Nie wszystkie treści z opublikowanych artykułów, odzwierciedlają poglądy admina..

STRONA TA ZOSTAŁA ZAŁOŻONA W CELU PROPAGOWANIA ZDROWEGO STYLU ŻYCIA I ODŻYWIANIA. NIECH MOJE BEZINTERESOWNE DZIAŁANIE PRZYSPORZY KORZYŚCI JAK NAJWIĘKSZEJ LICZBIE LUDZI I ZWIERZĄT. BO ZDROWIE SIĘ TYLKO TAKIE MA JAK SIĘ O NIE ZADBA.

sobota, 8 września 2018

CHEMIOTERAPIA ZABIJA CZĘŚCIEJ NIŻ RAK – SZOKUJĄCE WYNIKI BADAŃ



Chemioterapia traktowana jest przez większość lekarzy jako najlepsza metoda walki z rakiem. Tymczasem badania pokazują, że nawet 50 procent pacjentów zabijają podawane im lekarstwa, a nie sama choroba. Śmiertelność związana z podawaniem chemioterapii wzrasta w przerażającym tempie…


Badacze z Public Health England i Cancer Research UK przeprowadzili przełomowe badanie, w którym po raz pierwszy zajęli się liczbą zgonów pacjentów z chorobą nowotworową, którzy zmarli w ciągu 30 dni od rozpoczęcia chemioterapii.
Wszystko wskazywało na to, że to właśnie ta metoda leczenia, a nie sam rak, była bezpośrednią przyczyną ich śmierci.

Chemioterapia zabija

Analizując śmiertelność pacjentów onkologicznych w szpitalach w Wielkiej Brytanii, naukowcy odkryli przerażający związek między ich zgonami a chemioterapią.
Zgromadzili dane dotyczące wszystkich kobiet z rakiem piersi i wszystkich pacjentów chorych na raka płuc, mieszkających w Anglii, którzy ukończyli 24 lata i rozpoczęli przyjmowanie cyklu chemioterapii w 2014 roku.
Okazało się, że w całej Anglii około 8,4% pacjentów z rakiem płuc i 2,4% pacjentek z rakiem piersi zmarło w ciągu jednego miesiąca od podania chemii.
W niektórych szpitalach, tak jak np. w Milton Keynes wskaźnik ten był o wiele wyższy i w przypadku bardzo małej liczby pacjentów z rakiem płuc, sięgał prawie 51%.
W niektórych regionach Wielkiej Brytanii liczba zgonów pacjentów z rakiem płuca, za które odpowiadała chemioterapia, była „znacznie wyższa” niż średnia krajowa.

Upadek kontra zwycięstwo

W ostatnich latach chemioterapia poddawana jest licznym krytykom, ponieważ lek nie oszczędza zdrowych komórek.
Potężna siła niszcząca zdrowe komórki może nie wiązać terapii ze zwycięstwem, lecz z upadkiem pacjentów.
Naukowcy zalecili lekarzom zachowanie większej ostrożności przy sprawdzaniu, którzy pacjenci powinni być poddani chemioterapii.
Szczególnie nie zalecają wprowadzania takiej metody leczenia u pacjentów starszych i w bardzo ciężkich stanach.
Lepsza w tym przypadku może okazać się po prostu opieka paliatywna, która przyniesie ulgę niż chemioterapia, która sprzyja cierpieniu.
Profesor David Cameron z Edinburgh Cancer Center w West General Hospital w Szkocji zauważył, że:
Problem polega na tym, że niektórzy pacjenci umierający w ciągu 30 dni od podania chemii prawdopodobnie nie powinni w ogóle jej otrzymać. Ilu jest takich pacjentów? Nie ma łatwego sposobu, aby odpowiedzieć na to pytanie, ale może warto byłoby zajrzeć do tych szpitali, w których umieralność była najwyższa i sprawdzić, w jakich przypadkach poddawanie pacjenta chemioterapii nie ma sensu.
Tymczasem lekarze w Stanach Zjednoczonych nie chcą słyszeć o alternatywnych metodach leczenia raka i skupieni na wiedzy dostarczanej przez Big Pharmę, zmuszają nieletnich pacjentów onkologicznych do przyjmowania chemioterapii.
Tak było np. w przypadku 17-letniej Cassandry C. cierpiącej na rzadki nowotwór, tzw. chłoniaka Hodgkina.
Lekarze stwierdzili, że powinna poddać się chemioterapii, a gdy dziewczyna odmówiła, sprawa na wniosek urzędu ds. dziecka trafiła do sądu, gdzie wydano „wyrok”.
Cassandra została siłą zabrana przez policję do szpitala, gdzie przywiązano ją do łóżka i poddano wyniszczającej chemioterapii.
Skoro chemioterapia zabija częściej niż rak to dlaczego jest tak rekomendowaną metodą leczenia nowotworów? – Bo jest po prostu źródłem dobrego zysku.

A przecież istnieją alternatywne metody walki z rakiem, które są o wiele bardziej skuteczne i bezpieczne, co potwierdzają liczne przypadki uzdrowień.

piątek, 7 września 2018

Odszkodowania za NOP-y w USA i grypa

Rząd amerykański wypłacił już ok. 4 miliardy dolarów odszkodowań za okaleczenia i zabójstwa szczepienne. Oczywiście jest to tylko kropla w morzu, bo jedynie niewielki procent okaleczonych szczepionkami osób zgłasza się o odszkodowania do specjalnego sądu i niewiele osób jest dostatecznie zamożnych oraz wykształconych, by wynająć drogich prawników i skutecznie przedstawiać dowody okaleczeń poszczepiennych. Gdyby uczciwie rozpatrzono wszystkie uzasadnione pozwy, to liczby odszkodowań byłyby niewyobrażalne i wynosiłyby setki miliardów dolarów. Warto zwrócić uwagę, że najwięcej rekompensat wypłacono za szczepienia grypowe oraz DTP.

