodniu pracują ponad dobę. Podobne oświadczenie złożyło 23 proc. lekarek.
Jest oczywiste, że prace ponad siły częściej wykonują lekarze młodzi, na dorobku, ze stażem pracy poniżej 7 lat. 66 proc z nich ma incydenty pracy powyżej 24 godzin bez przerwy. 52 proc z nich robi to raz w miesiącu, a 58 proc. przynajmniej raz w tygodniu. Ich starsi koledzy, pracujący powyżej 25 lat, nie pozostają w tyle – 47 proc z nich deklaruje, że zdarza im się pracować ponad 24 godziny bez przerwy.
Powody, dla których młodzi lekarze częściej biorą ponad dobowe dyżury są oczywiste: niższe zarobki, kredyty, jak również wyścig szczurów – chęć jak najszybszego osiągnięcia pozycji zawodowej i wysokich zarobków.
Nie dziwi też podział na najciężej pracujących według specjalizacji zawodowej. Najciężej i najdłużej pracują specjaliści medycyny ratunkowej, z których 66 proc. deklaruje ponad 24 godziny dyżuru co najmniej raz w tygodniu. Tuż za nimi są chirurdzy – 58 proc. i ortopedzi – 43 proc.
Co trzeci specjalista medycyny ratunkowej i chirurg ogólny przyznaje, że zdarzało im się pracowac powyżej 48 godzin bez przerwy.
W powszechnej opinii polscy lekarze zarabiają co najmniej przyzwoicie. Okazuje się, że cena tych zarobków jest jednak wysoka.
Autorstwo: MW
Źródło: Strajk.eu

czwartek, 25 sierpnia 2016

Piłeś kiedyś Coca-Colę? Jadłeś coś z Nestle? Jeśli tak, to powinieneś to przeczytać.

Ilustracja

Piłeś kiedyś Coca-Colę? Jadłeś coś z Nestle? Jeśli tak, to powinieneś to przeczytać!
Jeśli skorzystałeś kiedyś z produktów firm takich jak Procter & Gamble, Kodak, General Motors, Coca-Cola lub Nestle istnieją spore szanse, iż padłeś ofiara manipulacji na neuronach.
Odpowiedz sobie na pytanie dlaczego właściwie to te przedsiębiorstwa, a nie inne, są znane na całym świecie, a ich produkty sprzedają się w gigantycznych ilościach?
Otóż firmy te są pionierami w dziedzinie neuromarketingu, czyli kontrolowanej manipulacji umysłami konsumentów.
Te firmy giganci jako pierwsi posłużyli się technikami tej nowej gałęzi marketingu, a raczej marketingiem „przyszłości” zarówno do badania rynku jak i, co najważniejsze, kampanii reklamowej swoich produktów.
Na stronie Forbes.com przeczytać można artykuł już z roku 2006, a wiec całą dekadę wstecz, potwierdzający, że bez badań nad gadzim mózgiem klientów, firmy jak General Motors czy Coca-Cola nie osiągnęłyby takiego sukcesu.
A TERAZ DO RZECZY. CZYM JEST NEUROMARKETING?
To stosunkowo nowy rodzaj marketingu, który powstał, ponieważ metody klasycznego marketingu nie sprawdzają się. Okazuje się bowiem, że my jako konsumenci pytani w zwykłych badaniach marketingowych o to, czego chcemy i oczekujemy, bardzo często odpowiadamy w ankietach jedynie tak, aby zadowolić rozmówcę, a nie tak, jak naprawdę myślimy. Neuromarketing powstał więc, by „wyeliminować margines błędu w badaniach marketingowych”, tj. by przejrzeć nas jako konsumentów. Mówiąc przejrzeć mówię literalnie, gdyż neuromarketing wykorzystuje m.in. funkcjonalny rezonans jądrowy, badanie pulsu oraz kodowanie ruchów twarzy naszego ciała.
Do pozostałych (otwarcie przyznanych, nie zapominajmy), metod badawczych, należą m.in. elektroencefalografia, reakcja skórno-galwaniczna, eye tracking (obserwacja ruchu oka), chronometria kognitywna oraz neuroobrazowanie.
Takimi metodami koncerny zyskują informację na temat nieświadomych nam mechanizmów odpowiedzialnych za nasze decyzje nabywcze, podczas interakcji z produktem, jego reklamą itp. Są to informacje na wagę, dosłownie, złota ponieważ eksperci dowiadują się nie tylko w jaki sposób reagujemy na ich produkty. Dowiadują się, jak na takie decyzje wpływać bez udziału naszej świadomości, a za pomocą wspomnianych wyżej mechanizmów.
