Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Zapraszam na środowe ćwiczenia.


Opole ul.Młyńska 1 (boczna od rynku) wege bar Wegeneracja(salka na górze)  23.08.17. 
środa w godzinach 18:00 - 19:45

Zapraszam na środowe ćwiczenia, Praktykę Niszy.
Co to jest praktyka „Niszy”? W odpowiedzi na potrzebę ruchu dla zdrowia, dla każdego , opracowałem zestaw ćwiczeń oddechowych (pranajama), auto masażu całego ciała( w tym oczu i uszu) asan( układów) gimnastycznych, a do tego pięć rytuałów tybetańskich ( ćwiczeń odmładzających). Synchronizacja czakramów ( centr energetycznych) również przy pomocy misy tybetańskiej. Trochę medytacji, a wszystko to przeplatane jogą śmiechu. Opierałem się na moim doświadczeniu z Hatha jogą, thai chi, chi kung, aikido, jogi tybetańskiej i rytami tybetańskimi. 
Wszystko to praktycznie dla każdego, w każdym wieku. Wstęp wolny.

Pięć rytuałów tybetańskich
Pradawne ćwiczenia, rozpowszechnione przez Petera Kelder'a, autora książki Źródło wiecznej młodości. Peter opisał historię pułkownika Bradforda, emerytowanego oficera armii brytyjskiej, który wyruszył do Tybetu w poszukiwaniu źródła młodości. Początkowo książka nie odniosła wielkiego sukcesu. Dopiero drugie, uaktualnione wydanie z 1985 roku stało się bestsellerem i rytuały tybetańskie stały się bardziej popularne. Trzeba zaznaczyć, że większość ćwiczeń fizycznych wspaniale oddziaływuje na organizm - jednak rytuały tybetańskie ze względu na swoją prostotę i intensywność działania zasługują - zdaniem wielu ludzi na szczególną uwagę. https://www.youtube.com/watch?v=WXBxECKqrD0
https://www.youtube.com/watch?v=WXBxECKqrD0

Efekty uboczne testowania leków.