Oczywiście, rząd wypłaca odszkodowania z pieniędzy podatników, a sprawcy tych medycznych zbrodni – kartele farmaceutyczne – nie ponoszą za nie żadnych kar i kosztów. Czyli obywatele płacą dwukrotnie – raz własnym zdrowiem lub życiem przyjmując szczepienia, a dwa – pokrywając prawne koszty przestępstw firm farmaceutycznych i urzędników wymuszających szczepienia.
Zadziwiające, że obecna rzekoma epidemia grypy i raportowane w mediach dziesiątki/setki zgonów na grypę dotyczą tylko USA, a w Europie jest mało takich zachorowań i zgonów. Przy czym media milczą o tym, że większość chorych lub zmarłych to są/były osoby zaszczepione. Wyjaśnienie tego zjawiska wydaje się prozaiczne – otóż w USA establishment medyczny i media agresywnie propagują szczepienia grypowe, a w Europie mało ludzi się szczepi, więc odszczepienne wirusy nie są rozprzestrzeniane. Wielką tragedią jest to, że w USA głównie ubogie i naiwne matki są przymuszane do szczepień swych dzieci, także niemowląt i płodów, czego żniwem jest duża ich śmiertelność. Wykształcone i zamożne matki rzadko szczepią. Nie szczepią się też politycy. Ostatnio wyznał to prezydent Trump, a wcześniej prezydent Bush, który powiedział „W naszej rodzinie nie szczepmy” („in our family we don’t do vaccines”).
Autorstwo: Prof. Maria Dorota Majewska (VAERS)
Na podstawie: hrsa.gov
Źródło: Vaccgenocide.wordpress.com  Żródło:https://wolnemedia.net/odszkodowania-za-nop-y-w-usa-i-grypa/

czwartek, 6 września 2018

Ibuprofen obniża płodność u mężczyzn!

„Mężczyźni, Wasza płodność może być zagrożona z powodu codziennego zażywania ibuprofenu! Jeśli będziecie przyjmować takie same dawki, co atleci, to może dojść do zaburzeń w funkcjonowaniu hormonów odpowiadających za Waszą seksualność” – do takiego wniosku doszli duńscy i francuscy naukowcy. Przeprowadzone przez nich badanie stanowiło kontynuację wcześniejszego, w którym odkryli, że przyjmowanie powszechnie dostępnych środków przeciwbólowych przez małych chłopców może źle wpływać na pracę ich jąder.

Tym razem, w przeprowadzonym badaniu wzięło udział 31 mężczyzn w wieku od 18 do 35 lat. Czternastu z nim podawano dwa razy dziennie 600 mg ibuprofenu, podczas gdy pozostali stanowili grupę kontrolną. Dawka przyjmowana przez 14 ochotników odpowiada maksymalnej dawce wskazywanej na opakowaniu przez producenta, tj. dawce, którą większość atletów stosuje jako środek zapobiegawczy.
Już po 14 dniach (eksperyment miał trwać 3-krotnie dłużej) u mężczyzn przyjmujących ibuprofen pojawiły się zaburzenia równowagi hormonalnej. Wzrósł poziom hormonów luteinizujących wydzielanych przez przysadkę mózgową, które odpowiadają za funkcjonowanie jajników i jąder. To spowodowało zmniejszenie produkcji testosteronu. Zjawisko to, zwykle obserwowane u palaczy i starszych mężczyzn, prowadzi do spadku libido, zmniejszenia masy mięśniowej oraz zmęczenia i skłonności do depresji, a nawet do impotencji.
Eksperyment przerwano, a u badanych niedługo potem te krótkoterminowe skutki ustąpiły. Jednak naukowcy ostrzegają, że ci, którzy zażywają ibuprofen przez dłuższy czas mogą nie mieć tyle szczęścia.
Kierownik zespołu, David Mobjerg Kristensen, w wywiadzie dla gazety The Guardian stwierdził: „Wyniki naszego badanie powinni zaniepokoić tych, którzy zażywają ibuprofen przez dłuższy czas. Substancja ta bardzo dobrze uśmierza ból, jednak część naszego społeczeństwa zdaje się nie zastanawiać nad jej ewentualnymi skutkami ubocznymi.”
Współautor publikacji, Bernard Jegou, dodaje: „Należy uświadomić niektórych, że warto spróbować żyć bez tego środka. Dla nich jego zażywanie może przynieść więcej szkody niż pożytku.”
Należy dodać, że nie są to pierwsze doniesienia o szkodliwości ibuprofenu. Tylko w zeszłym roku uczeni dowiedli, że jego zażywanie może doprowadzić do tzw. nagłego zatrzymania krążenia, kiedy to dochodzi do zatrzymania czynności mechanicznej serca powodującego ustanie krążenia krwi. W innym badaniu okazało się, że w przypadku ciężarnych ryzyko poronienia wzrasta dwukrotnie.
Opracowanie: Xebola
Na podstawie: NaturalNews.com,
TheGuardian.comPNAS.orgAcademic.oup.comNHS.uk
Zdjęcie: Vnukko (CC0)
Źródła: Xebola.wordpress.com, WolneMedia.net

środa, 5 września 2018

Zapaszam do grupy wegetarian i wegan empatycznych na Facebook



https://www.facebook.com/groups/1744300392526359/?ref=bookmarks

Rząd Holandii wyrzuci nieszczepione dzieci z przedszkoli

Już niedługo holenderski rząd planuje podjąć kolejne kroki w celu pozbawienia obywateli tego kraju wyboru w zakresie szczepienia. Rząd Holandii motywując to ochroną zdrowia swoich obywateli, planuje szereg represji w stosunku do osób, które wybiorą nie ryzykować powikłań poszczepiennych.

