Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

sobota, 28 października 2017

Grawiola to 10 000 razy silniejszy lek na raka!

Grawiola to 10 000 razy silniejszy lek na raka!

 

Nie wiem oczywiście, czy liczba 10.000 razy jest precyzyjna. Najważniejsze jest to, że leku na nowotwory powinniśmy poszukiwać nie na oddziale onkologicznym, ale w naturze. Jest takie mądre powiedzenie:
Skuteczność jest miarą prawdy„.
Oznacza ono ni mniej, ni więcej, że jak coś jest powtarzane z uporem maniaka, ale nie jest skuteczne – to nie ma w tym prawdy. Istotnie tak jest jeśli chodzi o standardową chemioterapię. Wystarczy popatrzeć tylko na statystyki zgonów na oddziałach onkologicznych.
Nie należy też przymykać oczu na fakt, że w onkologii „sukcesem” jest fakt, że chory po chemioterapii / radioterapii przeżyje pięć lat. Czy takie coś można uznać za sukces? A może pora powiedzieć, że „król”, czyli onkologia – jest nagi – i zwrócić się ku naturze?
Pamiętajmy wszyscy, że rak nie jest procesem trwającym tydzień, miesiąc, rok. Często pracujemy na niego długie dekady. Toksyczne, śmieciarskie żarcie (mięso, zboża, cukier, żywność wysokoprzetworzona), używki, alkohol, papierosy, narkotyki. Sami wpędzamy się w choroby.
Dodatkowo, jak udowodniła na swoim przykładzie Louise L. Hay – zmieniając nastawienie do życia i wzorce w swojej psychice, można odwrócić bieg wielu fizycznych chorób.
Kolejny ciekawy fakt – korporacje farmaceutyczne opracowują nowe lekarstwa na raka właśnie na bazie ekstraktu z.. Gravioli. Z tym, że ich lekarstwa będą odpowiednio zmodyfikowane chemicznie. Przykładowo: do cząsteczki substancji czynnej pochodzącej z gravioli, chemicy podczepią kilka atomów, bądź grupę tychże atomów.
Korporacja to opatentuje, zawyży cenę tysiące razy i będzie zarabiać miliony dolarów. Tak się robi dziś biznes! To czysty kapitalizm, sama jego esencja. A sok z gravioli jak zwykle, będzie dostępny za śmieszne pieniądze, w porównaniu do ceny tego, co będą sprzedawać korporacje.
Proszę o rozpowszechnienie tego materiału!

Owoc gravioli skutecznym lekarstwem na raka!