Niestety. To nie teorie spiskowe – już w samej swej definicji neuromarketing nie tylko nas bada, ale przede wszystkim: „wykorzystuje pomiary ludzkich zachowań, reakcji psychofizjologicznych w procesie optymalizacji bodźców marketingowych”, „wspiera tworzenie przekazu komunikacyjnego zgodnie z wiedzą neuronaukową” oraz „wykorzystuje techniki neuro do wspierania sprzedaży”.
Pod zawiłą definicją, która usypia naszą czujność, kryje się kontrolowana manipulacja na mnie i tobie, posuwająca się aż tak daleko, jak do bezpośredniego oddziaływania na ośrodki naszego mózgu odpowiedzialne za podejmowanie decyzji. To odbywa się bez naszej świadomości, a cały proces działa podstępnie „od zaplecza”. Oznacza to, że już nie od nas zależy na co się zdecydujemy. Pomijam już kwestię badań i kwestii, czy są one dzisiaj przeprowadzane tylko na wybranej, świadomej tego grupie ludzi (niektóre z pomiarów z powodzeniem można by przecież nawet samemu wykonać własnym smartfonem). Wystarczyłoby przebadać jeden ludzki mózg, by wpłynąć na ich tysiące, gdyż mamy je przecież takie same – a potem wcisnąć przycisk KUP. Tak podstępnie, od zaplecza.

GADZI MÓZG – STEROWANIE OD ZAPLECZA
Paul McLean, amerykański neurobiolog stworzył teorię ewolucji potrójnego mózgu która mówi, że ludzki mózg, to w zasadzie trzy mózgi w jednym: nowy, neocortex (część kory nowej mózgu), limbiczny, układ limbiczny oraz mózg stary, gadzi (kora stara mózgu).
Każda z tych części funkcjonuje u nas jakby niezależny mózg: racjonalny, emocjonalny i instynktowny. Mimo, iż ta teoria budzi wiele kontrowersji wśród naukowców, to z jakiegoś powodu cieszy się ona szczególnym zainteresowaniem speców od neuromarketingu i NLP (programowania neurolingwistycznego).
Skupmy się na gadziej części mózgu – to przede wszystkim na niej skupia się cała uwaga podczas szkoleń neuromarketingowych. Nie bez powodu. To właśnie gadzi mózg w badaniach pokazuje bezpośrednio co dany produkt znaczy dla nas na najbardziej fundamentalnym pułapie; bezpieczeństwo, zagrożenie, korzyść, czy stratę. Jest tak dlatego, że gadzia część mózgu odpowiada za najbardziej fundamentalne funkcje życiowe, takie jak przetrwanie, uczucie głodu, oddychanie, decyzje instynktowne oraz ma za zadanie trzymać nas z dala od niebezpieczeństwa. Co jednak najciekawsze, odpowiada on za nasze decyzje jako nabywców usług i towarów. To własnie w nim znajduje się przycisk „KUP”. To tam ostatecznie zapada decyzja o tym, czy coś kupimy, czy nie, komu uwierzymy, a kto spotka się z naszą dezaprobatą.
Znając proces powstawania podświadomej odpowiedzi na produkt, można ten proces również stymulować. Aby zbudować wierność dla swej marki wśród klientów i cieszyć się bogactwem, należy po prostu wiedzieć, jak wywołać pozytywną reakcję w naszym gadzim mózgu. Niestety istnieją proste metody bezpośredniego wpływu na ten ośrodek, bez mowy o udziale naszego racjonalnego myślenia czy woli.
Mimo, iż dla większości z nas takie informacje to nowość, eksperci od neuromarketingu wiedzą od dawna, że nasza ostateczna reakcja na produkt jest determinowana poprzez tę nieświadomą część naszego umysłu. Jednym z nich jest Patrick Renvoise, który twierdzi, że aż 99% naszych decyzji zapada instynktownie, a więc w gadzim mózgu. Rozumiesz teraz, dlaczego to tak ważne, abyśmy wiedzieli coś o tej branży, a o gadzim mózgu co najmniej tyle samo, co eksperci? Gdyby co wieczór okradano twój dom, chciałbyś chyba dowiedzieć się, którędy wkradają się złodzieje? Jeśli zdaje ci się, że wiedza jest droga i czasochłonna, to spróbuj niewiedzy.
TECHNIKI MANIPULACJI
Przede wszystkim należy wiedzieć, że gadzi mózg pracuje na zasadzie bodźca i odpowiedzi na niego. Renvoise twierdzi, iż istnieje sześć głównych bodźców na które reaguje, a więc sześć sposobów wymuszenia na nas zakupu bez naszej świadomej decyzji.
Przede wszystkim, nasz gad w samym centrum zainteresowania stawia… Siebie. Jest egoistycznie nastawiony do wszystkiego, a więc musi widzieć korzyści. Jeśli coś bezpośrednio oznacza dla niego zysk, przetrwanie, bezpieczeństwo, to wielkie szanse, że to właśnie kupimy, a jeżeli coś kojarzy mu się z zagrożeniem, bólem – będzie zmuszał nas do ucieczki.