Władze planują utworzyć kampanię informacyjną dla sceptycznych wobec szczepionek rodziców. Zapowiedziano również, że niedługo przedszkola i podobne placówki będą mogły odmówić opieki nad nieszczepionymi dziećmi!
Przedstawiciele rządu twierdzą, że miejsca opieki nad dziećmi muszą spełniać odpowiednie warunki bezpieczeństwa. Jest to nieco zaskakujące, bo skoro wśród dzieci zaszczepionych znajdzie się kilka nieszczepionych, to nawet jeśli te zachorują, reszta powinna być przecież chroniona dzięki szczepionce. Skoro tak nie jest to czy to ma oznaczać, że szczepionki nie działają?
Aby jakoś odpowiedzieć na ten logiczny do bólu argument ukuto pojecie odporności zbiorowej. Jest to twór statystyczny obrazujący spadek ilości szczepień poniżej 95% co rzekomo pozwala na łatwiejsze mutacje wirusa. Ponieważ wiedza na temat powikłań poszczepiennych jest coraz bardziej powszechna spadek ilości szczepień zaobserwowanow wielu europejskich krajach, włącznie z Holandią.

Właśnie z tego powodu tamtejszy rząd zastanawia się, czy nie zmusić ludzi do wstrzykiwania dzieciom tych substancji zwanych szczepionkami, stosując ewentualnie sankcję w postaci braku zgody na uczęszczanie dziecka do przedszkola, żłobka i innych tego typu placówki. Zdaniem urzędników, powinny mieć one prawo do odmowy opieki nad nieszczepionymi dziećmi. Pomysł ten jest popierany przez 3 największe partie w tym kraju.
Propaganda towarzysząca szczepieniom jest bardzo skuteczna. Zdaniem jej propagatorów wraz z rosnącą liczbą tak zwanych antyszczepionkowców rośnie też ilość zachorowań na rzekomo wyeliminowane choroby. Dowodzić ma temu to, że w roku 2018, w całej Europie wykryto ponad 41 tysięcy przypadków Odry, co jest wzrostem w porównaniu z poprzednim rokiem (24 tysiące), czy 2016 (5 tysięcy). Jednak proszczepionkowi statystycy nie są łaskawi zauważyć, że przypadki te pochodzą głównie z Europy Wschodniej, gdzie ruch przeciw szczepionkom nie jest aż tak silny, a tak zwana wyszczepialność, dzięki mentalności niewolniczej, wciąż jest na rekordowo wysokim poziomie.
Autorstwo: DoritosNachoCheese
Zdjęcie: EME (CC0)
Na podstawie: Nltimes.nl
Źródło: ZmianyNaZiemi.pl
Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba i tekst

wtorek, 4 września 2018

Namawiam cię do robienia tego badania. Uchroni cię od wielu chorób

Plik:2012-07-26 16-13-01-sun.jpg
Przedstawię trzy badania, które powinny zagonić cię do działania. Dotyczą bardzo ważnej witaminy.
Wysoki jej poziom, powoduje wyleczenie z niewyleczalnych chorób i zapobieganie ich powstawaniu.
Wiele badań na to wskazuje, wielu naukowców mówi o tym coraz śmielej.
Jest o co walczyć…
Aby cię zmotywować, podam trzy badania dotyczące: nowotworów, raka piersi i sztywności tętnic.

Jak wyleczyć nowotwory?

W badaniu przeprowadzonym przez naukowców z University of California San Diego School of Medicine, przeanalizowano dane ponad 5000 kobiet z prospektywnych badań i randomizowanych badań klinicznych. Średni wiek uczestniczek to 63 lata.
Naukowcy doszli do wniosku, że minimalny, idealny poziom witaminy D3 wynosi 60 ng/ml. Obecne, zalecane przez National Academy of Medicine, wynosi zaledwie jedną trzecią tej wartości, czyli 20 ng/ml.
Główny autor badania, dr Cedric F. Garland powiedział, że uczestnicy, którzy mieli poziomy krwi wyższe niż 60 ng/ml, mieli tylko jedną piątą ryzyka zachorowania na raka piersi, w porównaniu do kobiet, u których poziom spadł poniżej 20 ng/ml.
Inne badanie opublikowane w zeszłym roku w Environmental Health Perspectives wnioskuje:
„…kobiety, u których poziom witaminy D wynosił 38 ng/ml lub więcej, miały o 21 procent niższe prawdopodobieństwo zachorowania na raka, w porównaniu do tych, których poziom wynosił 24,6 ng/ml lub mniej”. 
Naukowcy wykazali, że ci, którzy przyjmują suplement witaminy D cztery razy w tygodniu lub częściej, mogą zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka o 11 procent.

Zdrowe serce i sztywność w tętnicach

Kolejne badanie pochodzi z Medical College of Georgia na Uniwersytecie Augusta. Naukowcy badali osoby pochodzenia afroamerykańskiego z niedoborem witaminy D, które były otyłe lub z nadwagą. Podawali im suplementację witaminą D3 lub placebo i mierzyli wszelkie zmiany sztywności tętnic.
Badanie obejmowało łącznie 70 uczestników w wieku 13-45 lat. Wszystkim osobnikom podawano miesięczny odpowiednik dziennych dawek witaminy D3: 600, 2000, 4000 IU/d lub placebo.
Naukowcy stwierdzili, że grupa biorąca 2000 IU/d miała dwuprocentowy wzrost sztywności tętnic (wzrost sztywności tętnic przyczynia się do podwyższenia ryzyka sercowo-naczyniowego) do czasu zakończenia 16-tygodniowej suplementacji. Grupa 600 IU/d przeszła minimalne usztywnienie tętnic o 0,1 procent, podczas gdy grupa placebo wykazała dwuprocentowy wzrost sztywności.
Tymczasem dawka 4000 IU/d w jednej grupie, wykazała najbardziej znaczące efekty. Stężenie witaminy D we krwi było najwyższe w tej grupie.
Wniosek: sztywność tętnic można leczyć zwiększając spożycie witaminy D, czy to za pomocą naturalnych, czy uzupełniających środków.

Skąd wiadomo, czy w ogóle potrzebujemy witaminę D3?