Cytuję: „10000 razy silniejszy zabójca raka niż chemia”. Dziel się tą informacją z innymi. Może uratować życie wielu ludzi, napełnić nadzieje i zbudować zaufanie w pacjentach..
Soursop (Guanabana) lub inaczej owoc z drzewa grawiola (graviola) jest cudownym naturalnym zabójcą raka 10.000 razy silniejszym niż chemia.
Dlaczego nie jesteśmy tego świadomi? Ponieważ niektóre wielkie korporacje chcą zwrotu swoich pieniędzy wydanych na lata badań, starając się dokonać jego syntetycznej wersji na sprzedaż.
Tak więc, już wiesz, że teraz możesz pomóc przyjacielowi w potrzebie, dając mu znać o nim lub po prostu napić się kwaśnego soku grawioli samemu profilaktycznie od czasu do czasu. Smak nie jest zły w żadnym wypadku. Soursop jest kompletnie naturalny i na pewno nie ma skutków ubocznych. Jeśli masz miejsce, wyhoduj sobie drzewko w swoim ogrodzie.
Pozostałe części drzewa są także użyteczne.
Następnym razem gdy będziesz mieć ochotę na sok owocowy, poproś o grawiolę.
Ilu ludzi zginęło na próżno podczas gdy miliardowy producent leków ukrył tajemnicę cudownego drzewa Graviola?
To drzewo jest niskie i nosi nazwę graviola! W Brazylii – Guanabana w języku hiszpańskim i ma nieciekawą nazwę “soursop” w języku angielskim. Owoce bardzo duże i ich kwaskawo słodka biała miazga jest spożywana bezpośrednio lub, częściej, używana do napojów owocowych, sorbetów i tym podobnych.
Główne zainteresowanie tą rośliną jest ze względu na jej silne działanie antynowotworowe. Chociaż jest skuteczna dla wielu chorób, to jednak jej działanie przeciw nowotworom jest najbardziej interesujące. Roślina ta jest dowiedzionym lekarstwem na raka każdego typu.
Poza byciem lekarstwem na raka, graviola jest w szerokim spektrum środkiem przeciwbakteryjnym zarówno w zakażeniach bakteryjnych jak i grzybiczych, jest skuteczne wobec wewnętrznych pasożytów i robaków, obniża wysokie ciśnienie krwi i jest używana na depresję, stres i zaburzenia nerwowe.
[…]
Prawda jest uderzająco prosta: Głęboko w dżungli amazońskiej rośnie drzewo, które może dosłownie zrewolucjonizować to, co ty, twój lekarz i reszta świata myśli o leczeniu raka i szansach przetrwania. Przyszłość nigdy nie wyglądała bardziej obiecująco.
Badania pokazują, że za pomocą ekstraktów z tego cudownego drzewa można:
* Zaatakować raka bezpiecznie i skutecznie w wyniku zupełnie naturalnej terapii, która nie powoduje skrajnych nudności, utraty masy ciała i wypadania włosów
* Ochronić swój system odpornościowy i uniknąć śmiertelnych zakażeń
* Poczuć się mocniejszym i zdrowszym w trakcie trwania leczenia
* Zwiększyć swoją energię i poprawić swoje spojrzenie na życie
Źródło tej informacji jest zadziwiające: Pochodzi od jednego z amerykańskich największych producentów leków, który badał te owoce w ponad 20 laboratoryjnych badaniach przeprowadzonych od 1970 roku! Co te testy wykazały było niczym innym jak paraliżującym umysł… Ekstrakty z drzewa, jak stwierdzono:
* Skutecznie namierzyły i zabiły komórki nowotworowe w 12 typach nowotworów, w tym raku okrężnicy, piersi, prostaty, płuc i trzustki…
* Składniki pochodzące z drzewa okazały się do 10000 razy silniejsze w hamowaniu wzrostu komórek rakowych niż Adriamycyna, powszechnie stosowana substancja w chemioterapii!
* Co więcej, w przeciwieństwie do chemioterapii, składniki uzyskiwane z drzewa grawiola selektywnie tropią i zabijają tylko komórki nowotworowe… Nie uszkadzają zdrowych komórek!
Niesamowite antyrakowe właściwości drzewa Graviola były intensywnie badane – więc dlaczego nie słyszałeś czegoś o tym? Że ekstrakt z grawioli taki jest.
Jeden z amerykańskich największych miliardowych producentów leków rozpoczął poszukiwania lekarstwa na raka i ich badania skoncentrowały się na Gravioli, legendarnym leczniczym drzewie z lasów deszczowych Amazonii.
Różne części drzewa Graviola – w tym kora, liście, korzenie, owoce i nasiona owoców – były używane od wieków przez szamanów i rdzennych Indian Ameryki Południowej w leczeniu chorób serca, astmy, problemach z wątrobą i artretyzmie. Podążając za niewielką ilością udokumentowanych dowodów naukowych, firma inwestowała pieniądze i zasoby w badania antynowotworowych właściwości drzewa – wyniki ich zaszokowały. Graviola okazała się być maszynerią do zabijania raka.
i wtedy był to moment, gdzie historia Gravioli prawie się zakończyła.
Spółka miała jeden wielki problem z drzewem Gravioli  – jest ono całkowicie naturalne, a więc, zgodnie z prawem federalnym, nie może podlegać opatentowaniu. Nie ma możliwości, aby czerpać z niego poważne zyski.
Okazuje się, że firma farmaceutyczna spędziła prawie siedem lat próbując zsyntetyzować dwa z najpotężniejszych antynowotworowych składników z drzewa Graviola. Jeśli potrafiliby wyizolować i produkować stworzone przez człowieka, sklonowane to, co czyni graviola takim skutecznym, byliby w stanie to opatentować i zwrócić swoje pieniądze. Niestety, natknęli się na mur. Oryginału po prostu nie dało się skopiować. Nie było sposobu, by firma mogła zapewnić sobie zyski lub choćby zwrócić miliony przeznaczone na badania.
Ponieważ sen o ogromnych zyskach odparowywał, ich testy dokonywane na drzewie Graviola zmierzały w kierunku zaprzestania. Co gorsza, firma odłożyła cały projekt i nie zdecydowała się opublikować wyników swoich badań!
Na szczęście jednak, był jeden naukowiec z zespołu badawczego, którego sumienie nie pozwoliło mu godzić się na popełnienie takiego okrucieństwa. Ryzykując karierę, skontaktował się z firmą zajmującą się zbiorem medycznych roślin z dżungli amazońskiej i „dmuchnął w gwizdek”.
Cud ujawniony
Kiedy naukowcy z Instytutu Nauk Medycznych zostali zaalarmowani wiadomością o drzewie Graviola, zaczęli śledzić badania przeprowadzone nad drzewem zabijającym raka. Dowody zadziwiającej skuteczności Graviola wypłynęły szybko i szalenie.
Narodowy Instytut Nowotworów przeprowadził pierwsze badania naukowe w 1976 roku. Wyniki wykazały, że “liście i łodygi graviola skutecznie atakują i niszczą komórki nowotworowe.” Nie wiadomo dlaczego, wyniki zostały opublikowane w raporcie wewnętrznym i nigdy nie dopuszczone do publicznej wiadomości …
Od 1976 Graviola okazała się niezwykle silnym zabójcą raka w 20 niezależnych badań laboratoryjnych, ale nie wszczęto żadnych prób klinicznych – typowi lekarze głównego nurtu testowego i czasopisma nie ocenili jej wartości w leczeniu….
Badania opublikowane w Journal of Natural Products, podając za badaniami przeprowadzonymi na Uniwersytecie Katolickim w Korei Południowej stwierdzały, że został znaleziony jeden składnik w Graviola do selektywnego zabijania komórek raka jelita grubego o “potencjale 10.000 razy większym od (powszechnie stosowanego leku w chemioterapii) Adriamyciny … “
Najważniejszym fragmentem sprawozdania Katolickiego Uniwersytetu Korei Południowej jest informacja, że Graviola okazał się selektywnie wybierać komórki rakowe, pozostawiając zdrowe komórki nietknięte. W przeciwieństwie do chemioterapii, gdzie na cel brane są wszystkie masowo aktywnie działające komórki (np. komórki włosów i żołądka), powodując, częste skutki uboczne w postaci niszczących nudności i utraty włosów u pacjentów chorych na raka.
Badania na Purdue University odkryły ostatnio, że liście z drzewa Graviola zabiły komórki nowotworowe spośród sześciu linii komórek ludzkich i były szczególnie skuteczne wobec raka prostaty, trzustki i płuc. Siedem lat milczenia zostało złamane – i w końcu znajdujemy się tutaj!

piątek, 27 października 2017

Mikrochip, koty, psy teraz my?

Microchip dla psów i Włochów będzie obowiązkowy


„W przeciągu dwóch lat każdy będzie posiadał microchip pod skórą”. To są słowa nie żadnego wariata ale Matteo Renzi, które zostały wypowiedziane dnia 12 czerwca 2015 roku po zatwierdzeniu projektu ustawy o amerykańskiej bazie i implantacji microchipów pod skórę wszystkim Włochom.
Na początku USA a następnie Szwecja. Włochy są trzecim krajem, który dołączył do programu implantacji microchipów pod skórę. Według Renzi, już w 2016 roku microchipy będą wszczepiane wszystkim nowo narodzonym dzieciom ludzi pracujących na etatach państwowych.
Następnie w ciągu 2017 roku implantacja microchipów będzie przeprowadzona na pozostałej ludności kraju. Od 2018 roku przeciwko tym, którzy będą się uchylać od implantacji mikrochipów, stosowane będą ciężkie sankcje, poczynając od grzywny w wysokości 3000 euro, a kończąc na 6 miesiącach więzienia.
Microchip będzie bazował na RFID, tak jak to obecnie jest wykorzystywane w przypadku wiejskich zwierząt hodowlanych. Dane o każdej osobie będą znajdowały się w bazie danych związanej z microchipem, który będzie gromadził informację o każdym codziennym działaniu i przemieszczeniach człowieka.
Zapowiada się, że wszczepiony microchip będzie także przydatny w dziedzinie ochrony zdrowia ponieważ będzie on swoistą „kartą zdrowia”, która będzie wykorzystywana w przypadku nieprzewidzianych zdarzeń. Szczególnie przydatna będzie ta nowinka dla ludzi samotnych, którzy będą mogli, za pomocą specjalnego polecenia, wezwać natychmiast pogotowie ratunkowe w przypadku nagłego zachorowania.
Tłumaczenie: Tamara
Na podstawiehttp://www.dal.by/news/2/24-10-15-2/

Nasila się walka z ruchami anty szczepionkowymi.



