Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

sobota, 29 kwietnia 2017

Zwierzęta są świadome Wiemy już, że zwierzęta wykorzystywane przez ludzi na fermach hodowlanych ( i w małych gospodarstwach) też to wrażliwe, a przede wszystkim świadome istoty. Współczesna nauka, w oparciu o badania etologiczne, zoologię i neurologię stwierdza jednoznacznie – ludzie nie są jedynym świadomym gatunkiem zwierząt na świecie. Możemy o tym przeczytać między innymi w deklaracji z Cambridge z 2012 roku. „ (…) waga dowodów wskazuje, że ludzie nie są unikalni pod względem posiadania ośrodków neurologicznych, które budują świadomość. Zwierzęta inne niż ludzie, w tym ssaki i ptaki, a także wiele innych stworzeń, np. ośmiornice, także posiadają odpowiednie podłoża neurologiczne.” Wiele osób postrzega zwierzęta przetrzymywane w hodowlach w kategoriach „biologicznych maszyn”. Dzisiaj wiemy, że jest inaczej. Wiemy, że zwierzęta, które lądują na naszych talerzach były wcześniej wrażliwymi, świadomymi i pełnymi emocji stworzeniami.

Zdjęcie użytkownika Wyzwolenie Zwierząt.

Co kryją Monsanto Papers? – 2




Jak już wcześniej wspominałam, w roku 2012 producenci pestycydów opartych na glifosacie zwrócili się do UE o przedłużenie zezwolenia na ich stosowanie. Jednak w porównaniu do prawodawstwa sprzed 10 lat, kiedy to wydano pierwszą decyzję, unijne regulacje nie były już dla nich tak łaskawe. Zgodnie z nimi na terenie UE nie można stosować pestycydów, jeśli zawarta w nich substancja czynna może: powodować raka, niszczyć DNA lub negatywnie wpływać na rozrodczość. W nowych regulacjach pojawił się także wymóg, by w dokumentacji dostarczanej przez producentów środków ochrony roślin znalazły się nie tylko wyniki sfinansowanych przez nich badań (jak to było dotychczas), lecz również badań z publikacji recenzowanych.