Witamina D jest jedną z nielicznych, którą należy mieć cały czas pod kontrolą.
Niemal każde laboratorium może zrobić badanie tzw. 25(OH) za kilkadziesiąt złotych.
Jej poziom nie powinien być niższy, niż 60.
Jeśli jest niższy, to należy podjąć suplementację preparatami D3 (nie D2).
Poziom należy sukcesywnie kontrolować.
Często w chorobach potrzeba dużo większych dawek, niż profilaktycznie.
I tak:
  • powyżej 60: to norma, którą powinno się utrzymywać.
  • Poniżej 30: mamy choroby krążenia, nadciśnienie, chorobę wieńcową, udary, zawał i inne.
  • Poniżej 20: cukrzyca, toczeń, choroba Hoshimoto, choroby autoagresji, astma, nowotwory i inne.
Bardzo mocno namawiam cię, abyś znalazła przyzwoite laboratorium i całą rodziną poszła i zrobiła to badanie.
To będą najlepiej wydane pieniądze. Lepiej odmówić sobie innych rzeczy i sprawdzić poziom witaminy D3.
Możesz uratować siebie i swoją rodzinę od niepotrzebnych chorób, które prowadzą do nieszczęść i sporych wydatków finansowych.
Coraz więcej badań wskazuje, że wysoki poziom D3, leczy nie tylko nowotwory. Za chwilę okaże się, że dużo więcej chorób można wyleczyć.
Kup dobrej jakości witaminę D3 i zażywaj. Jeżeli masz możliwość przebywania na słońcu pomiędzy 11 a 14, to jeszcze lepiej. W tych godzinach słońce wytwarza promienie UVB, z których powstaje witamina D3.
Co kilka miesięcy rób badania i sprawdzaj, czy dawka witaminy D3, którą zażywasz jest odpowiednia. 

