Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

czwartek, 19 stycznia 2017

Ludzie będą produkować sztuczne mięso


Przewiduje się, że już w najbliższych latach zaleje nas fala tzw. sztucznego mięsa. Naukowcy często informują nas o postępach w pracy nad żywnością laboratoryjną, która ma stanowić alternatywę dla masowej hodowli zwierząt. W ten sposób planuje się ograniczyć zużycie energii, zmniejszyć zapotrzebowanie na tereny hodowlane oraz zredukować emisję gazów cieplarnianych a mięso in vitro, z biegiem czasu, stanie się tańsze od „normalnego” mięsa.


***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378


Ten sztuczny twór zadebiutował w 2013 roku. Profesor Mark Post z holenderskiego Uniwersytetu w Maastricht zaprezentował światu pierwsze laboratoryjne mięso. Choć kawałek sztucznego mięsa kosztował fortunę (ponad milion złotych), próbowano w ten sposób wzbudzić zainteresowanie całego świata. Po publicznym skonsumowaniu pierwszego „laboratoryjnego hamburgera”, naukowcy z innych krajów również przystąpili do prac.
Z czasem zaczęto proponować budowę specjalnych urządzeń, które pozwoliłyby na masową produkcję mięsa in vitro. Początkowa cena takiej żywności wciąż byłaby bardzo wysoka, lecz z biegiem czasu i wraz z rosnącą popularnością, każdy mógłby kupić sobie w sklepie sztucznego kotleta w cenie podobnej do tradycyjnie produkowanego mięsa.
Stworzenie mięsa in vito polega na pobraniu komórek macierzystych z odpadów z rzeźni. Następnie podaje im się substancje spożywcze aby urosły do tkanki mięśniowej. Twór jest umieszczany na specjalnych rusztowaniach z rozpuszczalnych cukrów a dzięki aplikowanym impulsom elektrycznym, komórki zmuszane są do aktywności fizycznej. Pierwsze laboratoryjne mięso było połączeniem wielu takich tkanek mięśniowych.
Mark Post uważa, że sztuczne mięso pojawi się w sklepach najpóźniej w 2020 roku i przynajmniej według założeń, ma smakować tak jak zwykłe mięso, czego na dzień dzisiejszy jeszcze nie udało się osiągnąć. Lecz zdaniem profesora, taka żywność stanie się wręcz luksusem a w 2025 roku powinna wyprzeć wszystkie inne rodzaje mięs.
Co więcej, powstają również organizacje, takie jak New Harvest, które postawiły sobie za cel rozpowszechnienie technologii produkcji sztucznego mięsa. Proponuje się aby każdy mógł mieć możliwość pobierania komórek macierzystych od zwierząt i hodowania własnego mięsa. Ludzie mogliby również wymieniać się komórkami między sobą aby uzyskać preferowany smak.
Obecnie jest to tylko spoglądanie w odległą przyszłość, lecz czasy bardzo szybko się zmieniają i należy przygotować się na nowe produkty żywnościowe, powstałe w laboratorium. Wiele osób może odrzucić ten dziwaczny twór i zrezygnuje z jego zakupu, ale skąd będziemy wiedzieć skąd pochodzi dany produkt, gdy nie zostanie on odpowiednio oznaczony?
Autorstwo: John Moll
Na podstawie: NewScientist.com
Źródło: ZmianyNaZiemi.pl

To dzisiejszy świat skłania nas do bycia nieustannie „na prochach”

Tabletki - tabletki 1


Producenci leków, wszelkiej maści wspomagaczy i narkotyków od zawsze przyczyniali się do wytwarzania kultury, w której ludzie są postrzegani jako mniej uważni, mniej efektywni, bardziej zdołowani. To wszystko po to, by sprzedać leki, które mogą rozwiązać problemy, które oni sami wymyślili.