Dla Monsanto obie te zmiany były niekorzystne: w przypadku glifosatu liczba niezależnych naukowców potwierdzających jego szkodliwość, a nawet rakotwórczość cały czas rosła.
W maju 2015 na koncerny spadł kolejny cios. Działająca przy Światowej Organizacji Zdrowia Międzynarodowa Agencja ds. Badań nad Rakiem IARC przedstawiła oficjalne stanowisko ws. bezpieczeństwa stosowania glifosatu. Według niej glifosat jest prawdopodobnie rakotwórczy dla ludzi.
W oświadczeniu IARC czytamy, że istnieje „wystarczająca ilość dowodów na kancerogenny wpływ glifosatu na zwierzęta” oraz „ograniczona ilość dowodów na kancerogenny wpływ na ludzi”. Należy pamiętać, że w terminologii IARC słowo: „ograniczony” jest tylko o jeden stopień niżej od „wystarczający”.
Ocena agencji została sporządzona w oparciu o obszerny materiał badawczy opublikowany w recenzowanych czasopismach. Przykładowo, IARC przejrzała 32 publikacje pod kątem związku glifosatu ze stresem oksydacyjnym i wszystkie 32 potwierdziły jego istnienie. Stres oksydacyjny może prowadzić do raka, podobnie jak genotoksyczność, której przyczyną według IARC również może być glifosat.
W przeciwieństwie do instytucji wydających zgody na stosowanie glifosatu głównie w oparciu o utajnione wyniki badań sfinansowanych przez przemysł, IARC przeanalizowała tylko publikacje powszechnie dostępne. Należy również podkreślić, że agencja ta ma surową politykę dotyczącą konfliktu interesów i wyklucza wszystkich ekspertów, co do których istnieje choćby podejrzenie o takie powiązania: „Członkowie Grupy Roboczej są wybierani w oparciu o posiadaną wiedzę, doświadczenie oraz brak rzeczywistego lub pozornego konfliktu interesów” – czytamy na stronie IARC.
W obliczu nowych regulacji unijnych oraz oceny IARC, Monsanto wraz z innymi producentami glifosatu mieli ciężki orzech do zgryzienia. Znaleźli jednak rozwiązanie na wyjście z tej sytuacji: skoro wyniki badań naukowych były dla nich niekorzystne to być może potrzebne były wyniki innych nowych badań. Wraz z stworzoną przez siebie w 2012 koalicją Glyphosate Task Force (GTF) korporacje rozpoczęły pracę nad oczyszczeniem glifosatu z ciążących na nim zarzutów.
Branża sfinansowała szereg prac naukowych potwierdzających brak szkodliwego wpływu glifosatu na ludzkie zdrowie. Ich autorzy zostali powołani przez firmę konsultingową Intertek, a za pracę płaciło Monsanto. Co ciekawe, wszystkie artykuły ukazały się w jednym i tym samym czasopiśmie recenzowanym.
Jak można się domyślać w publikacjach tych pojawiły się liczne błędy i przekłamania. Ich autorzy twierdzili, że stosują podejście oparte na wadze dowodów, lecz w rzeczywistości było wręcz przeciwnie. Takie podejście bierze pod uwagę całościowy obraz sytuacji, tj.: eksperymenty na zwierzętach, dane epidemiologiczne oraz mechanizmy rakotwórcze. Dowody na szkodliwość glifosatu istnieją we wszystkich trzech tych rodzajach badań, co jednoznacznie wskazuje na jego kancerogenność. Jednak autorzy opłacani przez Monsanto każdy z tych aspektów rozważali oddzielnie i oddzielnie podważali wnioski z nich płynące. Ale jak dokładnie to robili? Do jakich sposobów się uciekali, skoro jednak instytucje unijne decydowały się ich cytować?
9 SPOSOBÓW NA MANIPULACJĘ FAKTAMI, CZYLI JAK PRZEINACZAĆ WYNIKI BADAŃ NAUKOWYCH TAK, BY CZARNE OKAZAŁO SIĘ… BIAŁE!
Głównym punktem strategii autorów finansowanych przez przemysł była publikacja nie wyników własnych badań, lecz publikacja oceny wyników badań przeprowadzonych przez innych niezależnych naukowców. Oceniano zarówno jakość wyników tych badań jak i jakość wynikających z nich wniosków. Przemysł rękoma świata nauki chciał w ten sposób wskazać, które z tych nich mają solidne podstawy naukowe, a które są ich pozbawione.
Jednak jakość oceny przeprowadzonej przez „naukowców” opłacanych przez korporacje również pozostawia wiele do życzenia. Jej celem było potwierdzenie wszelkimi możliwymi sposobami tezy, że glifosat nie jest rakotwórczy. Część z nich opisano poniżej.
1. ZARZUCANIE CZYTELNIKA INFORMACJAMI NIEZWIĄZANYMI Z TEMATEM, POMIJAJĄC TE NAPRAWDĘ ISTOTNE
Zespół Greima w swojej ocenie, dotyczącej ewentualnej rakotwórczości glifosatu, przemilczał istnienie szeregu niewygodnych dla nich wyników badań, wśród nich także tych sfinansowanych przez producentów środków ochrony roślin:
– Badanie na myszach z 1993 (zlecenie: Cheminova), w którym odnotowano statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwory naczyń krwionośnych u myszy, którym podawano glifosat.
– Badanie na myszach z 1997 (zlecenie: Arysta LifeScience), w którym odnotowano statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwory naczyń krwionośnych i nerek u myszy, którym podawano glifosat.
– Badanie na myszach z 2001 (zlecenie: Feinchemie Schwebda), w którym odnotowano statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwory nerek u myszy, którym podawano glifosat.
– Badanie na myszach z 2009 (zlecenie: Nufarm). Greim przytoczył dane dotyczące zachorowań na chłoniaka złośliwego u samców, ale nie wspomniał o zależności wzrostu ilości tych zachorowań od dawki glifosatu. Zamiast tego stwierdził „brak związku ze spożywaniem glifosatu”.
Odnosząc się do wyników badania Monsanto, w którym wraz ze wzrostem ilości podawanego glifosatu rosła zachorowalność u szczurów na raka trzustki, Greim po prostu przemilczał ten fakt. Przytoczył natomiast bardzo dokładnie odnotowane w tym badaniu zachorowania na raka przysadki, choć ich wzrost nie był znaczący.
2. ODRZUCANIE NIEWYGODNYCH DOWODÓW PRZYTACZAJĄC FAKTY BEZ ICH KONTEKSTU
W swoim artykule były konsultant firmy Monsanto, Gary Murray Williams, stwierdził, że „opinia IARC oparta jest jedynie na wybranych publikacjach naukowych. Pozostałe zostały przez agencję pominięte bez podania jasnych powodów.” Na potwierdzenie swojej opinii Williams przytacza ww. „publikację Greima i innych z 2015, którzy przeanalizowali pod kątem rakotwórczości wyniki 14 badań: 9 na szczurach, w tym jedną publikację recenzowaną, oraz 5 na myszach.” Dla porówniania IARC odniósł się jedynie do 6 badań na szczurach i 2 na myszach.
To, o czym Williams nie pisze, to fakt, że IARC analizuje jedynie dane opublikowane lub przyjęte w powszechnie dostępnej literaturze naukowej. Wyniki badań finansowanych przez przemysł są zwykle objęte tajemnicą handlową. W tym konkretnym przypadku IARC miał nawet dostęp do artykułu Greima i jego odnośników, lecz zdecydował ich nie analizować „ze względu na występujące w nich braki w danych dotyczące np. informacji odnośnie metod statystycznych, wyboru dawek, wzrostu wagi ciała, wskaźników przetrwalności oraz danych z badań histopatologicznych.”
3. PODWAŻANIE WYNIKÓW BADAŃ TAK DŁUGO, AŻ PRZESTANĄ STANOWIĆ ZAGROŻENIE
Jak już wspominałam w pierwszej części tego cyklu, w 1985 amerykańska Agencja Ochrony Środowiska EPA zaliczyła glifosat do kategorii C, tj. substancji mogących wywołać raka u ludzi. Po przeprowadzeniu ponownej sekcji zwłok badanych myszy, naukowcy związani z przemysłem dopatrzyli się jednego zachorowania na raka w grupie kontrolnej, tj. nie spożywającej glifosatu. Po wieloletnich dyskusjach w tej sprawie w 1991 EPA zmieniła kategorię glifosatu na E, tj. „dowiedziono, że nie jest rakotwórczy.” Williams wskazuje, że zmiana decyzji agencji nie mogła być oparta na błahych przesłankach, lecz na solidnych dowodach naukowych i nie wspomina o kontrowersyjnej historii, która miała wtedy miejsce.
4. FORMUŁOWANIE NIEPRAWDZIWYCH TWIERDZEŃ W NADZIEI, ŻE NIKT NIE ZWRÓCI UWAGI NA SZCZEGÓŁY
Według Williamsa wyniki czterech badań na myszach dotyczących toksyczności i rakotwórczości glifosatu opisanych w pkt. 1 powyżej wskazują na to, że nie powoduje on nowotworu nerki. Jednak jego wnioski są nieprawdziwe! Jak widać z zamieszczonej poniżej tabeli w dwóch na cztery z wymienionych badań, przy podaniu średnich i wysokich dawek glifosatu, zachorowalność na raka wzrosła:
Grupa kontrolna
Niska dawka
Średnia dawka
Wysoka dawka
Monsanto 1983
1*
0
1
3
Arysta 1997
0
0
0
2
Feinchemie 2001
0
0
1
2