„The Guardian” w artykule „Eleven ways to make money in 2011” obok obrotu akcjami oraz sprzedaży handmade’owych produktów umieścił testowanie leków – na 10. miejscu w rankingu. Badania kliniczne to ryzyko, ale także spore pieniądze. Czy rzeczywiście warto zostać królikiem doświadczalnym koncernów farmaceutycznych?
Poszukujemy zdrowych mężczyzn do badań nad nowym lekiem na problemy ze słuchem. Wiek: 18-45 lat. Niepalący. Cztery trzydniowe pobyty w klinice oraz pięć wizyt w ciągu dziewięciu tygodni. Wynagrodzenie: £2,100. Zarejestruj się już teraz albo zadzwoń do nas!”. To jedno spośród wielu ogłoszeń, jakie firmy farmaceutyczne zamieszczają w internecie. Młodzi, starzy, mężczyźni, kobiety, palący, niepalący, a nawet wegetarianie – spektrum dość szerokie, bo w zależności od rodzaju leku potrzebni są ludzie o różnych właściwościach. Dodatkowe kwalifikacje nie są wymagane. Jedyny warunek to posiadanie GP oraz zdrowy organizm.
DO TESTÓW POTRZEBNI SĄ LUDZIE
Marcin ma 32 lata, od czterech mieszka w Londynie. Testował raz, rok temu. Teraz czeka na właściwą ofertę. W tamtym czasie pracował w cateringu: – Pamiętam, że potrzebowałem pieniędzy, a czasu było niewiele. Robiłem na kuchni za najniższą krajową. To znajomy podsunął mi pomysł – przyznaje. Odpowiedział na jedno z ogłoszeń. Dwanaście dni w klinice – 2,8 tys. funtów. Potem jeszcze kilka krótkich wizyt kontrolnych, ale najważniejsze, że pieniądze wpłynęły na konto. Testował nowy preparat przeciwzapalny. Przeżył – żadnych efektów ubocznych.
– Nie zawsze podają nową substancję. Czasem badają tylko inne właściwości leku, który jest już na rynku – twierdzi Łukasz, który pół roku temu zgłosił się na testy innowacyjnego modelu inhalatora. – Lekarstwo na astmę, które mi podali, było stosowane od wielu lat. Chodziło o sprawdzenie, jak działa nowy inhalator, a dokładnie: ile substancji dostaje się do krwiobiegu, a ile zostaje w płucach – dodaje. Student pierwszego roku psychologii na jednym z londyńskich uniwersytetów już od kilku lat bierze udział w trialach. Czasem pracuje gdzieś dorywczo, ale jego główne źródło dochodu to właśnie badania kliniczne. – Kilkanaście dni w klinice to 2-3 tys. na koncie. Ciężko by było tę kasę wytyrać w jakiejś robocie. Zdarza się, że kilka dni przed następnym trialem jestem już pusty i nie mogę się doczekać następnego – przyznaje.
Najpierw jednak trzeba zrobić badania krwi oraz moczu. Czasem testy psychologiczne, w zależności od testowanej substancji. Nie każdemu się udaje, choć są sposoby, aby je przejść: – Byłem na czterech trialach i cztery razy oddawałem nie swój mocz – przyznaje Mariusz. – W Parexel (jedna z londyńskich klinik) sprawdzają także temperaturę moczu, ale jeśli wcześniej trzymasz napełniony pojemnik blisko ciała, to wszystko powinno być OK – wyjaśnia. Dla niego triale to także główne źródło utrzymania. Wybiera te najlepiej płatne spośród ofert kilku klinik. Aby uniknąć problemów, na wizytach kontrolnych zawsze oddaje mocz swojego znajomego, który nie pije ani nie pali. Mieszkający od sześciu lat w UK Mariusz doskonale zdaje sobie sprawę, że firmy farmaceutyczne potrzebują jego organizmu tak samo, jak on potrzebuje ich pieniędzy. Współpraca, jak dotychczas, układa się więc bez zastrzeżeń.
JEST RYZYKO, SĄ PIENIĄDZE
Quintiles – inna klinika działająca przy Guy’s Hospital w Londynie – zachęca na swojej stronie internetowej do badań klinicznych, bo ochotnicy to klucz do sukcesu w badaniach leków, na które czekają chorzy na całym świecie. Zdjęcie uśmiechniętych wolontariuszy w towarzystwie wysokiej klasy specjalistów zdaje się potwierdzać te słowa. Tymczasem powód, dla którego zdrowi ludzie pozwalają szprycować się nieznanymi specyfikami, jest zupełnie inny i ma mało wspólnego z altruizmem. – Nie spotkałem jeszcze osoby, która robiłaby to ze względów innych niż kasa – mówi Adrian. I to niemała kasa, bo w Europie Zachodniej za tygodniowy trial można otrzymać około 2 tys. funtów (10 tys. zł). Dla porównania w Polsce podobny test to tylko 1,5-2 tys. złotych. Skąd ta różnica? Brytyjczycy nie darzą zaufaniem koncernów farmaceutycznych i sceptycznie podchodzą do sprawy udziału w testach. Trudniej tu o ochotników, dlatego aby zapewnić stały napływ królików doświadczalnych, firmy śrubują wynagrodzenia.
Adrian nie ukrywa, że gdy wybiera badanie, najważniejszym kryterium jest to podawane w funtach. Choć po chwili zastanowienia przyznaje, że kiedy decyduje się na któryś z triali, sprawdza także, jakie mogą być konsekwencje. – Chodzi o to, aby znaleźć coś, od czego nie wyrośnie trzecia ręka – doradza. Czy badania kliniczne mogą być niebezpieczne? –To, że jeździsz rowerem po ulicach Londynu, jest dużo większym zagrożeniem niż udział w badaniu, a przecież jeździ prawie każdy. Staram się patrzeć na ryzyko logicznie, statystycznie, a statystyka jest po mojej stronie – zauważa Łukasz. Nie sposób się z nim nie zgodzić, ale gdy chodzi o nasz własny organizm, racjonalne myślenie przegrywa z wyobraźnią.
Przed podaniem człowiekowi substancja przechodzi badania przedkliniczne, podczas których testuje się ją na komórkach in vitro, a następnie na zwierzętach. Problem w tym, że zwierzęta na ten sam lek mogą zareagować inaczej niż ludzie i tak naprawdę nie da się w stu procentach przewidzieć, jak nowy środek zadziała na ludzki organizm. Dlatego pierwsza grupa ochotników otrzymuje znacznie mniejszą dawkę od tej, którą badano w fazie przedklinicznej. Jeśli nie wystąpią żadne efekty uboczne, zwiększa się porcję leku. Ten cykl powtarza się aż do momentu, gdy ponowne zwiększenie dawki mogłoby być niebezpieczne dla pacjentów. A ponieważ niezbędna jest ciągła obserwacja, ochotnicy na czas trwania badania zamykani są w klinikach.
Z PROBÓWKI NA PÓŁKĘ
Wcześniej dwie niezależne instytucje: Medicines and Healthcare Products Regulatory Agency oraz Research Ethics Committee wydają zgodę na przeprowadzenie badania, oczywiście w oparciu o wyniki fazy przedklinicznej. To one są odpowiedzialne za bezpieczeństwo badań oraz dbają o interesy ochotników. Testy odbywają się zgodnie z zasadami Dobrej Praktyki Klinicznej, według których bezpieczeństwo i prawa pacjenta są najważniejsze, a ochotnik w każdym etapie badania może je przerwać.
Mimo surowych restrykcji i szczegółowych przepisów badanie kliniczne niesie pewne ryzyko. Wiedzą o tym firmy farmaceutyczne i dlatego proponują wynagrodzenie za udział w pierwszej fazie badania. – To jedyna opcja, jeśli chcesz zarobić, potem lekarze zbierają całą kasę, oferując pacjentom darmowe leczenie – mówi Marcin. I ma rację, ponieważ to właśnie w fazie „first in man” sprawdza się, jak organizm przyjmuje, rozkłada oraz wydala lek, czyli ogólnie ocenia się bezpieczeństwo specyfiku. Natomiast dopiero w drugiej i trzeciej fazie badań sprawdza się skuteczność leku. Do tego potrzebni są chorzy cierpiący na dane schorzenie, więc lekarze najczęściej oferują leczenie nowoczesną kuracją za darmo, rekrutując w ten sposób kilka tysięcy pacjentów. Gdy lek trafia na rynek, rozpoczyna się czwarta, ostatnia faza, która twa kilka lat. Chodzi głównie o uzupełnienie informacji i potwierdzenie dotychczasowych wyników. Szacuje się, że tylko jeden na tysiąc leków trafia z laboratorium do etapu badań klinicznych, a spośród nich tylko jeden na pięć trafia na półki aptek. Cały proces zajmuje zwykle od 10 do 14 lat, a przeciętny koszt to 1-1,2 mld dolarów.
Dlaczego firmy farmaceutyczne inwestują miliony w ten skomplikowany i długi proces, którego koniec może okazać się klapą? Odpowiedź jest prosta: pieniądze. Przemysł farmaceutyczny to jedna z najbardziej dochodowych branży, której nie straszne nawet kryzysy gospodarcze. W starzejących się społeczeństwach krajów rozwiniętych potrzeba leków nowej generacji jest oczywista i to niezależnie od koniunktury. Światowe koncerny, takie jak GSK (GlaxoSmithKline) czy Pfizer doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego robią wszystko, aby lek jak najszybciej trafił do aptek. Każdy dzień zwłoki to dla takiej firmy straty, bo im prędzej lek znajdzie się na rynku, tym więcej ona na nim zarobi.
ELEPHANT MAN
W tym wyścigu z czasem pocieszający może być fakt, że zarówno koncerny, jak i kliniki unikają niczym ognia wszelkich problemów podczas testów. Sprawa jest prosta – medialna afera oraz ewentualne procesy o odszkodowania – gdyby coś poszło nie tak – przynoszą znacznie większe straty niż kilkudniowa czy nawet kilkumiesięczna zwłoka. Boleśnie przekonały się o tym Parexel oraz niemiecka firma TeGenero.
W marcu 2006 r. ośmiu ochotników zgłosiło się do kliniki w północno-zachodnim Londynie, aby przejść test leku na białaczkę. Nikomu nie wydało się podejrzane, że proponowane wynagrodzenie 2 tys. funtów (w tym czasie za tygodniowy pobyt w klinice otrzymywano najwyżej kilkaset funtów) to kwota wyjątkowo wysoka. Podano preparat, a ochotnicy w myślach zaczęli już wydawać pieniądze. Nieoczekiwanie po dwóch godzinach sześciu uczestników zaczęło odczuwać wysoką gorączkę, bóle mięśni, duszności, spadek ciśnienia, niewydolność nerek. Ich głowy oraz szyje nienaturalnie spuchły, powiększając swoje rozmiary kilkukrotnie, dlatego w gazetach aferę nazwano „Człowiek słoń”. O dużym szczęściu mogą mówić dwaj pozostali ochotnicy, którym wstrzyknięto placebo. Dzięki niezwykle intensywnej terapii wszystkich udało się uratować. Ryan Wilson – najbardziej poszkodowany uczestnik testu – spędził 147 dni w szpitalu z poważnymi obrażeniami narządów wewnętrznych. Lekarze amputowali mu wszystkie palce stóp oraz kilka palców obu rąk.
Co ciekawe, lek pozytywnie przeszedł badania przedkliniczne, dlatego wspomniana wcześniej Medicines and Healthcare Products Regulatory Agency dopuściła go do kolejnego etapu. Ta sama instytucja uznała później, że najprawdopodobniej przyczyną tragedii była biologiczna reakcja organizmu, której nie dało się przewidzieć. TeGenero upadło. Poszkodowani zażądali odszkodowań od Parexel. Wyników prowadzonych rozmów nigdy nie podano do publicznej wiadomości, ale jedno jest pewne – medialna burza wokół całej sprawy nie przysporzyła amerykańskiej firmie popularności. Skutecznie zniechęciła także Brytyjczyków, którzy słysząc słowa „clinical trial”, wciąż pamiętają czarny poniedziałek 15 marca 2006 r.
Łukasz właśnie szuka dla siebie badania. W jego przypadku najtrudniej zgrać termin pobytu w klinice ze studiami oraz wyjazdami. Oczywiście interesują go tylko te z wyższej półki cenowej, a więc powyżej 2,5 tys. funtów. Jego dane mają dwie główne kliniki w Londynie.
– Dzwonię do Parexel albo Quintiles i pytam o nadchodzące triale, o daty i wymagania, no i oczywiście o wynagrodzenie – opowiada. Choć w internecie pojawia się wiele ofert, tak naprawdę wybór nie jest łatwy. – Musisz pamiętać, że na kolejne badanie możesz się zgłosić dopiero po trzech miesiącach. Warto znaleźć coś dobrze płatnego – dodaje. Łatwo policzyć, że w ciągu roku jedna osoba może zrobić trzy do czterech triali. Choć lekarze przestrzegają przed zbyt częstym udziałem w testach klinicznych, to Łukasz z pewnością w głosie przyznaje, że nigdy nie miał efektów ubocznych i nie ma zamiaru rezygnować z udziału w badaniach.
Autor: Paweł Chojnowski
Źródło: eLondy   Żródło:https://wolnemedia.net/efekty-uboczne/