poniedziałek, 3 września 2018

Obraz może zawierać: tekst

Prawdziwa historia wyleczenia astmy o podłożu psychicznym



Jest to kolejna z historii o tym, dlaczego interesuję się medycyną alternatywną i naturalną.
Kilka lat temu zaczęłam bardzo kaszleć, w kulminacyjnym momencie niemal jak gruźlik, a ten kaszel utrzymywał mi się kilka miesięcy, cały czas był bez gorączki, bez kataru i innych objawów przeziębienia. Z czasem ten kaszel sam zniknął, a w zamian niego zaczęłam mieć duszności i trudności z oddychaniem.
Na pewnym etapie dostałam się do alergolog, która zdiagnozowała mi astmę. Przeszłam badania w szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wykazujące zmniejszoną objętość płuc u mnie, dostałam receptę na tabletki i aerozole dla astmatyków. Poinformowała mnie, że to bardzo ważne, abym brała te leki, ponieważ bez nich moja choroba będzie się pogłębiać i coraz trudniej będzie ją wyleczyć. Dostałam również skierowanie na równoległe leczenie u pulmonologa, ponieważ astma – wg lekarzy – ma być chorobą z pogranicza alergologii i pulmonologii. Wystąpił pewien spór pomiędzy pulmonologiem a alergolog.
Pulmonolog twierdził, że wg badań nie mam żadnej wady wrodzonej płuc, zatem nie będzie mi wypisywał recept na leki i, że nie mam żadnej astmy a wg niego podłoże duszności jest w psychice, od stresu, jeśli w ogóle nie zmyśliłam całkiem sobie tych objawów. Alergolog na kontroli odpowiedziała „Ale przecież astma zawsze jest od stresu!!!” na co – jak twierdziła – wskazywało jej doświadczenie w leczeniu pacjentów na oddziale szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w którym równolegle pracowała i gdzie miałam już robione badania, przez kilka dni.
Interesuję się medycyną alternatywną od lat, zatem nakierowana na trop, iż nie mam żadnej wady wrodzonej struktury płuc, zmartwiona dodatkowo perspektywą duszenia się bez „leków” oraz skazaniem na łaskę i niełaskę specjalistów, zajrzałam do jednej z książek z dziedziny medycyny niekonwencjonalnej jaką czytałam.
Tu należy dodać, że filozofia psychicznego podłoża chorób jest bardzo bogata i bardzo różnorodna, występuje m. in. w medycynie chińskiej, ajurwedyjskiej (Starożytnej indyjskiej), neogermańskiej i w „biologii totalnej”. Oprócz tego „psychosomatyka”, zajmująca się powiązaniem między psychiką a chorobami ciała jest również jedną z dziedzin współczesnej konwencjonalnej psychologii, choć ta robi to w innym wydaniu, niż wspomniane już gałęzie medycyny alternatywnej.
Ja w tamtym czasie byłam mniej doświadczona i jedyne źródło jakie miałam na ten temat, to książka amerykańskich lekarzy Alexandra Loyda i Bena Johnsona „Kod uzdrawiania”, której fragment dotyczy powiązań między problemami emocjonalnymi, a objawami w postaci chorób ciała. Z niej właśnie wyczytałam, że problemy z układem oddechowym powiązane są z „poczuciem bycia niewystarczająco dobrym”. Ja za to w tamtym astmatycznym okresie byłam bardzo dobitnie krytykowana przez swoich domowników, w czasie około 10 miesięcy. Pracując sama nad swoimi uczuciami i myślami, moje objawy duszności zniknęły, najpierw  cofnęły się do etapu kaszlu bez duszności, aż wszystkie mi całkiem zniknęły. Od tamtego czasu, przez około 2,5 roku, nie brałam żadnych leków na astmę, bo ich nawet nie potrzebowałam.
BARDZO WAŻNE: NIE MIAŁAM ZDIAGNOZOWANEJ ŻADNEJ WADY PŁUC, ZATEM NIE SPRAWDZIŁAM JAK TEN SPOSÓB ZADZIAŁAŁBY W TAKIM PRZYPADKU. Jednak mój ojciec miał astmę, zatem można by podejrzewać genetyczne podłoże jako przyczynę wystąpienia tej choroby u mnie. Oprócz tego jako dziecko chorowałam na atopowe zapalenie skóry, co również sugerowałoby moją genetyczną skłonność do astmy, ponieważ zdaniem lekarzy, te dwie choroby są ze sobą powiązane. Problemem jest jednak to, że badaniami w zakresie leczenia, zajmują się i sponsorują je głównie koncerny farmaceutyczne, które zarabiają na uzależnieniu chorych ludzi od zażywania ich produktów. Wnioski z tych informacji zostawiam czytelnikom do samodzielnego przez nich wyciągnięcia.
Ponieważ jestem bardzo zadowolona jak to zadziałało u mnie, przedstawiam zestawienie emocjonalnych przyczyn fizycznych chorób ciała wg amerykańskich profesjonalnych lekarzy medycyny konwencjonalnej – dra Alexandra Loyda i dra Bena Johnsona (przy zaznaczeniu przez nich, że są to jedynie tendencje, nie absolutna reguła):
układ hormonalny: miłość* vs egoizm – autorom chodzi o miłość w znaczeniu skłonności do ofiarnego, altruistycznego dawania, nie zaś np. „kochanie czekolady”, „kochanie piłki nożnej”, bądź stosunki o charakterze damsko-męskim
problemy dermatologiczne: radość* vs smutek/depresja – ta radość ma być niezależna od okoliczności zewnętrznych, np. pojawiająca się automatycznie na jakiś entuzjastyczny dla nas widok
układ żołądkowo-jelitowy: spokój vs niepokój/lęk – przypis autorki tego artykułu: ten mechanizm jest absolutnie logiczny z punktu widzenia podstawowej wiedzy o fizjologii i wynika z mechanizmów reakcji ucieczki albo walki, które wywołują przepompowywanie odżywiającej narządy krwi m.in. z układu trawiennego do rąk i nóg w ciele, aby móc szybciej uciekać przed niebezpieczeństwem lub walczyć z nim w celu lepszego ratowania własnego życia
układ odpornościowy: cierpliwość vs gniew, frustracja, niecierpliwość – te negatywne emocje mają zdaniem autorów wywoływać wyłączanie się działania ludzkiego układu odpornościowego
centralny układ nerwowy: życzliwość vs odrzucenie/nieżyczliwość ze strony otoczenia – przy czym to proste gesty życzliwości okazywane choremu mogą już zdaniem autorów, poprawić jego stan zdrowia, w tym obszarze ciała
układ oddechowy: dobroć vs poczucie bycia niewystarczająco dobrym – w tym wypadku szczególnie narażeni są perfekcjoniści, których zwykle chwali się za ich ciężką pracę, nie zwracając uwagi, że na dłuższą metę jest to groźne dla ich zdrowia; inną narażoną grupą są osoby wychowane w bardzo restrykcyjnych i religijnych rodzinach, które ciągle mogą mieć poczucie bycia niegodnymi i zagrożenia skończeniem na zawsze w piekle, jeśli nie będą cały czas uważać czy są wystarczająco w porządku
układ rozrodczy: zaufanie vs potrzeba kontrolowania – jeden z autorów opisuje, jak jego żona długo bezskutecznie leczyła się z bezpłodności, jednak dopiero, gdy porzuciła swoją emocjonalną potrzebę kontrolowania i „powierzyła władzę nad swoim życiem Bogu”, w końcu i naturalnie zaszli w ciążę;
układ krążenia: pokora a kontrola nad wizerunkiem – chodzi tu o przesadne dbanie o to, co inni ludzie o nas myślą; poświęcanie przesadnej ilości energii na coś, co wiemy, że jest kłamstwem w celu uzyskania aprobaty społecznej; celem jest aby czuć się dobrze samemu ze sobą
układ mięśniowo-szkieletowy: kontrolowanie siebie w swoim środowisku życiowym vs brak kontroli nad swoim życiem – jak relacjonują: ich pacjenci zdrowieli z tego typu chorób, gdy ci zaczęli pracować nad swoimi problemami z lenistwem i/lub poczuciem bezradności i/lub poczuciem niesprawiedliwości i/lub poczuciem, że coś im się należy itp. [Aktualizacja: po opublikowaniu pokazałam ten artykuł dwóm osobom, mającym problemy z kośćmi lub stawami i także stwierdziły poprawę u siebie po otrzymaniu tej informacji].
Poza tym: u wszystkich pacjentów cierpiących na poważne choroby w ich praktyce lekarskiej, stwierdzono brak wybaczenia sobie lub innym określonych wydarzeń z ich życia. Przy czym nie chodzi tu o stawanie się idealną ofiarą, jednak o nieprzeżywanie głębokiego urazu z powodu wydarzeń, których nie jesteśmy w stanie już zmienić i nie dręczenie samych siebie swoimi emocjami, aby nie robić już sobie samym krzywdy nimi, gdy w niczym już to nie pomoże, a tylko szkodzi naszemu ciału.
Polecam sprawdzenie na sobie skuteczności pracy z emocjami w zakresie naprawy własnych problemów zdrowotnych. Przy czym jest to bardzo szeroki temat, a przedstawione tutaj przyczyny są tylko przykładami odpowiedzi w porównaniu do całego spektrum dziedzin medycyny alternatywnej. W miarę moich możliwości czasowych, postaram się oczywiście pogłębić ten temat na tej stronie, weryfikując wcześniej wiarygodność przedstawianych treści.
Dominika,
aby m.in. uzyskać dostęp do darmowych ebooków (w całości i fragmentach) z dziedziny poprawy zdrowia i jakości życia 
Za: http://sekrety-zdrowia.org/prawdziwa-historia-wyleczenia-astmy-podlozu-psychicznym/

niedziela, 2 września 2018

CHEMICZNE WYBIELANIE ZĘBÓW – ESTETYKA ZA CENĘ ZDROWIA



Chemiczne wybielanie zębów na dobre zagościło w stomatologii estetycznej. Lśniąco białe zęby stały się obecnie ważnym aspektem społecznym. Badania przeprowadzone przez American Academy of Cosmetic Dentistry wykazały, że dla 96% badanych piękny uśmiech i zęby są wyznacznikiem atrakcyjności, a dla 74% także szansą na sukces zawodowy. Satysfakcjonująca zdolność środków wybielających rodzi ich popularność, jednak niepokojący wciąż pozostaje fakt ich szkodliwego oddziaływania na tkanki zęba.


