Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

niedziela, 21 stycznia 2018

By zarażać grypą, wystarczy oddychać

Wirusy grypy rozprzestrzeniają się łatwiej niż dotąd sądzono. Okazuje się, że by zarażać, nie trzeba wcale kichać czy kaszleć. Wystarczy oddychać…
„Ludzie z grypą wytwarzają zakaźne aerozole (drobne kropelki zawieszone w powietrzu przez długi czas) nawet wtedy, gdy nie kaszlą i nie kichają. Dzieje się tak zwłaszcza w pierwszych dniach choroby. Osoby z grypą powinny [więc] udać się do domu, a nie zostawać w pracy i zarażać innych” – podkreśla dr Donald Milton ze Szkoły Zdrowia Publicznego Uniwersytetu Maryland.
Artykuł naukowców z kilku amerykańskich uczelni ukazał się w „Proceedings of the National Academy of Sciences” (PNAS).
Zespół charakteryzował wirusy grypy, występujące w powietrzu wydychanym przez 142 osoby z potwierdzoną grypą w 4 sytuacjach: podczas naturalnego oddychania, mówienia, a także spontanicznego kaszlu i kichania. Oceniano zakaźność aerozoli. Oprócz tego ochotnicy dostarczyli 218 wymazów z jamy nosowo-gardłowej. Co ważne, dzięki zastosowaniu aparatu Gesundheit II badano próbki wydychanego powietrza, kaszlu i kichania z 1., 2. i 3. dnia od początku objawów.
Okazało się, że znacząca liczba pacjentów stale wydzielała zakaźne wirusy (a nie tylko RNA) do na tyle drobnych cząstek aerozoli, że stwarzało to ryzyko transmisji przez powietrze.
Wykrywalne wirusowe RNA występowało w 11 (48%) z 23 próbek drobnych aerozoli wytworzonych pod nieobecność kaszlu. Ponadto 8 z tych 11 próbek zawierało zakaźne wirusy. Analizując wpływ kichnięć, naukowcy zbadali liczbę kopii RNA wirusa zarówno w przypadku drobnych, jak i grubych cząstek aerozolu. W żadnej z tych sytuacji nie było ich jednak więcej, co sugeruje, że kichanie nie przyczynia się w istotny sposób do wydzielania wirusów za pośrednictwem aerozoli.
„Uzyskane wyniki pokazują, że utrzymywanie powierzchni w czystości, mycie rąk i unikanie kaszlących nie zapewnia całkowitej ochrony przed grypą. Największą różnicę odnośnie do rozprzestrzeniania grypy może zrobić pozostawanie w domu i trzymanie się z dala od przestrzeni publicznej” – podsumowuje Sheryl Ehrman z San José State University.
Autorstwo: Anna Błońska
Na podstawie: Sph.umd.edu
Źródło: KopalniaWiedzy.pl

sobota, 20 stycznia 2018

Seler - niepozorna bomba witaminowa


Sąd przywrócił prawo do opieki rodzicom z Białogardu

Jest mały krok do przodu, jest małe zwycięstwo, jest sygnał dla wielu rodziców, że warto walczyć o własne dziecko. Kosztuje to dużo zdrowia i wysiłku, jednak każdy rodzic prędzej siebie skrzywdzi, niż swoje dziecko. I to muszą rozumieć politycy, lekarze, pielęgniarki, pracownicy służby zdrowia.