Williams stwierdził, że: „nie zaobserwowano statystycznie istotnych wzrostów w częstotliwości zachorowań na jakikolwiek rodzaj nowotworu ani związku tych zachorowań z wielkością dawek glifosatu.” Pomijając nowotwory nerki, dostępna Williamsowi ocena agencji BfR zwracała uwagę, że w dwóch na pięć badań wykazano statystycznie istotny wzrost zachorowań na nowotwór naczyń krwionośnych u samców myszy.
5. FAWORYZOWANIE PUBLIKACJI POTWIERDZAJĄCYCH ZAŁOŻONĄ TEZĘ, NAWET GDY SĄ SŁABE, JEDNOCZEŚNIE POMIJAJĄC ARTYKUŁY, KTÓRE JEJ PRZECZĄ, CHOĆ ICH JAKOŚĆ JEST WYSOKA
Zespół Acquavella doszedł do wniosku, że według przeprowadzonej przez niego „oceny wagi dowodów tylko jedno badanie dotyczące gifosatu zasługuje na najwyższą wagę, podczas gdy do pozostałych można wnieść tak wiele zastrzeżeń, że nie mogą być brane pod uwagę.” Acquavella argumentował: „Nasze wnioski odnośnie chłoniaka nieziarniczego różnią się od wniosków IARC, ponieważ uznaliśmy, że brak zachorowań na ten rodzaj nowotworu w badaniu Agricultural Health Study (AHS) jest bardziej przekonujący niż zebrane wyniki z badań kliniczno-kontrolnych z charakterystycznymi dla nich ograniczeniami.”
AHS jest badaniem kohortowym, w którym jego uczestników obserwuje się przez wiele lat pod kątem ewentualnego zachorowania na raka. Zaś badania kliniczno-kontrolne sprawdzają na podstawie wywiadów i ankiet, czy chorzy na raka mogli mieć styczność z daną substancją przed ujawnieniem się choroby.
Badanie AHS, co przyznaje nawet zespół Acquavella, miało kilka poważnych ograniczeń, tj.: „zbyt krótki czas obserwacji wynoszący średnio 6,7 lat (który mógł być niewystarczający by rak wyszedł z fazy uśpienia), niewielka ilość zachorowań na chłoniaka nieziarniczego oraz wysokie prawdopodobieństwo błędnej klasyfikacji czynnika rakotwórczego.” Z drugiej strony Acquavella odrzucił wszystkie badania kliniczne ze względu na ograniczenia, które zwykle je charakteryzują. Trzeba wiedzieć, że trzy z nich otrzymały wysoką i średnią ocenę od amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska. Wszystkie one wskazywały na znacząco wyższe prawdopodobieństwo zachorowania na chłoniaka nieziarnistego po ekspozycji na glifosat. Dla dwóch z nich dowiedziono istnienie związku przyczynowo-skutkowego.
Co więcej, w opublikowanej ostatnio metaanalizie sfinansowanej przez Monsanto, potwierdzono istnienie związku między glifosatem a chłoniakiem nieziarnistym w pięciu na sześć analizowanych badań. Jednak Acquavella i te wyniki odrzucił, trzymając się kurczowo AHS.
6. TWIERDZENIE, ŻE PRZEANALIZOWANO WSZYSTKIE FAKTY, LECZ NIE UJAWNIAJĄC TYCH NIEWYGODNYCH
Zespół Williamsa twierdzi, że „przeanalizował wszystkie dostępne dane naukowe, w tym wyniki z niepublikowanych raportów, z których część dostarczono do instytucji wydających zgody na stosowanie glifosatu.” Czyli, że był dokładniejszy od IARC. Czy aby na pewno?
Williams zlekceważył zaobserwowany wzrost zachorowalności na chłoniaka złośliwego u samców myszy, którym podawano glifosat. Potwierdzono istnienie związku między zachorowalnością na raka a glifosatem we wszystkich pięciu przeprowadzonych pod tym kątem badań na zwierzętach laboratoryjnych, przy czym w trzech wzrost zachorowań był znaczący. Williams przemilczał również związek tej informacji z badaniami kliniczno-kontrolnymi, w których stwierdzono zachorowania na ten sam rodzaj nowotworu (chłoniaka nieziarnistego) u ludzi narażonych na kontakt z glifosatem. Tak więc, choć to Williams zarzucał IARC wybiórcze podejście do analizowanych artykułów, co jak pisałam wcześniej miało swoje uzasadnienie, sam również takiego podejścia nie unikał.
7. SPRAWIANIE WRAŻENIA, ŻE ARGUMENT WYGLĄDA JAK NAUKOWY POPRZEZ ODNIESIENIE SIĘ DO LITERATURY RECENZOWANEJ, ABY WYWRÓCIĆ DOWODY DO GÓRY NOGAMI
W tej publikacji zespół Williamsa podjął się przeprowadzenia „krytycznej analizy” wpływu glifosatu na rozwój i rozrodczość u zwierząt i ludzi. Jednym z badań skrytykowanych przez Williamsa było doświadczenie przeprowadzone przez zespół Beureta, który zaobserwował po podaniu glifosatu wzrost peroksydacji lipidów (czyli utlenianie tłuszczów prowadzące do zniszczenia komórki) w wątrobie szczurów ciężarnych i ich płodów. Ponieważ szczury spożywające glifosat jadły mniej niż te z grupy kontrolnej, Williams podważył zasadność tej obserwacji powołując się na literaturę naukową: „Ograniczenia w diecie mogą wpływać na peroksydację lipidów i poziom aktywności peroksydazy glutationowej”. Zapomniał on jednak wspomnieć, że przy mniejszej ilości spożywanego pokarmu proces peroksydazy lipidów spowalnia. Innymi słowy, jeśli grupa kontrolna spożywałaby tak samo niewiele jedzenia co gryzonie, którym podawano glifosat, to różnica w stopniu peroksydazy lipidów byłaby jeszcze większa.
8. PRZEKRĘCANIE WNIOSKÓW Z WYNIKÓW BADAŃ PORÓWNUJĄC JABŁKA DO POMARAŃCZY
Na podstawie przeanalizowanych wyników 8 badań Williams sformułował wniosek, że: „częstotliwość zachorowań na nowotwory nie wskazała istnienia jasnej i spójnej zależności, ani patrząc przez pryzmat danej wielkości dawki ani danego pojedynczego badania. Można więc z całą pewnością stwierdzić, że zachorowalność na nowotwory w tych badaniach była przypadkowa.”
Tym razem Williams przemilcza fakt, że w tych 8 różnych badaniach wykorzystano szczury o dużym zróżnicowaniu genetycznym, stąd mogły one różnie zareagować na podawany im glifosat. Chodzi o to, że porównywanie ilości zachorowań pomiędzy różnymi szczepami szczurów jest jak porównywanie wyników treningu koni pociągowych i wyścigowych i wyciągnięcie wniosku odnośnie jego skuteczności. W rzeczywistości istnieją nawet różnice w reakcji między podszczepami gryzoni urodzonymi w różnych laboratoriach. Stąd, porównywanie z różnych eksperymentów szczurów o różnym pochodzeniu genetycznym powoduje tylko bałagan w danych, a w przypadku glifosatu – pozwala ukryć jego szkodliwe działanie. Różna częstotliwość zachorowań na raka w badaniach analizowanych przez Williamsa nie jest zatem dowodem na brak zależności między glifosatem a nowotworem, lecz dowodem na genetyczną różnorodność zwierząt wykorzystanych w tych badaniach. Nie może też być podstawą uznania zachorowań na raka za przypadkowe i niezależne od kontaktu z tą substancją.
9. UNIKANIE PRAWDZIWEJ NAUKOWEJ DEBATY POPRZEZ NIEPODAWANIE ŹRÓDEŁ
Podczas gdy wiadomym jest, że stres oksydacyjny sam z siebie może być genotoksyczny, to pojawia się on także w wewnątrzkomórkowych i molekularnych procesach, które mogą być rakotwórcze, ale nie są genotoksyczne. IARC uznała zarówno stres oksydacyjny jak i genotoksyczność za mechanizmy mogące prowadzić do raka. Według agencji istnieją silne dowody na to, że glifosat wywołuje oba te stany. Jednak zespół Brusicka ma odmienne na ten temat zdanie wskazując, że „dowody na stres oksydacyjny jako mechanizmu rakotwórczego są nieprzekonywujące.” Tym właśnie ogólnym stwierdzeniem Bruisick pozbył się problemu związku glifosatu ze stresem oksydacyjnym. Jednocześnie nie przytoczył on żadnych argumentów potwierdzających jego opinię.
Zaprzeczenie Brusicka, że stres oksydacyjny jest mechanizmem kancerogennym stoi w opozycji do stanowiska wielu naukowców, którzy badali tą kwestię w ostatnich latach.
Z powyższego wyłania się obraz świata nauki, który manipuluje i fałszuje dane tylko po to, by wykonać opłacone przez przemysł zadanie. Autorzy publikacji finansowanych przez producentów pestycydów zarzucali IARC błędną ocenę, której przyczyna miała leżeć głównie w wybiórczym podejściu do danych, choć agencja ta ma jasne i czytelne zasady dotyczące tej kwestii. Jednocześnie oni sami wybierali tylko te wyniki badań, które potwierdzały bezpieczeństwo stosowania glifosatu. Nietrudno sobie wyobrazić kim są ludzie, którzy tak łatwo sprzedają swój tytuł naukowy – w kolejnym artykule dowiemy się, że są tam i obrońcy azbestu i teorii o nieszkodliwości palenia tytoniu. Ale to, co powinno zwrócić nasza szczególną uwagę to fakt, że instytucjom wydającym zezwolenia na stosowanie glifosatu – ani powiązania tych ludzi z przemysłem, ani jakość publikowanych przez nich artykułów nie przeszkadza. Ba, to właśnie na nich się powołując instytucje te wydają kolejne zezwolenia na stosowanie tej zabójczej dla nas i dla środowiska substancji.
Opracowanie: Xebola
Źrósła: ChceWiedziec.pl, WolneMedia.net

