Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

czwartek, 17 stycznia 2019

Zażywany w ciąży paracetamol może wpływać na płodność córek

Zażywanie paracetamolu w czasie ciąży może zmniejszyć płodność córek. Autorzy publikacji z pisma „Endocrine Connections” przeanalizowali 3 niezależne badania na gryzoniach. We wszystkich donoszono o zmianach dot. rozwoju układu rozrodczego u córek samic, którym w czasie ciąży podawano paracetamol. Zjawisko to mogło upośledzać ich płodność w dorosłości.

Zespół dr. Davida Kristensena ze Kopenhaskiego Szpitala Uniwersyteckiego podkreśla, że skutki ekspozycji na pewne substancje w czasie ciąży nie muszą się ujawniać od razu i czasem dają o sobie znać dopiero na późniejszych etapach życia. U gryzoni i ludzi samice rodzą się np. z określoną rezerwą jajnikową (liczbą niedojrzałych komórek jajowych, potencjalnie gotowych do zapłodnienia po osiągnięciu dojrzałości). Okazało się, że gdy gryzonie wystawiano na oddziaływanie stężeń paracetamolu będących odpowiednikiem dawek dozwolonych dla kobiet w ciąży, rodziły się samiczki z niższą rezerwą. To oznacza, że w dorosłości ich szanse na reprodukcję były mniejsze, zwłaszcza w starszym wieku.
„Choć nie musi to być poważne upośledzenie płodności, niepokój jest nadal uzasadniony, bo dane z 3 różnych laboratoriów niezależnie pokazały, że paracetamol może [w konkretny sposób] zaburzać żeński rozwój rozrodczy. Potrzebujemy dalszych badań, by ustalić, jak lek oddziałuje na ludzką płodność.”
Duńczycy podkreślają, że zbadanie zależności między zażywaniem paracetamolu przez kobietę w ciąży i problemami z płodnością u dorosłych dzieci nie będzie łatwe. Proponują, by podczas studiów przyjąć podejście interdyscyplinarne i „połączyć dane epidemiologiczne z badań nad ludźmi z bardziej eksperymentalnymi badaniami na zwierzętach, np. gryzoniach”.
Autorstwo: Anna Błońska
Na podstawie: MedicalXpress.com
Źródło: KopalniaWiedzy.pl

środa, 16 stycznia 2019

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

„Tajemniczy wirus” rozprzestrzenia się w Stanach Zjednoczonych. Kładzie ludzi na tygodnie do łóżka

 Czy to jest kolejny eksperyment mający na celu depopulacji ludzkości?

Kaszel może być dość irytujący, zwłaszcza gdy utrzymuje cię w nocy, ale zazwyczaj możesz czerpać pociechę z tego, że raczej szybko minie i wrócisz do normalności w mgnieniu oka. Niestety, pojawia się nowy wirus, który zmienia tygodniową walkę w trwający miesiąc koszmar – i spekulacje obfitują w jego pochodzenie.

Lekarze w całym kraju zgłaszają wzrost w przypadkach osób cierpiących na  bardzo nietypowy kaszel . Jest spowodowany przez wirus i trwa od czterech do sześciu tygodni – a w niektórych przypadkach nawet dłużej.

Jeden z lekarzy, dr Gary Gross, dr Texas Health Dallas, twierdzi, że co najmniej jeden miesiąc cierpiał z powodu wirusa, i ubolewał nad faktem, że trwa on tak długo, a każdego dnia nie było poprawy. Dr Gross powiedział  CBS DFW,  że wirus powoduje objawy które bardzo długo trwają, a poprawa samopoczucia przychodzi po bardzo długim okresie.

Specjaliści od medycyny ratunkowej w Cincinnati  ostrzegli społeczeństwo  przed wirusem, który, jak twierdzą, spowodował gwałtowny wzrost u pacjentów objawów zapalenia górnych dróg oddechowych, w których przeważa kaszel , przekrwienie i duszność.

Dr Kenneth Patton, dr Bethesda North Hospital, opisuje trudności pacjentów z wirusem jako: „ich organizm wykonuje bardzo dużo pracy by oddychać, ich żebra w tej czynności są mocno widoczne, mięśnia karku bardzo intensywnie pracują, ogólnie na pierwszy rzut oka można zauważyć, że bardzo ciężko oddychają.”

Największą skargą pacjentów pomimo uciążliwych objawów, jest jednak czas trwania zachorowania, wiele osób utknęło w łóżku przez kilka tygodni. Unikanie wirusa polega na częstym myciu rąk i utrzymywaniu dystansu wobec chorych. Jednak gdy go zdobędziesz jesteś zmuszony leżeć co najmniej kilka tygodni w łóżku.

Jakie jest źródło tego wirusa?

Oczywiście, za każdym razem, gdy nowy wirus, taki jak ten, pojawia się pozornie znikąd, trudno nie zastanawiać się, czy może to być część eksperymentu z użyciem broni biologicznej.

Prfoesor dr Cyril Broderick wyraził przekonanie, że wirus Ebola został wyprodukowany, a następnie celowo uwolniony w Afryce jako broniący się wirus. Inni eksperci zgodzili się z jego teorią. Tymczasem, w następstwie  wybuchu Zika , rządy w Ameryce Łacińskiej nalegały, by kobiety unikały ciąży z powodu możliwości wad wrodzonych.

Myśl, że wysiłki na rzecz depopulacji są w toku, jest wzmocniona ciągłym dążeniem do zmniejszenia populacji ludzkiej w imię ocalenia planety przed „globalnym ociepleniem” i testowania szczepionek i eksperymentalnych narkotyków w afrykańskich krajach. Wpływowe nazwiska, takie jak Bill Gates, jawnie oświadczyły, że zmniejszenie populacji ludzkiej może pomóc „uratować” planetę, a  The New York Times  wydrukował niedawno artykuł wstępny, argumentujący, że koniec ludzkości byłby naprawdę dobrą rzeczą dla planety.

Istotnym jest również fakt, że firmy farmaceutyczne mają wiele do zyskania w wyniku takich epidemii, opracowując nowe szczepionki i leki. W rzeczywistości, zespół naukowców z Kalifornijskiego  Instytutu Badawczego Scripps  zaprojektował śmiercionośną szczepionkę przeciwko ptasiej grypie, która może zainfekować ludzi pod pretekstem dowiedzenia się, co taki wirus mógłby zrobić, aby się do tego przygotować. Mutacje, które stworzyli, pozwalają wirusowi przeniknąć do ludzkich komórek płucnych. Co może pójść nie tak?