Historyczne wybielanie

Proste zabiegi wybielania, poprawiające estetykę uzębienia znane były już w starożytnym Rzymie, a polegały na szczotkowaniu zębów moczem.
Od XIV do XVIII wieku cyrulicy najpierw ścierali pilnikiem powierzchnię szkliwa, a następnie stosowali kwas azotowy.
Za początek prawdziwej historii wybielania zębów żywych przyjmuje się lata 60. XX wieku.
To wtedy amerykański ortodonta, który zalecał swoim pacjentom noszenie nakładki na zęby wypełnionej antyseptykiem zawierającym 10% karbamid, jako lek na stan zapalny dziąseł, odkrył, ż terapia przynosi jeszcze jedną korzyść – rozjaśnia barwę zębów.
Jednak dopiero 20 lat później zainteresowano się naukowym wykorzystywaniem karbamidu
w wybielaniu zębów.

Chemiczne wybielanie zębów

Metody wybielania zębów wykorzystują nadtlenek wodoru, który może być stosowany bezpośrednio lub tworzyć się z innych związków chemicznych, takich jak nadtlenek karbamidu (mocznika), nadboran sodu i nadwęglan sodu.

Nadtlenek karbamidu w kontakcie z wodą rozkłada się na mocznik i nadtlenek wodoru, którego stężenie stanowi 1/3 koncentracji nadtlenku karbamidu. Nadboran sodu i nadwęglan sodu powoli uwalniają nadtlenek wodoru.
Dlatego też współczesne metody wybielające zęby skupiają się wokół trzech grup zorganizowanych m.in. w odniesieniu do stężenia nadtlenku.
Grupa metod chemicznych zarezerwowanych do profesjonalnego stosowania w gabinecie stomatologicznym wykorzystuje zwykle duże stężenie środka wybielającego (35–37% nadtlenek wodoru lub ok. 40% nadtlenku karbamidu).
Dodatkowo jego działanie może być wzmacniane za pomocą światła lub ciepła.
Drugi zestaw metod pacjenci stosują indywidualnie, pozostając jednak pod stałą kontrolą stomatologa. Wymagają one użycia nakładek z mniejszym stężeniem środków wybielających (do 20% nadtlenku karbamidu lub 10% nadtlenku wodoru).
Ostatnia, trzecia grupa to ogólnodostępne dla pacjentów preparaty z małym stężeniem środka wybielającego (do 10% nadtlenku karbamidu).

Szkodliwe piękno

Chemiczne metody wybielania zębów gwarantują piękne efekty, ale czy warto je stosować, skoro można otrzymać więcej szkody niż pożytku?
Wielu badaczy próbowało wyjaśnić wszystkie szkodliwe zmiany, jakie zachodzą na powierzchni szkliwa zębów oraz ich innych tkanek, w wyniku działania preparatów wybielających.
Okazuje się, że najczęściej odnotowywanym powikłaniem po wybielaniu zębów chemicznymi metodami jest ich nadwrażliwość. U ok. 1/3 pacjentów, którzy wykorzystują preparaty z małym stężeniem środka wybielającego, pojawia się ta dolegliwość.
Prawdopodobieństwo wystąpienia utrzymującej się nadwrażliwości zębów wzrasta wraz
z przypadkiem zdecydowania się na zabieg w gabinecie stomatologicznym z użyciem wyższego stężenia preparatu.
Cząsteczki nadtlenku wodoru łatwo przenikają do miazgi zębowej.
Tam wywołują lekkie podrażnienia, co skutkuje pojawieniem się owej nadwrażliwości i wystąpieniem reakcji bólowej np. w kontakcie z zimnym pożywieniem.
Nadtlenek wodoru może także podrażniać błonę śluzową dziąseł. Takie podrażnienie zaobserwowano np. u 33% osób, które stosowały nakładki wybielające z 10% stężeniem nadtlenkiem karbamidu.
Poza tym potwierdzono, że chemiczne preparaty wybielające zęby mogą osłabiać strukturę szkliwa w wyniku utleniania jej elementów organicznych i nieorganicznych.
Takie zmiany w szkliwie zwykle obserwowalne są jako wzrost porowatości, „podziurkowanie” powierzchni lub zmniejszenie mikrotwardości.
W badaniu Podatność na demineralizację szkliwa zębów poddanego działaniu 10% nadtlenku karbamidu – badania in vitro w 10 cyklach, trwających każdorazowo 10 godzin aplikowano na szkliwo zębów żel z 10% nadtlenkiem karbamidu i fluorem (1100 ppm).
Wyniki badania potwierdzają co prawda stopniowy, ale istotny wzrost podatności szkliwa na demineralizację, przy czym największy wzrost zaobserwowano po drugiej aplikacji preparatu.
Obserwacje zmian w mikroskopie skaningowym powstałych po zastosowaniu 50% roztworu nadtlenku wodoru, potwierdzają pojawienie się na wybielonych powierzchniach szkliwa zniszczeń w postaci znacznych rozmiarów bruzd i dołków.
Podczas stosowania chemicznych metod wybielania zębów warto również pamiętać o możliwych niepożądanych interakcjach pomiędzy preparatem wybielającym a materiałem dentystycznym.
Utrzymujące się w tkankach zębów pozostałości nadtlenku wodoru niekorzystnie wpływają na siłę wiązania stosowanych do leczenia próchnicy materiałów kompozytowych.
Natomiast nadtlenek karbamidu może zwiększać uwalnianie rtęci z plomb amalgamatowych.
Chemiczne wybielanie zębów to jednak ryzyko, które czasami może bardziej zaszkodzić niż pomóc.
Efekty może i są spektakularne, ale jakim kosztem…

sobota, 1 września 2018

PROTOKÓŁ CHELATACJI CUTLERA – SKUTECZNE OCZYSZCZANIE ORGANIZMU Z METALI CIĘŻKICH



Protokół chelatacji Cutlera to opracowany przez doktora medycyny i chemii sposób eliminacji substancji toksycznych z organizmu. Zalegające w ustroju metale ciężkie zakłócają jego prawidłowe funkcjonowanie i w konsekwencji prowadzą do wielu chorób. Jednak w prosty sposób, przy odrobinie cierpliwości i wytrwałości można je usunąć.