Na początku XX wieku rozpoczęto wojnę przeciwko dwu najbardziej popularnym narkotykom: kokainie sprzedawanej wówczas przez firmę farmaceutyczną Merck jako środek leczniczy w uzależnieniu od morfiny, oraz heroinie, sprzedawanej w tym samym celu przez inną znaną na naszym rynku niemiecką firmę – Bayer.
Świadkiem tej wojny był Aldous Huxley, autor książki „Nowy wspaniały świat”. W tej słynnej powieści Huxley wymyśla narkotyk, który nazywa soma. Soma jest narzędziem w rękach władzy mającej zapędy dyktatorskie. Soma to środek utrzymujący ludzi w stanie wiecznego, błogiego i ogłupiającego szczęścia.
„Dyktatury jutra pozbawią ludzi ich wolności, ale dadzą w zamian szczęście doświadczane subiektywnie i indukowane chemicznie”, pisał Huxley w „The Saturday Evening Post”. Wszak poszukiwanie szczęścia jest jednym z odwiecznych praw człowieka; niestety osiągnięcie szczęścia może okazać się niekompatybilne z innym ludzkim prawem – prawem do wolności.
W dystopijnym „Nowym, wspaniałym świecie” (1932) narkotyki pełnią funkcję sprawowania politycznej kontroli nad ludźmi, a w powieści „Wyspa” (1962) pełnią zgoła inną rolę: środka leczniczego.
Co sprawiło, że Huxley zmienił swoje zdanie na temat narkotyków? (Oprócz tego, że sam eksperymentował z kokainą.) To pytanie można by zamienić na to: dlaczego narkotyki w pewnym okresie są tępione, a w innym są oznaką pewnego wyzwolenia intelektualno-kulturalnego?
W latach 1920. i 1930. popularna była kokaina, w 1950. i 1960. – LSD i barbiturany, w latach 1980. z kolei wzięciem cieszyła się ecstasy i znów kokaina. Dziś prym wiodą narkotyki i leki zwiększające wydolność i stymulujące procesy poznawcze. Czy to oznacza, że bierzemy te narkotyki, które spełniają potrzeby danej epoki i kultury, w jakiej żyjemy?
Dany narkotyk cieszący się popularnością w konkretnym czasie określa to, czego dane pokolenie najbardziej pragnie i czego najbardziej im brakuje. Czy to będzie pragnienie duchowej transcendencji czy efektywności, a może zabawy, czy może poszukiwanie wyjątkowości lub wolności – narkotyk odzwierciedla nasze najgłębsze pragnienia i nasze niedostatki, te najbardziej pierwotne uczucia, które konstytuują daną epokę i kulturę.
Generalnie dyskusja o narkotykach otwiera kilka przestrzeni: prawa (wszak narkotyki uważane są za nielegalne), klasy (biedni i bogaci biorą te same narkotyki, ale bogaci są lepiej postrzegani, jako ci o większym znaczeniu kulturowym) oraz terapii, medycyny i rekreacji.
Weźmy taką kokainę. Dostępna na początku XX wieku wspomagała opór wobec konwenansów, rygoryzmów i tradycji, umacniała ciągoty libertariańsko-społeczno-demokratyczne.
Po II wojnie światowej kokaina przestała być modna i wypadła z obiegu, przynajmniej w USA. Powróciła dopiero w latach 80-tych jako wyraz buntu wobec konformizmu i kapitalizmu.
Albo takie barbiturany. W latach 1950. od barbituranów uzależniły się…amerykańskie kobiety z przedmieść. Ta grupa społeczna miała dosyć ponurej, opresyjnej kultury, która zmuszała kobiety do spędzania czasu tylko w domu, do odnajdywania przyjemności w byciu pasywną w seksie, poddaną mężczyźnie i oddaną macierzyństwu. Więcej o tym można dowiedzieć się w pracach Betty Friedan, feministki z lat 60-tych. Sfrustrowane, znerwicowane, w depresji sięgały po barbiturany, które służyły im jako środek pomagający dostosować się do społecznej roli, o której były przekonane, że nie ma z niej już wyjścia. Wszelkie antydepresanty, pigułki nasenne, stymulanty miały ułatwić radzenie sobie ze społeczno-kulturowymi ograniczeniami.
Gdy barbiturany nie działały, sięgały po LSD – zażywane także „z powodzeniem” przez aktorki i żony mężczyzn z branży filmowej: producentów i reżyserów. Weźmy taką Judy Balaban, żonę szefa Paramount Pictures. Wydawałoby się, że jej życie było ciekawe i satysfakcjonujące, wszak znała największe sławy tamtych czasów: Marlona Brando, Marilyn Monroe, Gregory’ego Pecka. Tak naprawdę było naznaczone dużym cierpieniem i brakiem zadowolenia. LSD takim kobietom – „kobietom sukcesu” lub kobietom „mężczyzn sukcesu” – pomagały przetrwać nudne, niesatysfakcjonujące życie. Jej koleżanka Polly Bergen, również zażywająca LSD, tłumaczyła, że „chce być wreszcie osobą, a nie personą”.
W tamtych czasach LSD nie było niczym szokującym – stosowane było w terapii i kobiety, jak się domyślacie, chętnie z niej korzystały.
W LSD rozwiązanie swoich problemów znajdowali także homoseksualiści, bądź ludzie o niezdecydowanej orientacji seksualnej. Cary Grant, związany z wieloma kobietami, był przecież homoseksualistą, ale nie mógł się z tym ot tak obnosić. Opinia publiczna zjadłaby go żywcem! LSD pomagało mu radzić sobie z tym rozdwojonym życiem rozchwytywanego przez kobiety przystojniaka i kryptogeja. „Chcę pozbyć się ze swojego życia wszelkiej hipokryzji”, mówił w wywiadzie w 1959 roku. „Jestem w końcu bliżej szczęścia.”
Czasem jednak jest odwrotnie: problemy danej kultury są wymyślone, po to, aby sprzedać lek na to „zło”. Przykład: swobodny dostęp do leków Ritalin i Adderall zwiększył liczbę osób zdiagnozowanych pod kątem ADHD. W USA między 2003 a 2011 rokiem liczba uczniów zdiagnozowanych pod kątem ADHD wzrosła o 43%. Jest nieprawdopodobne, aby aż tyle dzieci zaczęło chorować na ADHD. Bardziej prawdopodobne jest to, iż obecność Ritalinu i Addelarru, a raczej ich dobrze prowadzonej kampanii promocyjnej, doprowadziła do zwiększenia diagnoz.
Podobnie rzecz ma się z depresją. W XXI wieku wystawia się na potęgę diagnozy na depresję. Lauren Slater w książce „Opening Skinner’s Box: Great Psychological Experiments of the 20th Century” („2004, Wielkie eksperymenty psychologiczne XX wieku”) pisze, że liczba diagnoz na pewne jednostki chorobowe wzrasta lub spada w zależności od percepcji społecznej oraz lekarzy, którzy przypisują komuś daną chorobę.
Oznacza to, że producenci leków od zawsze przyczyniali się do wytwarzania kultury, w której ludzie są postrzegani jako mniej uważni, mniej efektywni, bardziej zdołowani. To wszystko po to, by sprzedać leki, które mogą rozwiązać problemy, które oni sami wymyślili.
Rozpatrzmy kolejny przykład: zastępczą terapię hormonalną stosowaną przez kobiety w trakcie menopauzy. W trakcie tej terapii dostarcza się kobiecie dodatkową porcję estrogenu, a czasem także i progesteronu, aby pobudzić kobiece hormony. Ta terapia zaczęła być popularna wśród osób transseksualnych oraz starzejących się mężczyzn. Owo pragnienie nieustannego rozszerzania zastosowania i konieczności stosowania danego leku mówi nam wiele o tym, jak dana kultura jest kreowana i podtrzymywana przez leki dostępne „od ręki”.
A więc widzimy, że pragnienia i niedostatki danej kultury mogą popularyzować pewne leki i narkotyki, lecz jest też tak, że popularne leki i narkotyki współtworzą daną kulturę. Symbioza między chemią, a epoką/kulturą, w jakiej żyjemy jest ewidentna, czyż nie?