Sąd Rejonowy w Białogardzie stwierdził brak podstaw do ograniczenia władzy rodzicielskiej – pisze GazetaPrawna.pl. „Przypominam, że tutaj problem dotyczący władzy rodzicielskiej wiązał się wyłącznie z opieką okołoporodową. Tutaj nie było żadnych innych zarzutów co do sposobu sprawowania opieki nad dzieckiem. Sąd, na podstawie zeznań świadków i dostarczonych zaświadczeń, uznał, że dziecko jest pod opieką lekarską, jest zarejestrowane w przychodni, nie ma już żadnych podstaw, by ograniczać im władzę rodzicielską” – wyjaśnił rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie sędzia Sławomir Przykucki.
We wrześniu 2017 roku, rodzice uciekli z noworodkiem ze szpitala w Białogardzie, ponieważ nie zgodzili się między innymi na szczepienia i podanie witaminy K. Zabrano im prawa do opieki nad dzieckiem, wysłali na nich policję i urzędników. Teraz rodzice mogą roztoczyć swoją opiekę nad dzieckiem. Sąd przywrócił im prawa do opieki nad maleństwem. Jednak nie jest tak kolorowo… Ceną takiego wyroku była zgoda na podanie witaminy K, być może również zgoda na szczepienia… To jest pierwszy tak głośny przypadek sprzeciwu rodziców wobec praktyk służby zdrowia. Nie zgodzili się na szczepienia, nie zgodzili się na podanie bardzo kontrowersyjnej witaminy K…
System medyczny ma swoje prawa egzekucyjne. Wiemy to na przykładzie dr. Huberta Czerniaka. Toczy się sprawa w Izbie lekarskiej o odebranie doktorowi prawa do leczenia. Jeszcze nie ma wyroku, a już komornik pojawił się u dr. Czerniaka. To jakiś absurd, tak działa… państwo policyjne.
W tak trudnym systemie bardzo trudno w pojedynkę walczyć o dobro swojej rodziny. Praktycznie trudno jest wygrać samemu, kiedy nie wspiera cię organizacja, kiedy nie ma protestów, lobbingu u polityków.
Jednak jest częściowy sukces, jest zwycięstwo rodziców z Białogardu. Wiele matek dowiedziało się o witaminie K, o niekoniecznej potrzebie tylu szczepień, bardzo kontrowersyjnymi szczepionkami: „Tysiące polskich dzieci modyfikowanych jest genetycznie”.
Pełnomocnik rodziców złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez samych lekarzy: „Rodzice dziewczynki z kolei złożyli zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej w Kołobrzegu w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa przez lekarzy sprawujących opiekę, polegającego na narażeniu dziecka na niebezpieczeństwo przez podanie preparatu Vitacon (zawiera witaminę K). Według pełnomocnika rodziców, preparat ten zawiera substancje niebezpieczne dla noworodków i powinien być wycofany 2 lata temu” – pisze GazetaPrawna.pl.
To są ważne kroki. Walczyć i nie poddać się.
Również były minister Konstanty Radziwiłł zlecił wojewodzie zachodniopomorskiemu kontrolę w szpitalu w Białogardzie. Nie wiemy, jaki będzie wynik kontroli, jednak nie ma co liczyć na cuda. Lekarze postąpili według procedur, które zaakceptowali politycy, rząd, minister zdrowia. Więc o żadnej winie szpitala z Białogardu nie może być mowy. W przeciwnym razie musieliby sobie wymierzyć karę, za niekorzystne dla zdrowia przepisy, za brak zainteresowania tematem, za akceptacje tych nieludzkich przepisów, za brak jakichkolwiek zmian.
Dlatego nie ma co liczyć na nowego ministra… Siła tkwi w wiedzy społeczeństwa. Tylko wtedy możemy robić duży szum w internecie, pisać, komentować, oburzać się, kiedy znamy temat, mamy wiedzę. To dociera do polityków…
Niestety, ale to politycy ustanawiają prawo, dlatego należy z nimi rozmawiać. Nie można dokonywać zmian w polskiej medycynie bez lobbowania u polityków, bez znajomości prawa.
Autorstwo: Marta Brzoza
Źrodło: MartaBrzoza.pl

Bomba witaminowa i silny antyutleniacz

Koktajl – Prawdziwa bomba witaminowa
Dostarcza łatwo przyswajalnej formie : witaminy, składniki mineralne  i enzymy.  Usuwa wolne rodniki, oczyszcza a przede wszystkim naturalnie wzmacnia odporność mobilizując organizm do samoleczenia. Działa przeciwzapalnie, przeciwstarzeniowo i zwalcza depresję.
Składniki na dwie porcje:
1 szklanka świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy
½ szklanki wody
2 łodygi selera
1 marchewka
1 jabłko  najlepiej ze starej odmiany
Sok z 1 dużej lub 2 małych cytryn
2,5 centymetrowy starty kawałek imbiru
2 łyżeczki kurkumy
½ łyżeczka soli gruboziarnistej, nieoczyszczonej, nie jodowanej
Marchew, jabłko i seler pokroić na drobne kawałki. Dodać pozostałe składniki i zblendować na gładką masę. Wypić od razu.

W Kalifornii powstała klinika przyszłości

W Kalifornii tradycyjna medycyna pójdzie w zapomnienie w związku z otwarciem nowej generacji centrum medycznego.

W ramach nowego projektu w recepcji innowacyjnej kliniki pacjent podpisuje kontrakt na usługi i w nieskomplikowany sposób przechodzi proces rejestracji. Umowa przewiduje wprowadzenie miesięcznego abonamentu w wysokości 149 dolarów miesięcznie. Za tą kwotę pacjent będzie miał non stop dostęp do wszystkich badań lekarskich przy pomocy smartfonu oraz możliwość konsultacji on-line prowadzonych przez wysoko wykwalifikowanych lekarzy. Będzie to pierwsza tego typu klinika na świecie.
 ***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Jedyną wadą jest to, że takie usługi medyczne nie mogą być objęte ubezpieczeniem zdrowotnym. Za leczenie pacjent będzie musiał zapłacić sam z własnej kieszeni. Najlepsza kalifornijska lecznica wyposażona jest w najnowocześniejszy sprzęt medyczny oraz komputerowy.

Drukowane implanty z PW pomagają w odbudowie kości.