SEZONOWE ALERGIE


By Oryginalnym przesyłającym był Blar z niemieckiej Wikipedii - Na Commons przeniesiono z de.wikipedia.(Tekst oryginalny: „Eigenes Bild”), CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=2242430


Niezwykle uciążliwe bywają wiosenne alergie: katar, kichanie, swędzące oczy... a jeszcze 100 lat temu występowały u ludzi sporadycznie, pod nazwą katar sienny, obecnie cierpią również na tą przypadłość coraz częściej zwierzęta. Doprowadziła do tego nasza współczesna kombinacja życia. Począwszy od środków czystości w naszym gospodarstwie domowym, do różnych środków stosowanych na drzewa, rośliny, także nasza żywność, która jest coraz bardziej zanieczyszczana środkami osłabiającymi nasz układ immunologiczny, lekarstwa na recepty, skażona woda, powietrze… a nawet sztuczne ubrania. Sezonowe alergie są niczym innym jak tylko reakcją naszego osłabionego układu immunologicznego.

Dodatkowo, każdego roku na wiosnę i w okresie letnim drzewa, rośliny uwalniają drobne pyłki, które osiadają na naszych ciałach, wdychamy je i spożywamy w naturalnych substancjach, np. owocach. Kto ma zbyt mocno wyczerpany układ immunologiczny od razu zareaguje.

Pod wpływem pyłków z różnych drzew i roślin, które obecnie dodatkowo bywają zanieczyszczone substancjami chemicznymi niszczona jest błona komórek tucznych, które magazynują histaminę. Dzieje się to również pod wpływem zmiany pH w organizmie, czy wskutek zimna, gdzie dochodzi do uwolnienia histaminy i aktywacji stanów zapalnych. Histamina przenika do układu krwionośnego i pobudza receptory H1, H2, H3, H4 co zwiększa przepuszczalność naczyń krwionośnych w wyniku czego dochodzi do zmian skórnych, skurczy mięśni gładkich oskrzeli, skurczy mięśni w przewodzie pokarmowym, spadku ciśnienia krwi. Histamina drażni zakończenia nerwowe, przyspiesza tętno, działa na mózg, a dokładnie na podwzgórze, gdzie znajdują się ośrodki termoregulacji co wpływa na zmianę temperatury ciała, komunikację między układem nerwowym i immunologicznym, zmienia się zachowanie układu pokarmowego, a nawet zmienia się koncentracja i psychika. Człowiek staje się bardziej ospały, ponieważ dochodzi do stanów zapalnych, a nawet depresji, w zależności od czynnika wywołującego ten stan i jest to uzależnione tym czy jest to zapalenie miejscowe czy ogólne. 

Takie symptomy towarzyszą wielu chorobom, w tym alergiom, tzw. "zachowania chorobowe", które wyraźnie mówią nam, że nasz układ nerwowy jest ściśle powiązany z układem immunologicznym, a kiedy między tymi układami brak komunikacji nasz organizm wyraźnie zaczyna szwankować. Wszystkie symptomy chorobowe są wynikiem wyczerpania organizmu, czyli strat energetycznych, w których brak energii doprowadza nas do choroby. Może to być alergia, czy osłabienie innych organów tak fizycznych jak i psychicznych.

W przypadku alergii do naszych ciał wnika dużo substancji, które uwalniają histaminę, która przedostaje się do krwiobiegu, a kiedy układ immunologiczny jest słaby zwiększona jest bardziej przepuszczalność naczyń krwionośnych zwanych kapilarami do krwinek białych i niektórych białek.