Sprawdź sam, jak to działa: kupiłbyś odświeżacz do samochodu, który lekko zalatuje gabinetem dentystycznym? Albo perfumy dla żony, które nosiła jędzowata szefowa? To właśnie twój gadzi mózg broni się teraz przed tymi sugestiami. W podobny sposób manipuluje się dzisiaj ludźmi, wykorzystując mechanizmy strachu i przyjemności, umiejscowione w naszym gadzim ja.
Mówiąc, że gadzi mózg musi „widzieć korzyści” mówiłam dosłownie, ponieważ obraz znaczy dla tej części umysłu najwięcej. Co ciekawe, nerw wzrokowy jest bezpośrednio połączony z gadzią częścią i przesyła sygnały o 40 razy szybsze, niż nerw słuchowy. Poprzez bodźce wzrokowe można osiągnąć więcej, niż logiczne wyjaśnienia i opisy. Racjonalnie produkt mniej znanej marki może być dla nas zdrowszy, tańszy, lepszej jakości, a my i tak mamy duże szanse wybrać ten, którego wygląd podświadomie wywołał u nas poczucie korzyści, bezpieczeństwa itd.
A więc dlatego też większość dzieci płacze na widok strasznej miny, a my sami ufamy bardziej ludziom z pogodnymi rysami twarzy. Coś znajomego kojarzy się często z czymś bezpiecznym. A przecież wcale nie istnieją logiczne przesłanki, żeby tak z góry zakładać.
Do gadziego mózgu przemawia również wszystko co namacalne, innymi słowy KONKRETY. Coś, co można zobaczyć, dotknąć. Coś, co ma formę. Nie potrafi on bowiem rozumować, nie pojmuje logicznych haseł, lecz trafiają do niego jasne komunikaty, wiadomości. Reaguje też na kontrasty, często znaczące „z tym będzie ci dobrze” a „bez tego będzie ci źle”.
Ponadto na gadzi mózg, a więc także naszą ostateczną decyzję w procesie nabywania, wielki wpływ ma pierwsze wrażenie jak i ostatnie minuty naszej interakcji z produktem, reklamą czy przedstawicielem handlowym. Początek i koniec determinują percepcję danego zdarzenia dla gadziego mózgu, czyli to, w jaki sposób je odbierzemy.
Pierwsze wrażenie jest filtrem, przez który będziemy widzieć zdarzenie, a ostatnie minuty zadecydują o naszej końcowej opinii, pieczątce jaką opatrzony zostanie produkt w naszym umyśle.
Przykład? Wyobraź sobie stoisko z kremami opływające w luksus, złote i białe barwy; ekspedientki przebrane za złotoskóre Kleopatry, pachnące mlekiem i miodem, tworzą filtr: luksus. Odtąd rozmawiając z nimi i biorąc kremy do ręki będziesz mieć wrażenie, że jakość kremów jest dobra, składniki naturalne, wybrane selektywnie, formuła i receptura sprawdzone, a krem ekskluzywny.
Ale jeżeli ostatnie wrażenie nie będzie dobre, jeśli sprzedawczynie potraktują cię oschło i z pośpiechem, bądź wyślą inny negatywny sygnał do twojego gadziego mózgu, to zapamiętane jako ostatnie wrażenie pozostanie wpisane do naszej podświadomości, jako swoiste hasło, kod tego produktu. Np.:wyzysk.
A co, gdyby stoisko pachniało środkami czystości używanymi w szpitalach, a kremy sprzedawały starsze pomarszczone panie? To przecież wcale nie znaczyłoby, że kremy nie działają, ale większość z nas raczej ominęła by to miejsce ze względu na zapach szpitala, kod: niebezpieczeństwo oraz widok zmarszczek, czyli jasny komunikat (choć nielogiczny): ten krem równa się zmarszczki.
Oczywiście mamy też pozostałe części mózgu, ludzie odczuwają również emocje, są zdolni do zaawansowanych procesów myślowych, itd. Wielu z nas przecież jest świadomych swoich decyzji. Gdyby jednak przyjrzeć się dzisiejszym masom napierającym do kas w supermarketach i zawartości ich sklepowych koszyków, noszonych ubrań i akcesoriów, to można by w to faktycznie uwierzyć. Podczas, gdy na rynku znajdują się tysiące, setki firm sprzedających produkty, czasem zdaje się, że wszyscy dookoła nas korzystają z jednej, wspólnej marki. Takim fenomenem są np. torby Micheala Korsa, które widzę codziennie w zastraszających ilościach na ulicach Oslo.