Polskie media ubolewają, że ponad połowa Polaków szuka informacji o szczepieniach na niesprawdzonych forach i blogach internetowych. Padają patetyczne sformułowania, że trzeba najpierw „zaszczepić się wiedzą”. Problem jednak polega na tym, że właśnie tacy wynajęci czy też otumanieni, zwolennicy szczepień wiedzą na temat ich negatywnych skutków, przynajmniej publicznie nie grzeszą.
Większość ludzi zakłada, że powikłania spotykają innych, a ich to nie dotyczy. Potem dopiero przychodzi otrzeźwienie i człowiek dociera do wiedzy, której nie miał często nieświadomie narażając życie swojego dziecka w związku z urzędniczym przymusem. To czego nie powiedzą sługusi koncernów farmaceutycznych utyskujący na budzącą się świadomość polskich rodziców, to fakt, że wszędzie w cywilizowanych krajach zachodniej Europy szczepionki nie są przymusowe jak w naszym „kołchozie”. Tam traktuje się ludzi jak ludzi a nie jak krowy w zagrodach i każdy sam decyduje.
Tak zwana wyszczepialność jest u nas na bardzo wysokim poziomie w porównaniu do Niemiec czy Francji, a mimo to nie słychać o tym, aby szalały tam epidemie. Za to słychać o coraz liczniejszych przypadkach autyzmu i uszkodzeń neurologicznych powodowanych głównie przez szczepionki kojarzone.Każdy organizm radzi sobie z toksynami inaczej, ale niektóre dzieci nigdy już nie wracają do normy po otrzymanych szczepieniach.
Sprytny sposób oddziaływania koncernów farmaceutycznych na społeczeństwo polega na podkupieniu mediów, aby kreowały odpowiedni wizerunek swoich medykamentów, oraz stałe oddziaływanie propagandowe na rodziców, straszonych regularnie za pomocą telewizyjnych spotów, a którzy chętnie płacą duże sumy kupując przeważnie złudzenia zaoferowanej rzekomo ochrony. Tacy rodzice przeważnie uważają za dziwaków tych, którzy unikają szczepień swoich dzieci, ale optyka zmienia się gdy powikłaniami zostanie dotknięte własne dziecko.
Przerażające jest to, że w Polsce za rządów odchodzącej partii PO rzutem na taśmę postanowiono zrobić dobrze koncernom farmaceutycznym zwiększając niemal dziesięciokrotnie koszt tak zwanego koszyka szczepień i aby koncerny farmaceutyczne nie były stratne Polska jako jedyny kraj na świecie będzie refundowała bardzo drogą szczepionkę przeciw wirusowi HPV, która powodując wiele powikłań jest obecnie poddana powszechnej krytyce. Nie ma też co liczyć, że nowa władza coś zmieni, bo niedawno kontrowersyjną ustawę szczepionkową podpisał prezydent Andrzej Duda.
Na szczęście na całym świecie rośnie świadomość okaleczeń i zgonów spowodowanych przez masowe, toksyczne szczepienia. Tego nie da się już dłużej ukrywać, jest to widoczne na każdym kroku, w każdej rodzinie, w każdej społeczności, w każdym narodzie, i w skali globalnej. Należy się zatem uodpornić na szczepionkową propagandę, która będzie się nasilać wprost proporcjonalnie do popularności ruchów antyszczepionkowych.
Zdjęcie użytkownika Anna Cooke.

Czego pragną kobiety?

(C) ChrissyMorin

Autor: Konrad Bocian
Budowa fizyczna każdego mężczyzny jest inna. Jedni ćwiczą godzinami na siłowni, by potem móc dumnie prężyć swoje mięśnie, inni biegają bo bardziej zależy im na kondycji niż rozwiniętej muskulaturze. Jeszcze inni zajęci codziennymi sprawami, nie mając czasu na ćwiczenia, przyzwyczają się do stale rosnącej oponki na brzuchu. Jakich mężczyzn kobiety uważają za seksownych? To zależy, według badań Davida Fredericka i Martie Haselton, od rozmiaru mięśni.
Według psychologów ewolucyjnych mężczyźni szukają partnerek na podstawie wyglądu fizycznego, który jest wskaźnikiem zdrowia i płodności. Kobiety natomiast szukają mężczyzn posiadających pokaźne zasoby finansowe i przejawiających duże zaangażowanie, dzięki czemu mają pewność, że partner nie porzuci ich w potrzebie. Jednak najnowsze badania pokazują, że fizyczność mężczyzn nie jest kobietom obojętna.