Oczywiście w miarę naszego zanieczyszczenia środowiska rosną również alergie i stają się coraz cięższe, toteż w kuracji ważną rzeczą jest nasze zdrowe pożywienie, w którym to obecnie nie brak nam czynników wywołujących coraz to nowszych odmian alergii. Większość ludzi - alergików sięga po lekarstwa anty-histaminowe na recepty jako ten "najlepszy" środek na alergie... niestety, te pogłębiają problem, wpływają na mózg, co objawia się sennością i brakiem koncentracji. A szkoda, że nie używają ziół w celu usunięcia alergii, które w miarę czasu poprawiają nasz układ immunologiczny w odróżnieniu od lekarstw na receptę, które go dodatkowo osłabiają. 

Ważną substancją w celu usunięcia alergii jest kwercetyna, która znajduje się w cebuli, owocach cytrusowych, zielonych ziołach, w ciemnych winogronach i innych. Kwercetyna pomaga nawet zwalczać alergię na orzeszki ziemne, która może być zagrożeniem dla życia. Alergicy powinni zawsze dbać o to, aby spożywać naturalne pożywienie z kwercetyną nie tylko w okresie, kiedy alergie bywają wzmożone.

Większość ludzi alergików sięga po lekarstwa, zioła w chwili, kiedy już alergia daje mocno znać o sobie, a jednak ważne jest, aby taką kurację rozpocząć wcześniej niż alergia może się pojawić. Zioła, które stosujemy na alergie powinny być używane już przed “alergicznym” sezonem, co pozwoli zwiększyć w organizmie poziom anty-histaminowych substancji we krwi, które zablokują pojawienie się alergicznych symptomów, choćby nawet wyeliminują je częściowo co również poprawi stan alergika.



Najbardziej znanym ziołem anty-alergicznym jest pokrzywa, która działa anty-histaminowo, szczególnie u osób cierpiących na katar sienny. Wskazane jest pić herbatkę z pokrzywy co najmniej dwie filiżanki dziennie.

Pokrzywę można stosować z miętą pieprzową.

Przepis: 1 łyżeczka suszonych liści pokrzywy, 1 łyżeczka suszonej mięty pieprzowej - zalać szklanką gorącej wody, parzyć około 10 minut. Można dodać do smaku miód i sok z cytryny.

Woda z czerwonej cebuli.



Działa anty-histaminowo, hamuje zapalenia, rozszerza oskrzela, co pomaga w lepszym oddychaniu (można stosować w przypadku astmy).

Przepis: 1 czerwona cebula, 4 szklanki wody (najlepiej destylowanej). Pokroić cienko cebulę, wlać do niej przegotowaną wystudzoną wodę, pozostawić na 8-12 godzin, dodać miodu do smaku. Przechowywać w lodówce, pić kilka łyżek 3x dziennie.



Innym naturalnym środkiem na alergię, który można w miarę szybko zastosować jest:
1 łyżeczka cynamonu zmieszana z 1 łyżeczką surowego miodu, najlepiej lokalnego. Ta receptura nie tylko leczy alergie, również wskazana jest przy przeziębieniach. Cynamon z miodem w miarę szybko przynosi ulgę w alergiach.



Kurkuma / turmeric (roślina z rodziny imbiru), na świecie jest około 130 gatunków kurkumy. Kurkuma jest nietoksyczna, bezpieczna, stosowana jako naturalny antybiotyk.

Jest o tyle dobra, że również łagodzi alergie pokarmowe. Stosuje się ją także w łagodzeniu bólu, gorączki, zapaleniu oskrzeli, zapaleniu stawów i zapaleniu skóry. Pomoże w problemach z wątrobą, z pęcherzykiem żółciowym, w problemach żołądkowych, a nawet zabija helicobacter pylori (h. pylori). Inne, które niszczą tą bakterię są: kminek, korzeń imbiru i chili.

Kurkuma wskazana jest również przy wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego, w chorobie Crohna. Można kupić gotowe preparaty na alergię z kurkumy, można samemu je komponować. Kurkuma zwalcza nie tylko alergię, wskazana jest również przy astmie i innych zaburzeniach układu oddechowego.

Toteż zalecam ją jako przyprawę kulinarną w naszym codziennym pożywieniu. Kurkuma jest skuteczna w zaburzeniach układu immunologicznego. Kurkuma może również spowodować krzepnięcie krwi, więc muszą na nią uważać ludzie, którzy mają zbyt gęstą krew, jak również nie mogą jej nadużywać kobiety w czasie ciąży, ponieważ stymuluje macicę i może spowodować poronienie.

Kurkuma znana jest jako środek przeciwzapalny, antyseptyczny, przeciwnowotworowy, przeciwutleniający, działa hamująco na uwalnianie histaminy z komórek tucznych. Pomaga nie tylko ludziom, również zwierzętom.

Ocet jabłkowy



Przepis: 1 łyżkę octu dodać do 1 szklanki wody (najlepiej destylowanej). Pić 2x dziennie.

Ocet jabłkowy można zastąpić sokiem z cytryny. Jest to również bardzo dobra codzienna kuracja dla wszystkich ludzi. Ocet jabłkowy można dodać również do kąpieli. Ocet jabłkowy pomaga w zmniejszeniu wagi, wysokiego ciśnienia krwi i wysokiego poziomu cholesterolu.

Mieszanka z jabłek i orzechów włoskich łagodzi alergie.



Jabłka podobnie jak cebula zawierają kwercetynę i naturalnie redukują produkcję histaminy.

Przepis: 1/2 filiżanki orzechów włoskich, 1 jabłko, posiekaj wszystko na drobne kawałki (lub zmiksuj w blenderze) i taka mieszanka jest już gotowa do spożycia. Można również dodać czereśnie (mogą być suszone) oraz można dodać np. nasiona słonecznika (ale uwaga na ziarno słonecznika, bywają osoby uczulone na nie) - wszystko według własnego uznania i potrzeb.

Inne, działające przeciw-alergicznie: lukrecja, czarny kminek (czarnuszka siewna), czosnek, ginkgo biloba, czerwona koniczyna, rumianek (szczególnie tzw. niemiecki - rumianek nie jest zalecany dla kobiet w ciąży i są osoby, które mogą być uczulone na rumianek). Bromelina zawarta w soku ananasa, grzyb Reishi.

To są jedne z bardziej znanych receptur anty-alergicznych, na pewno jak poszukacie w sieci znajdziecie ich więcej.