Kiedy zwracasz uwagę na wszystko, co dzieje się w dzisiejszym świecie, nie ma sensu zastanawiać się, czy  wysiłki depopulacji  są ukryte za wirusami, które pojawiają się w tajemniczy sposób i nagle wpływają na znaczną liczbę ludzi.

źródło: 



wtorek, 15 stycznia 2019

Glin w szczepionkach znacznie przekracza normy bezpieczeństwa

Plik:Szczepionka strep pneu.jpg

Aluminium w szczepionkach jak się potocznie określa sole glinu wodorotlenek i fosforan glinu pełni w niektórych szczepionkach rolę adiuwantu wzmacniającego ich działanie poprzez maksymalnie wydłużenie czasu utrzymywania antygenów w organizmie. Oficjalne zapewnia się, że niewielka dawka aluminium w szczepionkach jest całkowicie bezpieczna dla dzieci i dorosłych, poza występowaniem niewielkich miejscowych odczynów poszczepiennych.
Wyniki opublikowanych w bieżącym roku badań pokazują, że dopuszczalne poziomy aluminium w szczepionkach oparte są na błędach, nieaktualnych informacjach i nieuzasadnionych założeniach. Obliczono że 250 mcg wodorotlenku glinu zawartego w szczepionce jest bezpieczne dla osoby dorosłej o wadze 150 kg. Autorzy publikacji twierdzą, że naraża to niemowlęta na ryzyko chronicznie toksycznego poziomu tego pierwiastka w organizmie. W skrajnych przypadkach w zależności od masy ciała dziecka dawka przekracza nawet 1800% biologiczną zdolność detoksykacji i utylizacji metalu z ustroju przy założeniu, że nie występują genetyczne zaburzenia. I tak np. nierzadka przecież mutacja genu MTHFR zaburza naturalną zdolność usuwania toksyn z organizmu w ponad 90%, co powoduje, że organizm nie daje sobie rady nawet z ich minimalnymi ilościami substancji toksycznych. Kwalifikując pacjenta do szczepienia szczególnie jeśli są to niemowlęta i noworodki powinno się przynajmniej wykluczać podobne wrodzone wady genetyczne, a tego niestety się nie praktykuje.
Aktualne obliczenia wskazują, że w pierwszym dniu życia niemowlęta otrzymują 17 razy wyższe dawki związków glinu, niż gdyby bezpieczny poziom właściwie dostosowany byłyby do masy ciała.
Wykazano, że dotychczasowe regulacje WHO i FDA błędnie zakładają bezpieczny poziom aluminium w szczepionkach opierając je na skuteczności immunologicznej, czyli wydłużonym czasie utrzymywania antygenów nie biorąc pod uwagę masy ciała noworodków i niemowląt. Obecne zatwierdzone normy oparte są na doustnym podawaniu dorosłym gryzoniom – myszom i szczurom. Nikt do czasu ustalenia norm nie badał bezpieczeństwa wprowadzania do organizmu dzieci z ominięciem przewodu pokarmowego poprzez iniekcje.
Przytoczona praca badawcza opiera się na szeregu wcześniejszych publikacji, które między innymi wskazują na przypadki, w których po podaniu młodym zwierzętom laboratoryjnym dawek badawczych poziom aluminium w moczu i krwi pozostał niezmieniony. Powstaje pytanie, gdzie zatem to aluminium się podziało i czy tam gdzie się dostało nie wywiera wpływu na układ odpornościowy, tkanki i narządy?
Odpowiedź przyniosły eksperymenty wykonane na młodych myszach w maju br. Wykazywały szereg zaburzeń u młodych gryzoni narażonych na ekspozycję aluminium zaraz po urodzeniu. Kolejno wykazano, że niemal 100% domięśniowo wstrzykniętego tlenku glinu na tak wczesnym etapie życia niemal w 100% dostaje się do układu krążenia i na wiele lat kumuluje się w tkankach mózgu, śledziony, stawów

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Andrzej Więckowski: Czary i cuda w medycynie


Skandal Haribo: gorzka radość dzieci i zwierząt


Niewolnictwo dzieci i dorosłych, niesłychane okrucieństwo wobec zwierząt – ukryta kuchnia kapitalistycznej produkcji popularnych cukierków, odkryta przez dziennikarzy telewizji ARD, jest bardzo daleka od radości reklam.

Chyba wszyscy, którzy mają dzieci, znają żelki Haribo, produkowane przez niemiecki koncern w 18 rozsianych po Europie fabrykach. Te fabryki nie mogłyby jednak produkować słynnych „miśków”, które według reklam dają „radość dzieciom i dorosłym”, gdyby nie fabryka w Brazylii, która produkuje wosk z kopernicji (lokalny gatunek palmy), sprawiający, że owe łakocie błyszczą, ale się nie kleją. W teorii, brazylijski podwykonawca musi przestrzegać podstawowych praw człowieka mieszczących się w „wartościach przedsiębiorstwa”, jednak okazuje się, że koncern nie interesował się ani prawami ludzi, ani zwierząt.
W brazylijskiej fabryce robotnicy, wśród których jest dużo nastolatków i nawet dzieci, nie dość, że dostają mniej niż nędzne wynagrodzenie, pracują na zewnątrz z pogwałceniem elementarnych reguł bezpieczeństwa. Zmuszeni do spania pod gołym niebem, są pozbawieni dostępu do toalet i piją niefiltrowaną wodę z pobliskiej zatrutej rzeki. „To jest niewolnictwo” – przyznał zresztą wysoki urzędnik brazylijskiego ministerstwa pracy – „Robotników traktuje się jak rzeczy, gorzej niż zwierzęta.”
Dziennikarze ARD ujawnili też los zwierząt Haribo, świń, używanych w niemieckich fabrykach do produkcji żelatyny zawartej w żelkach. Zarejestrowane obrazy pokazują zwierzęta z szeroko otwartymi ranami, zanurzone we własnych ekskrementach, między zdechłymi już, rozkładającymi się świniami.
Naturalnie, jak zwykle w takich przypadkach, dyrekcja Haribo poinformowała, że nie miała zielonego pojęcia, co działo się w brazylijskiej fabryce, podobnie zresztą jak w niemieckich. Poproszony o wypowiedź rzecznik nie przestawał przekonywać, że koncern pragnie jedynie „przynosić radość, jak zawsze”.