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378


Laureat nagrody Nobla, ekonomista Herbert Alexander Simon ukuł termin „ekonomia uwagi”. Żyjemy w czasach, w których wymagane jest maksymalne skupienie, efektywność w pracy i szybkie przyswajanie wiedzy.
Nowoczesne leki i narkotyki nie tylko utrzymują ludzi efektywnymi w pracy, ale koncentrują ich emocje na niej, sprawiając, że ludzie właśnie w pracy odnajdują swoje szczęście. Stąd uzasadnianie czasu i energii poświęconej na niej. Te leki odpowiadają na kulturowe zapotrzebowanie na coraz więcej pracy i na coraz większą efektywność, pozwalając ludziom, którzy je stosują, na lepsze koncentrowanie się, bycie dłużej w stanie czuwania oraz – co ciekawe – wyglądanie na mniej smutnych.
Kulturowy imperatyw skupienia i efektywności, zwiększonej dogodności oraz bardziej urozmaiconej rozrywki – oto, czym jest „ekonomia uwagi”. Dzisiejsze leki i narkotyki, które odpowiadają na te potrzeby, są zażywane stale, aby utrzymywać się w pożądanym dla siebie stanie, a nie – jak nam się wydaje – by zakończyć daną chorobę. Kiedyś można było powiedzieć: „Cześć, jestem Natalia. Jestem chora, dlatego biorę leki, aby wrócić do starej Natalii. Gdy wrócę, odkładam je.” Dziś wygląda to tak: „Jestem sobą tylko wtedy, gdy jestem na dragach.”
Zażywanie leków i narkotyków stało się równoznaczne z byciem bliżej szczęścia i ze znalezieniem długiej, egzystencjalnej ucieczki. Czy nie jest to pragnienie ucieczki okrutnie ocierającej się o samounicestwienie?
Autorstwo: Natalia Wilk-Sobczak
Fotografia: stevepb (CC0)
Na podstawie: Aeon.co
Źródło: MediumPubliczne.pl

Czy jedzenie mięsa jest dla nas korzystne!?