Dzieci na wódce! Dlaczego żebracy trzymają śpiące dziecko na kolanach ? I dlaczego ono zawsze śpi?


Dlaczego żebracy trzymają śpiące dziecko? Czy kiedykolwiek się zastanawiałeś…? Zaczeliśmy węszyć już bardzo dawno temu....

Proszę, przeczytaj go… i zastanów się kilka razy za nim włożysz 1e do kubka

Obok banku siedzi kobieta w nieokreślonym wieku. Jej włosy są poplątane i brudne, jej głowa pochylona w smutku.

Kobieta siedzi na brudnej podłodze, obok niej stoi kubek. Do kubka ludzie wrzucają pieniądze. W rękach kobiety śpi dwuletnie może trzyletnie dziecko. Jest w brudnej czapce i brudnych ubraniach. „Madonna z dzieckiem” – jakaś liczba przechodniów podaruje pieniądze. Ludzie naszego pokroju – zawsze czujemy współczucie dla tych, którym gorzej się powodzi. Jesteśmy gotowi oddać im ostatnią parę majtek, ostatniego grosza z własnej kieszeni i nigdy nie myślimy o innej stronie medalu. Pomaganie jest jak „wykonałeś super robotę.”

Mijałem żebraków miesiącami. Nie dawałem im pieniędzy wiedząc, że to sprawka gangu i pieniądze zebrane przez żebraków zostaną przekazane osobie kontrolującej ich w tej okolicy. Ci ludzie posiadają po kilka luksusowych nieruchomości i samochodów. Och, żebracy też coś oczywiście dostaną, butelkę wódki wieczorem i doner kebab albo kawałek kiełbasy i chleba. Około Miesiąc później, minąwszy żebraczkę, nagle mnie to uderzyło. Stoję na ruchliwym skrzyżowaniu (w Limerick) gapiąc się na dziecko ubrane jak zwykle – brudne ubrania. Uświadomiłem sobie, że coś jest nie tak z dzieckiem przebywającym na brudnej ulicy od rana do wieczora… To dziecko spało. Nigdy nie łkało ani nie krzyczało, zawsze spało chowając swoją twarzyczkę w kolanach kobiety, która była jego MATKĄ.

Czy ktoś z Was, drodzy czytelnicy, posiada dzieci? Przypomnijcie sobie jak często one śpią w wieku 1-2-3 lat? Godzinę, dwie, maximum trzy i to jak jest cicho (rzadko bez przerwy) popołudniowej drzemki i ponownie – poruszenie. Przez cały miesiąc, każdego dnia kiedy przechodziłem tą ulicą, nigdy nie widziałem tego dziecka nie śpiącego! Spojrzałem na tego maleńkiego chłopca z buzią schowaną między kolanami matki, później na żebraczkę i moja podejrzliwość przybrała na sile.