Nowatorski, rozpuszczający się stopniowo w ciele implant drukowany w 3D, który pomaga w naprawie uszkodzeń kości, opracowali badacze z Warszawy. Rozwiązanie wykorzystano już w operacjach psów. Niewykluczone, że wkrótce bioimplanty posłużą do leczenia ludzi.
Poważne uszkodzenia kości mogą powstawać w wyniku np. nowotworów czy wypadków. Częstym rozwiązaniem stosowanym u ludzi było dotąd wszczepienie w miejsce uszkodzonej kości metalowego implantu. Implant ten jednak musiał już pozostać w ciele do końca życia. W przypadku zwierząt natomiast poważniejsze uszkodzenie kości – np. w łapie – kończyło się zwykle amputacją kończyny.
Tymczasem badacze z Wydziału Inżynierii Materiałowej Politechniki Warszawskiej opracowali bioimplant – rozwiązanie, które pomaga w odbudowie uszkodzonej tkanki kostnej. To drukowane na drukarce 3D polimerowe i porowate niczym pumeks rusztowanie. Na nim – po wszczepieniu do ciała – narastać mogą komórki tkanki kostnej pacjenta, stopniowo odbudowując kość.
Dr inż. Barbara Ostrowska z WIM PW zaznacza: „Rusztowanie wykonane jest z materiałów biodegradowalnych. (…) Po pewnym czasie – od 6 do 24 miesięcy – w zależności od użytych materiałów – implant się rozpuści”. Jak wyjaśnia badaczka, do tego czasu komórki tkanki kostnej powinny już zająć miejsce implantu i naprawić uszkodzenie.
Rozmówczyni PAP podkreśla, że rozwiązanie jest „szyte na miarę”. Zwykle jest tak, że lekarz zwraca się do naukowców, dostarcza obraz z tomografii komputerowej, a badacze za pomocą specjalistycznego oprogramowania opracowują kształt implantu. Następnie drukują go na drukarce 3D.
„Drukarka pozwala na wytworzenie praktycznie dowolnego w kształcie rusztowania. Możemy sobie najpierw zaprojektować, a następnie wytworzyć rozwiązanie, które będzie się charakteryzowało wybraną przez nas, dopasowaną do pacjenta geometrią zarówno wewnętrzną, jak i zewnętrzną” – mówi PAP doktorant WIM PW Adrian Chlanda.
„Na razie skupiliśmy się na rynku weterynaryjnym. Mamy za sobą cztery przeprowadzone operacje na psach. Były to sytuacje nowotworu tkanki kostnej” – opowiada rozmówczyni PAP. Zaznacza, że od operacji tych minęło dopiero pół roku, więc naukowcy dopiero czekają na długofalowe efekty tej nowatorskiej terapii.
Na razie implant jest dostępny na rynku, ale można go stosować tylko w leczeniu zwierząt. Badacze zabiegają jednak o to, by ich rozwiązanie można było stosować również u ludzi. „Żeby jednak wprowadzić ten sam produkt na rynek dla ludzi, musimy przeprowadzić badania kliniczne. Są one bardzo drogie i czasochłonne” – mówi dr Ostrowska. Zapewnia jednak, że jej zespół zabiega o środki na takie badania.
„To nowatorskie rozwiązanie, które wynikło z połączenia wiedzy z zakresu inżynierii materiałowej, medycyny, a także druku 3D” – kończy dr Ostrowska.
Rozwiązanie wypracowano w ramach projektu Bioimplant. W 2014 r. po zakończeniu projektu na PW powołano spółkę – spin off MaterialsCare, która zajęła się wprowadzeniem rozwiązania na rynek.

piątek, 19 stycznia 2018

To dzisiejszy świat skłania nas do bycia nieustannie „na prochach”

Tabletki - tabletki 1



Producenci leków, wszelkiej maści wspomagaczy i narkotyków od zawsze przyczyniali się do wytwarzania kultury, w której ludzie są postrzegani jako mniej uważni, mniej efektywni, bardziej zdołowani. To wszystko po to, by sprzedać leki, które mogą rozwiązać problemy, które oni sami wymyślili.