niedziela, 13 stycznia 2019

Pałeczki do uszu niebezpieczne dla zdrowia


Naukowcy z brytyjskiego Narodowego Instytutu Zdrowia i Doskonalenia Klinicznego apelują o zastanowienie się nad zwykłą procedurą czyszczenia uszu pałeczkami higienicznymi.
Okazuje się, że woskowina, którą tak staramy się usunąć, odgrywa ważną rolę i nie należy się jej pozbywać.
Zgadzają się z nimi eksperci z Amerykańskiej Akademii Otorynolaryngologii, którzy wcześniej opublikowali zalecenia dotyczące pielęgnacji uszu. Według nich woskowiny, nie powodującej dyskomfortu i nie blokującej zewnętrznego przewodu słuchowego, nie należy pozbywać się z uszu.
Jeśli chodzi o pałeczki higieniczne, które najczęściej są używane do czyszczenia uszu, nie są one skutecznym narzędziem, a nawet mogą szkodzić. Pałeczki higieniczne nie nadają się do tego z powodu rozmiaru i formy. W rzeczywistości bardziej „wcierają” woskowinę w skórę uszu niż usuwają jej nadmiar, twierdzą naukowcy.
Według lekarzy woskowina spełnia przydatną funkcję smarującą, zatrzymując brud i kurz. Zapobiega to przenikaniu bakterii chorobotwórczych do narządu słuchowego.
Ponadto uszy dobrze oczyszczają się same. Gdy poruszamy szczękami, sprzyja to wypychaniu woskowiny z kanału słuchowego. Następnie trafia ona do małżowiny usznej, a z niej jest wydalana razem z martwym naskórkiem, który stale się odradza. Te naturalne procesy same oczyszczają uszy, dlatego nie ma potrzeby, by sztucznie je przyśpieszać.
Nie należy też zapominać o pewnych zagrożeniach. Według statystyki około 10% dzieci, 5% dorosłych i 30% osób w starszym wieku czyści uszy niewłaściwie. Uszkadzają oni gruczoły łojowe, co powoduje bardziej aktywne wytwarzanie woskowiny. W niektórych przypadkach może dojść nawet do całkowitego zablokowania przewodu słuchowego.
Praktykujący lekarze twierdzą, że pacjenci często uszkadzają pałeczkami higienicznymi przewód słuchowy lub błonę bębenkową. Wśród objawów można wymienić ból, dzwonienie i swędzenie w uszach, nietypową wydzielinę i uczucie wypełnienia. W takich przypadkach należy natychmiast zwrócić się do lekarza, bo może dojść do utraty słuchu.
Ale jeśli w naszych uszach gromadzi się zbyt dużo woskowiny, a organizm nie jest w stanie samodzielnie sobie z nią poradzić, powinniśmy użyć specjalnych kropel, które ją zmiękczą. Następnie ucho można przetrzeć wilgotną miękką tkaniną.
A lekarzom specjaliści rekomendują korzystanie z nowoczesnych urządzeń elektronicznych, przy pomocy których „iryguje się ucho”, a następnie usuwa zalegającą woskowinę.
Nawiasem mówić, autorzy pracy twierdzą, że rezygnacja z pałeczek higienicznych jest korzystna nie tylko z powodu zmniejszenie ryzyka dla zdrowia. Jest to również właściwe z punktu widzenia ochrony środowiska, bo zmniejszymy ilość komunalnych odpadów z tworzywa sztucznego (a pałeczki higieniczne są właśnie z niego wykonane).

Kilka sprawdzonych trików na zdrowie w dzisiejszych czasach


sobota, 12 stycznia 2019

Niedobór wit. D wiąże się z ryzykiem raka



Co robisz żeby zmniejszyć ryzyko raka? Może przechodzisz siebie żeby kupować organiczną żywność by uniknąć raka wiązanego z pestycydami, a może używasz naturalnych środków czyszczących w domu. Możesz podejmować świadome wysiłki by konsumować więcej super-żywności i więcej ćwiczyć, ale czy sprawdzasz poziom wit. D? Ten często pomijany czynnik wiąże się z ryzykiem raka w zaskakująco mocny sposób
W opublikowanym w PLOS ONE badaniu odkryto, że optymalne poziomy wit. D zmniejszają szansę inwazyjnych nowotworów.
Zespół kierowany przez badaczy z UC San Diego, przyjrzał się danym tysięcy uczestników. Odkryli, że poziom wit. D 48 ng/mL lub wyższy wiązał się z 67% zmniejszeniem ryzyka raka w porównaniu z osobami o poziomie 20 ng/mL lub niższym.
Jest to dość niepokojące, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że Instytut Medycyny od wielu lat zalecał poziom 20 ng /mL jako „idealny”. Może to być rozsądne stężenie, jeśli zdrowie kości jest twoim jedynym zmartwieniem, ale jeśli chcesz zapobiec rakowi, będziesz potrzebować co najmniej tej ilości.
Badania wykazały, że większe narażanie się na słońce wiąże się z 70% mniejszym ryzykiem rozwoju raka piersi. Osoby żyjące w krajach południowych o stosunkowo wysokim narażaniu mają mniejszą zachorowalność i wskaźniki zgonu jeśli chodzi o niektóre rodzaje raka.
Opublikowane tej wiosny w The BMJ badanie wykazało, że wysokie poziomy wit. D wiązano ze zmniejszonym o 20% ryzykiem raka, szczególnie jeśli chodzi o raka wątroby. Było to ogromne badanie na 34.000 dorosłych Japończyków na przestrzeni 16 lat.
Badania komórek rakowych wykazały, że wit. D może spowolnić lub zapobiec rozwój raka na wiele sposobów / in multiple ways, w tym spowolnienie wzrostu komórek nowotworowych, pobudzenie śmierci komórek rakowych, zmniejszenie tworzenia się naczyń krwionośnych potrzebnych guzom do życia, i sprzyjanie różnicowania komórkowego.
Słońce nie jest wrogiem  
Jednym z powodów tego, że tak wielu z nas walczy by dostać wystarczająco dużo wit. D – i może duży powód częstej wstęp owalności raka teraz – jest sposób w jaki narażanie na słońce został zdemonizowany w ostatnich latach. W końcu narażanie na słońce jest najlepszym sposobem pobudzenia produkcji wit. D przez organizm. Może być prawdą, że nadmierne narażanie na słońce może być problematyczne jeśli chodzi o raka skóry, ale unikanie go za wszelką cenę – albo gorzej, nakładanie obciążonego chemikaliami kremu przeciwsłonecznego na każdy centymetr ciała za każdym razem, gdy wychodzisz z domu – może być znacznie gorsze, jeśli chodzi o twoje szanse na zachorowanie na raka.
Na szczęście wystarczy niewielka ekspozycja na słońce by sobie pomóc. Dla wielu osób, spędzanie kilku minut na dworze każdego dnia z odsłoniętą skórą, wystarczy, żeby organizm wyprodukował idealny poziom wit. D / ideal levels of vitamin D. Promienie UVB znajdują się w bezpośrednim nasłonecznieniu którego chcesz, więc jeśli żyjesz w części świata, która jest dalej od równika, może to być trudniejsze.
W tym przypadku możesz polegać na suplementach. Mimo że wit. D występuje w żywności np. jogurt, jaja, pieczarki i tłuste ryby, to trudno  jest dostać ją tylko z diety. Jeśli wybierzesz suplementy, pamiętaj, że potrzebna ci jej ilość zależy od budowy chemicznej organizmu, tonu skóry i obecnych poziomów, dlatego potrzebujesz badania krwi, i ono da ci wskazówki. Ale ogólnie osoby dorosłe dostaną idealną ilość 40 ng/Ml przyjmując dawkę 5.000 – 10,000 IU dziennie.
Jeśli jeszcze nie robisz nic by zapewnić sobie wystarczająco dużo wit. D, to jest to prosta zmiana która może się skończyć dramatycznym zwiększeniem ryzyka zachorowania na raka.
Vitamin D deficiency directly linked to your risk for cancer
Isabelle Z. – 26.12.2018