Jakich mężczyzn preferują kobiety – umięśnionych do granic wytrzymałości koszulek które noszę, czy może szczupłych i smukłych? W tym celu badacze poprosili 141 kobiet o ocenę sześciu, wygenerowany za pomocą programu komputerowego, zdjęć przedstawiających typowe sylwetki mężczyzn spotykanych na ulicy. Trzy z nich przedstawiały mężczyzn umięśnionych (od muskularnego do umiarkowanie umięśnionego), a trzy nie (od szczupłego do pulchnego). według badanych kobiet mężczyźni umięśnieni są bardziej porywczy, mniej zaangażowani oraz przejawiają większą dominację fizyczną w porównaniu do mężczyzn nieumięśnionych. Niemniej według kobiet najatrakcyjniejsi są mężczyźni umiarkowanie umięśnieni. W ocenach wypadali lepiej niż ci z wydatną muskulaturę czy szczupli i smukli. Dlaczego?
Mężczyźni, których ramiona mogły by zginać stal, spostrzegani są jako osoby nazbyt dominujące co w połączeniu z porywczością może stanowić zagrożenie dla kobiety. mężczyźni szczupli natomiast, jawią się jako zbyt ulegli. Można więc powiedzieć, że panowie z subtelnie zarysowaną muskulaturą stanowią złoty środek między dominację a uległością. Przewidywania te potwierdziły się gdy panie oceniały 8 rysunków przedstawiających różny poziom umięśnienia (od zera do wyraźnie zarysowanej i umięśnionej sylwetki). Dodatkowo zapytano kobiety który z ocenianych mężczyzn byłby najlepszym partnerem na jedną noc, a który na związek długotrwały.
Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej budowa fizyczna mężczyzn jest istotnym wskaźnikiem zdrowia, na który kobiety z pewnością zwracają uwagą.
Oceny 286 kobiet rosły liniowo od sylwetki nieumięśnionej do muskularnej. Jednak swój najwyższy punkt osiągały w przypadku sylwetki nieznacznie umięśnionej, po czym spadały. Oznacza to że rozmiar mięśni jest dla pań atrakcyjny do pewnego stopnia. Gdy granica zostanie przekroczona, atrakcyjność spada. Jeżeli kobieta miałaby zaangażować się w przelotny związek wybrałaby mężczyznę umięśnionego, jeśli długotrwały – nieumięśnionego. Chociaż wydaje się to zaskakujące, kobiety dokładnie wiedzą jakimi wskazówkami powinny kierować się przy wyborze partnera.
Zapytano 407 kobiet o umięśnienie i wagę ich byłych partnerów. okazało się, że partnerzy z którymi kobiety spędzały tylko jedną noc lub miały przelotny romans cechowali się atletyczną budową ciała w porównaniu do partnerów długotrwałych. Mało tego panie przyznały się, że czas po jakim poszły z danym mężczyzną do łóżka różnił się diametralnie na korzyść tych umięśnionych – 1 tydzień vs 12 tygodni. O dziwo kobiety twierdziły, że czuły mniejsza bliskość emocjonalną z partnerem krótkotrwałym, a także mniej mu ufały w porównaniu do partnera długotrwałego. Skąd ta zaskakująca preferencja?
Według autorów zachowania kobiet mają podłoże ewolucyjne. męskie rysy twarzy czy muskulatura to znak dla kobiet, że mężczyzna posiada dużo testosteronu, odpowiedzialnego za rozwój mięśni, które mogę być odziedziczone przez potomka (od 20% do 80%). Oznacza, to że umięśniony partner to zdrowy partner, który zapewni sukces reprodukcyjny przekazując dobre geny. Dlaczego więc kobiety jako partnerów życiowych wybierają mężczyzn nieumięśnionych? Aby to sprawdzić zapytano panów o ich doświadczenia i przeszłość seksualną.
Ochotnicy oceniali swoją muskulaturę oraz wagę na rysunkach wykorzystanych we wcześniejszych badaniach. Wykluczono w analizie takie czynniki jak wiek, waga czy samoocena, pozostawiając tylko i wyłącznie korelacje między umięśnieniem, a były związkami. Rzeczywiście im większym umięśnieniem cechował się badany tym więcej partnerek posiadał. Mało tego zgłaszał więcej związków krótkotrwałych oraz romansów z zamężnymi kobietami. Panowie umięśnieni uważali także, że są bardziej atrakcyjni dla kobiet.
Według autorów atrakcyjni mężczyźni spędzają więcej czasu na poszukiwaniu partnerek, a mniej na inwestowaniu w potomstwo. Odwrotnie zachowują się panowie nieumięśnieni, którzy przede wszystkim skupiają się na jednej partnerce oraz opiece nad potomstwem. właśnie z tego powodu kobiety wybierają tych drugich. Niemniej gdy panie kierują się chęcią zabawy, przygody czy odrobiny szaleństwa natura kieruje je wprost w ramiona osobników genetycznie najlepszych.
Z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej budowa fizyczna mężczyzn jest istotnym wskaźnikiem zdrowia, na który kobiety z pewnością zwracają uwagą. Nie oznacza to jednak, że panowie, którzy nie mogę pochwalić się okazałym bicepsem i rozbudowaną klatka piersiowa nie mają nic do zaoferowania. Wręcz przeciwnie. Potrafią dać kobietom to co prawdopodobnie cenią sobie najbardziej. Zaangażowanie i wierność.

czwartek, 26 października 2017

Wzrost stężenia glifosatu po wprowadzeniu GMO



W ciągu ostatnich dwóch dekad w organizmach ludzi wyraźnie wzrósł poziom glifosatu, kontrowersyjnego związku chemicznego obecnego w preparacie Roundup firmy Monsanto. Wzrost zauważalny jest od roku 1994, w którym to na terenie USA dopuszczono do upraw genetycznie modyfikowane rośliny odporne na działanie glifosatu.

Badania, których wyniki opublikowano na łamach Journal of American Medical Association, ukazały się w czasie, gdy Komisja Europejska odnowiła licencję na stosowanie glifosatu na terenie UE. Tym razem dopuszczono go do użycia na pięć lat, czyli o dwa lata krócej niż standardowo.
Uczeni z Wydziału Medycyny Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego przebadali próbki moczu 100 osób mieszkających w Kalifornii. Próbki pochodziły z lat 1993-2016.
Jak wykazały badania, wykrywalne poziomy glifosatu zwiększyły się z 0,20 mikrograma na litr w latach 1993-1996 do 0,44 mikrograma na litr w latach 2014-2016. Roundup firmy Monsanto jest jednym z najszerzej stosowanych herbicytów na świecie. „Przed wprowadzeniem na rynek genetycznie modyfikowanych upraw u bardzo niewielu osób występowały wykrywalne ilości glifosatu, mówi główny autor badań Paul Mills. Nasza ekspozycja na te związki chemiczne znacząco wzrosła, jednak nie wiele osób zdaje sobie sprawę z faktu, że spożywa je codziennie wraz z żywnością” – dodaje uczony.
Zarejestrowane poziomy glifosatu są znacznie niższe niż dopuszczają to normy. W USA dzienny limit spożycia tego środka wynosi 1,75 miligrama na kilogram, natomiast w Unii Europejskiej dopuszczono 0,3 miligrama na kilogram. W roku 2015 Światowa Organizacja Zdrowia uznała glifosat za substancję prawdopodobnie rakotwórczą. Dotychczas prowadzono niewiele badań nad wpływem glifosatu na ludzi, jednak badania na zwierzętach pokazują, że chroniczne wystawienie na działanie tego środka ma negatywne skutki dla zdrowia.
Greenpeace prowadzi kampanię mającą na celu wprowadzenie zakazu stosowania glifosatu na terenie UE. Monsanto, producent Roudupu podkreśla, że glifosat spełnia wszystkie wymagania, by zostać zatwierdzony do użytku, a przeciwnicy tego środka są populistami.
Parlament Europejski podjął niewiążącą rezolucję wzywającą do wprowadzenia od roku 2022 zakazu stosowania glifosatu.
Autorstwo: Mariusz Błoński
Na podstawie: MedicalXpress.com
Źródło: KopalniaWiedzy.pl