Cutler kontra rtęć

Andrew Hall Cutler był (zm. 29 lipca 2017 r.) doktorem medycyny i chemii.
Miał również licencjat z fizyki zdobyty na Uniwersytecie Kalifornijskim.
Kiedy dotknęły go poważne problemy zdrowotne, on sam i inni lekarze czuli się bezradni, głowili się jak mu pomóc.
Niszczycielska, tajemnicza siła siała spustoszenie w jego organizmie.
Doktor Cutler miał jednak to szczęście, że odpowiednie wykształcenie medyczne, upór
i dociekliwość, pozwoliły mu odnaleźć źródło choroby.
Okazało się, że jego organizm zatruwa rtęć pochodząca z amalgamatowych wypełnień zębów.
Cutler, który na własnej skórze doświadczył ubocznych skutków tego procesu oraz przebył długą drogę oczyszczenia organizmu z metali ciężkich, postanowił swoją wiedzą podzielić się ze światem i pomóc innym ludziom.
W 1999 r. wydał książkę pt. „Amalgam Illness: Diagnosis and Treatment”, w której uwzględnił część swojej wiedzy na temat zatrucia rtęcią, którego sam doświadczył.
Pięć lat później wydał kolejną książkę zatytułowaną „Hair Test Interpretation: Finding Hidden Toxicities”, w której przedstawił m.in. interpretację wyników badań z włosa na obciążenie organizmu metalami ciężkimi.

Rtęć i spółka

Metale ciężkie to pierwiastki chemiczne, które stanowią integralną część wszystkiego. Niektóre z nich w formie nieprzetworzonej są zbawienne dla naszego zdrowia.
Problem pojawia się wtedy, gdy mamy do czynienia z nieorganiczną formą pierwiastków takich jak miedź, żelazo, kobalt, mangan, rtęć, cynk, glin, ołów, arsen, kadm, tal, nikiel itp.
Te gromadzone latami w komórkach organizmu i jego narządach wewnętrznych są bardzo trudne do metabolizowania.
Zalegają w ustroju i z czasem prowadzą do licznych problemów zdrowotnych.
W przypadku zatrucia organizmu metalami ciężkimi pojawiają się częste bóle głowy, migreny, ogólne osłabienie, drżenie mięśni, alergie, częste niestrawności oraz arytmia serca.


W cięższych przypadkach dochodzi do chorób autoimmunologicznych, zapaleń stawów, schorzeń nerek i wątroby, choroby Parkinsona lub Alzheimera, zaburzeń pracy układu nerwowego, zaburzeń endokrynologicznych, opóźnień rozwoju płodu, autyzmu i powstawania nowotworów.
Wszystkie metale ciężkie są wysoce szkodliwe dla całego organizmu, w tym głównie dla układu nerwowego, ale szczególne zagrożenie dla zdrowia ludzkiego stanowi rtęć.
To właśnie zatrucie układu nerwowego rtęcią jest najpopularniejszą przyczyną autyzmu.
Ekspozycja na rtęć może pochodzić z różnych źródeł, a sama rtęć obecna jest w środowisku w kilkunastu różnych formach.
Rtęć metaliczna znajduje się w termometrach, plombach amalgamatowych oraz kilkunastu innych substancjach używanych w gospodarstwie domowym i przemyśle.
Najlepiej przyswajana jest w drodze inhalacji.
Rtęć nieorganiczna obecna jest m.in. w produktach kosmetycznych i gospodarstwa domowego.
Jest dobrze absorbowana w drodze trawienia i przez skórę.
Stosunkowo nieduża ilość tej formy rtęci przekracza barierę krew-mózg, ponieważ większość zostaje wydalona z moczem lub kałem albo odkłada się w nerkach.
W przypadku rtęci organicznej mówimy zazwyczaj o dwóch jej formach: rtęci metylowanej pochodzącej z konsumpcji ryb oraz rtęci etylowanej, która jest składnikiem tiomersalu używanego w szczepionkach.
Rtęć organiczna przyswajania jest przez płuca, układ trawienny, granicy dla niej nie stanowi też bariera krew-mózg.
Przenika łożysko, pojawia się w mleku matki i koncentruje się w nerkach oraz centralnym układzie nerwowym.

Chelatory i chelatacja

Najskuteczniejszym sposobem eliminacji substancji toksycznych z organizmu i w niektórych przypadkach jedyną szansą na przeżycie bez konsekwencji czy następstw zatrucia metalami ciężkimi jest chelatacja.
Związki chelatacyjne stosuje się w farmakologicznym leczeniu zatrucia metalami ciężkimi.
Chelatory to molekuły, które wychwytują metale i ściśle wiążą się z nimi, obudowując je strukturą pierścienia.
Dobry chelator przede wszystkim wiąże się w pierwszej kolejności z metalami ciężkimi i jest toksyczny w niskim stopniu.
Dodatkowo ma wyższy współczynnik wydalania niż endogeniczne związki wiążące metale, dzięki czemu zapewnia szybką eliminację metali toksycznych.

Protokół chelatacji Cutlera

Protokoł chelatacji Cutlera jest najbezpieczniejszą metodą oczyszczania organizmu z metali ciężkich, w tym przede wszystkim z niebezpiecznej rtęci.
Jego główną zaletą jest fakt, że chelatację każdy może sam przeprowadzić we własnym domu.
Z powodzeniem może być stosowana także u małych dzieci.
W przeciwieństwie do innych metod usuwania metali ciężkich z organizmu protokół Cutlera skupia się na częstym stosowaniu niskich dawek chelatorów na podstawie ich okresu półtrwania.
W ten oto sposób z organów i tkanek wyciągane są powoli, małe ilości metali ciężkich, co wiąże się z większym bezpieczeństwem dla organizmu.
Taki sposób przyjmowania chelatorów jest łagodniejszy dla ustroju i pozwala utrzymać ich stężenie we krwi na możliwie stałym poziomie oraz wiązać i wydobywać metale ciężkie w bezpiecznym tempie i ilościach.
Bezwględnymi przeciwskazaniami do stosowania protokołu chelatacji Cutlera są wypełnienia ze srebra, złota oraz plomby amalgamatowe, których trzeba się jak najszybciej, w bezpieczny sposób pozbyć.
Po ich usunięciu należy odczekać minimum 3 miesiące, zanim przystąpi się do procesu chelatacji.
Takiej formy chelatacji nie mogą zastosować również osoby z dużymi protezami ze stopów chromowo-kobaltowych, kobiety w ciąży, karmiące piersią oraz kobiety planujące ciążę (planowanie można rozpocząć dopiero pół roku po ostatnim cyklu chelatacji).