piątek, 11 stycznia 2019

Algorytm na smartfona diagnozuje lepiej od lekarzy


CellPhoneMail.jpg

Przed czterema laty informowaliśmy, że na University of Oxford powstaje oprogramowanie, która na podstawie wyglądu twarzy ma rozpoznawać rzadkie choroby genetyczne i zdiagnozowało zespół Marfana u prezydenta Lincona. Nie tylko jednak Brytyjczycy pracują nad takim oprogramowaniem.


W najnowszym numerze “Nature Medicine” opisano aplikację Face2Gene. Wykorzystuje ona algorytmy maszynowego uczenia się oraz sieci neuronowe do klasyfikowania charakterystycznych ech twarzy świadczących o zaburzeniach rozwoju płodowego i układu nerwowego. Aplikacja na podstawie zdjęcia stawia prawdopodobną diagnozę i wymienia inne, mniej prawdopodobne.
Autorem oprogramowania jest firma FDNA z Bostonu. Jej specjaliści najpierw nauczyli aplikację odróżniać zespół Cornelii de Lange i zespół Angelmana, które przejawiają się charakterystycznymi cechami twarzy, od innych podobnych schorzeń. Nauczyli go też klasyfikowania różnych form genetycznych syndromu Noonana.
Następnie algorytmowi dano dostęp do ponad 17 000 zdjęć zdiagnozowanych przypadków obejmujących 216 schorzeń. Gdy następnie oprogramowanie miało do czynienia z zupełnie nową fotografią, potrafiło z 65-procentowym prawdopodobieństwem postawić prawidłową diagnozę. Gdy zaś mogło podjąć kilka prób, odsetek prawidłowych diagnoz zwiększał się do 90%.
FDNA chce udoskonalić swoją technologię, jednak w tym celu potrzebuje dostępu do większej ilości danych. Dlatego też Face2Gene jest bezpłatnie dostępna dla lekarzy i badaczy, którzy wykorzystują ten system do pomocy w diagnostyce rzadkich schorzeń genetycznych. Korzystają z niego też lekarze, którzy nie mają punktu zaczepienie i w ogóle nie potrafią wstępnie zdiagnozować pacjenta.
Współautorka artykułu na temat Face2Gene, Karen Gripp, jest genetykiem w szpitalu dziecięcym w stanie Delaware i głównym lekarzem w firmie FDNA. Mówi ona, że algorytm pomógł jej w zdiagnozowaniu dziewczynki, którą leczy od sierpnia. Dzięki niemu doktor Gripp stwierdziła, że dziecko cierpi na zespół Wiedemanna-Steinera. Czterolatka nie ma zbyt wielu cech charakterystycznych tej choroby. Jest niska jak na swój wiek, straciła większość zębów mlecznych i zaczęły jej rosną stałe zęby.
Gripp postawiła wstępną diagnozę, a następnie zaprzęgła do pracy Face2Gene. Zespół Wiedemanna-Steinera, bardzo rzadkie schorzenie spowodowane mutacją genu KTM2A, został przez aplikację wymieniony na czele listy prawdopodobnych schorzeń. Badania DNA potwierdziły diagnozę. Uczona mówi, że dzięki aplikacji mogła zawęzić liczbę potencjalnych chorób i uniknąć konieczności znacznie droższego szeroko zakrojonego badania DNA.
Face2Gene powoli staje się coraz doskonalszy. Obecnie program ma do dyspozycji już 150 000 fotografii na podstawie których się uczy. W sierpniu, podczas warsztatów dotyczących wad genetycznych przeprowadzono nieoficjalne porównanie algorytmu i lekarzy. Wzięło w nim udział 49 genetyków klinicznych. Ludzie i algorytm mieli do dyspozycji 10 zdjęć dzieci z dość dobrze rozpoznawalnymi cechami charakterystycznymi różnych chorób. Tylko w przypadku dwóch fotografii dobrą diagnozę postawiło ponad 50% ludzi. Face2Gene dobrze zdiagnozował 7 na 10 przypadków.
“Polegliśmy całkowicie. Face2Gene był niesamowity” – mówi Paul Kruszka, genetyk z US National Human Genome Research Institute. Jego zdaniem już wkrótce każdy pediatra i genetyk będzie miał tego typu aplikację i używał jej równie często jak stetoskopu.
Mariusz Błoński
Na podstawie: Nature.com
Źródło: KopalniaWiedzy.pl

czwartek, 10 stycznia 2019

Ziemniaki mają prawdziwą moc leczniczą

Ziemniaki dziś kojarzą nam się wyłącznie z jadłospisem, ale ich właściwości lecznicze są niebagatelne, często potrafią pomoc nawet w poważnych schorzeniach. Dawniej każda gospodyni szybko chwytała za ziemniaki w razie oparzeń, odmrożeń, wysypek, zwichnięć, stłuczeń i… mankamentów urody. W leczeniu stosowano surowe i gotowane ziemniaki, krochmal, sok z surowych kartofli i wywary z obierek.