4 Apr. 2017
Vancouver

WIESŁAWA Żródło:https://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie_sezonowe_alergie.html

piątek, 28 kwietnia 2017

Żyworódka pierzasta – roślina zapomniana – to dar na „wszystko”

Ilustracjatko”By Dysmorodrepanis - Own photo, Cologne University Botanical Collection, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=1779388


Hodowana  na parapecie zapewni żywą aptekę w domu.
Niepozorna, wieloletnia roślina doniczkowa o żywo-zielonych , soczystych , sercowato ukształtowanych liściach .


Na postrzępionych brzegach liścia wyrastają miniaturowe nowe roślinki z korzonkami gotowe ( po opadnięciu na grunt) do dalszego rozmnażania.Surowcem leczniczym są liście zawierające, oprócz  flawonoidów i witaminy C, bogactwo mikroelementów takich jak: wapń, potas, magnez, selen, glin, krzem, mangan i miedź. Przez bogactwo tychże składników wykazuje szeroki zakres działań leczniczych:
  • bakteriobójcze i wirusobójcze( profesor Aleksander Ożarowski jeden z największych autorytetów w dziedzinie zielarstwa  na temat działania i zastosowania żyworódki napisał tak: ”Działanie- sok wyciśnięty z liści lub miazga mają wiele cennych właściwości leczniczych, stosuje się je zewnętrznie na skórę lub błony śluzowe” Bakterio-grzybo-wiruso-bójcze działanie jest skierowane przeciw różnym drobnoustrojom chorobotwórczym ,a nie powodującym zmian chorobowych. Badania wykazały niszczące działanie żyworódki na szczepy bakterii ropotwórczych(gronkowce, paciorkowce) Udowodniono również hamowanie niektórych pleśni i drożdży.
  • wzmacnia system obronny
  • poprawia pamięć
  • ma działanie przeciwzapalne
  • wzmacnia serce
  • reguluje układ krążenia
  • szczególnie pomocny  w leczeniu wszelkich zmian skórnych ,jak: oparzenia ,owrzodzenia, trudno gojące się rany, odleżyny, ukąszenia po owadach, trądzik , wrzody, czyraki, wszelkie stany zapalne skóry, obrzęki, blizny pooperacyjne, pęknięty naskórek rąk czy pięt
  • skuteczny w paradentozie i zapaleniu spojówek
  • pomocny w  bólach zębów i uszu
Przepis na nalewkę, nalewki.

Przepis na nalewkę:
Liście rośliny umyć, zawinąć w papier i przechować w lodówce siedem dni .Po tym czasie wycisnąć sok, przesączyć przez gazę lub sito i do 1/5 objętości soku dodać 4/5objętości spirytusu.   

Kilka zastosowań
  • Kaszel- kilka razy dziennie żuć liść połykając sok po jedzeniu
  • Podobnie przy  Anginie ( nie należy popijać).Uczucie zdrętwienia  mija po kilku sekundach
  • Grypa-  pić 20 kropli nalewki 2-3 razy dziennie przed jedzeniem
  • Ból zęba– żuć liść lub założyć tampon nasączony sokiem
  • Katar– zakraplać po kilka kropli soku parę razy na dzień
  • Krwawienie z dziąseł – żuć wolno liść ( ok. 15 min.) rano i wieczorem
  • Paradentoza-żuć liść parę razy dziennie  oraz pić sok po 20 kropli przed jedzeniem
  • Oparzenia- przecierać świeżym sokiem kilka razy dziennie
  • Wszelkie zranienia, rany szarpane, cięte, blizny pooperacyjne – przemywać sokiem lub przyłożyć kompres nasączony sokiem
  • Brodawki-przykładać gazę nasączoną sokiem lub nalewką kilka razy dziennie. Powtarzać aż do zniknięcia brodawki.
\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony.

https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378/

  • Trądzik, wrzody, czyraki, ropne chroniczne wypryski-rano i wieczorem przykładać kompres nasączony świeżym sokiem lub nalewką, dodatkowo pić po 20 kropli soku dwa razy dziennie
  • Zapalenie stawów-wcierać sok lub nalewkę rano i wieczorem
  • Krople do oczu, nosa, uszu(wg. J. Zawadzkiej) zmiażdżyć listek ,uprzednio umyty, wycisnąć przez sterylną gazę, zakropić po 1 kropli do oczu 2 razy dziennie. Pieczenie szybko ustąpi. Kropli użyjemy też do nosa stosując po 2 krople dwa razy dziennie. Ulga nastąpi bardzo szybko. Przy bólu uszu zakropić 2-3 krople (ból powinien ustąpić natychmiast)Następnie należy natrzeć okolice uszu i skroni sokiem.
  • Żródło:http://sekrety-zdrowia.org/zyworodka-pierzasta-roslina-zapomniana-to-dar-na-wszystko/