Przeszczepy narządów=łamanie Praw Kosmosu


Krótkotrwała zmiana diety przynosi odwrotne od zamierzonych rezultaty

Wybierasz nisko przetworzoną żywność, ale przecież nic się nie stanie jeśli od czasu do czasu pozwolisz sobie na odstępstwa. Zdarza Ci się w nich zapętlić, a powrót staje się coraz trudniejszy – i tak za każdym razem? Ciasto zjedzone u babci, kebab po imprezie czy małe piwko obowiązkowe przy grillu. Zastanawiałeś się kiedyś, czy chwilowe odstępstwa od rodzaju spożywanych produktów mogą mieć bezpośredni wpływ na odczuwaną przez ciebie chęć do działania?
Aaron Blaisdell wraz z kolegami z University of California-Los Angeles udowodnili w przeprowadzonej w lutym ubiegłego roku analizie, że rodzaj wybieranej diety oddziałuje bezpośrednio na typ pojawiającej się motywacji u szczurów. W trwających sześć miesięcy badaniach na zdrowych osobnikach, wykazano wpływ diety opartej na wysokoprzetworzonych produktach na znaczące obniżenie motywacji i zaangażowania do działania (zliczane za pomocą naciśnięć dźwigni). Wbrew powszechnej opinii wyniki wykazały również, że dieta niskotłuszczowa przyczyniła się do zwiększenia poziomu wagi w porównaniu z dietą nieprzetworzoną.
Przydatny może okazać się fakt, że zamiast nagradzać się za pomocą słodkości zastąpienie tej ochoty szklanką wody – może wyjść nam tylko na zdrowie. Motywując osobniki za pomocą podawanego rodzaju substancji – cukru lub wody ustalono, że żaden z czynników nie miał bezpośredniego wpływu na sposób ich działania.
Następnym razem kiedy swoje samopoczucie będziesz próbować tłumaczyć złą pogodą lub wstaniem lewą nogą, zastanów się czy może wina nie leży po twojej stronie. Może to odpowiednia pora na zweryfikowanie lub wymianę zawartości twojej lodówki?

Żywność ekologiczna u kobiet w ciąży zmniejsza ryzyko wystąpienia wad wrodzonych u dziecka

Kobieta w ciąży

Już od dawna media bombardują nas o zaletach spożywania żywności ekologicznej. Taka żywność zawiera mniejszą ilość toksycznych pozostałości po syntetycznych pestycydach czy innych chemikaliach. Wyniki wielu badań naukowych potwierdzają jej korzyści: dużą ilość składników odżywczych i witamin oraz wysoki poziom przeciwutleniaczy. Jednak nadal wielu ludzi go nie kupuje, ponieważ media jak mantrę powtarzają, że nie jest ono warte tak wysokiej ceny.
Dla tych, którzy zmienili żywność konwencjonalną na ekologiczną, kwestia zalet tej drugiej jest bezsporna. Dodatkowo nowe badanie naukowe rzuca światło na sprawę szczególnie ważną dla przyszłych mam: wpływ żywności organicznej na prawdopodobieństwo wystąpienia wad wrodzonych u dziecka.
Żywność organiczna zmniejsza ryzyko wystąpienia wad wrodzonych u chłopców
Zgodnie z najnowszym artykułem Instytutu Nauk Społecznych matki, które jedzą w ciąży przede wszystkim żywność organiczną chronią swoje dzieci (przynajmniej chłopców) przed wadami wrodzonymi.
Badanie przeprowadzone przez dr Eva Sirinathsinghji to obszerna analiza epidemiologiczna sprawdzająca zależność pomiędzy spożyciem jedzenia ekologicznego a wielkością wskaźnika spodziectwa i wnętrostwa, czyli powszechnymi rodzajami wad wrodzonych układu moczo-płciowego u chłopców.
W ramach badania przebadano ponad 37 000 par matek z dziećmi. Okazało sięą, że ryzyko wystapienia u dziecka spodziectwa zmniejsza się 42-krotnie u kobiet spożywających żywność organiczną w porównaniu z tymi, które rzadko lub w ogóle takiej żywności nie spożywają.
Spodziectwo jest chorobą wrodzoną u chłopców, w której otwór cewki moczowej znajduje się na brzusznej (spodniej) stronie prącia. Obecnie wadę tą objęto szerokim monitoringiem, ponieważ zachorowalność na nią wzrasta – według badania częstotliwość jej występowania podwoiła się w ciągu ostatnich 14 lat.
Fragment badania:
„Jest to druga z kolei z najpowszechniej wystepujących chorób wrodzonych u chłopców, która dotyka 1 na 250 osób w Stanach Zjednoczonych i 3 na 1000 w Europie. Częstotliwość jej występowania wzrasta w różnych częściach świata, w tym w wielu krajach Europy, Ameryki i Azji. Międzynarodowa Izba Systemu Monitorowania Chorób Wrodzonych, organizacja pozarządowa działająca w ramach Światowej Organizacji Zdrowia, odnotowała wzrost zachorowalności na tę chorobę w 7 krajach europejskich już w latach 60-tych, 70-tych i 80-tych. Wyniki duńskiego badania wskazują na wzrost ilości zachorowań z 0,24% populacji w 1977 do 0,52% w 2005. Amerykańskie Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom odnotowało podwojenie ilości zachorowań w okresie od roku 1968 do 1993. Amerykański Program Monitorowania Wad Wrodzonych, który zbiera wyniki diagnostyki noworodków z całego kraju, odnotowuje wzrost zachorowań na spodziectwo z 20,2 na 10 000 urodzeń w 1970 do 39,7 na 10 000 w 1993, tj. podwojenie w ciągu 14-letniego Tekst źródłowy:http://www.march-against-monsanto.com/new-study-organic-food-during-pregnancy-can-reduce-the-risk-of-certain-birth-defects/