Na początku XX wieku rozpoczęto wojnę przeciwko dwu najbardziej popularnym narkotykom: kokainie sprzedawanej wówczas przez firmę farmaceutyczną Merck jako środek leczniczy w uzależnieniu od morfiny, oraz heroinie, sprzedawanej w tym samym celu przez inną znaną na naszym rynku niemiecką firmę – Bayer.
Świadkiem tej wojny był Aldous Huxley, autor książki „Nowy wspaniały świat”. W tej słynnej powieści Huxley wymyśla narkotyk, który nazywa soma. Soma jest narzędziem w rękach władzy mającej zapędy dyktatorskie. Soma to środek utrzymujący ludzi w stanie wiecznego, błogiego i ogłupiającego szczęścia.
„Dyktatury jutra pozbawią ludzi ich wolności, ale dadzą w zamian szczęście doświadczane subiektywnie i indukowane chemicznie”, pisał Huxley w „The Saturday Evening Post”. Wszak poszukiwanie szczęścia jest jednym z odwiecznych praw człowieka; niestety osiągnięcie szczęścia może okazać się niekompatybilne z innym ludzkim prawem – prawem do wolności.
W dystopijnym „Nowym, wspaniałym świecie” (1932) narkotyki pełnią funkcję sprawowania politycznej kontroli nad ludźmi, a w powieści „Wyspa” (1962) pełnią zgoła inną rolę: środka leczniczego.
Co sprawiło, że Huxley zmienił swoje zdanie na temat narkotyków? (Oprócz tego, że sam eksperymentował z kokainą.) To pytanie można by zamienić na to: dlaczego narkotyki w pewnym okresie są tępione, a w innym są oznaką pewnego wyzwolenia intelektualno-kulturalnego?
W latach 1920. i 1930. popularna była kokaina, w 1950. i 1960. – LSD i barbiturany, w latach 1980. z kolei wzięciem cieszyła się ecstasy i znów kokaina. Dziś prym wiodą narkotyki i leki zwiększające wydolność i stymulujące procesy poznawcze. Czy to oznacza, że bierzemy te narkotyki, które spełniają potrzeby danej epoki i kultury, w jakiej żyjemy?
Dany narkotyk cieszący się popularnością w konkretnym czasie określa to, czego dane pokolenie najbardziej pragnie i czego najbardziej im brakuje. Czy to będzie pragnienie duchowej transcendencji czy efektywności, a może zabawy, czy może poszukiwanie wyjątkowości lub wolności – narkotyk odzwierciedla nasze najgłębsze pragnienia i nasze niedostatki, te najbardziej pierwotne uczucia, które konstytuują daną epokę i kulturę.
Generalnie dyskusja o narkotykach otwiera kilka przestrzeni: prawa (wszak narkotyki uważane są za nielegalne), klasy (biedni i bogaci biorą te same narkotyki, ale bogaci są lepiej postrzegani, jako ci o większym znaczeniu kulturowym) oraz terapii, medycyny i rekreacji.
Weźmy taką kokainę. Dostępna na początku XX wieku wspomagała opór wobec konwenansów, rygoryzmów i tradycji, umacniała ciągoty libertariańsko-społeczno-demokratyczne.
Po II wojnie światowej kokaina przestała być modna i wypadła z obiegu, przynajmniej w USA. Powróciła dopiero w latach 80-tych jako wyraz buntu wobec konformizmu i kapitalizmu.
Albo takie barbiturany. W latach 1950. od barbituranów uzależniły się…amerykańskie kobiety z przedmieść. Ta grupa społeczna miała dosyć ponurej, opresyjnej kultury, która zmuszała kobiety do spędzania czasu tylko w domu, do odnajdywania przyjemności w byciu pasywną w seksie, poddaną mężczyźnie i oddaną macierzyństwu. Więcej o tym można dowiedzieć się w pracach Betty Friedan, feministki z lat 60-tych. Sfrustrowane, znerwicowane, w depresji sięgały po barbiturany, które służyły im jako środek pomagający dostosować się do społecznej roli, o której były przekonane, że nie ma z niej już wyjścia. Wszelkie antydepresanty, pigułki nasenne, stymulanty miały ułatwić radzenie sobie ze społeczno-kulturowymi ograniczeniami.
Gdy barbiturany nie działały, sięgały po LSD – zażywane także „z powodzeniem” przez aktorki i żony mężczyzn z branży filmowej: producentów i reżyserów. Weźmy taką Judy Balaban, żonę szefa Paramount Pictures. Wydawałoby się, że jej życie było ciekawe i satysfakcjonujące, wszak znała największe sławy tamtych czasów: Marlona Brando, Marilyn Monroe, Gregory’ego Pecka. Tak naprawdę było naznaczone dużym cierpieniem i brakiem zadowolenia. LSD takim kobietom – „kobietom sukcesu” lub kobietom „mężczyzn sukcesu” – pomagały przetrwać nudne, niesatysfakcjonujące życie. Jej koleżanka Polly Bergen, również zażywająca LSD, tłumaczyła, że „chce być wreszcie osobą, a nie personą”.
W tamtych czasach LSD nie było niczym szokującym – stosowane było w terapii i kobiety, jak się domyślacie, chętnie z niej korzystały.
W LSD rozwiązanie swoich problemów znajdowali także homoseksualiści, bądź ludzie o niezdecydowanej orientacji seksualnej. Cary Grant, związany z wieloma kobietami, był przecież homoseksualistą, ale nie mógł się z tym ot tak obnosić. Opinia publiczna zjadłaby go żywcem! LSD pomagało mu radzić sobie z tym rozdwojonym życiem rozchwytywanego przez kobiety przystojniaka i kryptogeja. „Chcę pozbyć się ze swojego życia wszelkiej hipokryzji”, mówił w wywiadzie w 1959 roku. „Jestem w końcu bliżej szczęścia.”
Czasem jednak jest odwrotnie: problemy danej kultury są wymyślone, po to, aby sprzedać lek na to „zło”. Przykład: swobodny dostęp do leków Ritalin i Adderall zwiększył liczbę osób zdiagnozowanych pod kątem ADHD. W USA między 2003 a 2011 rokiem liczba uczniów zdiagnozowanych pod kątem ADHD wzrosła o 43%. Jest nieprawdopodobne, aby aż tyle dzieci zaczęło chorować na ADHD. Bardziej prawdopodobne jest to, iż obecność Ritalinu i Addelarru, a raczej ich dobrze prowadzonej kampanii promocyjnej, doprowadziła do zwiększenia diagnoz.
Podobnie rzecz ma się z depresją. W XXI wieku wystawia się na potęgę diagnozy na depresję. Lauren Slater w książce „Opening Skinner’s Box: Great Psychological Experiments of the 20th Century” („2004, Wielkie eksperymenty psychologiczne XX wieku”) pisze, że liczba diagnoz na pewne jednostki chorobowe wzrasta lub spada w zależności od percepcji społecznej oraz lekarzy, którzy przypisują komuś daną chorobę.
Oznacza to, że producenci leków od zawsze przyczyniali się do wytwarzania kultury, w której ludzie są postrzegani jako mniej uważni, mniej efektywni, bardziej zdołowani. To wszystko po to, by sprzedać leki, które mogą rozwiązać problemy, które oni sami wymyślili.
Rozpatrzmy kolejny przykład: zastępczą terapię hormonalną stosowaną przez kobiety w trakcie menopauzy. W trakcie tej terapii dostarcza się kobiecie dodatkową porcję estrogenu, a czasem także i progesteronu, aby pobudzić kobiece hormony. Ta terapia zaczęła być popularna wśród osób transseksualnych oraz starzejących się mężczyzn. Owo pragnienie nieustannego rozszerzania zastosowania i konieczności stosowania danego leku mówi nam wiele o tym, jak dana kultura jest kreowana i podtrzymywana przez leki dostępne „od ręki”.
A więc widzimy, że pragnienia i niedostatki danej kultury mogą popularyzować pewne leki i narkotyki, lecz jest też tak, że popularne leki i narkotyki współtworzą daną kulturę. Symbioza między chemią, a epoką/kulturą, w jakiej żyjemy jest ewidentna, czyż nie?