Medycyna ludowa zna wiele „cudów” kiedy zwykłe ziemniaki pomogły w przypadku chorób wydawałoby się nieuleczalnych. Jedną z ciekawych opisuje Michał Tombak w książce „Uleczyć nieuleczalne”. Historia dotyczy duńskiej lekarki Almy Nieske, która od wczesnego dzieciństwa chorowała na poliartretyzm deformujący stawy. Dwadzieścia lat spędziła na wózku inwalidzkim, aż pewnego dnia intuicja podpowiedziała jej, że powinna jeść rozgotowane ziemniaki w łupinach.
„Przez 2 tygodnie Alma jadła tylko rozgotowane ziemniaki i nastąpiła powolna poprawa. Dziewczyna poczuła, iż łatwiej jest jej otwierać usta, zęby nie są tak zaciśnięte, jak poprzednio, a stawy przestały boleć. Po upływie miesiąca trudno ją było poznać.”
Ziemniaki zawierają wiele minerałów w tym bardzo dużo potasu i magnezu łagodzących stres i zmęczenie. Mają w swym składzie sporo witamin, ale prawie 90% cennych substancji znajduje się w skórce i tuż pod nią. Tam też znajdują się enzymy, które rozkładają skrobię! Wszystko to co cenne wylewamy wraz z wodą po gotowaniu. Wyłącznie od sposobu przyrządzenia zależy czy jemy wartościowe danie czy puste kalorie – samą skrobię, która rozpycha brzuch.
Oto ziemniaczane przepisy lecznicze.

BÓL PLECÓW SPOWODOWANY PODŹWIGNIĘCIEM, PRZEPRACOWANIEM

Wiejskie zielarki na taką przypadłość, nawet w przykładkach gdy ból nie pozwalał się wyprostować stosowały niezawodny środek. Kilka dużych surowych ziemniaków kroiły w plastry, obkładały nimi obolałe miejsca i owijały bandażem na godzinę. Dodatkowo kładły plastry między łopatkami i kręgosłupem. Leczenie nawet ciężkich bólów trwa do kilka dni. Po zabiegu ziemniaki „z bólem w środku” trzeba wyrzucić, nie nadają się nawet dla zwierząt.

WYWAR Z OBIEREK NA KAMICĘ ŻÓŁCIOWĄ I NERKOWĄ

Kruszy i rozpuszcza niewielkie kamienie. 2-3 garści czystych obierek zalać w garnku wodą by były zakryte i gotować do miękkości 10-15 minut. Po odcedzeniu pić wywar 3 x dziennie po 1/2 szklanki do 2 szklanek dziennie przez 3 tygodnie. Najlepszy jest wywar z młodych roślin, ale ziemniaki i do połowy zimy zachowują moc. W lutym już są za stare.

WYWAR Z OBIEREK ZIEMNIACZANYCH NA ZŁOGI

Na tworzące się złogi nierozpuszczalnych substancji w nerkach drogach żółciowych, stawach, ścięgnach i przy kamicy nerkowej bardzo dobry jest wywar z obierek z dodatkiem rdestu ptasiego.
Ziemniaki z dobrego źródła, najlepiej z własnego ogródka w ilości ok 1 kg dobrze wyszorować osuszyć i obrać. Obierki zalać litrem wody, gotować ½ godziny pod przykryciem. Do wywaru dodać 3 łyżki rdestu ptasiego. Po naciągnięciu popijać kilkakrotnie małymi łykami przez kilka dni. Kurację poleca dr J. Górnicka na oczyszczanie organizmu z wszelkich złogów w tym nierozpuszczalnych w wodzie soli szczawianów wapnia.
„Wiadomo, że woda z obierzyn kartoflanych rozpuszcza osad wapienny w garnku, oczyszcza szkło z plam, jak również powierzchnię posrebrzanych przedmiotów. Wywar z ziemniaków jest dobrym środkiem odżywczym w wyczerpaniu pochorobowym.”

KOMPRESY Z GOTOWANYCH I SUROWYCH ZIEMNIAKÓW

Utarte surowe ziemniaki leczą oparzenia, odmrożenia, stłuczenia i nawet bardzo zestarzałe rany. Ziemniaczaną papką dobrze jest okładać wysypki, wykwity i liszaje. Choroby skórne i swędzącą wysypkę złagodzą kąpiele z krochmalem. Papką z gotowanych ziemniaków okłada się klatkę piersiową, szyję, okolice gardła – to naprawdę skuteczny sposób na przeziębienie, bóle gardła, gorączkę i kaszel. Ziemniaki zawierają tomatynę, która niszczy niektóre bakterie i grzyby.

SOK Z SUROWYCH ZIEMNIAKÓW

Niezastąpiony przy zapaleniu śluzówki żołądka, jelit, dwunastnicy, wrzodach, zgadze, nadkwaśności. Wymyte, wytarte starannie ziemniaki w łupinach utrzeć na drobnej tarce. Wycisnąć sok z krochmalem. Pić tylko świeży, po ½ szklanki dziennie na czczo do ustąpienia objawów. Przy wrzodach nawet 2 szklanki dziennie rozłożone na porcje.

STARA RECEPTA NA ZAPALENIE PŁUC

4 średnie ziemniaki, wydłubać oczka, skrajać bez obierania, dodać dwie łyżki siemienia lnianego, jedną zgniecioną główkę czosnku i 5 szklanek wody gotować 20 minut. Uzyskanym wywarem robiono choremu lewatywę. Podobno jedna wystarczała.