Czy jedzenie mięsa jest dla nas korzystne?
Zacznijmy od mięsa samego w sobie. Komórki zwierzęce, w przeciwieństwie do komórek roślinnych mających sztywne ściany komórkowe i prosty układ krążenia, szybko umierają, kiedy zostają odłączone od dostaw krwi.
Kiedy zwierze umiera białka w jego komórkach się koagulują, a niszczące enzymy zaczynają niezwłocznie niszczyć komórki. Rezultatem jest powstawanie niszczącej substancji znaną ptomainą, która jest źródłem wielu chorób. Niszczenie komórek odnosi się do wszelkiego rodzaju komórek martwego zwierzęcego mięsa, także drobiu i ryb. Każde mięso jest zanieczyszczone.
Przyczyną są rozkładające się i gnijące białka, jak też przez robaki i pasożyty biorące udział w rozkładzie struktur białkowych. Martwy ptak czy ryba nie są już „świeże”, nie ma znaczenia co z nim zrobisz. Sprytne metody konserwacji, jak zamrażanie czy dodawanie rakotwórczych konserwantów do mięs, nie przywrócą mu życia ani nie spowodują, że stanie się ono świeższe. Procesy gnilne i namnażanie się bakterii zaczynają się zaraz po śmierci i są już w zaawansowanym stadium, kiedy mięso ma kilka dni.
Następnie należy wziąć pod uwagę proces trawienny. W jego centrum tkwi nasza niezdolność do odpowiedniego rozbijania mięsnych białek na aminokwasy. W przypadku zwierząt mięsożernych, w przeciwieństwie do ludzi, większość procesu trawienia odbywa się w żołądku, a nie w jelicie cienkim. Mięso znajduje się w ich stosunkowo krótkich jelitach jedynie przez niedługi czas. U ludzi jednak kawałki niestrawionego mięsa przechodząc z żołądka do jelit.
Nasze jelito cienkie, które ma około 5-6 metrów, przetwarza większość naturalnych pokarmów w ciągu kilku godzin. Jednak kiedy pożywienie okazuje się mięsem, może pozostawać w jelitach nawet przez 24 godziny lub wręcz 48 godzin. Przez ten czas większość jest już rozłożona lub przegniła. Proce gnilny skutkuje powstawaniem mięsnych toksyn, jak kadaweryna czy putrescyna, i innych substancji trujących.
Jako że pozostałości niestawionego mięsa mogą być przetrzymywane w rozległych ścianach jelit przez 20-30 lat lub dłużej, nie jest zaskoczeniem wykrywanie tak licznych nowotworów jelit u osób jedzących mięso, a w praktyce żadnych u wegetarian i zwierząt mięsożernych. Nowotwór jelita jest w wielu przypadkach właściwy po prostu inną nazwą przewlekłego zatrucia gnijącym mięsem.
W trakcie trawienia mięsa wytwarzają się steroidowe metabolity posiadające rakotwórcze właściwości. Poza tym poddawanie mięsa obróbce cieplnej w wysokiej temperaturze powoduje wydzielanie związków chemicznych, jak aminy heterocykliczne (HCA), nieobecnych w surowym mięsie.
Te trucizny działają w organizmie jak patogeny (częste czynniki chorobotwórcze). Według badań przeprowadzonych przez National Cancer Institute (NCI), jak i przez europejskich oraz japońskich badaczy, istnieje 17 różnych HCA – powstających w wyniku gotowania mięsa pochodzącego z części mięśniowych wieprzowiny, wołowiny, ptactwa i ryb – które zwiększają ryzyko zachorowania na raka.
Nerki, które usuwają zanieczyszczenia z krwi, również cierpią z powodu przeładowania toksynami pochodzącymi z mięsa, składającymi się głównie z zanieczyszczeń azotowych. Nawet u osób jedzących jedynie umiarkowane ilości mięsa nerki zmuszone są do trzykrotnie większej pracy niż u wegetarian.
Ogólnie rzecz biorąc, młodzi ludzie mogą poradzić sobie z takimi przeciążeniami nerek, ale kiedy zaczną się starzeć, ryzyko uszkodzenia nerek znacząco wzrośnie. Po wielu latach regularnej konsumpcji mięsa ciało może nagle poddać się powodzi toksycznych substancji wypływających z niestrawionego mięsa.
Badanie przeprowadzone w Niemczech pokazało, że osoby w średnim wieku spożywające mięso w godzinach wieczornych były bardziej podatne na wystąpienie zawału serca następnego ranka. Zbyt wiele białek dostających się do krwi może ją zagęścić i drastycznie odciąć dopływ tlenu do serca i innych narządów, takich jak mózg.
SKAŻENIE MIĘSA
Badania pokazały, że wszyscy, którzy jedzą mięso, mają robaki i występuje u nich wysokie ryzyko zakażenia pasożytami jelit. Nie jest to wyjątkowo zaskakujące, jeśli weźmie się pod uwagę, że martwe mięso jest ulubionym celem mikroorganizmów różnego rodzaju. Badania przeprowadzone w 1996 roku przez Amerykański Departament Rolnictwa wykazały, że około 80% wołowiny jest zakażone chorobotwórczymi mikrobami.
Głównym źródłem tych organizmów są odchody. Badania z 2005 roku, przeprowadzone przez Uniwersytet w Arizonie, ujawniły, że w przeciętnym zlewie kuchennym znajduje się więcej bakterii kałowych niż w przeciętnej muszli klozetowej.
Źródłem tego biologicznego zagrożenia w domu jest mięso, które kupujesz w zwykłym sklepie spożywczym lub markecie. Zarazki i pasożyty znajdujące się w mięsie osłabiają układ odpornościowy i są źródłem wielu chorób. W rzeczywistości większość zatruć pokarmowych w dzisiejszych czasach jest związane ze spożyciem mięsa. Podczas masowej fali zachorowań w okolicach Glasgow 16 z ponad 200 zarażonych osób zmarło na skutek spożycia mięsa zakażonego bakterią E.coli.
W wielu innych częściach świata zdarzają się podobne przypadki. Ponad pół miliona Amerykanów, z których większość to ludzie młodzi przechodziło zatrucia zmutowaną bakterią kałową (E.coli), pochodzącą z mięsa. Te zarazki są głównym powodem niewydolności nerek wśród dzieci w Stanach Zjednoczonych. Nie wszystkie pasożyty działają tak szybko jak bakterie E.coli. Większość z nich wywołuje długofalowe efekty, które stają się zauważalne dopiero po latach jedzenia mięsa.
W dzisiejszych czasach mięso zawiera nowe, szczególnie groźne, zmutowane zarazki; zarażenie nimi grozi śmiercią. Aby zatruć się salmonellą, trzeba spożyć przynajmniej milion tych zarazków. Jednak aby zatruć się jednym z nowych, zmutowanych zarazków, wystarczy, że spożyje się ich około pięciu. Innymi słowy, malutki kawałeczek niedosmażonego hamburgera, przełożonego z kuchenki na twój talerz, wystarczy, żeby Cię zabić.
Naukowcy zidentyfikowali już ponad tuzin czynników chorobotwórczych, przenoszonych przez żywność, powodujących wspomniane konsekwencje. Amerykańskie Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom potwierdza, że tak naprawdę nie znamy zarazków stojących za większością chorób i zgonów spowodowanych zakażeniami żywości.
RYBY
Wiele problemów związanych z czerwony mięsem i drobiem odnosi się również do ryb. Ryby hodowane w komercyjnych zbiornikach są praktycznie tak samo skażone substancjami chemicznymi jak zwierzęta pochodzące z „farm – fabryk”. Poza tym, wraz ze wzrastającym zanieczyszczeniem oceanów, rzek i jezior, wzrasta poziom toksycznych substancji chemicznych, jak rtęć, w rybach i skorupiakach, które są odławiane z naturalnych zbiorników ziemi.
Andreas Moritz, VADEMECUM NATURALNEGO ZDROWIA