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378


Laureat nagrody Nobla, ekonomista Herbert Alexander Simon ukuł termin „ekonomia uwagi”. Żyjemy w czasach, w których wymagane jest maksymalne skupienie, efektywność w pracy i szybkie przyswajanie wiedzy.
Nowoczesne leki i narkotyki nie tylko utrzymują ludzi efektywnymi w pracy, ale koncentrują ich emocje na niej, sprawiając, że ludzie właśnie w pracy odnajdują swoje szczęście. Stąd uzasadnianie czasu i energii poświęconej na niej. Te leki odpowiadają na kulturowe zapotrzebowanie na coraz więcej pracy i na coraz większą efektywność, pozwalając ludziom, którzy je stosują, na lepsze koncentrowanie się, bycie dłużej w stanie czuwania oraz – co ciekawe – wyglądanie na mniej smutnych.
Kulturowy imperatyw skupienia i efektywności, zwiększonej dogodności oraz bardziej urozmaiconej rozrywki – oto, czym jest „ekonomia uwagi”. Dzisiejsze leki i narkotyki, które odpowiadają na te potrzeby, są zażywane stale, aby utrzymywać się w pożądanym dla siebie stanie, a nie – jak nam się wydaje – by zakończyć daną chorobę. Kiedyś można było powiedzieć: „Cześć, jestem Natalia. Jestem chora, dlatego biorę leki, aby wrócić do starej Natalii. Gdy wrócę, odkładam je.” Dziś wygląda to tak: „Jestem sobą tylko wtedy, gdy jestem na dragach.”
Zażywanie leków i narkotyków stało się równoznaczne z byciem bliżej szczęścia i ze znalezieniem długiej, egzystencjalnej ucieczki. Czy nie jest to pragnienie ucieczki okrutnie ocierającej się o samounicestwienie?
Autorstwo: Natalia Wilk-Sobczak
Fotografia: stevepb (CC0)
Na podstawie: Aeon.co
Źródło: MediumPubliczne.pl

Ludzie będą produkować sztuczne mięso

Przewiduje się, że już w najbliższych latach zaleje nas fala tzw. sztucznego mięsa. Naukowcy często informują nas o postępach w pracy nad żywnością laboratoryjną, która ma stanowić alternatywę dla masowej hodowli zwierząt. W ten sposób planuje się ograniczyć zużycie energii, zmniejszyć zapotrzebowanie na tereny hodowlane oraz zredukować emisję gazów cieplarnianych a mięso in vitro, z biegiem czasu, stanie się tańsze od „normalnego” mięsa.