Anorektyczka nie mieści się w drzwiach

W skali 1


Najważniejszym symptomem anoreksji są zaburzenia w postrzeganiu własnego ciała. Nierzadko utrzymują się one długo po zakończeniu właściwego leczenia pacjenta. Naukowcy z Utrecht University w Holandii przeprowadzili niedawno eksperyment, którego wyniki wydają się dowodzić że zaburzony obraz ciała anorektyczki nie tkwi jedynie w jej głowie (a precyzyjniej mówiąc nie jest to jedynie problem mentalny) ale również w jej ciele. Tak więc anorektyczki nie tylko widzą się jako otyłe, ale również poruszają się tak, jakby ich rozmiar ciała był większy od rzeczywistego.
Na co dzień nie zdajemy sobie nawet sprawy, jak bardzo potrzebny jest nam prawidłowy obraz ciała. To dzięki niemu skutecznie lawirujemy między stolikami w zatłoczonej restauracji i wybieramy w niej optymalną ścieżkę. Obraz ciała pozwala nam ocenić własne rozmiary i położenie w przestrzeni oraz uwzględnić czy zmieścimy się w wybranym miejscu – pod warunkiem, że odpowiada faktycznym wymiarom naszego ciała. Naukowcy postanowili więc sprawdzić, czy anorektyczki które same sobie wydają się większe i grubsze niż w rzeczywistości, są mimo wszystko w stanie prawidłowo ocenić własne rozmiary jeżeli chodzi o poruszanie się w przestrzeni.
W eksperymencie udział wzięło 39 kobiet, dziewiętnaście uczestniczek cierpiało na zaburzenia odżywienia, stwierdzone w wywiadzie psychiatrycznym (w tym 13 na anoreksję) zaś 20 pozostałych zdrowych uczestniczek tworzyło grupę kontrolną. Na początku eksperymentu, badacze zmierzyli rozstaw ramion uczestniczek. Następnie poprosili je, by same dokonały oceny rozmiarów swojego ciała (w tym i szerokości ramion). Następnie, pod pretekstem przejścia korytarzem do innego pomieszczenia, proszono uczestniczki by przeszły przez kilka par drzwi różniących się szerokością. W czasie tego spaceru ruch uczestniczek rejestrowany był kamerami na podczerwień. Aby bezproblemowo przejść przez wąskie drzwi musimy (choć oczywiście nie zdajemy sobie z tego sprawy) właściwie ocenić szerokość otworu, własny rozmiar oraz te odległości w przestrzeni, a następnie zadecydować, czy swobodnie zmieścimy się w drzwiach, czy też powinniśmy się lekko obrócić.
Poprzednie badania na zdrowych uczestnikach (bez zaburzonego obrazu ciała) wykazały, że ludzie o właściwym obrazie ciała zaczynają odwracać się (tak, aby przez drzwi przejść nieco bokiem i na pewno się zmieścić) w momencie, kiedy szerokość drzwi nie przekracza 125% szerokości ich ramion – i tak kobieta której szerokość w ramionach wynosi 40 cm, obróci się lekko zanim przejdzie przez drzwi o szerokości 50 cm, itp. Ten stosunek szerokości drzwi do szerokości ramion badanego okazał się być względnie stały i niezależny od wzrostu i pozostałych wymiarów ciała co jest oczywiście logiczne jako, że ramiona stanowią najszerszą część naszego ciała). Hipoteza, jaką przyjęli autorzy badania, zakładała, że pacjentki z zaburzeniami odżywiania (więc zaburzonym obrazem własnego ciała) zaczną obracać się przy przechodzeniu przez drzwi szersze niż 125% szerokości ich ramion.
Okazało się, że pacjentki z zaburzeniami odżywiania obracały się lekko przed przejściem przez otwór drzwiowy o szerokości 140% ich ciała (dla przypomnienia – zdrowe badane czuły potrzebę obrócenia ramion dopiero, gdy otwór był węższy niż 125% szerokościach ramion). Według badaczy, świadczy to o zaburzonym obrazie własnego ciała u pacjentek z anoreksją, które wyraźnie, choć nieświadomie, zakładały że ich ciała są większe niż w rzeczywistości. Jest to pierwszy eksperyment, który sprawdza hipotezę, że w przypadku chorych z zaburzeniami odżywiania obraz własnego ciała jest tak silnie zniekształcony, że wpływa na czynności tak zautomatyzowane i nieświadome jak sposób poruszania się.

Z mózgu pacjenta wyciągnięto larwę tasiemca!

Z mózgu pacjenta wyciągnięto larwę tasiemca

Opublikowano: 08.11.2015 | Kategorie: Wiadomości ze świataZdrowie
W Kalifornii lekarze w trakcie natychmiastowej operacji wyciągnęli z mózgu pacjenta larwę tasiemca – informuje BBC.
26-letni student uniwersytetu Sacramento Louis Ortis przyszedł do szpitala Napa skarżąc się na „najpotworniejsze bóle głowy” i wymioty. Podczas skanowania mózgu neurochirurg Soren Singel odkrył pod czaszką pacjenta larwę tasiemca uzbrojonego. Lekarz uznał, że Ortisa należy natychmiast operować i powiedział studentowi, że pozostało mu około 30 minut życia.
Po jakimś czasie, jak informuje agencja France Press, student wpadł w śpiączkę i nie przeżyłby, gdyby zwlekał z pójściem do szpitala. Według lekarzy, pasożyt rozwijał się w torbieli wewnątrz mózgu i przeszkadzał normalnej cyrkulacji płynów. Jak wyjaśnił Singel, torbiel zatkała mózg „jak korek w butelce”.
„Wstałem i od razu zwymiotowałem. Doktor wyciągnął ją i powiedział, że jeszcze się rusza” – cytuje Ortisa BBC.
Operacja miała miejsce w sierpniu, jednak prasa dowiedziała się o niej dopiero teraz. Okres pooperacyjnego powrotu do zdrowia, według słów studenta, trwa. Przez tych kilka miesięcy, jak opowiedział Ortis, musiał porzucić naukę w uniwersytecie, do tej pory nie może kierować samochodem i nie jest w pełni zdolny do pracy.
Według słów przedstawiciela Centrum Profilaktyki i Kontroli Zachorowalności, co roku w Stanach Zjednoczonych trzeba operować około tysiąca pacjentów z diagnozą neurocysticerkoza, tj. pasożytnicza choroba systemu nerwowego, wywołaną przez larwy tasiemca.
Neurocysticerkoza rozwija się w rezultacie trafiania mikroskopijnych jaj pasożyta, zazwyczaj z elementami kału zarażonego człowieka, do układu pokarmowego.
Zapobiec chorobie można przestrzegając zasad higieny i starannego przygotowania produktów przed ich spożyciem – podkreśla BBC.
Źródło: pl.SputnikNews.com

czwartek, 27 kwietnia 2017

Program dla dzieci prowadzą… Mocz i Kał.

By JeHoMi - Praca własna, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=8268691


W Szwecji programy dla dzieci osiągnęły granicę zbydlęcenia i obłędu! Dobranockę dla dzieci prowadzi Strumień Moczu i Kał!
W Szwecji w lokalnej telewizji emituje się popularno-naukowy program „Biss & Kajs”, który jest bardzo popularny wśród szwedzkich dzieci. Nie jest on absolutnie podobny do naszego dawnego programu „Tik-Tak”. Popularność programowi zapewniła nietradycyjna tematyka. Rzecz w tym, że w „Biss & Kajs” głównymi prowadzącymi są Strumień Moczu i Kał.
Każda emisja programu wymaga obecności nowego gościa. Nie jakiegoś zwykłego gościa ale gościa-narządu ludzkiego ciała, który obowiązkowo musi być związany z tematyką emisji.
Główni bohaterowie programu, razem z zaproszonym gościem, szczegółowo omawiają najbardziej pikantne momenty dotyczące naturalnych ludzkich potrzeb.
W celu szczegółowego zaznajomienia się z systemem oświaty tego rozwiniętego, cywilizowanego kraju europejskiego, proponujemy obejrzenie wideo, na którym troje dorosłych osób, przebranych za tyłek, kał i strumień moczu, zebrało się razem ażeby omówić wydaliny ludzkiego ciała.
Radzimy obejrzeć film do końca, żeby rozkoszować się niezapomnianym tańcem.
Trudno jakoś to wszystko skomentować. Reforma oświatowa, najwidoczniej, zakończyła się w Szwecji sukcesem.