***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

środa, 18 stycznia 2017

Zwierzęta są moimi braćmi mniejszymi, moją rodziną. Cierpią i giną w obozach zagłady. Gdyby Twoja rodzina cierpiała i ginęła w obozie, stał byś bezczynny!?

Onkolodzy oszukali Angelinę Jolie, amputacja nie była potrzebna

By Original author: Patrick J. Lynch. Reworked by Morgoth666 to add numbered legend arrows. - Patrick J. Lynch, medical illustrator, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2676813


Angelina Jolie - Źródło: 123rf.com
Niedawno cały świat obiegła informacje, że Angelina Jolie usunęła swoje piersi. Operacja, której się poddała miała ją chronić przed rakiem a jej powodem było występowanie specjalnego genu BRCA1. Według onkologów w jej przypadku ryzyko wystąpienia raka piersi wynosiło 87% dlatego poddała się prewencyjnemu odjęciu własnych części ciała.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Wiele osób od razu zakrzyknęło, że to wielkie wydarzenie i znak czasów, oraz, że Angelina Jolie wykazała się niesamowitą odwagą i będzie teraz stanowiła wzór do naśladowania dla innych kobiet. Media promując taki pogląd muszą sobie zdawać sprawę, że namawiają tym samym ludzi do obcinania własnego ciała i to w niejasnym celu. Panuje dziwne przekonanie, że to geny a nie czynniki środowiskowe powodują raka.

Z pewnością pewne predyspozycje genetyczne mogą powodować, że pojawienie się raka jest bardziej prawdopodobne, ale pewną ilość potencjału kancerogennego ma każdy, bez wyjątku. Pytanie tylko czy u każdego z nas rozwinie się rak, jaki i na jakim etapie będzie. Można zaryzykować twierdzenie, że Angelina Jolie została oszukana, albo i tak planowała wstawić sobie silikony, więc przy okazji zrobiła wokół siebie trochę wrzawy. Jeśli tak było to jest to nieodpowiedzialność, bo bardzo wiele kobiet może pójść jej śladem narażając się niepotrzebnie na powikłania w rodzaju tych, które dotknęły nieszczęsną Szwedkę, która zamieniła się w roślinę po nieudanej operacji powiększenia biustu.