-Dlaczego on ciągle śpi? Zapytałem jej, gapiąc się na dziecko. Emotikon frown


\KLIKNIJ w link poniżej i polub stronę"Jak być zdrowym całe życie"na Facebook , a będziesz na bieżąco informowany o nowych artykułach ze strony
https://www.facebook.com/Ryszard-Piotr-Jak-by%C4%87-zdrowym-ca%C5%82e-%C5%BCycie-811427708999378

Żebraczka udała, że mnie nie rozumie. Spuściła oczy i ukryła twarz w kołnierzu nędznego płaszcza. Powtórzyłem pytanie. Kobieta spojrzała ponownie. Spojrzała gdzieś za moimi plecami, zmęczona I zupełnie zirytowana. Wyglądała jak kreatura z innej planety.

- Odpieprz się…w jeżyku angielskim wymamrotała.

-Dlaczego on śpi?! Prawie krzyknąłem (lub: prawie się rozpłakałem)

Ktoś za mną położył mi ręke na ramieniu. Spojrzałem do tyłu. Jakiś starszy mężczyzna patrzył na mnie z dezaprobatą:

- Czego od niej chcesz? Nie widzisz jak ciężko ma w życiu? Ech…
Wyciągnął z kieszeni kilka monet i wrzucił je do kubka żebraczki.
Żebraczka wykonała ręką znak krzyża w powietrzu, przybierając twarz upokorzenia I przejmującego smutku. Mężczyzna zabrał rękę z mojego ramienia i oddalił się . Założę się, że w domu będzie opowiadał jak obronił biedną, zrozpaczoną kobietę od bezdusznego mężczyzny na ulicy.

Następnego dnia zadzwoniłem do kolegi. To śmieszny facet z oczami jak oliwki, Rumun. Udało mu się ukończyć zaledwie 3,5 roku edukacji. Kompletny brak edukacji nie sprawił, że nie przemieszcza się on ulicami miasta bardzo drogimi zagranicznymi autami oraz że nie mieszka w wielkim domu z niepoliczalną ilością okien i balkonów. Od mojego przyjaciela dowiedziałem się, że ten biznes, pozornie „spontaniczny”, jest dobrze zorganizowany. Jest nadzorowany przez zorganizowane gangi żebraków. Dzieci są wypożyczane z rodzin alkoholików lub zwyczajnie porwane.

Potrzebowałem odpowiedzi na pytanie dlaczego dziecko śpi? I otrzymałem ją. Mój przyjaciel cygan wypowiedział zdanie zupełnie zwyczajnym, spokojnym głosem, które wprawiło mnie w zdumienie, tak jakby opowiadał o pogodzie:

- są na heroinie albo wódce.

Zgłupiałem. „Kto jest na heroinie? Kto na wódce?!"

Odpowiedział: - dziecko, żeby nie krzyczało. Kobieta będzie siedziała z nim tam cały dzień, wyobrażasz sobie jak mogłoby się nudzić?

Aby dziecko spało cały dzień, faszerowane jest wódką lub narkotykami. Oczywiście ciałko małego dziecka nie jest w stanie znieść takiego szoku. Dzieci często umierają. Najbardziej przerażające jest to, że dzieci czasami umierają w czasie „dnia pracy”. A kobieta udająca matkę musi trzymać martwe dziecko na rękach do samego wieczora. Takie są zasady. A przechodnie będą wrzucać pieniądze do torby i wierzyć, że ich zachowanie jest moralne. Pomagają samotnej matce.

Następnego dnia przechodziłem obok tej samej kobiety. Przybrałem maskę dziennikarza i byłem gotowy na poważną rozmowę. Ale rozmowa nie wypaliła, stało się to co następuje:

Kobieta siedziała na podłodze, a w rękach trzymała dziecko. Zapytałem jej o dokumenty dziecka i, co najważniejsze, gdzie jest dziecko z wczoraj, co ona po prostu zignorowała.

Moje pytanie nie zostało jednak zignorowane przez przechodniów. Powiedziano mi, że zwariowałem, bo krzyczę na biedną żebraczkę z dzieckiem. Koniec końców, zostałem odeskortowany w poniżeniu. Jedyna rzecz która mi pozostała to zadzwonić na policję. Kiedy policja przybyła, kobieta z dzieckiem zniknęła. Zostałem z poczuciem „walczę z wiatrakami”.

Jeśli zobaczysz w metrze, na ulicy lub gdziekolwiek kobietę z dzieckiem, żebrujących, pomyśl zanim twoja ręka sięgnie po pieniądze. Pomyśl o tym, gdyby tysiące ludzi nie wyciągało do nich rąk, ten biznes by nie istniał. Umarłby biznes, a nie dzieci napompowane wódką lub narkotykami. Nie patrz na śpiące dziecko ze współczuciem. Zobacz horror… Jeśli czytasz ten artykuł to wiesz już dlaczego dziecko w rękach żebraka śpi.

P.S. Jeśli skopiujesz ten artykuł na swoją tablicę lub choćby klikniesz “udostępnij”, Twoi przyjaciele również go przeczytają. A kiedy kolejny raz zdecydujesz się otworzyć swój portfel aby wrzucić żebrakowi monetę, przypomnij sobie, że ta dobroczynność może kosztować kolejne dziecko życie.


                                                                    Marcin Ciesielski.