DIETA ZIEMNIACZANA

Przy codziennym spożywaniu 1-1,5 kg ziemniaków przez diabetyka, ustępują objawy chorobowe, jak cukromocz, wielomocz, nadmierne pragnienie. Poprawia się ogólny stan zdrowia. Przyczynia się do tego duża zawartość potasu, magnezu, kwasów organicznych, które regulują równowagę kwasowo zasadową krwi.
Kilkudniowa dieta ziemniaczana leczy ciężkie stany u chorych z zapaleniem nerek, z podwyższoną ilością mocznika i kreatyniny. Po 5-dniowej diecie kartoflanej (piure, zupa kartoflana, ziemniaki pieczone, kluski kartoflane obniżają się wartości mocznika i kreatyniny.
Uwaga: Do celów leczniczych stosujemy ziemniaki ze sprawdzonego źródła lub własnego ogródka.

MASECZKA Z ZIEMNIAKÓW NA ZNISZCZONE DŁONIE

Ugotowane w łupinach ziemniaki obrać ze skórki, rozgnieść widelcem i wymieszać z odrobiną mleka. Rozsmarować na dłoniach, owinąć ściereczkami. Trzymać kompres na dłoniach przez 15 minut i zmyć ciepłą wodą.

Źródło: Sekrety-Zdrowia.org

środa, 9 stycznia 2019

Toksyczna witamina D3? Zakazać suplementacji!

Trwa bum, szał na witaminy, suplementacje, zdrowe jedzenie. To wielki sukces podziemnego internetu medycznego. Tysiące osób wdrożyło lub ma w planie wdrożyć metody zdrowego odżywiania. Tak jak w każdej społeczności, tak samo w internecie jest wiele osób, które mówią o toksyczności witaminy D3, o niepotrzebnym braniu witaminy C, o zakazie jedzenia mięsa, o przerzuceniu się tylko na owoce i warzywa… Ludzie gubią się, kiedy słyszą tak radykalne i odmienne poglądy z wielu ust. Gdzie jest prawda? W rozsądku, w myśleniu. Najpierw wiedza, czytanie, słuchanie, douczanie się. Później należy uruchomić zdrowy rozsądek, inteligencje, aby poprzez złe doradztwo nie zepsuć zdrowia, nie nabyć chorób, nie trafić z deszczu pod rynnę.