Zdrowie, siła i sport bez jedzenia mięsa [PL]

Suszone liście bylicy zwalczają lekooporną malarię

Za pomocą tabletek z suszonych liści bylicy rocznej („Artemisia annua”) w klinice w Demokratycznej Republice Konga wyleczono 18 chorych na lekooporną malarię. Znajdowali się oni w stanie krytycznym, a po zaledwie 5 dniach wrócili do zdrowia.


„Zgodnie z naszą wiedzą, to pierwszy raport o skuteczności suszonych liści A. annua w leczeniu malarii opornej na ACT, czyli terapię łączoną opartą na artemizynie” [i podawany dożylnie artesunat] – podkreśla prof. Pamela Weathers z Worcester Polytechnic Institute (WPI), pionierka wykorzystania suszu z liści bylicy w terapii malarii.
„Wyleczenie wszystkich 18 ACT-opornych przypadków sugeruje, że suszone liście” [DLA, od ang. „dried leaves of Artemisia annua”] „powinny szybko zostać uwzględnione w planie terapii malarii w Afryce i wszędzie indziej, gdzie pojawiła się oporność na ACT”.
Pacjenci z objawami malarii pochodzili z Kiwu Północnego. Mieli od 14 miesięcy do 60 lat. Najpierw leczono ich za pomocą zalecanej terapii łączonej opartej na artemizynie (ACT to połączenie artemizyny, w postaci chemicznego ekstraktu z „A. annua”, z jednym bądź większą liczbą leków przeciwmalarycznych). Nikt nie zareagował na ACT, przez co rozwinęła się ciężka malaria, obejmująca utratę przytomności, obrzęk płuc, konwulsje czy zaburzenia oddychania. Pięcioletnie dziecko zapadło w śpiączkę. Gdy wszystkim podano artesunat, ale ponownie nie uzyskano poprawy, lekarze zwrócili się ku terapii ostatniej szansy – DLA. Przez 5 dni 2 razy dziennie pacjentom podawano doustnie 0,5 g DLA (ogółem dorośli dostali 55 mg artemizyny). Dawkę zmniejszano dla wagi poniżej 30 kg. Monitorowano objawy, np. gorączkę, a także poziom pasożytów w rozmazie grubej kropli krwi. Pacjentów uznawano za wyleczonych i wypisywano ze szpitala, gdy symptomy całkowicie ustępowały, a zarodźce były niewykrywalne mikroskopowo.
„Ci ludzie umierali. Wspaniale więc było widzieć 100% poprawę, nawet u dziecka, które zapadło w śpiączkę. Badanie było małe, ale jego wyniki prezentują się naprawdę świetnie”.
Specjaliści podkreślają, że ACT jest droga w produkcji, ponadto brakuje jej w rejonach najbardziej obciążonych malarią. Oprócz tego, choć projektowano ją w taki sposób, by była mniej podatna na oporność, która pokonała inne leki, coraz częściej, zwłaszcza w Azji Południowo-wschodniej, widuje się jednak ACT-oporność.
Weathers, która zajmuje się „A. annua” od ponad ćwierćwiecza, podkreśla, że bylica roczna jest spożywana i wykorzystywana jako zioło od tysięcy lat, często w postaci naparu. Z tego powodu Amerykanka zainteresowała się przeciwmalarycznym potencjałem suszonej rośliny, a nie chemicznego ekstraktu. Z badania opublikowanego w 2011 r. na łamach „Photochemistry Reviews” wynikało, że w porównaniu do leku opartego na chemicznym wyciągu z rośliny, za pomocą suszonych liści „A. annua” do krwi dostarcza się aż 40-krotnie więcej aretmizyny. Publikacja z 2012 r. z „PLoS ONE” pokazała zaś, że DLA jest skuteczniejsze w eliminowaniu pasożyta u myszy. W 2015 r. zespół z WPI i Uniwersytetu Massachusetts zademonstrował z kolei, że suszone liście „A. annua” wyleczyły gryzonie zakażone szczepami opornymi na artemizynę. Co istotne, podczas eksperymentu na 49 pokoleniach myszy, który miał przyspieszyć ewolucję zarodźca, pasożyt nie wykazywał oporności na DLA.
Weathers uważa, że lepsze, w porównaniu do ACT, działanie DLA, a także zdolność zabijania lekoopornych pasożytów i unikania rozwoju oporności to skutek synergicznego działania kompleksu związków z liści. O niektórych wiadomo, że mają właściwości antymalaryczne, inne mogą zaś zwiększać wchłanianie artemizyny do krwiobiegu i nasilać jej skuteczność w stosunku do pierwotniaków. Amerykanka podkreśla, że suszone liście stanowią naturalną formę terapii łączonej.
„By zrozumieć biochemię tych związków, wśród których występują flawonoidy i terpeny, przeprowadziliśmy wiele badań. Dzięki temu chcielibyśmy lepiej poznać rolę, jaką odgrywają w aktywności farmakologicznej suszonych liści.” […] „A. annua jest też skuteczna przeciw wielu innym chorobom, w tym tropikalnym i pewnym nowotworom, dlatego w naszym laboratorium nie ograniczamy się do określania wpływu DLA wyłącznie na malarię”.
Pani profesor dodaje, że DLA da się wyprodukować za pomocą prostszej aparatury i po mniej wymagającym szkoleniu. Wg Weathers, hodowla „A. annua”, a także produkcja i testowanie tabletek to dobry sposób na zatrudnienie/biznes na obszarach z większą stopą bezrobocia. Badaczka uruchomiła nawet w Afryce łańcuch dostaw; obejmuje on m.in. hodowlę specjalnych kultywarów na wschodzie kontynentu i zgodne z dobrymi praktykami produkcyjnymi (DPP) przetwarzanie – suszenie liści, sporządzanie proszku, formowanie tabletek i weryfikowanie dawki – w Ugandzie. To stąd pochodziły tabletki podawane pacjentom w Kongu.
Autorstwo: Anna Błońska
Na podstawie: www.WPI.edu
Źródło: KopalniaWiedzy.pl