Warto zadbać o tajemniczy śródbłonek

Ilustracja

Śródbłonek, choć nie skupia na sobie takiej uwagi jak np. serce czy płuca to, gdy działa nieprawidłowo, może prowadzić do m.in. cukrzycy, zawału serca, nowotworów. Badania śródbłonka prowadzi dr Aneta Balcerczyk z Uniwersytetu Łódzkiego, która sprawdza, jak środowisko wpływa na funkcjonowanie tego nieco tajemniczego „narządu”.
Śródbłonek naczyniowy to monowarstwa komórek zlokalizowana na wewnętrznej stronie naczyń krwionośnych, pełniąca szereg ważnych funkcji w odniesieniu do układu naczyniowo-sercowego i całego organizmu. Jest on jednym z newralgicznych elementów układu krążenia, którego schorzenia od wielu lat nieprzerwanie zaliczane są do chorób cywilizacyjnych.
Stanowiąc pierwszą barierę pomiędzy krwią a tkankami, reguluje on napięcie ścian naczyń krwionośnych, kontroluje przepływ i ciśnienie krwi, bierze udział w reakcjach układu odpornościowego i tworzeniu nowych naczyń krwionośnych, odpowiada za krzepnięcie krwi.
Zaburzenie którejkolwiek z wymienionych funkcji i przedłużająca się aktywacja komórek śródbłonka może prowadzić do szeregu stanów patologicznych, np. cukrzycy, nadciśnienia tętniczego, zawału serca, udaru mózgu, nowotworów czy chorób neurodegeneracyjnych.
„Ponieważ śródbłonek pozostaje w bezpośrednim kontakcie z przepływającą krwią i substancjami w niej transportowanymi, olbrzymi wpływ na jego kondycję ma dieta, narażenie na stres, czy aktywność fizyczna. Wszystkie te elementy mogą modyfikować profil aktywności śródbłonka, dokonywać jego aktywacji, która często jest przyczyną wielu chorób układu krążenia, m.in. cukrzycy, miażdżycy czy nadciśnienia” – mówi PAP dr Aneta Balcerczyk z Katedry Biofizyki Molekularnej Uniwersytetu Łódzkiego.
O śródbłonek możemy zadbać sami, przede wszystkim zwracając uwagę na to, co pojawia się na naszym talerzu. „Należy pamiętać, że dieta powinna być zbilansowana, bogata w warzywa i owoce, które są źródłem witamin i antyoksydantów, a ograniczać spożycie tłuszczów zwierzęcych” – wyjaśnia dr Balcerczyk. „Po drugie, strać się eliminować stres, co nie zawsze jest łatwe i zażywać dużo ruchu. To wszystko, zapewni odpowiedni profil aktywności śródbłonka i zminimalizuje ryzyko chorób układu krążenia” – dodaje.
Współczesne badania śródbłonka są prowadzone na wielu poziomach i dotyczą różnych aspektów jego funkcjonowania. Skuteczniejsze leczenie schorzeń śródbłonka jest możliwe dzięki coraz lepszemu rozumieniu jego roli w rozwoju poszczególnych chorób.
Wieloaspektowe badania nad śródbłonkiem naczyniowym prowadzi też dr Aneta Balcerczyk z Katedry Biofizyki Molekularnej Uniwersytetu Łódzkiego, stypendystka 16. edycji programu L’Oréal Polska Dla Kobiet i Nauki.
Celem jej badań jest zgłębianie wiedzy na temat zmian epigenetycznych, które regulują proces ekspresji genów, a są dziedziczone, odwracalne i odpowiedzialne za różnorodność komórek. Epigenetyka opisuje zmiany poziomu ekspresji genów, których nie da się wytłumaczyć modyfikacjami sekwencji DNA, a które warunkowane są m.in. przez czynniki środowiskowe, takie jak tryb życia, narażenie na stres, dieta.
„Moje badania skupiają się wokół epigenetycznej regulacji procesu angiogenezy – tworzenia się nowych naczyń krwionośnych z już istniejących struktur. Poznanie mechanizmów regulujących proces angiogenezy jest niezwykle ważne, gdyż to za sprawą sieci naczyń odżywiane są wszystkie komórki naszego ciała. Angiogeneza warunkuje więc prawidłowy rozwój organizmu, ale jest również istotnym elementem progresji nowotworów, ponieważ reguluje wzrost guza” – wyjaśnia PAP dr Balcerczyk.
Z molekularnego punktu widzenia – tłumaczy badaczka – mechanizmy epigenetyczne mogą być też wykorzystywane jako narzędzie do skuteczniejszej walki z nowotworami. „To bezpośrednio skłoniło mnie do zainteresowania się tą tematyką w aspekcie procesu tworzenia naczyń krwionośnych, angiogenezy” – mówi dr Balcerczyk.
Dr Aneta Balcerczyk ma nadzieję, że wiedza zdobyta dzięki jej badaniom w niedługim czasie stanie się istotnym elementem terapii stosowanych w minimalizowaniu skutków lub skuteczniejszym leczeniu schorzeń układu krążenia oraz chorób o podłożu nowotworowym.

sobota, 19 sierpnia 2017

Świnie GMO źródłem organów do przeszczepów

Świnia domowa

Zmodyfikowane genetycznie świnie staną się nieograniczonym źródłem organów do przeszczepów. Pozyskane od świni serce utrzymało przy życiu pawiana przez 945 dni, a nerka – przez 136 dni. Aby zapobiec odrzutom, naukowcy wykorzystają na razie pięć ludzkich genów, pisze „MIT Technology Review”.