ZAKAZAĆ SUPLEMENTACJI
Nasze rozważania zacznijmy od podstawowej, fundamentalnej zasady: należy zakazać zażywania wszelkich witamin, należy zakazać wszelkiej suplementacji. Wszystkie potrzebne witaminy, minerały, substancje odżywcze, czerpiemy: ze słońca, z ziół, z owoców, z warzyw, z potraw mlecznych/mięsnych.
Tylko niech pierwszy rzuci kamień i pokaże owoce bez oprysków, warzywa bez toksyn, produkty mleczne i mięsne pozbawione hormonów i toksyn.
Być może, jakiś promil Polaków mieszka w głuszy, w dziczy i hoduje/uprawia naprawdę zdrową żywność. Tym osobom gratulujemy! Jednak 99,9% społeczeństwa żyje w warunkach pełnych toksyn, obdartego z witamin jedzenia, oprysków chemicznych, nasion GMO.
Nawet, jak kupujesz na targu od rolnika owoce i warzywa, to dalej nie wiadomo na ile są zdrowsze od tych kupowanych w markecie. Większość rolników ma dopłaty z Unii Europejskiej. Dwoją się i troją, jak osiągać zyski z gospodarstwa, a nie jak uprawiać zdrową żywność.
Nie tak dawno napisał do nas rolnik, który porzucił uprawianie zdrowej żywności. Dlaczego? Bo nikt nie chciał płacić więcej pieniędzy, bo zdrowa żywność kosztuje: pracy, wiedzy, inwestycji. Typowy rolnik zakupi nasiona Monsanto, wyleje chemię i w pierwszych lata ma wysokie plony. Sprzedaje po niskich cenach, bo jeszcze go na nie stać.
Dlatego, jeżeli ktoś wam doradza, aby całą dietę oprzeć na warzywach i owocach, to najpierw pomyśl, czy masz dostęp do niepryskanych, bez GMO owoców i warzyw? Czy masz to szczęście kupować od mądrych, fantastycznych rolników, którzy nie oszukują? Większość osób nie ma takich możliwości. Jeżeli będą jeść tylko owoce i warzywa z oprysków, z nasion GMO, to mogą sobie bardzo zaszkodzić.
Amatorzy medyczni, którzy taki styl promują, narażają się na świadome lub nieświadome niszczenie zdrowia ludzi. Są bardzo niebezpieczni.
JAKA DIETA JEST NAJLEPSZA?
Przyznam, że kiedy słyszę słowo „dieta”, to widzę ogrom kobiet, które przez całe życie nie mogą schudnąć. Oczywiście, człowiek wszystko musi nazwać. My też używamy słowa „dieta”. Jednak z odpowiednim zrozumieniem tego słowa.
Aby przeprowadzać dietę wysoko/niskotłuszczową, bez/z węglowodanami, bezglutenową, czy jakąkolwiek inną, należy dobrze poukładać sobie w głowie. W przeciwnym razie nigdy nie schudniesz, nigdy nie zabezpieczysz swojego organizmu przed chorobami.
Podstawowych zasad jest kilka:
1. Najpierw całkowicie wyeliminuj słodycze ze sklepu. Masz ochotę na słodkie, to zjedz banana, jabłko, inny owoc, domowej roboty lody, domowe ciasto z minimalną ilością cukru.
2. Nie wolno jeść na mieście żadnych, ale to żadnych fast-foodów.
3. Nie wolno się „obżerać”. Mniejsze porcje jedzenia mają doprowadzić do zmniejszenia pojemności żołądka. Do uzyskania dobrego zdrowia, organizmu bez chorób, nie potrzebujemy jeść tony jedzenia. Ten krok jest najtrudniejszy dla wielu osób, bo wymaga naprawy psychiki, zmiany przyzwyczajeń, a przyzwyczajenia to nałóg.
4. Organizm musi być nawodniony. Dlatego pij wodę z solą himalajską, kłodawska lub inną, która ma minerały. Sól potrzebna jest, aby zatrzymać wodę w organizmie, aby nawodnić komórki. Ale też nie wpadaj w przesadę. Nie pij wody tonami. Jeżeli twój mocz jest biały lub jasnożółty, to znaczy, że dobrze nawadniasz organizm. Jeżeli twój mocz jest pomarańczowy, brązowy, mocno żółty, to zwiększ ilość wypijanej wody.
5. Napraw żołądek. Nie pij podczas jedzenia, ani zaraz po jedzeniu. Doprowadź do sytuacji, w której twój żołądek, będzie mocno zakwaszony. Dlatego zacznij od wina piołunowego, kropli żołądkowych, kwasu jabłkowego.
6. Zero leków. Jednak to jest sugestia tylko dla osób średnio zdrowych i zdrowych. Jeżeli do tej grupy należysz, to nie skuś się na żadne lekarstwa. Przyjmowanie w zimie serii antybiotyku, tak niszczy florę bakteryjną, że jej odbudowanie trwa nawet kilka miesięcy. Pod warunkiem jedzenia kiszonek i innych zdrowych suplementów.
7. Zrób wszystko, aby pozbyć się kamieni kałowych z okrężnicy. To temat dla zaawansowanych. Ale poczytaj, zdobądź wiedzę.
Jeżeli zrealizujesz te kroki, to możesz na okres np. do 3 miesięcy wdrażać róże diety, kuracje, odtruwanie organizmu. W przypadku, gdy nie masz podstaw, o których wyżej piszę, to obijasz się o ścianę i denerwujesz się z braku efektów.
CZY BRAĆ WITAMINY?
Jeżeli mieszkasz w raju środowiskowym, to żadne witaminy nie są potrzebne. Wszystko, co potrzebuje organizm, czerpie z pożywienia, ze słońca, z przyrody. Jeżeli nie masz możliwości mieszkania w raju, to musisz się suplementować.
Tak, każda witamina to w jakiś sposób chemia. Tak samo, jak płukanie z toksyn okrężnicy czyli tzw. lewatywy, to również ingerencja w organizm. Ten świat jest tak zepsuty, że każdy suplement zrobiony przez człowieka jest ingerencją w organizm. Jest czymś nienaturalnym. I to musisz wiedzieć, aby nie szokowały cię informacje z różnych portali o szkodliwości witaminy C, witaminy D3 czy innych substancji, których my nazywamy naturalne. One nie są naturalne, ponieważ zostały wyprodukowane w procesie produkcji.
Jednak czapkę z głów przed tą firmą, która produkuje te suplementy najzdrowiej, jak potrafi. Jeżeli kupisz witaminę C od Chińczyków lub zrobioną z dzikiej róży. To jakość tej drugiej będzie wielokrotnie wyższa od chińskiej.
Jednak czy chińska nie będzie działać? Będzie… i to jak. Problem w tym, aby nie stosować jej za często, bo może mieć dodatkowe substancje chemiczne. Podczas spożywania taniej witaminy C, wprowadzamy do organizmu, jakieś ilości toksyn.
Wiem, dobrej jakości witaminy kosztują majątek. Potrzeba wydawać, co najmniej kilkaset złotych miesięcznie, na rodzinę czteroosobową. Jednak, jaki mamy wybór? Zdrowie albo leki…
POCZĄTEK GÓRY LODOWEJ
Te zasady, dotyczące diety nazwaliśmy: „normalną formą żywienia”. To nie jest jakaś dieta cud, tylko codzienne odżywianie, które powinni nam włożyć do głowy rodzice już w przedszkolu, od kołyski. Te kilka zasad, które wymieniłam, to początek góry lodowej.
Jednak nie na tym polega odżywianie, że przez trzy miesiące katujesz się na diecie np. bezglutenowej, a później wracasz do starych nawyków. Po to wdrażasz te wszystkie zasady, aby nie chorować, nie mieć na starość rozrusznika serca, stenów, nie nosić przy sobie insuliny, nie umrzeć na raka czy inną paskudną chorobę.
Zrzucenie kilogramów, to tylko efekt uboczny. Kobiety natomiast chcą za wszelką cenę schudnąć i to ich tylko interesuje. Czy znacie osoby szczupłe i chore? Powiem więcej, osoby szczupłe chorują nie mniej, niż osoby otyłe… Musisz wbić sobie do głowy podstawową rzecz: odżywiasz się zdrowo nie dlatego, żeby schudnąć, tylko dlatego, żeby nie chorować. Rzucanie kilogramów przyjdzie samo i co najważniejsze NATURALNIE. Nasz organizm kocha to, co naturalne lub zbliżone do naturalności.
Diety konkretne, czyli np. dieta ketogenna czy dieta bezglutenowa, obowiązują przede wszystkim osoby chore. Dla nich nie wystarczy wdrożyć normalne zasady żywienia. One potrzebują coś ekstra, bo ich organizm został zniszczony.
Jeżeli jesteś w miarę zdrowy, to ciesz się życiem i nie dopuść do siebie chorób. Bez suplementacji nie osiągniesz tego. Jednak, kiedy masz dostęp do słońca, to nie zażywaj witaminy D3, jeżeli masz dostęp do zdrowych owoców, to po co zażywasz witaminę C. Odżywianie wymaga myślenia…
Autorstwo: Marta Brzoza
Źródło: MartaBrzoza.pl