Trzeba wiedzieć o tym, że raka powoduje stres, zwłaszcza ciągły. Łatwo powiedzieć w naszych czasach, aby się nie stresować, ale dużo trudniej to zrobić. Niestety nasze otoczenie jest tak skonstruowane, że większość ludzi żyje w ciągłym stresie, a to nie pozostaje bez wpływu na organizm. Efekty są opłakane, a ciągły stres przyspiesza nie tylko raka, ale też powoduje inne choroby. Mimo to trzeba próbować się nie stresować, myśleć pozytywnie i zmieniać swoje życie, jeśli jest taka potrzeba.

Po drugie istotna jest dieta. Przed rakiem nie chronią amputacje tylko właściwa dieta. Obecność chemii w żywności, czy stosowanie GMO i to na dowolnym etapie produkcji żywności, to główne przyczyny zwiększenia ilość przypadków raka na świecie. Jeszcze w pierwszej połowie XX wieku rak był czymś rzadkim. Potem przyszła epoka atomu i liczne testy jądrowe zasiały w nas izotopy, które od razu stawiają nas w gorszej sytuacji niż przodkowie. Gdy do tego dołożymy obecną tanią zatrutą żywność to mamy prawdziwe przyczyny eksplozji chorób onkologicznych.
Zanim ktoś posiadający gen BRCA1 zdecyduje się na tak radykalny krok jak odcinanie części własnego ciała warto dowiedzieć się o innych sposobach powodujących zdecydowaną minimalizację prawdopodobieństwa zachorowania na raka. Mogą na przykład jeść owoce cytrusowe, czerwone winogrona i pić czerwone wytrawne wino.  Poza tym taka osoba powinna spożywać warzywa i pokarmy bogate w kwasy tłuszczowe omega-3.  Ciekawą substancją jest indol-3-karbinol (I3C) - naturalna substancja chemiczna znajdująca się w warzywach takich jak brokuły i kapusta. Okazuje się, że pomaga zapobiegać ekspresji genu „BRCA1”.

Skoro już musimy żyć w tym środowisku próbujmy przynajmniej robić to świadomie. Nie dajmy się manipulować mediom i próbujmy żyć w zgodzie z naturą. Jeśli nie chcesz mieć raka a nie znasz się na produkcji żywności to znajdź pewne zaopatrzenie. Unikaj produktów, w których dominuje chemia. Interesuj się kwestiami zdrowotnymi i uważnie czytaj skład kupowanych produktów. Innej drogi nie ma a obcinanie sobie kolejnych członków to pomysł raczej obłędny niż bohaterski.

Prawdziwa historia wyleczenia raka w IV stadium sodą oczyszczoną i melasą

Niepodpisana grafika związku chemicznego; prawdopodobnie struktura chemiczna bądź trójwymiarowy model cząsteczki


W 2008 roku Vernon Johnston po licznych badaniach został poinformowany przez lekarzy, że nie zostało mu wiele czasu. Zdiagnozowano u niego na raka prostaty w IV stadium z przerzutami do kości.
Po kilku tygodniach, okazało się że choroba się cofnęła. Udało mu się pokonać raka przy pomocy prostej mikstury z sody oczyszczonej, melasy i wody.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Oczywiście nie tylko, do tego doszła zmiana diety na naturalną i bardziej zasadową, suplementacja witaminami i minerałami oraz dużo światła słonecznego.
Po usłyszeniu diagnozy Vernon nie załamał się, za namową brata postanowił spróbować we własnym zakresie pokonać raka poprzez zalkalizowanie organizmu. Początkowo miał zamiar podnieść pH przy pomocy chlorku cezu, w rezultacie zdecydował się na kurację sodą oczyszczoną z syropem klonowym, który z kolei zastąpił melasą bo.. miał akurat w kuchni pod ręką .
Vernon do dziś jest zdrowy, swoja historie opisał na blogu, poniżej na filmie prezentuje przepis, który pozwolił mu pokonać raka.

Nie jest to jedyny przypadek, włoski onkolog dr Tullio Simoncini od wielu lat propaguje metodę leczenia nowotworów przy pomocy węglowodanu sodu z dobrym skutkiem.
Dlaczego soda ?
Badania naukowe wykazały, że nowotwory do rozwoju potrzebują środowiska kwaśnego, beztlenowego, w środowisku zasadowym nie mogą się rozwijać.
Źródła naukowe:
Centrum Badania nad Rakiem Uniwersytetu w Arizonie na swych stronach informuje, że dr Mark Pagel otrzymał grant przyznany przez Narodowy Instytut Zdrowia, w celu przeprowadzenia badań skuteczności terapii raka piersi sodą oczyszczoną.
Być może w niedalekiej przyszłości dowiemy się więcej na ten temat.
Wracając do terapii Vernon Johnston’a – skąd pomysł melasy? Wiadomo, że komórki nowotworowe odżywiają się glukozą, jednocześnie różni je od zdrowych komórek niższy ładunek elektryczny i grubsza błona komórkowa, co sprawia żetrudniej jest przeniknąć do ich wnętrza „niechcianym” substancjom. Glukoza np. melasa czy miód pełni w tym wypadku rolę „konia trojańskiego” pozwalając przeniknąć wraz z nią cząsteczkom sody.

wtorek, 17 stycznia 2017

Pikantne jedzenie wydłuża życie?