Świnie GMO są hodowane w Blacksburg (Wirginii) w oddziale firmy United Therapeutics Biotechnology. Założyciel firmy Martin Rotblat, słynny futurysta, który zainwestował miliony dolarów, aby rozpocząć eksperymenty, stał się największym sponsorem badań w dziedzinie ksenotransplantacji tj. przeszczepiania narządów, tkanek i komórek zwierząt na ludzi.
Rotblat mówi, że jego celem jest „stworzenie nieograniczonych zapasów narządów do transplantacji i doprowadzenie do pierwszego udanego przeszczepu płuc od świni do człowieka”. Jedna z jego córek cierpi na śmiertelną chorobę płuc. Co roku tysiące ludzi umiera, nie czekając na swoją kolej na przeszczep. Nie mają szans na transplantację narządów. Pozyskiwane od ludzi serca, czy nerki są zdatne do wykorzystania tylko przez kilka godzin i nie są one dostępne dla wszystkich pacjentów.
„Chcemy produkować dziesiątki narządów” – powiedział Rotblat.
Od 2011 roku wypłacił on około 8 milionów dolarów firmie Revivicor, gdzie rozwijana jest produkcja genetycznie modyfikowanych świń. Przedsiębiorstwo otworzy również oddział chirurgiczny i lądowisko dla helikopterów, aby szybko pozyskiwać tkanki.
Na razie głównym problemem ksenotransplantacji jest to, że przeszczepione ludzkie narządy zwierząt napotykają silną odpowiedź immunologiczną. Nawet leki blokujące ataki nie są w stanie pomóc. W 1984 noworodek potrzebował pilnie przeszczepu serca. Zaaplikowano mu serce pawiana. Dziecko przeżyło tylko trzy tygodnie po udanej operacji. Ciało ludzkie jest bardzo czułe na tkanki świń, ponieważ są one bardzo różne genetycznie. Wszystkie eksperymenty transplantacji narządów wieprzowych szybko i źle się kończyły. W 1992 roku w Los Angeles kobieta zmarła w ciągu 34 godzin po transplantacji świńskiej wątroby. Ostatnio serca świń próbowano przeszczepiać ludziom w Indiach w 1996 roku, ale lekarz, który, to robił, został aresztowany za zabójstwo pacjenta w wyniku transplantacji.
Naukowcy, aby uporać się z problemem, zaczęli modyfikować genetycznie zwierzęta. Jeden z ważniejszych kroków poczynił w 2003 roku David Ayares. W uzyskanych organach brakowało jednak cząsteczek cukru. Cząsteczki te są głównym winowajcą, powodującym to, co nazywamy ostrym odrzuceniem.
Dalsze badania na małpach wykazały, że inne procesy także działają destrukcyjnie i uśmiercają zwierzęce tkanki w ludzkim ciele. W celu zwalczania tych problemów zespół Ayaresa wykorzystuje ludzkie geny np. wytwarzające trombomoduliny – cząsteczkę, która zapobiega krzepnięciu krwi w naczyniach. U świń występuje trombomodulina, ale w formie, która źle współdziała z tą ludzką.
W najbliższych miesiącach świnie otrzymają kolejne osiem ludzkich genów. Zmiany genetyczne mają sprawić, że ich organy będą zgodne z tymi człowieczymi, ale zwierzęta nadal będą wyglądać i zachowywać się jak zwykłe świnie. Przeszkodą w tych eksperymentach są ogromne koszty. Jedna operacja w ramach ksenotransplantacji kosztuje około stu tysięcy dolarów i wymaga udziału ośmiu ekspertów.
Autorstwo: tallinn
Na podstawie: TechnologyReview.com
Źródło: ZmianyNaZiemi.pl

czwartek, 17 sierpnia 2017

Zdjęcie użytkownika Ryszard Piotr.

Rozmaryn kontra nowotwory – najnowsze odkrycie naukowców

Rozmaryn: zdjęcie

Od dłuższego czasu znane są nauce szczególne właściwości rozmarynu.Wiadomo było na przykład, że rozpuszczalne w tłuszczach kwasy karnozolu i karnozowy ì zapewniają ochronę przeciw-mutacyjną DNA.
Najnowsze doniesienia z badań przeprowadzonych przez naukowców z Uniwersytetu w Pizie bezspornie wykazały, że rozmaryn posiada właściwości lecznicze przeciw nowotworom.

Testy finansowane w ramach badań uniwersyteckich projektów Pra 2015  przeprowadzone wspólnie przez biochemików z  Wydziału Farmacji pod kierunkiem Claudii Martini i fitochemików pod kierunkiem Alessandra Braca opublikowano w „The International Journal of Biochemistry & cell Biology”
„Rozmaryn to jedna z najbardziej aromatycznych przypraw ziołowych wykorzystywana powszechnie zarówno w kuchni śródziemnomorskiej i medycynie ludowej o udowodnionych właściwościach leczniczych – wyjaśniaChiara Giacomelli autorka projektu -niektóre z jej związków jak np. karnozol można wykorzystywać w leczeniu uzupełniającym obok tradycyjnych terapii raka.
Karnozol – związek diterpenowy obecny w niektórych przyprawach śródziemnomorskich takich jak rozmaryn czy szałwia potrafi aktywować bardzo ważny czynnik w ludzkim organizmie –  białko P53 – które m.in kontroluje rozwój i postęp choroby – a który nie wykazuje aktywności u 50% osób z nowotworami.
Supresor nowotworowy P53 jest zaangażowany w regulację wielu procesów komórkowych, a w szczególności aktywacji mechanizmów naprawy DNA lub indukcji apoptozy w odpowiedzi na uszkodzenia DNA. Czyli mówiąc prościej: w przypadku mutacji komórek naprawia je lub jeśli nie może naprawić uśmierca.
„Obecnie naukowcy coraz częściej koncentrują się na naturalnych związkach, które mogą potencjalnie hamować rozwój nowotworów – podkreśla Giacomelli– niektóre poprzednie badania wykazały już pozytywne wyniki jeśli chodzi o rozmaryn. Jednak po raz pierwszy odkryliśmy mechanizm wpływu związków wyizolowanych z rozmarynu na komórki nowotworowe na przykładzie hodowliglejaka wielopostaciowego – najbardziej agresywnego, o największej śmiertelności guza mózgu”

Nic tylko zamiast gotowych mieszanek zacznijmy używać aromatyczne zioła w kuchni.
Oto krótki przewodnik – z czym się najlepiej komponują, jak używać aby wydobyć naturalny smak i aromat potraw, i dlaczego warto je używać zamiast gotowych mieszanek – LINK      Żródło:http://sekrety-zdrowia.org/rozmaryn-kontra-nowotwory-najnowsze-odkrycie-naukowcow/

Oczyść nerki i poprawi wzrok

Grusza: drugie zdjęcie


Ten prosty przepis ze starorosyjskiej medycyny ludowej, prawie zapomniany w miastach, gdzie wyrosły jak grzyby po deszczu apteki, jest ciągle jeszcze używany na terenach wiejskich, polecany przez znachorki, tzw. „szeptuchy”.
Skuteczny w przypadkach problemów z nerkami i ze wzrokiem.
Wywar z gałązek gruszy na nerki i wzrok
Przepis:
Kilka młodych gałązek (10-15cm) gruszy pokroić na kawałki. Umyć i zalać 1L wody.
Gotować na małym ogniu przez 5-7 minut, po czym odcedzić.
Pić szklankę wywaru 3 razy dziennie przez 3-4 tygodnie. Nie dodawać cukru, miodu ani żadnych innych dodatków.
Poza tym, że nerki zaczną lepiej funkcjonować i poprawi się wzrok, cera stanie się jaśniejsza, znikną ciemne kręgi pod oczami a same oczy odzyskają blask.