Na szczęście niektórzy z nas, ku mojej uciesze, coraz liczniejsi, przebudzają się z tego prymitywnego snu, w jaki nas pewne siły na świecie starają się dzisiaj pogrążyć i wykorzystują do życia zasoby nam dane, które czynią z nas istoty myślące i oświecone. Nie łapiemy się już tak łatwo mną haczyki i stereotypy, a budzi się w nas pragnienie bycia istotą świadomą i posiadającą własne myśli. Przynajmniej ja chcę w to wierzyć i dostrzegać we współludziach.
Nie wiem jak was, ale mnie martwi, co niesie ze sobą ta technika. W jakim stopniu możemy dzisiaj mówić o wolnej woli, wolności wyboru, jeśli dzięki znajomości reakcji zachodzących w naszych mózgach można bezpośrednio wpłynąć na ośrodek odpowiedzialny za nasze decyzje? Jeśli to działa na nasze decyzje co do produktów – czyż nie jest logiczna dedukcja, iż podobna technika może działać na nasze poglądy dotyczące innych kwestii? Poglądy życiowe, polityczne, działania i zachowania?
ILE OSÓB TORUJE SOBIE DZISIAJ DROGĘ DO NASZEGO „TAK” BEZ UDZIAŁU NASZEJ ŚWIADOMOŚCI?
Wiedza o tym, w jaki sposób podejmujemy decyzje i jak na nie bezpośrednio wpływać bez naszej woli przypomina mi czasy, w których Jakub I Stuart napisał swoją Demonologię, a co za tym idzie, paleniami czarownic. Niestety, dziś nikt ich nie pali, a w dodatku noszą one garnitury i sporo zarabiają.
Jak się uchronić? Myślę, że jedynym wyjściem jest bycie tu i teraz. Próbujmy wykształcić w sobie nawyk „przebudzenia” za każdym razem, gdy mamy podjąć jakąś decyzję – od kupna produktów spożywczych po kredyty i wchodzenie w interesy z innymi ludźmi. Następnym razem wrzucając do koszyka kaszkę dla dziecka z Nestle zobacz skład, a zdziwisz się, że zawiera biały cukier (cukier krzepi, faktycznie, ale jedynie patogeny chorobotwórcze).
Poświęćmy swój czas, nie kupujmy impulsywnie, posługujmy się narzędziem do myślenia logicznego. Zgłębmy temat i porównajmy kaszki Nestle z innymi, zanim na oślep karmić dziecko tak, jak większość twoich koleżanek.
Kupując Cini Minis nie ufajmy, że jemy pożywny posiłek naładowany witaminami, a zobaczmy listę szkodliwych dodatków jakie zawierają i ich działanie na nasze ciała. Podobnie postępujmy ze wszystkim.
Jest nas tu całkiem sporo na globie, więc to co przedłuża nam życie nie będzie najszerzej reklamowane. Ufajmy bardziej samym sobie, niż masom ludzi na autopilocie prymitywnego mózgu. Wyróbmy w sobie trzeźwość i cierpliwość, aby wybrać to, co praktyczne i dobre, a nie to, co sprzedaje się najlepiej. Nawet jeśli zdaje nam się, że nas nie sięga manipulacja, to chyba każdemu z nas zdarzyło się wrócić do domu z poczuciem źle wydanych (i bez sensu) pieniędzy, niekorzystnego kontraktu w jaki weszliśmy bądź innych decyzji, których nie potrafimy uzasadnić. Wtedy powinna się nam zapalić czerwona lampka.
Cokolwiek nabywamy, w cokolwiek inwestujemy, pamiętajmy, że nasze pieniądze, to nasza energia w fizycznej formie. Bądźmy czujny nie tylko swoich reakcji na osoby czy produkty, ale pilnujmy, by używać swojej najwyższej części mózgu i analizujmy, czy nasze myśli zmierzają w logicznym porządku, czy może wkradły się pewne nielogiczne bodźce i uczucia, które zmieniają logiczny tor myśli, wniosku i decyzji.
Oczywiście, apeluje aby nie popadać w obsesję ani zaprzestać wierzenia w swoje przeczucia, jeśli takie zwykli jesteśmy miewać. Możemy kupić sobie przecież torebkę Prady, RayBany i korzystać z produktów znanych marek, upewnijmy się jedynie, że na pewno tego chcemy i potrzebujemy i, że jesteśmy w każdej chwili naszego życia tuż za jego sterem.
Autorstwo: Katarzyna Gawrońska
Źródło: Wolna-Polska.pl
BIBLIOGRAFIA
1. http://www.twittermastermarketing.eu/neuromarketing-reptilian-brain/
2. http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16769143
3. http://www.forbes.com/forbes/2006/0703/044.html
4. http://youtu.be/7l9XrQfJf4I
5. http://youtu.be/_rKceOe-Jr0