By Lotus Head from Johannesburg, Gauteng, South Africa - sxc.hu, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=96811

Jedzenie czerwonych papryczek chili wiąże się 13% spadkiem śmiertelności całkowitej, głównie zgonów wskutek chorób serca i udaru.
Mustafa Chopan i prof. Benjamin Littenberg z College'u Medycyny Larnera Uniwersytetu Vermont analizowali dane zebrane w ramach National Health and Nutritional Examination Survey III. Panowie przyjrzeli się wyjściowym cechom konsumentów papryczek. Okazało się, że w porównaniu do ludzi, którzy ich nie jedli, byli młodszymi, żonatymi Amerykanami pochodzenia meksykańskiego, palili papierosy, pili alkohol, jedli więcej warzyw i mięsa, mieli niższy poziom dobrego cholesterolu HDL, mniejsze dochody i słabsze wykształcenie.
Średni czas późniejszej obserwacji wynosił 18,9 r. Autorzy publikacji z pisma PLoS ONE zliczali zgony i sprawdzali ich przyczyny.
Choć mechanizm, za pośrednictwem którego papryczki mogłyby odroczyć zgon, jest niepewny, częściowo za zaobserwowaną korelację mogą odpowiadać kanały przejściowego potencjału TRP, będące receptorami dla ostrych czynników, takich jak kapsaicyna [...].
Chopan i Littenberg przypominają, że kapsaicyna odgrywa ważną rolę w mechanizmach komórkowych i molekularnych zapobiegających otyłości i modulujących wieńcowy przepływ krwi. Amerykanie dodają też, że alkaloid ma właściwości antydrobnoustrojowe, może więc pośrednio oddziaływać na organizm, zmieniając mikroflorę jelit.

Nadciśnienie chroni najstarszych z najstarszych przed demencją?

By Photo by CEphoto, Uwe Aranas, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=45114964

Wystąpienie nadciśnienia na późniejszych etapach życia wiąże się z niższym ryzykiem demencji po dziewięćdziesiątce.
Naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine śledzili przez średnio 2,8 roku losy 559 osób (wszystkie są uczestnikami The 90+ Study). Analizowali związki między demencją, wiekiem wystąpienia nadciśnienia i wynikami pomiarów ciśnienia.
Podczas rekrutacji ochotnicy nie chorowali na demencję i mieli średnio 93 lata. Sześćdziesiąt dziewięć procent próby stanowiły kobiety. Badania pod kątem demencji odbywały się co pół roku. W okresie objętym omawianym studium demencję zdiagnozowano u 224 ludzi (40%).
Stwierdzono, że w porównaniu do osób bez nadciśnienia, u ochotników, którzy wspominali o jego wystąpieniu w wieku 80-89 lat, prawdopodobieństwo demencji po 90. r.ż. było o 42% niższe. Jeśli nadciśnienie rozwijało się po dziewięćdziesiątce, ryzyko demencji okazało się jeszcze mniejsze (aż o 63%). Związki były istotne statystycznie i nie zależały od tego, czy ochotnicy zażywali leki na nadciśnienie.
W pierwszym tego typu badaniu ustaliliśmy, że nadciśnienie nie jest czynnikiem ryzyka demencji u osób w wieku 90+ i tak naprawdę koreluje ze spadkiem ryzyka demencji - podkreśla prof. Maria Corrada.
Amerykanie mierzyli też ciśnienie krwi ochotników w okresie rekrutacji. Zauważono, że jeśli pomiary podpadały pod nadciśnienie, ryzyko demencji było niższe niż w grupie z wynikami w obrębie normy. Choć rezultaty nie były istotne statystycznie, autorzy publikacji z pisma Alzheimer's & Dementia zauważyli, że ryzyko demencji spadało wraz z nasileniem nadciśnienia (taki trend jest spójny z hipotezą, że w tej grupie wiekowej nadciśnienie chroni mózg przed zmianami prowadzącymi do demencji).
Komentując te doniesienia, dr Maria Carrillo z Alzheimer's Association podkreśla, że to kolejne badanie, które pokazało, że czynniki ryzyka demencji zmieniają się z wiekiem. W publikacjach z 2008 i 2009 r. zjawisko analogiczne do wpływu nadciśnienia zademonstrowano bowiem w przypadku wagi. Na grupie 255 osób w wieku 75+ z Kungsholmen (dzielnicy Sztokholmu) wykazano, że nadwaga koreluje z niższym ryzykiem demencji. Obserwacyjne Cardiovascular Health Study dało podobne rezultaty: o ile u ochotników z niedowagą ryzyko demencji było wyższe, o tyle u otyłych ulegało one zmniejszeniu.
Corrada podkreśla, że przed wprowadzeniem zmian w praktyce klinicznej trzeba potwierdzić wyniki i znaleźć mechanizm leżący u podłoża ewentualnego związku nadciśnienia i działania mózgu. Już teraz Amerykanie podrzucają jednak parę idei. Jak tłumaczą, ciśnienie musi osiągnąć pewien poziom, by zapewnić dopływ krwi do mózgu konieczny do normalnego funkcjonowania poznawczego, a ten może się zmieniać z wiekiem. Drugie, ale mniej prawdopodobne wyjaśnienie jest takie, że przed wystąpieniem demencji wskutek deterioracji neuronów spada ciśnienie, dlatego osoby bez demencji mają ciśnienie wyższe.