Chelatory w protokole Cutlera

Protokół Cutlera zakłada możliwość doustnego przyjmowania trzech chelatorów: ALA (kwas alfa-liponowy), DMSA (kwas dimerkaptobursztynowy) oraz DMPS (kwas dimerokaptopropanosulfonowy).
Każdy z nich można zażywać oddzielnie lub w kombinacjach ALA+DMSA lub ALA+DMPS.
ALA jest najważniejszym chelatorem protokołu, ponieważ jako jedyny ochrania mózg przed zatruciem rtęcią.
Ma dostęp do wszystkich tkanek organizmu, właśnie łącznie z mózgiem.
DMSA i DMPS bardzo dobrze łączy się z rtęcią nieorganiczną.
Z powodu niskiej masy cząsteczkowej są łatwo filtrowane przez nerki i wydalane z moczem. Oprócz rtęci chelatują również inne metale ciężkie, w tym arszenik, ołów i kadm.
W związku z różnym okresem rozpadu tych chelatorów należy zadbać o ich utrzymywanie na stałym poziomie.

Protokół w praktyce

Chelatory należy przyjmować w tzw. cyklach, które trwają minimum 64 godz. (zazwyczaj 3 dni i 2 noce).
Z doświadczeń tysięcy osób praktykujących protokół chelatacji Cutlera wynika, że potrzeba ok. 200-300 cykli, aby przyzwoicie się oczyścić.
Zwykle zajmuje to około 2-3 lata.
Podczas trwania rundy nie wolno pominąć żadnej dawki, nawet w nocy.
Maksymalne opóźnienie w jej przyjęciu wynosi 30 minut.
Po 3-dniowej rundzie następuje przerwa od brania chelatorów, zwykle trwająca cztery dni.
Jeżeli w tym czasie nie odstąpią objawy z poprzedniej rundy, nie należy rozpoczynać kolejnej.
Przez cały okres trwania rundy należy przyjmować stałą dawkę chelatora.
Ogółem za bezpieczną początkową dawkę dla każdego z chelatorów uznaje się 12,5 mg.
Wszystko zależy jednak od poziomu zatrucia organizmu i indywidualnej tolerancji na terapię.
Zdarza się, że takie dawki nie są tolerowane i należy zacząć od niższych, sięgających jedynie 1-5 mg.
Sposób przyjmowania chelatorów w trakcie trwania jednej rundy to:
  • ALA – co 3 godziny lub częściej (w dzień i w nocy);
  • DMSA – co 4 godziny lub częściej (w dzień i w nocy). Jeżeli przyjmujemy ALA+DMSA – najlepiej co 3 godziny;
  • DMPS – co 8 godzin lub częściej (w dzień i w nocy). Jeżeli przyjmujemy ALA+DMPS – najlepiej co 6 godzin.
W trakcie trwania każdej rundy oraz przerwy należy stale przyjmować suplementację diety
w postaci:
  • cynku – 50 mg w formie pikolinianu cynku lub glicynianu cynku;
  • witamina C – 4-12 g w podzielonych dawkach w ciągu dnia, w formie kwasu askorbinowego dla osób z mocnym żołądkiem lub w postaci askorbinianu magnezu / wapnia / sodu dla tych
    z wrażliwym układem pokarmowym;
  • magnez – 400-800 mg w podzielonych dawkach w ciągu dnia, najlepiej w postaci asparginian / malatu / glicynianu magnezu;
  • witamina E – 400-1000 IU.
Dodatkowo można przyjmować np. kompleks witaminy B x 4 dziennie, ekstrakt z ostropestu lub selen (200 mikrogramów / dzień).

Pogodzenie z efektami ubocznymi

Podczas stosowania protokołu chelatacji Cutlera należy pogodzić się z jednym – z efektami ubocznymi, których doświadcza każdy.
Ich ilość i nasilenie zależy od stopnia zatrucia organizmu metalami ciężkimi.
U jednych pojawiają się one tymczasowo, u innych występują stale.
Jedni zmagają się z ich nasileniem w trakcie trwania rundy, inni podczas przerwy.
Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji.
Podczas prawidłowo przeprowadzanej chelatacji powinny być one stosunkowo łagodne lub
o umiarkowanym nasileniu.
Wśród najczęstszych efektów ubocznych takiej terapii, z którą zmagają się osoby ją stosujące, wymienia się m.in.:
  • zmiany nastroju;
  • drażliwość;
  • pobudzenie;
  • częstsze oddawanie moczu;
  • zmniejszenie apetytu;
  • zmianę zapachu (i konsystencji) stolca i moczu (zapach zgniłych jaj lub siarki);
  • wzdęcia;
  • zaburzenia snu (problemy z zasypianiem) lub poprawę snu;
  • zmęczenie;
  • wyraziste sny;
  • obniżenie koncentracji.
Opinie osób, które przeszły drogę chelatacji zachwalają jej skuteczność.
Podobno wszelkie efekty uboczne to nic, jeśli weźmie się pod uwagę doskonałe samopoczucie i zdrowie, jakie następuje po zakończeniu protokołu chelatacji Cutlera.

PS Informacje zawarte w artykule są prywatnymi opiniami i poglądami. Nie zostały napisane przez lekarza, a sama strona i zamieszczane na niej treści mają jedynie charakter informacyjny, uświadamiający i poglądowy. Pamiętaj, że nie są one fachową opinią, ani medyczną poradą i nigdy jej nie zastąpią. Wszelkie próby praktykowania powyższych rad stosujesz na własną odpowiedzialność.