środa, 25 października 2017

Dietetycy z UMB pomagają schudnąć dzięki diecie i ćwiczeniom


Schudnąć dzięki diecie i ćwiczeniom, bez leków, pomagają pacjentom specjaliści z Zakładu Dietetyki i Żywienia Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Sprawdzają też, czy SMS od dietetyka lub rozmowa z nim przez internet pomaga w odchudzaniu.
Do końca 2018 r. dietetycy chcą przebadać około 200 osób z otyłością. Dotychczas zbadano około 100 pacjentów; 65 z nich kontynuuje terapię, część zrezygnowała. Jeśli będą pieniądze, w 2018 r. do programu będzie mogło się zapisać jeszcze co najmniej 50 chętnych – poinformowała PAP kierownik zakładu prowadzącego badania, dr hab. Lucyna Ostrowska.
To program dla kobiet i mężczyzn w wieku 25-65 lat, którzy mają wskaźnik masy ciała BMI wyższy niż 30, nie mają zaburzeń hormonalnych, metabolicznych i nie mają przeciwwskazań do wysiłku fizycznego.
Pacjentom wykonywane są bezpłatnie podstawowe badania biochemiczne, analizy składu ciała, testy wydolności krążeniowo-oddechowej. „Oceniamy też ich jakość życia i zastanawiamy się, co możemy poprawić” – powiedziała Ostrowska.
„Chcemy mieć 200 osób w terapii dwuletniej, kiedy sprawdzamy, jak w poszczególnych typach otyłości dietetyk – radząc pacjentowi odpowiednie żywienie i aktywność ruchową – jest w stanie osiągnąć rezultaty w redukcji masy ciała, bez farmakoterapii” – wyjaśniła Ostrowska. Dodała, że dietetyk nie ma możliwości leczenia otyłego pacjenta lekami, ale jeśli pacjent tego wymaga, dostanie informację i skierowanie do lekarza.
Badacze sprawdzają, ilu spośród pacjentów ma tzw. otyłość metaboliczną, a ilu tzw. obwodową. Ostrowska tłumaczy, że w otyłości metabolicznej tkanka tłuszczowa gromadzi się centralnie w jamie brzusznej, powoduje otłuszczenie narządów, np. wątroby, serca czy nerek. W otyłości obwodowej nadmiar tłuszczu gromadzi się głównie na biodrach, udach czy pośladkach. Obie skutkują groźnymi dla zdrowia konsekwencjami.
„Otyłość obwodowa to otyłość, która – wydaje się – jest dla pacjenta o tyle mniej szkodliwa, że nie generuje chorób takich jak cukrzyca, nadciśnienie, kamica pęcherzyka żółciowego” – powiedziała Ostrowska, ale dodała, że jest wiązana z nowotworami piersi, prostaty czy jelita grubego.
Otyłość metaboliczna jest trudniejsza do leczenia, wymaga większych restrykcji wobec pacjenta. „Warto wiedzieć, czy grożą nam choroby metaboliczne, czy nie. To odpowiedzialność za własne zdrowie, wcześnie trzeba o tym myśleć” – powiedziała.
Jak zauważają dietetycy, część pacjentów rezygnuje z leczenia, bo uważają, że terapia wymaga od nich zbyt dużo wyrzeczeń w diecie, nie chcą być aktywni fizycznie, nie chcą też być kontrolowani. „Chcą się leczyć, ale nie chcą przestrzegać zaleceń i nie stosują się do wymagań. No, nie ma możliwości leczenia otyłości bez wyrzeczeń dietetycznych” – podkreśliła Lucyna Ostrowska.
Dodała, że zazwyczaj takie osoby i tak wracają na leczenie za kilka lat, gdy otyłość zmienia się w patologiczną i jest już trudna do leczenia, połączona z innymi chorobami. Często konieczna jest też np. operacja zmniejszenia żołądka. „Ta rozwaga przychodzi zdecydowanie za późno” – oceniła Ostrowska.
Dietetycy sprawdzają także w trakcie badań, czy i jak skuteczne w odchudzaniu mogą być nowoczesne, nie bezpośrednie, a zdalne formy kontaktu z pacjentem: SMS, e-mail, kontakt przez portal społecznościowy, telefon, czyli takie, które nie wymagają stawiania się na wizyty, a umożliwiają z skorzystanie z porady żywieniowej czy omówienie problemu.
„To jest drugi cel naszego badania” – zadeklarowała Ostrowska. Dietetycy korzystają testowo z udostępnionego im oprogramowania do telemedycyny. Chcą ocenić, które formy zdalnego kontaktu są bardziej skuteczne od innych i jakie dają efekty w porównaniu do tradycyjnych wizyt u dietetyka. Do tej części programu potrzebne są osoby w wieku 25-40 lat. „Otwieramy rejestrację do końca tego roku” – dodała dr hab. Lucyna Ostrowska.

Do dziś nie wiemy, co podano naszemu dziecku!

Dłoń w rękawiczce trzyma fiolkę liofilizowanej szczepionki przeciwko ospie.