UWAGA:
Używać gałązki tylko z drzewka niepryskanego, idealnie jeśli będzie ze starych odmian gruszy. Nie używać z drzewek nawet młodych, które rosną na terenach sadowniczych regularnie chemicznie nawożonych.

Wybierając wegetarianizm pomagasz też ludziom

Wielu przeciwników wegetarianizmu zarzuca aktywistom pro zwierzęcym brak empatii w stosunku do ludzi. Pomoc zwierzętom stawiają naprzeciw pomocy udzielnej ludziom. Wegetarianizm jest dla nich jedynie kaprysem. Pomaganie zwierzętom w sytuacji kiedy tylu ludzi cierpi wydaje się niewłaściwe. Nic bardziej mylnego!

Rezygnując z mięsa nie tylko działasz na rzecz zwierząt ale i ludzi! Wszystko jest ze sobą powiązane. Dlaczego, przechodząc, na wegetarianizm działamy na rzecz lepszego jutra dla ludzi?
1. Oszczędzasz jedzenie
W momencie gdy tak wielu ludzi cierpi dziś głód na świecie, miliony ton jadalnych zbóż marnowane są na pasze dla zwierząt. Gdyby ilość zbóż wykorzystywanych na paszę na całym świecie – 670 milionów ton – zmniejszyć o jedynie 10%, otrzymano by ilość zbóż, która pozwoliłaby wykarmić 225 milionów ludzi przez następne trzy lata.
2. Walczysz ze zmianami klimatu
Globalne ocieplenie coraz bardziej daje się we znaki mieszkańcom krajów Trzeciego Świata. Dzięki raportom takich organizacji jak FAO wiemy już, że zmiana diety i wyrzucenie z menu mięsa może przyczynić się do ratowania klimatu w większym stopniu niż zmiana żarówek, oszczędzanie energii czy segregacja śmieci. Tego samego zdania jest największa, międzynarodowa organizacja badająca zmiany klimatu – IPCC.
3. Oszczędzasz wodę
Czy wiesz, że na „wyprodukowanie” 450 g wołowiny potrzeba aż 1650 litrów wody? Tymczasem 450 kg jadalnej mieszanki warzyw wymaga jedynie 113 litrów. Rachunek jest prosty – żywność roślinna jest zdecydowanie bardziej ekonomiczna. Brak wody pitnej to coraz większy problem. Możesz pomóc odpowiadając sobie na pytanie – czy warto jeść mięso? Wspierać rabunkowy przemysł wykorzystujący zwierzęta czy nie?
Dołącz do nas i spróbuj zostać wege na 30 dni!

Małe gospodarstwo produkuje ponad 2,7 tony żywności rocznie na niecałych...


Gęgawa (Anser anser)

środa, 16 sierpnia 2017

Zajadasz stres zawodowy? Lepiej się wyśpij!




Zestresowani pracą jedzą więcej „śmieciowego” jedzenia, ale może istnieć czynnik, który przed tym chroni. Jak wskazują nowe badania, opublikowane na łamach prestiżowego Journal of Applied Psychologyodpowiednia jakość snu chroni przed objadaniem się wskutek stresów w pracy. To jedno z pierwszych opracowań, ukazujących w jaki sposób doświadczenia w pracy wpływają na zachowania związane z jedzeniem.
Badania przeprowadzono wśród dwóch grup pracowników z Chin. Pierwsze z nich dotyczyło osób zatrudnionych w branży informatycznej, którzy regularnie doświadczali dużego obciążenia zadaniami zawodowymi i często odczuwali presję czasu. Drugie badanie przeprowadzono wśród pracowników call-center, którzy podkreślali, że nierzadko muszą zmagać się z nieuprzejmymi i wymagającymi klientami.
Badacze odkryli, że zestresowani pracownicy mają tendencję do przynoszenia negatywnych uczuć z pracy do… stołu. W obu badaniach zaobserwowano, że stres w pracy był związany z negatywnym nastrojem pracowników podczas wykonywania zadań zawodowych, co z kolei wiązało się z wybieraniem niezdrowego jedzenia po pracy. Zestresowani nie tylko jedli więcej niż zwykle, ale i wybierali więcej „śmieciowych” potraw zamiast zdrowej żywności.
Badacze zaproponowali dwa wyjaśnienia zaobserwowanego efektu. Po pierwsze, jedzenie nie pełni jedynie funkcji fizjologicznej. Pozwala ono również regulować nastrój – objadanie się może więc łagodzić negatywne uczucia. Po drugie, niezdrowa dieta może być konsekwencją mniejszej samokontroli. Kiedy pracownik czuje się zestresowany w pracy, stres obniża jego zdolność do skutecznego regulowania własnego zachowania.
Kluczowe odkrycie tych badań polegało jednak na tym, że sen pomagał ludziom „uzbroić się” do walki ze stresem w pracy. Kiedy pracownicy spali lepiej w nocy, mieli więcej energii i zasobów do radzenia sobie ze stresem, a po pracy rzadziej sięgali po niezdrowe przekąski.
Wiele firm kusi przyszłych pracowników darmowymi automatami z przekąskami. W świetle zaprezentowanych wyników wydają się one krótkoterminowym środkiem zaradczym. Nieuwzględnienie promocji zachowań zdrowotnych (uprawianie sportu, sen, odżywanie) może potencjalne odnosić niekorzystne skutki dla zdrowia pracowników.
badania.net

Abyś ty pił mleko musi być odebrane matce dziecko i zabite.

Zdjęcie użytkownika The Light Movement.

Dr.Ryke Geerd Hamer, nowotwór wywołują szok i traumy


Illuminati wykorzystują raka by trzymać nas jako zakładników. Stephen Coleman

Dr Ryke Geerd Hamer odkrył, że nie tylko nowotwór, ale wszystkie choroby wywołuje szok i trauma. Pojawiły się zbiry i zagrozili mu, że jeśli nie zrezygnuje z przedstawienia wyników swoich badań, spotkają go nieprzyjemności.