wtorek, 8 stycznia 2019

Wit. C zmniejsza o 87% liczbę zgonów na sepsę



    (NaturalHealth365) Sepsa – infekcja obejmująca cały organizm, która może doprowadzić do wstrząsu i niewydolności narządów, charakteryzuje się śmiertelnością 30-50%.  W rzeczywistości 1 na 3 pacjentów umierających w szpitalu ma sepsę – która prowadzi do zgonów 270.000 ludzi w Ameryce rocznie.
Nowe badanie / new study pokazuje, że rewolucyjna, oparta na wit, C metoda niszczy wskaźniki śmiertelności – niektórzy nazywają ją „cudem”.
Oczywiście, niezwykłe rezultaty nie zaskakują pionierów wysokich dawek wit. C – takich jak dr  Thomas E. Levy – który od dawna opowiadał się za stosowaniem wit. C w leczeniu chorób! / who have long advocated for the use of vitamin C in treating disease!
Leczenie witaminą C wywoływało drastyczny spadek wskaźnika zgonów
Dla przeprowadzenia retrospektywnego badania klinicznego, naukowcy porównali wyniki 47 pacjentów z sepsą – leczonych mieszanką dożylnej wit. C, hydrokortyzonu i  tiaminy – z 47 pacjentami leczonymi lekami konwencjonalnymi.
I wyniki były zdumiewające!
Progresywne leczenie witaminą C zmniejszało śmiertelność  wśród pacjentów z sepsą o 87% (w porównaniu z pacjentami leczonymi standardową metodą).
Zmarło tylko 4 pacjentów leczonych progresywna terapią, w –przeciwieństwie do 47 leczonych metodą konwencjonalną.
Co więcej, ani jeden z jego pacjentów w grupie wit. C nie doznał awarii narządów. Ponadto, wszyscy mogli odstawić wazopresory (wykorzystywane do unikania niebezpiecznych spadków ciśnienia krwi, które mogą dotykać pacjentów z sepsą) szybciej niż konwencjonalnie leczona grupa.
Lekarze nazywają tę mieszankę „cudownym sokiem”
Opublikowane w czasopiśmie Chest badanie obejmowało pacjentów w Sentara Norfolk General Hospital in Norfolk, VA.
Pacjenci przyjmowali terapię witaminową pod nadzorem dr Paula E Marika, który, jako szef opieki pulmonologicznej i krytycznej w Eastern Virginia Medical School, wprowadził tę metodę po przeczytaniu o metodzie dożylnego podawania wit. C w czasopismach medycznych.
Prosta, nietoksyczna metoda składa się z 1.5 g wlewki wit. C co 6 godzin przez 4 dni, 200mg tiaminy co 12 godzin przez 4 dni, i 50 mg hydrokortyzonu co 6 godzin przez 7 dni, a następnie stopniowe zmniejszanie dawek.
Do dnia dzisiejszego w Ameryce leczono ponad 700 pacjentów metodą dr Marika – przy koszcie około $60 na pacjenta.
Porównajmy to z setkami tysięcy dolarów wydawanych na leczenie pacjentów z sepsą standardowymi lekami!
W artykule w The Virginian-Pilot, pielęgniarka  z oddziału intensywnej terapii w Sentara Norfolk zachwyca się wynikami leczenia: „”oni stali na skraju śmierci, i 24-48 godzin później odwrócili się” – powiedziała.
Czy dziwi to, że o tej miksturze powszechnie personel szpitala mówi jako o  „cudownym soku”?
Sepsę wiąże się ze zwiększoną szansą przedwczesnej śmierci – nawet w późniejszych latach
Sepsę zwykle wywołuje infekcja bakteryjna, a po niej skrajna nadmierna reakcja układu odpornościowego. Powstałe reakcje zapalne mogą powodować uszkodzenia oksydacyjne, rozległe i nieprawidłowe krzepnięcie krwi, dysfunkcję mitochondrialną i utratę krążenia w głównych narządach.
W ostrych przypadkach, szok septyczny, w którym spada ciśnienie krwi i pojawia się niewydolność narządów – może to prowadzić do śmierci. Sepsa staje się jeszcze groźniejsza kiedy wyniszczające skutki trwają miesiącami, i ponad 40% pacjentów wraca do szpitala w ciągu 3 miesięcy po wypisaniu.
Smutne jest to, że nawet po wyzdrowieniu z sepsy ryzyko śmierci może pozostać podwyższone przez wiele lat.
ALARM: Niski poziom wit. C wiąże się z sepsą
Antyoksydacyjna i przeciwzapalna wit. C wydaje się mieć wyjątkowe właściwości zwalczające sepsę, łagodzi stan zapalny, zwalcza szkody oksydacyjne, poprawia krążenie do organów, i wzmacnia układ odpornościowy.
Badania wykazały też, że wit. C i hydrokortyzon działają razem dla ochrony przed wyciekiem kapilarnym często towarzyszącym sepsie. Co jest ważne, pojawiły się nowe dowody pokazujące, że niedobór wit. C może zwiększyć ryzyko tej zagrażającej życiu chorobie.
Badanie z 2017 wykazało, że praktycznie wszyscy krytycznie chorzy na sepię pacjenci mieli niski poziom wit. C, a 40% jawny jej brak. I tak było w tym przypadku pomimo, że pacjentom podawano dawki  125 mg wit. C dziennie.
Oczywiście, eksperci od zdrowia naturalnego mówią, że 125 mg to żałośnie niewystarczająca dawka – zwłaszcza dla chorych osób. Choroba ma taki wpływ, że pozbawia wit. C, rabując pacjentów z tych istotnych substancji odżywczych w czasie kiedy ich najbardziej potrzebują.
Niedawne badania popierają stosowanie wit. C
Pomimo dużego sukcesu dożylnej wit. D, stosujący ją lekarze często narażają się na burzę krytyki ze strony kolegów ze społeczności medycznej głównego nurtu – i niektórzy lekarze uważają iż ta metoda jest „niesprawdzona i nieskuteczna”.
Dr  Marik ma filozoficzne podejście do negatywnej reakcji tej społeczności . „Kiedy coś jest zbyt dobre by było prawdziwe, to ludzie nie chcą w to wierzyć” – mówi.
Ale najnowsze zrecenzowane badania i artykuły powodują to, że niektórzy „zmieniają zdanie”.
W opublikowanej w szanowanym Journal of Critical Care recenzji autorzy uznali, że wit. C, dzięki właściwościom antyoksydacyjnym, może uczestniczyć w stanie zapalnym.
Zespół poinformował, że pojawiające się dowody popierają podawanie wit. C w dodatku do standardowej terapii, żeby złagodzić skutki stanu zapalnego i poprawić przepływ krwi do narządów u pacjentów z sepsą  i szokiem septycznym.
Badacze wezwali do dalszych badań potencjału leczenia wit. C. I ich życzenie się spełni.
Nie mniej niż 8 nowych prób klinicznych – niektóre stosujące te same 3 składniki wykorzystywane przez dr Marika – są zaplanowane na 2018.
Jeśli chodzi o dr Marika, swoją metodę nazywa „bezpieczną, tanią i skuteczną”. Ma też bardziej bezpośredni sposób opisania metody – „lek na sepsę”.
Badania naukowe mogą potwierdzić iż ma rację.
1-10.2018 – Sharon Thomas, staff