Witamina K podawana dzieciom (noworodkom) budzi coraz większe kontrowersje. Dowiedz się dlaczego!
W połowie września polską opinię publiczną zelektryzowała wiadomość, że rodzice uprowadzili swoje dziecko ze szpitala w Białogardzie. Tam wbrew ich woli chciano wymusić na nich zgodę na zabiegi medyczne przy dziecku. Nie wyrazili oni zgody m.in. na owiane zła sławą szczepienie WZW B i na podanie witaminy K dla dzieci. Urzędnicy bardzo szybko, w szokujący opinię publiczną sposób pozbawili rodziców praw rodzicielskich.
Interweniowali nawet przedstawiciele polskiego rządu. Reforma kraju po tylu latach zaniedbań to jak wyprowadzenie 5-tonowego słonia ze składu porcelany. Nie da się tego zrobić nagle. W kwestiach działalności koncernów farmaceutycznych i korupcji w medycynie ten rząd jest mało kumaty.
Co umożliwia ludziom takim jak Konstanty Radziwiłł dalsze promowanie szczepień. W tym przypadku jednak rząd zareagował. Coś sobie uświadomili. Trzeba tych „na górze” też uświadamiać i wywierać na nich presję. Wszak na „farmaceutycznego” ministra zdrowia może wpłynąć Szydło, Duda czy sam prezes, dyscyplinując go. Ministra można też w każdej chwili zmienić.
DWA PREPARATY WITAMINY K DLA DZIECI I DWIE KONTROWERSJE
Przy okazji ucieczki rodziców ze swoim dzieckiem ze szpitala w Białogardzie, wypłynęła inna sprawa, która może być grubszą aferą. Rodzice zaczęli przeglądać książeczki zdrowia swoich dzieci. Byli zszokowani tym, że praktycznie na żadnej z nich nie było wpisanej nazwy preparatu witaminy K.
Preparat stosowany w przeszłości to Vitacon w dawce 1 mg na 0,5 ml. Został on wycofany z krajów Unii Europejskiej ze względu na zawartość szkodliwych składników. Konkretnie chodzi o Cremophor EL i alkohol benzylowy. W sprzedaży jest inny preparat o nazwie Vitacon, zawierający dziesięciokrotnie więcej witaminy K (10 mg na 1 ml). Zawiera te same szkodliwe substancje dodatkowe, i to w jeszcze większej dawce.
Vitacon w dawce 10 mg na 1 ml jest wskazany do leczenia dorosłych. M.in. krwawienia wywołanego przedawkowaniem leków przeciwzakrzepowych pochodnych kumaryny. Ponadto: leczenie krwawienia wywołanego innym nabytym niedoborem czynników krzepnięcia zespołu protrombiny. Stosowany jest także po przedawkowaniu leków przeciwzakrzepowych i w przypadku ciężkich krwawień, np potencjalnie zagrażających życiu. Jest przeciwwskazany w przypadku noworodków, wcześniaków, niemowląt i dzieci w wieku poniżej 2 lat.
Obecnie stosowane są preparaty Konakion MM w dawce 2 mg na 0,2 ml, i Konakion Prima Infanzia w dawce 2 mg na 0,2 ml. Jednak nie jest dostępna ulotka w języku polskim, co jest złamaniem prawa. Lek ten jest czasowo dopuszczony do obrotu na podstawie przepisu o.. klęskach żywiołowych i innych sytuacjach nadzwyczajnych.
Preparaty te nie mają pozwolenia na dopuszczenie do obrotu wydanego przez Prezesa Urzędu Regulacji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Nie jest też wpisany do Rejestru Produktów Leczniczych Dopuszczonych do Obrotu na terytorium naszego kraju. Nie posiada on też pozwolenia wydanego przez Komisję Europejską. Nie jest wpisany do Wspólnotowego Rejestru Produktów Leczniczych.
JAKI PREPARAT WITAMINY K JEST PODAWANY NASZYM DZIECIOM? NIKT TEGO NIE WIE!
Tak, biurokratyczne bełkotanie, można powiedzieć. Ważne w tej sprawie jest jednak co innego. Otóż tajemnicą poliszynela jest to, że wycofane i zakazane preparaty Vitacon nadal są stosowane w polskich szpitalach. To dlatego w książeczkach zdrowia nagminnie nie jest wpisywana nazwa preparatu witaminy K podanego noworodkowi. Wiadomo, zakupione zapasy trzeba upłynnić. A szpital wpisze, że kupił kilka partii nowego preparatu – Konakion. Oczywiście kupi go tylko „na papierze”, zaś kasa trafi do krewnych i znajomych królika. Tak się kręci lody w republice bananowej o nazwie III RP, proszę państwa.
I inna, jeszcze ważniejsza sprawa. Otóż jest wiele form witaminy K:
– witamina K1 (filochinon, fitomenadion, fitonation). Słabo się wchłania i nie działa tak jak naturalna jej forma. Z jej stosowaniem są związane liczne kontrowersje i niewiadome. Forma ta ma powodować szereg skutków ubocznych;
– witamina K2 (menachinon, farnochinon). Jest naturalna i dobrze przyswajalna. Naturalna forma tej witaminy to K2-MK7 lub K2-MK9;
– witamina K3 (menadion). Jest to syntetyczna pochodna, stosowana jako lek hemostatyczny.
I teraz: zarówno wycofany, ale pokątnie stosowany Vitacon, jak i nowy preparat Konakion, zawierają kontrowersyjną i słabo przyswajalną formę witaminy K. Czyli witaminę K1 – fitomenadion. Ta forma witaminy K oskarżana jest o powodowanie szeregu skutków ubocznych u noworodków, niemowląt i małych dzieci. Natura nie popełniła błędu i zastrzyk z agresywną formą tej witaminy nie jest potrzebny. A może wręcz zaszkodzić. bowiem istnieją istotne powody, dla których noworodki nie mają pełnej koagulacji. Więc nachalne naprawianie tego rzekomego „błędu” może mieć istotne, choć jeszcze nieznane skutki uboczne w przyszłości.
MODA NA PODAWANIE WITAMINY K NOWORODKOM STWORZONA PRZEZ FARMACJĘ
Natura nie pomyliła się nie dając noworodkom witaminy K. Istnieje powód, dla którego noworodki nie mają pełnej koagulacji i wyjaśnia go w materiale wideo na samym początku artykułu dr Suzanne Humphries.
Modę na witaminę K dla dzieci wykreowały same koncerny farmaceutyczne i co do tego nie ma wątpliwości. Producentami witaminy K podawanej noworodkom są właśnie korporacje i to one na niej zarabiają. Producent preparatu Konakion to koncern Roche.
Autorstwo: Jarek Kefir
Źródło: Jarek-Kefir.org
KOMENTARZ „WOLNYCH MEDIÓW”
Narażanie dzieci na choroby wstrzykiwaniem syntetycznej, słabo przyswajalnej witaminy witaminy K1 z dodatkami w szokująco wysokiej dawce, nazywane „naprawianiem błędu natury”, to doskonały biznes dla koncernów farmaceutycznych. Bo chory mały pacjent, u którego wystąpią skutki uboczne i choroby wywołane hiperwitaminozą, wróci po kolejne leki. To jak uszkodzenie samochodu przez mechanika by klient wrócił znów go naprawić i dał zarobić. Ale w przypadku mechanika może on trafić za kratki, a w przypadku koncernów farmaceutycznych i służby zdrowia wymiar sprawiedliwości nie działa. Koncerny umywają ręce – to wina lekarza (bo lekarz zdecydował o podaniu preparatu), procedury medycznej (bo szpital podjął decyzję, którą wykonuje lekarz by nie stracić pracy w szpitalu), Ministerstwa Zdrowia (bo lobbing koncernów farmaceutycznych przekonał ministra łapówką lub wprowadzając w błąd ulotkami reklamowymi). Nikt Ministerstwa Zdrowia do odpowiedzialności nie pociągnie, bo to nie minister wstrzyknął preparat, tylko lekarz, a lekarza nikt nie ukarze, bo wypełniał tylko procedurę szpitalną, a szpital wprowadził tą procedurę, bo Ministerstwo Zdrowia nakazało, by lekarz wstrzykiwał… itd.). To chory mechanizm przerzucający odpowiedzialność z koncernów farmaceutycznych, które to wylobbowały, na służbę zdrowia, która lobbingowi uległa.