***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Ten sztuczny twór zadebiutował w 2013 roku. Profesor Mark Post z holenderskiego Uniwersytetu w Maastricht zaprezentował światu pierwsze laboratoryjne mięso. Choć kawałek sztucznego mięsa kosztował fortunę (ponad milion złotych), próbowano w ten sposób wzbudzić zainteresowanie całego świata. Po publicznym skonsumowaniu pierwszego „laboratoryjnego hamburgera”, naukowcy z innych krajów również przystąpili do prac.
Z czasem zaczęto proponować budowę specjalnych urządzeń, które pozwoliłyby na masową produkcję mięsa in vitro. Początkowa cena takiej żywności wciąż byłaby bardzo wysoka, lecz z biegiem czasu i wraz z rosnącą popularnością, każdy mógłby kupić sobie w sklepie sztucznego kotleta w cenie podobnej do tradycyjnie produkowanego mięsa.
Stworzenie mięsa in vito polega na pobraniu komórek macierzystych z odpadów z rzeźni. Następnie podaje im się substancje spożywcze aby urosły do tkanki mięśniowej. Twór jest umieszczany na specjalnych rusztowaniach z rozpuszczalnych cukrów a dzięki aplikowanym impulsom elektrycznym, komórki zmuszane są do aktywności fizycznej. Pierwsze laboratoryjne mięso było połączeniem wielu takich tkanek mięśniowych.
Mark Post uważa, że sztuczne mięso pojawi się w sklepach najpóźniej w 2020 roku i przynajmniej według założeń, ma smakować tak jak zwykłe mięso, czego na dzień dzisiejszy jeszcze nie udało się osiągnąć. Lecz zdaniem profesora, taka żywność stanie się wręcz luksusem a w 2025 roku powinna wyprzeć wszystkie inne rodzaje mięs.
Co więcej, powstają również organizacje, takie jak New Harvest, które postawiły sobie za cel rozpowszechnienie technologii produkcji sztucznego mięsa. Proponuje się aby każdy mógł mieć możliwość pobierania komórek macierzystych od zwierząt i hodowania własnego mięsa. Ludzie mogliby również wymieniać się komórkami między sobą aby uzyskać preferowany smak.
Obecnie jest to tylko spoglądanie w odległą przyszłość, lecz czasy bardzo szybko się zmieniają i należy przygotować się na nowe produkty żywnościowe, powstałe w laboratorium. Wiele osób może odrzucić ten dziwaczny twór i zrezygnuje z jego zakupu, ale skąd będziemy wiedzieć skąd pochodzi dany produkt, gdy nie zostanie on odpowiednio oznaczony?
Autorstwo: John Moll
Na podstawie: NewScientist.com
Źródło: ZmianyNaZiemi.pl

czwartek, 18 stycznia 2018

Zdjęcie użytkownika Anna Cooke.

Onkolodzy oszukali Angelinę Jolie, amputacja nie była potrzebna


Angelina Jolie - Źródło: 123rf.com
Niedawno cały świat obiegła informacje, że Angelina Jolie usunęła swoje piersi. Operacja, której się poddała miała ją chronić przed rakiem a jej powodem było występowanie specjalnego genu BRCA1. Według onkologów w jej przypadku ryzyko wystąpienia raka piersi wynosiło 87% dlatego poddała się prewencyjnemu odjęciu własnych części ciała.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Wiele osób od razu zakrzyknęło, że to wielkie wydarzenie i znak czasów, oraz, że Angelina Jolie wykazała się niesamowitą odwagą i będzie teraz stanowiła wzór do naśladowania dla innych kobiet. Media promując taki pogląd muszą sobie zdawać sprawę, że namawiają tym samym ludzi do obcinania własnego ciała i to w niejasnym celu. Panuje dziwne przekonanie, że to geny a nie czynniki środowiskowe powodują raka.

Z pewnością pewne predyspozycje genetyczne mogą powodować, że pojawienie się raka jest bardziej prawdopodobne, ale pewną ilość potencjału kancerogennego ma każdy, bez wyjątku. Pytanie tylko czy u każdego z nas rozwinie się rak, jaki i na jakim etapie będzie. Można zaryzykować twierdzenie, że Angelina Jolie została oszukana, albo i tak planowała wstawić sobie silikony, więc przy okazji zrobiła wokół siebie trochę wrzawy. Jeśli tak było to jest to nieodpowiedzialność, bo bardzo wiele kobiet może pójść jej śladem narażając się niepotrzebnie na powikłania w rodzaju tych, które dotknęły nieszczęsną Szwedkę, która zamieniła się w roślinę po nieudanej operacji powiększenia biustu.

Trzeba wiedzieć o tym, że raka powoduje stres, zwłaszcza ciągły. Łatwo powiedzieć w naszych czasach, aby się nie stresować, ale dużo trudniej to zrobić. Niestety nasze otoczenie jest tak skonstruowane, że większość ludzi żyje w ciągłym stresie, a to nie pozostaje bez wpływu na organizm. Efekty są opłakane, a ciągły stres przyspiesza nie tylko raka, ale też powoduje inne choroby. Mimo to trzeba próbować się nie stresować, myśleć pozytywnie i zmieniać swoje życie, jeśli jest taka potrzeba.