W 1978 roku, syn dr Hamera, Dirk, został śmiertelnie ranny w wypadku, zastrzelony przez włoskiego księcia. Dirk zmarł cztery miesiące później.
Sześć miesięcy później dr Hamera zdiagnozowano na raka jąder, który usunięto chirurgicznie.
Ponieważ dr Hamer nigdy wcześniej nie chorował, zastanawiał się, czy raka mógł wywołać nagły szok po wypadku syna. Pracował w klinice onkologicznej i miał możliwość przeprowadzania wywiadów z pacjentami cierpiącymi również na raka jąder. Zauważył, że przed ostateczną diagnozą, każdy z nich miał albo jakiś poważny konflikt, albo stracił kogoś bardzo bliskiego.
Odwiedził szpitalny dział raka jajników i rozmawiał z pacjentkami i również okazało się, że przed diagnozą choroby, straciły kogoś bardzo bliskiego. Na uniwersytecie dowiedział się, że jądra i jajniki mają takie samo pochodzenie embrionalne.
Następnie, dr Hamer zauważył, że na wynikach tomografii komputerowej mózgu, każdy pacjent z nowotworem jajników i jąder miał ciemną plamkę w tym samym miejscu. Wywnioskował, że nie tylko rak, ale wszystkie choroby wywoływane były przez niespodziewany szok i traumę. Później doszedł do wniosku, że różne przeżywane mniejsze emocje mogą gromadzić się przez lata lub nawet dekady, by objawić się w postaci choroby.
W 1981 roku włączył wyniki swoich badań do pracy doktorskiej w Uniwersytecie Tubingen, Niemcy. Po kilku dniach, w jego domu pojawiło się kilku zbirów. Zagrozili mu, że jeśli nie zrezygnuje z przedstawienia wyników swoich badań, spotkają go nieprzyjemności. Dr Hamer odmówił. Dokonał przełomowego odkrycia i udowodnił je.
Tymczasem dr Hamer i jego żona byli obiektem ciągłego nękania przez potężną włoską rodzinę Savoy, odpowiedzialną za śmierć jego syna. Dr Hamer jest pewien, że to nieustanne prześladowanie ostatecznie doprowadziło do śmierci jego żony w 1985 roku.
Kilka miesięcy później, Uniwersytet Tubingen odrzucił jego pracę doktorską bez badań czy recenzji.
Nie chcieli zaakceptować związku pomiędzy psyche i chorobą. Kilka lat później sąd nakazał uczelni sprawdzić ustalenia Hamera, lecz mimo to nigdy tego nie zrobiono.
W 1986 roku wytoczono proces sądowy przeciwko dr Hamerowi za odmowę zanegowania jego odkryć. Sąd odebrał mu licencję lekarską, nakazał mu podjąć inną pracę i zabronił mu rozmów z chorymi na nowotwór.
Mimo to pracował w niedofinansowanej klinice raka i odniósł fenomenalny sukces; spośród ponad 20.000 przypadków wyleczył 92% z nich. Dr Hamer twierdzi, że nowoczesne metody leczenia raka są okrutne, barbarzyńskie i niepotrzebne. Mówi, że gdyby znał prawdę w czasach, kiedy sam miał raka jąder, nigdy nie zgodziłby się na zabieg chirurgiczny.
Prześladowania stały się tak intensywne, że musiał uciec do Hiszpanii, gdzie pracował nadal. W końcu został aresztowany i niesprawiedliwie uwięziony. Francja dokonała na nim ekstradycji, nadal był nękany i więziony, tym razem na trzy miesiące, pod niedorzecznymi fałszywymi zarzutami.
Po wyjściu z więzienia, zaprzyjaźnił się z francuskim onkologiem, dr Claude Sabbah, uczył go co nazywa się Nowym Leczeniem Niemieckim (NGM). Dr Sabbah szybko nauczył się NGM i odnosił takie same sukcesy, jak dr Hammer. Dr Sabbah z kolei uczył wielu innych lekarzy, którzy chcieli poznać tę metodę.
Wielu żydowskich lekarzy wykorzystywało tę nową metodę w leczeniu żydowskich pacjentów, ale wobec gojowskich pacjentów nadal stosowali niebezpieczne i praktycznie bezużyteczne nowoczesne metody. Dr Hamer zaprotestował przeciwko tej hipokryzji. To dlatego żydowska społeczność uznała go za antysemitę.
Dr Hamer otrzymał oficjalne przeprosiny od rabinów za zniesławianie go. Ale etykieta ta jest nadal na wielu sponsorowanych przez illuminati witrynach, co dyskredytuje go i oczernia.
Różne osoby i grupy wykorzystują odkrycia dr Hamera i nawet nie wspominają o jego prawach autorskich. Istnieje nawet kilka grup chrześcijańskich, które naginają i przekręcają jego pracę tak, by dopasować ją do Biblii. Z raportów jakie widziałem, wywołują tyle szkód, co dobra. To dlatego, że nie poświęcili jednego dnia na przestudiowanie jego badań, żeby je w pełni zrozumieć.
Kompleks illuminati przemysłu medycznego usiłował jak tylko mógł ukryć wyniki badań dr Hamera. Ale dzięki internetowi, nie mogli zahamować szerzenia się jego metody leczenia.
„Dziękuję dr Ryke Geerd Hamerowi za jego nadzwyczajne odkrycia. One zmienią sposób w jaki postrzegamy chorobę. Gdybyśmy żyli w uczciwym świecie, dr Hamer za swoją rewolucyjną pracę dostałby Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny!” – dr nauk med. Gilbert Renaud.
Zamiast Nagrody Nobla, siedział w więzieniu. Uciekał z kraju do kraju, żeby uniknąć bezlitosnego nękania i prześladowań ze strony przemysłu medycznego. Swój wolny czas i komfort dr Hamer poświęcił na pokazanie światu prawdy.
Obecnie dr Hamer mieszka w nieznanym miejscu, w kraju, który nie ma porozumienia o ekstradycji z Niemcami.
a
a
Stephen Coleman, 54, praktykuje medycynę alternatywną w Kalifornii.
Źródło: http://www.henrymakow.com/illuminatiusecancer.html
Tłum. Ola Gordon.