Po Hugo Boss i Armanim, GUCCI odchodzi od futer

Okazuje się, że wieloletnie starania organizacji Humane Society of the United States (HSUS) i LAV nie poszły na marne: znany na całym świecie dom mody Gucci zapowiedział właśnie odejście od futer zwierzęcych, poczynając już od wiosennej kolekcji 2018. Prezes tej firmy, Marco Bizzarri, ogłosił to w dniu 11 października podczas Londyńskiego Pokazu Grupy Kering.

Wyżej wspomniane HSUS i LAV są członkami Fur Free Alliance, koalicji zrzeszającej ponad 40 organizacji, która walczy o prawa zwierząt, m.in. poprzez odejście od przemysłu futrzarskiego. Dla Gucciego od teraz nie będą już zabijane: norki, kojoty, jenoty, lisy, króliki i inne zwierzęta hodowane na futro.
Okazuje się jednak, że to nie koniec znajomości popularnego domu mody z HSUS i LAV. Organizacje nadal będą pomagać identyfikować i minimalizować szkodliwy wpływ przemysłu modowego na zwierzęta i środowisko. „Decyzja Gucci’ego to początek zmian w przemyśle odzieżowym” – twierdzi PJ Smith, starszy menadżer ds. polityki w HSUS. „Kiedyś wrócimy pamięcią do tego momentu i zdamy sobie sprawę, że dzięki niemu świat odwrócił się od futer i ubrań zawierających wykonane z niego dodatki.”
Gucci to kolejna firma w branży, która odeszła od futer – wcześniej zrobił to już Armani, HUGO BOSS, Yoox Net-a-Porter, Stella Mc Cartney i inni. W ten sposób polityka przemysłu odzieżowego zaczyna wpisywać się w Program na rzecz Zakazu Sprzedaży Futer.
„Odpowiedzialność jest jedną z kluczowych wartości dla naszej firmy, stąd będziemy kontynuować nasze działania na rzecz ochrony środowiska i zwierząt” – twierdzi Marco Bizzari. „Z pomocą HSUS i LAV planujemy kolejny krok w tej materii mając nadzieję, że dzięki temu świadomość konsumentów będzie wzrastać, a nasza postawa okaże się inspiracją dla innych. Cała branża odzieży luksusowej może na tym zyskać stając się po prostu lepszą.”
Tłumaczenie: Xebola
Źródło oryginalne: EcoWatch.com
Źródła polskie: Xebola.wordpress.com, WolneMedia.net

wtorek, 24 października 2017

Spadło spożycie szkodliwych.....


Spadło spożycie szkodliwych izomerów trans kwasów tłuszczowych

W ostatnich latach w Polsce spadło spożycie szkodliwych dla zdrowia izomerów trans kwasów tłuszczowych znajdujących się w gotowych do spożycia ciastach – powiedziała PAP dr Hanna Mojska z Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie.
Według specjalistki, w naszym kraju spadło również ogólne spożycia izomerów trans. O ile w 2002 przeciętny Warszawiak spożywał dziennie 4,9 g izomerów trans, to teraz jest ich w diecie Polaków raczej nie więcej niż 2 g, czyli tyle, ile dopuszcza Światowa Organizacja Zdrowia.
„Świadczy to o pozytywnych zmianach w polskich przemyśle spożywczym, ponieważ izomery trans kwasów tłuszczowych są głównie w gotowych wyrobach spożywczych. Uważam jednak, że wszystkie produkty powinni mieć na etykiecie informację o zawartości izomerów trans” – powiedziała dr Hanna Mojska. Tego rodzaju kwasy tłuszczowe mogą być również np. w zupach w proszku.
Izomery trans kwasów tłuszczowych powstają na skutek przemysłowego utwardzania olejów roślinnych. Mogą znajdować się w tzw. margarynach utwardzanych, ale również w gotowych wyrobach cukierniczych, do produkcji których często są one wykorzystywane.
Według dr Mojskiej, w latach 90. XX w. zawartość izomerów trans w produktach ciastkarskich dochodziła nawet do 33 proc. wszystkich znajdujących się w nich kwasów tłuszczowych. Potem systematycznie spadała. Badania warszawskiego Instytutu Żywności i Żywienia przeprowadzone w 2004 r. wykazały, że w ciastkach i herbatnikach na izomery trans przypadało ponad 15 proc. wszystkich kwasów tłuszczowych.
Z najnowszych niedawno opublikowanych badań wynika, że w 88 proc. przebadanych próbek wyrobów cukierniczych zawartość izomerów trans kwasów tłuszczowych nie przekraczała 1 proc. wszystkich kwasów tłuszczowych, a w kolejnych próbkach mieściła się ona w zakresie od 1 do 4 proc. Wszystkie badane produkty pochodziły z 2013 r.
Dr Mojska uważa, że wielu producentów w naszym kraju stopniowo eliminuje w produkcji wykorzystanie olejów roślinnych utwardzonych metodą katalitycznego uwodornienia. Niestety, jednocześnie wzrosła zawartość niekorzystnych dla zdrowia nasyconych kwasów tłuszczowych. W badanych próbkach było ich od 8,5 proc. do nawet 71,4 proc. wszystkich kwasów tłuszczowych.
„Światowa Organizacja Zdrowia dopuszcza w diecie spożywanie nie więcej niż 1 proc. izomerów trans, jednak zaleca się, żeby ich konsumpcja była jak najmniejsza, na ile tylko jest to możliwe” – podkreśliła w rozmowie z dziennikarzem PAP dr Mojska.
Niektórzy producenci nie stosują już do produkcji margaryn i produktów tłuszczowych częściowo uwodornionych olejów roślinnych, które są źródłem tłuszczów trans. Dr Mojska uważa, że konsumenci powinni wiedzieć, w których produktach nadal są one obecne i w jakiej ilości. „Przyczyniłoby się to do dalszego spadku spożycia izomerów trans w Polsce” – podkreśliła.
Specjalista podejrzewa, że w sprzedaży nadal mogą znajdować się wyroby cukiernicze o niskiej, jak i czasami wysokiej zawartości tłuszczów trans. „Brak obowiązku znakowania żywności ich zawartością uniemożliwia konsumentom dokonywanie świadomego wyboru” – dodaje dr Mojska.