Po drugie istotna jest dieta. Przed rakiem nie chronią amputacje tylko właściwa dieta. Obecność chemii w żywności, czy stosowanie GMO i to na dowolnym etapie produkcji żywności, to główne przyczyny zwiększenia ilość przypadków raka na świecie. Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku rak był czymś rzadkim. Potem przyszła epoka atomu i liczne testy jądrowe zasiały w nas izotopy, które od razu stawiają nas w gorszej sytuacji niż przodkowie. Gdy do tego dołożymy obecną tanią zatrutą żywność to mamy prawdziwe przyczyny eksplozji chorób onkologicznych.
Zanim ktoś posiadający gen BRCA1 zdecyduje się na tak radykalny krok jak odcinanie części własnego ciała warto dowiedzieć się o innych sposobach powodujących zdecydowaną minimalizację prawdopodobieństwa zachorowania na raka. Mogą na przykład jeść owoce cytrusowe, czerwone winogrona i pić czerwone wytrawne wino.  Poza tym taka osoba powinna spożywać warzywa i pokarmy bogate w kwasy tłuszczowe omega-3.  Ciekawą substancją jest indol-3-karbinol (I3C) - naturalna substancja chemiczna znajdująca się w warzywach takich jak brokuły i kapusta. Okazuje się, że pomaga zapobiegać ekspresji genu „BRCA1”.

Skoro już musimy żyć w tym środowisku próbujmy przynajmniej robić to świadomie. Nie dajmy się manipulować mediom i próbujmy żyć w zgodzie z naturą. Jeśli nie chcesz mieć raka a nie znasz się na produkcji żywności to znajdź pewne zaopatrzenie. Unikaj produktów, w których dominuje chemia. Interesuj się kwestiami zdrowotnymi i uważnie czytaj skład kupowanych produktów. Innej drogi nie ma a obcinanie sobie kolejnych członków to pomysł raczej obłędny niż bohaterski.

Musztarda ma właściwości lecznicze, których nie znałeś

By Rainer Zenz - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=3391306


Ta smaczna przyprawa wspomagającą trawienie, ułatwia trawienie tłuszczów, ma działanie antybakteryjne, stymuluje układ krążenia i aktywność mózgu. Ale musztarda ma właściwości lecznicze, których nie znałeś:
Dzięki zawartości głównych składników gorczycy i kurkuminy ma właściwości przeciwbólowe, przeciwzapalne, uśmierza bóle. Nie każdy jednak wie, że musztardę można używać  zewnętrznie przy bólach stawów i mięśnispowodowanych stanami zapalnymi, reumatyzmem, urazami lub przeciążeniem. W  tradycyjnej ludowej medycynie w Rosji używa się musztardę do okładów bolących miejsc, co daje niemal natychmiastowe rezultaty.

Musztarda  właściwości lecznicze
Składniki
1 łyżka musztardy
1 łyżka miodu
½ łyżeczki drobnej soli
Wymieszać dokładnie wszystkie składniki, jeśli konsystencja jest zbyt gęsta można rozrzedzić dolewając trochę przegotowanej wody. Przed snem, nasmarować dobrze bolące miejsca  mieszanką, obłożyć plastikową folią i obwinąć wełnianym szalikiem by utrzymać ciepło. Już po pierwszej aplikacji ból znacznie się zmniejszy.
Drobne oparzenia


KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę na Fb., a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony. Link:


Potrzymać kilka minut oparzone miejsce pod zimną bieżącą wodą, a następnie posmarować grubą warstwą musztardy schłodzonej w lodówce. Działa natychmiast uśmierza ból i pieczenie.
Infekcje, ból gardła
Nalać do miski gorącej wody i rozpuścić w niej łyżkę musztardy i łyżkę soli, wymoczyć stopy a następnie założyć ciepłe skarpety. Zabieg poprawi  cyrkulację krwi i zmobilizuje układ odpornościowy do walki z infekcją. Taka kąpiel z dodatkiem musztardy pomaga również w walce z grzybicą.