Nie wyrzucaj – oddawaj!

By Taken byfir0002 | flagstaffotos.com.auCanon 20D + Tamron 28-75mm f/2.8 - Praca własna, GFDL 1.2, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=163135


Polacy rocznie marnują dwa miliony ton jedzenia, które z różnych powodów trafia do śmietnika. W reakcji na to zjawisko na jednym ze szczecińskich osiedli pojawił się w śmietniku nietypowy regał. Można na niego odstawić nadającą się do zjedzenia żywność, która komuś jeszcze może się przydać.
Według sondażu Federacji Polskich Banków Żywności do wyrzucania jedzenia przyznaje się co trzeci Polak. W tym samym czasie prawie 7,5 procent obywateli Polski żyje w skrajnej biedzie.
Pierwszy punkt do zostawiania jedzenia pojawił się w śmietniku na osiedlu Bandurskiego w Szczecinie. Akcja spotkała się z takim zainteresowaniem, że powstał już drugi. Być może pojawi się ich więcej.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Tego rodzaju miejsca na pewno nie będą stały odłogiem. Polacy są w pierwszej unijnej piątce jeśli chodzi o marnowanie jedzenia. „W Polsce marnuje się dziewięć mln ton jedzenia rocznie, z czego Polacy w swoich gospodarstwach domowych marnują około dwóch milionów ton. Najwięcej marnujemy produktów świeżych, które szybko się psują” – mówi Alina Karczewska z Federacji Polskich Banków Żywności. Najczęściej wyrzucamy, bo kupiliśmy za dużo i nie zdążyliśmy zjeść przed upłynięciem terminu ważności.
Źródło: NowyObywatel.pl

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Zdjęcie użytkownika Odkrywamy Zakryte.
Zdjęcie użytkownika Dorota Elzbieta.

dr Paweł Grzesiowski przegrał w sądzie z Justyną Sochą ze STOP NOP

Już 1 umiarkowany trening działa przeciwzapalnie

fitness

Już jedna 20-minutowa sesja ćwiczeń o umiarkowanej intensywności może działać przeciwzapalnie.
Za każdym razem, gdy się gimnastykujemy, robimy coś dobrego dla swojego organizmu na wielu poziomach [...] - przekonuje dr Suzi Hong ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego. Przeciwzapalne skutki ćwiczeń są znane badaczom, ale odkrycie mechanizmu tego procesu daje szansę na bezpieczne maksymalizowanie korzyści.
W czasie ruchu aktywowane są mózg i sympatyczny układ nerwowy. Do krwiobiegu uwalniane są hormony (np. epinefryna i noradrenalina), które pobudzają receptory adrenergiczne komórek odpornościowych.
***\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378
Wykazaliśmy, że jedna ok. 20-min sesja ćwiczeń umiarkowanej intensywności na bieżni skutkuje 5% spadkiem liczby stymulowanych komórek odpornościowych produkujących TNF [prozapalny czynnik martwicy nowotworu]. Wiedza, co uruchamia regulacyjne mechanizmy białek zapalnych, może się przyczynić do opracowania nowych terapii przewlekłych chorób zapalnych [...].
Podczas eksperymentu 47 ochotników maszerowało na bieżni. Tempo dostosowywano indywidualnie, biorąc pod uwagę sprawność fizyczną danej osoby. Przed i bezpośrednio po sesji pobierano krew.
Nasze studium wykazało, że ćwiczenia nie muszą być intensywne, by pojawił się efekt przeciwzapalny. Wydaje się, że wystarczy 20-30 min umiarkowanych ćwiczeń, np. szybkiego chodu. Przekonanie, że trening oznacza dawanie z siebie wszystkiego przez długi czas, może odstraszać ludzi cierpiących na przewlekłe choroby zapalne, którzy mogliby znacznie skorzystać na aktywności fizycznej.