Musztarda na bóle mięśni, stawów, urazy, reumatyzm

Temat tabu: pozycja w toalecie



Toalety w formie, jaką znamy dzisiaj towarzyszą nam od około 200 lat. Ceramiczne muszle klozetowe początkowo montowane były tylko w najbogatszych domach stanowiąc symbol dobrobytu i wyższej kultury. Okazuje się jednak, że mimo wyjątkowo estetycznej formy, korzystanie z nich w tradycyjny sposób nie jest najlepszym pomysłem.
Do dzisiaj wypróżnianie się w pozycji kucznej kojarzone jest z krajami Trzeciego Świata, pozostałością zamierzchłej przeszłości lub nawet niedostatku. Załatwianie cięższych potrzeb fizjologicznych na siedząco z jakiegoś powodu wydaje nam się bardziej eleganckie i cywilizowane. Tak zwane ubikacje kucane nie cieszą się zbytnią popularnością w Europie czy Stanach Zjednoczonych, za to w Japonii, Indiach, Chinach czy na Bliskim Wschodzie są rzeczą całkowicie normalną. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie mieszkańcy tych regionów robią TO dobrze.
Z ewolucyjnego punktu widzenia to właśnie pozycja kuczna jest najodpowiedniejsza dla prawidłowego wypróżniania się. Pozwala na pełne wydalenie kału ze względu na osiągnięcie odpowiedniego kąta odbytowo-odbytniczego, który w momencie defekacji powinien wynosić około 150 stopni, co jest nieosiągalne na siedząco.
Układ odbytu i odbytnicy (kąt odbytowo-dobytniczy) w pozycji stojącej (po lewej), na siedząco (w środku) oraz w pozycji kucznej (po prawej) / źródło: squattypotty.com
W środowiskach medycznych coraz częściej pojawiają się głosy, że to właśnie siedząca pozycja podczas wypróżniania w ogromnym stopniu odpowiedzialna jest za zaparcia. Kucanie zapobiega temu problemowi nie tylko poprzez znaczne zwiększenie kąta odbytowo-odbytniczego, ale również dzięki rozluźnieniu mięśni, co dodatkowo zapobiega występowaniu hemoroidów.
Od najmłodszych lat uczeni jesteśmy siadania na muszli klozetowej i ciężko jest sobie nawet wyobrazić, jak mielibyśmy nagle zmienić ten zwyczaj. Na szczęście nie trzeba wymieniać łazienkowej armatury, aby raz na zawsze pożegnać się z zaparciami i długimi posiedzeniami w toalecie, minimalizować ryzyko zachorowania na raka jelita grubego oraz występowania hemoroidów. Istnieje prosty i tani sposób, aby całkowicie odmienić swoje toaletowe życie.
Pierwsza, z pomysłem przystosowania ceramicznych muszli klozetowych z siedziskiem do pozycji kucznej, wyszła firma Squatty Potty LLC. W ich ofercie znalazł się mały taboret, który podkładany pod nogi sprawia, że ciało przyjmuje odpowiednią pozycję. Produkt jest specjalnie wyprofilowany, aby można go było wsunąć pod muszlę, kiedy nie jest w użyciu. Niestety, koszt transportu tego wynalazku do Polski stanowi dwukrotność jego ceny – taboret kosztuje 35$, a shipping 70$.
Siedząc na toalecie w tradycyjny sposób kąt pomiędzy nogami, a tułowiem wynosi około 90 stopni. Wystarczy podłożyć pod nogi coś, co sprawi, że kąt zmniejszy się do mniej więcej 35%. Jak to wygląda w praktyce? Dla toalet, których siedzisko znajduje się na wysokości 40-44 cm, wysokość podnóżka powinna wynosić około 23 cm. Jeśli natomiast muszla ma pomiędzy 35 a 38 cm wysokości, podnóżek powinien mieć ok. 18 cm.
Ciężko sobie wyobrazić korzystanie z toalety w tak nietypowy sposób, ale warto spróbować, aby przekonać się, że załatwianie codziennych potrzeb może być dużo łatwiejsze i przyjemniejsze. Wypróżnianie się w pozycji kucznej wymaga trzykrotnie mniej wysiłku niż na siedząco, a co za tym idzie odbywa się dużo szybciej. Zwyczaj czytania w toalecie może odejść w niepamięć, jeśli wszyscy zdecydują się na korzystanie z niej tak, jak chciałaby tego natura.

Aby utrzymać nieprzerwaną produkcję mleka, krowy są rok rocznie zmuszane do przechodzenia cyklu ciąży i porodów, a cielęta są im zaraz odbierane. Podczas oddzielania, matki i dzieci rozpaczliwie wołają się nawzajem. Wszystkie formy hodowli mlecznych są związane z przymusowym zapładnianiem krów. Człowiek siłą wkłada ramię głęboko do odbytnicy krowy, aby ustawić pozycję macicy, a następnie wciska instrument do pochwy krowy, aby wprowadzić nasienie. Klatka służąca do unieruchomienia zwierzęcia podczas tej procedury jest przez przemysł mleczny powszechnie nazywana poskromem (od „poskramiania”), a w USA – „rape rack”, czyli „klatką gwałtu”. Około połowa urodzonych cieląt jest płci męskiej. W hodowli na mleko nie mają racji bytu i dlatego wysyła się je do ferm, gdzie są hodowane na cielęcinę albo bezpośrednio na aukcję, gdzie w wieku zaledwie paru dni są sprzedawane i zabijane. Cielęta płci męskiej używane do produkcji cielęciny są bezceremonialnie poddawane kastracji i zabijane w wieku czterech miesięcy po tym, jak spędziły swoje krótkie życie w małych boksach lub zagrodach. Po 4-6 lat, krowy mleczne stają się "wybrakowane" od ciągłej przymusowej produkcji mleka. Często już słabe i chore, cierpią tak podczas transportu na aukcję/targ jak i w rzeźni. Dla tych delikatnych zwierząt są to traumatyczne przeżycia. Krowy mogą dożyć 25 lat lub dłużej jeśli pozwoli się im żyć swobodnie, bez eksploatacji i rzeźni.

Zdjęcie użytkownika Wyzwolenie Zwierząt.